Ukojenie 2 – Młody cz. 7

Ukojenie 2 – Młody cz. 7Budynek znajdował się około stu pięćdziesięciu metrów od ostatnich zabudowań, więc mimo utykania, doszła do niego dość szybko. Im bliżej była, tym większa panika ją ogarniała i gdy w końcu stanęła przy wejściu, przeszedł ją zimny dreszcz. Spojrzała do wnętrza, próbując cokolwiek dostrzec, lecz widziała tylko metr, może dwa przed sobą, dalej powietrze było czarne jak smoła. Budynek nie był duży i mimo że pomieszczenie, w którym zawsze siedzieli, znajdowało się jedynie kilka metrów od wejścia, dziewczyna bała się wejść. W nocy pustostan wyglądał bardzo przerażająco, Susan miała wrażenie, że kryją się w nim jakieś monstra.  
    Przestąpiła próg, aby schronić się od deszczu, lecz na tym jej wycieczka się zakończyła. Do diabła, kobieto, skup się. Byłaś tu tysiące razy i nic się przecież nie zmieniło, to tylko ciemność – dodawała sobie otuchy, wkurzona faktem, że boi się pustego budynku. I nagle ją olśniło! Podeszła jeszcze kawałek, trzymając się ściany, po czym ukucnęła, wyjęła obszarpaną cegłę i z dziury w murze wydobyła zapaliczkę. Kompletnie zapomniała, że przecież Rachel, jej popalająca papierosy kumpela, ma tam "antyrodzicielską” skrytkę na rzeczy zakazane. Wymacała też papierosy, ale zostawiła je na miejscu i zakryła otwór. Pstryknęła – zapalniczka działała bez zarzutu. Płomień nie dawał zbyt powalającej ilości światła, ale mogła już dojrzeć cokolwiek, więc nieco spokojniejsza po chwili dotarła do ich "pokoju imprez”. W pomieszczeniu było ciut jaśniej, gdyż dochodziły do niego strzępki padającego z ulicznych, osiedlowych lamp świateł, ale była to znikoma różnica, nadal praktycznie nie nie widziała. Po raz drugi odpaliła płomyk i zaczęła szukać jakiejkolwiek świeczki.  
      Zawsze, jak się tu wybierali, przynosili ze sobą takowe, lecz w tej chwili, jak na złość, nie było ani jednej; notabene, dokładne przeszukanie pomieszczenia przy tak marnym oświetleniu było raczej niemożliwe.  
      – Kurwa mać – warknęła, chwyciwszy leżący na starym krześle koc, który w tym momencie wpadł jej w oko i klapnęła na kanapie.  
      Była bardzo zirytowana, gdyż zmarzła na amen, do tego była głodna i chciało jej się pić. Niestety to, co znajdowało się w tej chwili w jej sąsiedztwie, były to jedynie puste butelki, paczki po papierosach, puste torebki po trawie i masa innych śmieci. Ale przynajmniej nie padało jej już na głowę.  
      Po kilku spędzonych pod dość ciepłym kocem minutach poczuła w końcu lekką ulgę, ale przemoczone ciuchy nie pozwoliły jej się do końca rozgrzać. Dumała chwilę, wreszcie z myślą: przecież nikt tu nie przyjdzie, zdjęła mokrą koszulkę, powiesiła na oparciu legowiska i ułożyła się na nim, podkulając kolana. Sprawdziła godzinę – minęło wpół do trzeciej – i zamknęła oczy. Marzyła o tym, aby zasnąć i obudzić się jutro, kiedy będzie już ciepło i sucho, no i może ktoś się pojawi.  
      Czuła jeszcze odrobinę chłodu, a usta zrobiły się suche, jak wiór, lecz wrażenia dzisiejszego dnie i zmęczenie sprawiły, że usnęła bardzo szybko.  


      Przebudziło ją szuranie w przejściu między poszczególnymi pomieszczeniami, którym niedawno szła. Nadal było ciemno. Zdrętwiała od stóp do głów i zamarła w bezruchu. Wstrzymała powietrze, aby lepiej słyszeć, co się dzieje, a szmery stawały się coraz wyraźniejsze i były coraz bliżej, aby po chwili dotrzeć do jej ”pokoju”. Zapaliło się jasne, oślepiające światło, które skierowało się prosto na jej twarz. Zmrużyła oczy, trzęsąc się jak galareta.  
      – Mała, patrz, tu jest jakaś dziewczyna – rozbrzmiał męski głos.
      Nastolatce zrobiło się słabo, dźwięk, który wydobył się z ust przybysza, był płytki i mocno chrapliwy, miała wrażenie, że zamieszkujące pustostan potwory właśnie ożyły.
      – Co tu robisz? – głos rozbrzmiał tuż nad jej głową, a światło skierowało się na ścianę.
Lekko oślepiona nie widziała jeszcze twarzy mężczyzny, w dużych, przestraszonych oczach nadal migały jej ciemne plamki. Po chwili jednak zniknęły i Sue zobaczyła nad sobą dość niechlujnie ubranego, szczupłego, oprószonego niewielkim zarostem faceta po czterdziestce. Miał brązowe, rozczochrane włosy i dziwną, podłużną bliznę na lewym policzku. Nie był obszerna, lecz wyglądała dość nieciekawie, przez co mężczyzna od razu skojarzył się dziewczynie z jakimś marginesem.
      – Hej – nieznajomy dotknął jej ramienia, wtedy jak strzała zerwała się do pozycji siedzącej, otulając kocem.
      Była przerażona, do tego mocno zakłopotana, nie miała przecież górnej części odzieży.
      – Nie bój się – uśmiechnął się przybysz i skierował wzrok w stronę drzwi. – Meggi, wyczaruj kawałek światła, gówno widać – zaśmiał się i z pełnym spokojem usiadł obok Susan, spojrzawszy na zegarek.
      Odsunęła się na koniec kanapy, totalnie zdezorientowana, nie miała pojęcia, skąd w środku nocy wzięli się tu ci ludzie. Osoba stojąca przy drzwiach właśnie uruchomiła dużą, kwadratową latarkę, którą  mężczyzna postawił obok łóżka, kierując strumień światła na sufit. Zrobiło się o wiele jaśniej i Sue dopiero teraz dojrzała wysoką, ciemnowłosą kobietę, będącą mniej więcej w wieku swojego towarzysza.
      – Młoda, co tu robisz o trzeciej w nocy? – kontynuował nieznajomy, patrząc niestrudzenie na nastolatkę.
      – A wy? – wykrztusiła wreszcie szatynka.
      Trzecia? Spałam tylko pół godziny?! – pomyślała.
      – Mieszkamy tu, ale ty chyba nie. Uciekłaś z domu? – dociekał mężczyzna.
      Dziewczyna milczała, nie miała pojęcia, co mu powiedzieć.
      – Jestem Lenny, a to Megan. Powiesz mi wreszcie, co tu robisz? To twoja koszulka? – facet w mig spoważniał i wziął w dłoń jej ciuch.
      Nie zareagowała, nadal targał nią strach. Nieznajomy spojrzał z politowaniem na zagubioną dziewczyną, po czym chwycił wielką, czarną torbę i zaczął w niej szperać. Sue uważnie obserwowała to kobietę, to poczynania Lenny’ego. Po krótkich poszukiwaniach i wywaleniu połowy zawartości reklamówki na kanapę, podał nastolatce szarą bluzę z kapturem.
      – Zakładaj, jest nowa – nakazał głosem mówiącym: „bez dyskusji!”.
      Nie sprzeciwiała się, zwłaszcza, że zbliżał się ranek i robiło się coraz chłodniej.
      – Dziękuję – mruknęła, nie mogąc oderwać wzroku od faceta.
      Miał dziwną, tajemniczą twarz, wyglądał, jakby był człowiekiem zdecydowanym, nie znoszącym sprzeciwu, a jednocześnie łagodnym i przyjacielskim, do tego cholernie inteligentnym. W jego obliczu bardzo widoczne było zmęczenie życiem, lecz odnosiło się wrażenie, że Lenny jest z tego zmęczenia bardzo zadowolony.
      – Meg, wywieś tą koszulkę na zewnątrz, dziś będzie gorąco, szybko wyschnie – rzekł do kobiety, podając jej ciuch nastolatki.
     Susan już kompletnie zbłądziła w tym wszystkim – jak powiesi, gdzie? Kim oni są?.
      – Macie może coś do picia? – zapytała najgrzeczniej, jak umiała.
      Lenny się nie odezwał, aczkolwiek sięgnął do plecaka przyjaciółki i wręczył szatynce półlitrową butelkę gazowanej wody.
      – A może tego? – zaśmiał się, pokazując nieproszonej „lokatorce” litrową szkocką.
      – Nie – Sue się uśmiechnęła, choć szczerze mówiąc, chętnie by się teraz napiła, tak… na odwagę.
      – Na pewno? Napij się, nie powiem mamie – ironizował Lenny, trzymając alkohol przed nosem nastolatki.
     Wzięła butelkę i przechyliła, lecz nie zaczerpnęła zbyt wiele, whiskey nie należała do słabych trunków. Skrzywiła się i zakaszlała odrobinę, wywołując kolejną falę radości na twarzy nieznajomego.
      – Za mocne? Przecież wy, małolaty, jesteście już za pan brat ze wszystkimi używkami – śmiał się donośnie.
       – Nie lubię alkoholu, czasem… tylko piwo – odparła nieśmiało dziewczyna, próbując nawiązać jakikolwiek cień konwersacji. – Nazywam się Susan – dodała, czując, jakby w tej chwili jej obowiązkiem było zdradzenie swojego imienia.
      Lenny dziwnie na nią wpływał, czuła się trochę, jakby rozmawiała z nauczycielem, lub jeszcze lepiej – jakimś psychologiem. Był niesamowicie charyzmatyczny, ciepły i zimny zarazem, lecz w tej stanowczości nie było niczego, co mogłoby wywoływać lęk. Z jednej strony bardzo lekko s
przyswajało się jego wypowiedzi, z drugiej jednak nastolatka czuła dziwny cień skrępowania, gdy się odzywał.
      – Sue. – Mężczyzna pstryknął palcami, wystawiając uśmiechniętą twarz przed nosem zamyślonej dziewczyny.
      – Sorry – mruknęła.
      – Nawiałaś z domu? Na to mi wygląda, ale czemu tutaj? Przecież tu prawie codziennie kręcą się inne małolaty, lub wszelkiego rodzaju typy spod ciemniej gwiazdy. Nie bałaś się?
      – Nie miałam dokąd pójść – bąknęła Sue.
      Facet z sekundy na sekundy wzbudzał u niej coraz większe zaufanie. Miał w sobie coś, czego nie potrafiła opisać, dzięki czemu z chwili na chwilę coraz łatwiej przychodziła jej rozmowa. Przyszedł dziesięć minut temu, a miała wrażenie, jakby znała go całe życie. Jego pozytywny ton głosu powodował, że była coraz spokojniejsza, a strach znikał.
      Megan wróciła, odpaliła papierosa i w milczeniu usiadła obok Lenny’ego. Także się uśmiechała, ciepło i niemal po matczynemu. Susan dopiero teraz zauważyła, że jest bardzo ładna, lecz tryb życia, jaki obecnie prowadzi najwyraźniej sprawił, że jej uroda zaczynała blaknąć. Wyglądała jednak na definitywnie szczęśliwą.
      – Nie dawaj jej alkoholu! – odezwała się nagle, szturchając mężczyznę i niemal nokautując go porażającym, krytykującym wzrokiem.
      – Mała, przestań, przecież nic jej nie będzie – rzekł Lenny, chwytając rękę kobiety.
      Mała?! – Nastolatka osłupiała. – Oni mają po czterdzieści lat! – nie dowierzała, lecz uśmiechnęła się pod nosem. Wypowiedź mężczyzny dobitnie świadczyła o tym, jakim jest człowiekiem i jaki oboje mają do siebie stosunek. Tak zagłębiła się w interpretacji charakterów i relacji nieznajomych, że nie zauważyła nawet, kiedy wypiła całą wodę.
      – Przepraszam – bąknęła speszona, wstydliwie pokazując Lenny’emu pustą butelkę.
      Teraz już oboje z Megan roześmiali się donośnie i po chwili mężczyzna zabrał od niej opakowanie., po czym odpalił papierosa.
      – To jak to było z tą ucieczką? Powiesz nam coś? Masz jakieś kłopoty, czy to tylko młodzieńczy bunt? – Lenny wznowił temat i spokój szatynki uleciał w tej chwili  jak powietrze z balonika.
      – Nie chcę o tym mówić – mruknęła.
      – Nie powinnaś tu być, wiesz o tym. Nie masz kogoś znajomego, u kogo mogłaś się zatrzymać? Ja nie żartowałem, tu nie jest bezpiecznie. – Chłodno skarcił dziewczynę, wskazując bliznę na swoim policzku.
      Łaskoczący dreszcz przeszedł po nastolatce na myśl o tym, że jeśli jemu przydarzyło się coś, po czym ma taka niemiłą pamiątkę, to co mogłoby spotkać ją? Przełknęła ślinę, gdyż znów zachciało jej się pić, ale wstydziła się drugi raz poprosić. Czytający w myślach szatynki Lenny ponownie podał jej flaszkę, z której natychmiast zaczerpnęła. Od razu poczuła miłe ciepło w żołądku, lecz alkohol w żadnym stopniu nie zaspokoił pragnienia.
      – Lenny! – zagrzmiała Megan, strzelając w partnera jeszcze większą surowością.
      Była wyraźnie zirytowana jego ignorancją w stosunku do jej uwag i próśb.
      – Meg, wyluzuj, dwa łyki jej nie zaszkodzą – stwierdził mężczyzna, wydawało by się, nie przejąwszy się wcale pretensją kobiety.
      – Sorry, macie jeszcze jakąś wodę? – wydusiła nagle Susan, nie patrząc na parę.
      – Mała, daj jej dużą butelkę, małolatę chyba suszy – zaśmiał się Lenny, obejmując brunetkę, która po chwili wręczyła Sue otrzymała dwulitrową butelkę jakiejś bursztynowej cieczy.
      – Co to jest? – zapytała wprost.
      – Herbata, ale bez cukru, nie lubimy słodkiej – odparła Megan.
      – A macie dla siebie? Nie chcę was opijać – rzuciła nastolatka, lecz zaraz zrozumiała, jaką głupotę wywaliła.
      Zaśmiała się błazeńsko, chcąc radością zatuszować swoją idiotyczną wypowiedź, czuła się niesłychanie głupio.
      – Spokojna głowa – rzekła Megan, tryskając niezmiennie pozytywnym nastawieniem do dziewczyny.
      – I co teraz zrobimy? Małolatka zajęła nam łóżko – stwierdził Lenny, pałając zabawną powagą.
      Nastolatka dobrze widziała radość w jego zielonych oczach, aczkolwiek poczuła się bardzo nieswojo, nie wiedziała, co ma teraz zrobić. Milczała.
      – Wyluzuj, żartowałem! – rzucił mężczyzna.
      – Może już sobie pójdę – mruknęła zagubiona Sue i już chciała wstawać, choć dobrze wiedziała, że przecież nie ma przecież dokąd pójść.
      –  Siadaj! – Lenny natychmiast ją zatrzymał. –  Poradzimy sobie, nie? – Spojrzał na Megan. – Dobra, a tak na poważnie to trzeba się zdrzemnąć, po południu mam robotę –  oznajmił, wstał i zniknął z pomieszczenia. Przespać? Ale jak? Przecież tu jest tylko jedno łóżko? – pomyślała Susan, z sekundy na sekundę czując się coraz bardziej niezręcznie.
      Megan nie ruszała się z miejsca, przypatrywała się tylko szatynce, obserwując jej coraz to dziwniejszą minę.
      – Dobra, chodźmy spać! – rzekł nagle Lenny, pojawiwszy się obok z wielkim workiem.
      Po chwili wydobył z niego dwie grube kołdry i ciepły koc, które natychmiast rozłożył w sąsiedztwie kanapy, po czym spojrzał na „lokatorkę”.
      – Niestety, młoda, jesteś na nas skazana, to jedyne pomieszczenie, w którym jest jeszcze okno. Nie dmucha tak – uśmiechnął się.
      Zażenowana dziewczyna nie miała pomysłu na odpowiedź, więc się nie odzywała.
    – Zdrzemnij się, dobranoc – dodał mężczyzna i w chwilę później leżał już obok towarzyszki, szczelnie otulając kocem ją i siebie.
      Zaczęło już świtać. Susan widząc, iż mają konkretne i ciepłe „posłanie”, od razu się wyluzowała i o wiele spokojniejsza ułożyła na kanapie. Głowa bolała nadal, lecz znacznie mniej, do tego w miłej, miękkiej bluzie nie było już jej zimno, i mimo że głód wciąż znęcał się nad dziewczyną, a pod wpływem ciepła odczuła gorące pieczenie pochlastanego ciała, zasnęła bardzo szybko.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2483 słów i 14561 znaków.

2 komentarze

 
  • Duygu

    Wspaniale, że Ci dobrzy ludzie jej pomogli. Na początku myślałam, że ją wygonią, ale okazali się być przyjaźni. Ciekawe, co dalej... Nie będzie tak się tułać w nieskończoność, kiedyś musi wrócić do domu. Lecę dalej

  • agnes1709

    @Duygu Bezdomni to bardzo ciepli ludzie, szybciej pomogą, niż bogate przychlasty

  • Somebody

    Szczęście w nieszczęściu   Dobrze, że chociaż jedna noc jej się "udała"  

  • agnes1709

    @Somebody Raczej hotel to to nie jest, ale bydlaka tam nie ma