Ukojenie 2 – Młody cz. 5

Ukojenie 2 – Młody cz. 5Bacznie obserwowała przystanki, denerwując się coraz bardziej i szukając przy okazji racjonalnego wytłumaczenia dla straty funduszy. Bała się wrócić, zwłaszcza, że ojciec, jak co cztery tygodnie, będzie dziś grał dziś w karty i nie wiadomo, czy po wypiciu beczki alkoholu znowu będzie bicie, szydzenie, setne z kolei obwinianie, czy też spokojnie pójdzie spać. Nie mogła tego przewidzieć.
      Nastolatka mieszkała z rodzicami, młodszą o osiem lat siostrą i przyrodnim bratem. Matka dziewczyny związała się z jej ojcem niecałe osiemnaście lat temu. Mężczyzna po śmierci żony sam wychowywał dwuletniego syna, więc gdy na jego drodze stanęła trzydziestoletnia Maggie, zaczął się z nią spotykać, a po niedługim czasie mocno pokochał i wziął za żonę, tworząc udany, szczęśliwy związek.
      Katorga dziewczyny zaczęła się dwa lata temu, kiedy zginęła jej małoletnia siostra. Tego pamiętnego dnia czternastolatka została na parę godzin z dwiema sześcioletnimi bliźniaczkami, zobowiązana zaopiekować się małymi Sarą i Darią. Nigdy nie było z tym problemu, zawsze robiła to z pełną sumiennością i wszystko było w porządku, do czasu.
      

      Około osiemnastej rodzice wyszli do restauracji, a siostry, jak zawsze, zajęły miejsce w salonie. Susan włączyła bajkę i zasiadła ze spokojniejszą od zawsze Darią przed telewizorem, Sara natomiast przytargała pudło klocków, które po chwili rozrzuciła po podłodze i zajęła się zabawą. Znudziło jej się to jednak już po kwadransie, wpadła więc na pomysł poganiania się z psem, nie pierwszy raz zresztą. Dwuletni Golden Retriever imieniem Buster zawsze był skory do zabawy, dlatego też dziewczynka bez większego problemu nakłoniła go do berka, dzierżąc w dłoni jego ulubioną, gumową, piszczącą kość.
      – Mała, sprzątnij klocki! I przestań biegać, bo kiedyś zrobisz sobie krzywdę albo coś pobijesz! – nakazała surowo starsza siostra, odrywając wzrok od ekranu.
      – Nie zrobię! I jeszcze będę układać! – oświadczyła zdyszana małolatka, zakręciła się wkoło salonu i zniknęła w korytarzu, a za nią piesek.
       – Sara! – zagrzmiała Susan, wkurzona nieposłuszeństwem od zawsze niesfornej dziewczynki.  
      W odpowiedzi usłyszała jedynie dobiegający z oddali, wesoły śmiech rozbawionej sześciolatki i przyjazne warczenie psa. Wiedziała, że jej nieroztropna siostra jak już rozkręci się w zabawie, nic nie jest w stanie jej powstrzymać, więc gdy Daria przysnęła przy seansie, Sue nakryła ją kocem i wstała z miejsca.
      – Sara, proszę ostatni raz! – ponowiła apel, czekając cierpliwie na reakcję małolatki, lecz była już nastawiona na własnoręczne zbieranie bałaganu.
      – Już lecę! – wrzasnęła roześmiana dziewczynka i po kilku chwilach wpadła do pokoju, mknąc przez niego jak bolid formuły jeden.
      Pędziła jak szalona, machając gumowym gryzakiem i kompletnie nie patrząc pod nogi, w głowie miała tylko jeden cel – uciec przed pupilem.
      – SARA! – zagrzmiała Susan, ale pochłonięta gonitwą małolatka nie zareagowała, tylko przebiegła obok, zakręciła się przy oknie i ruszyła w drogę powrotną.
      Już zbliżała się do siostry, chichocząc głośno, więc Sue zamierzała ją złapać i zakończyć tą fanatyczną zabawę. Nie zdążyła jednak, gdyż rozpędzona dziewczynka nagle nastąpiła na klocek, który poślizgnął się na drewnianym panelu, straciła równowagę i przewracając się, z pełnym impetem wyrżnęła głową w kant stojącego obok stołu, po czym upadła nieprzytomna na ziemię.
      – Saraaa! –  wrzasnęła przerażona czternastolatka, natychmiast kucając przy siostrze, pod głową której po chwili pojawiła się ciemnowiśniowa plama i zaczęła złowrogo rozpełzać się po jasnobrązowej podłodze. – Kurwaaa! – ryknęła zszokowana dziewczyna i natychmiast chwyciła telefon.  
      Bardzo szybko usłyszała w niej kobiecy głos.
     – Moja siostra! – zatrąbiła w słuchawkę. – Wszędzie jest krew! Upadła, nie rusza się, uderzyła się w stół, nie rusza się! Przyślijcie karetkę! – bełkotała do dyspozytorki, nie dając jej dojść do słowa.
      – Uspokój się. Powiedz, jak się nazywasz – poprosiła opanowana kobieta.
      – Susan Wright, Fergusson Street 19/1! Przyślijcie karetkę! – apelowała nastolatka, nie rozumiejąc, po co te pytania, gdy czas ucieka.
      – Spokojnie, już wysyłam pomoc. Jeszcze raz, powoli, powiedz, co się stało.
      – Uderzyła w stół, jest nieprzytomna, krwawi, nie wiem, co mam robić! – Płakała rozhisteryzowana szatynka.
      – Spokojnie, przyłóż jej jakiś ręcznik, aby ucisnąć ranę, zaraz przyjedzie karetka. I nie ruszaj jej, niech zostanie tam, gdzie leży.
      – Muszę zadzwonić do rodziców! – rzuciła nastolatka.
      – Nie rozłączaj się – nakazała kobieta, lecz Susan, nie myśląc już racjonalnie, zakończyła połączenie i wykręciła numer matki.
      – Sue, co się stało? – zapytała nagle przestraszona widokiem Daria, która przykucnęła przy starszej siostrze i mocno się przytuliła.
      Dziewczyna nie odpowiedziała, w ciszy oczekiwała na odzew rodzica.
      – Mamo, Sara miała wypadek, jest nieprzytomna, nie wiem, co mam robić! – wydarła się w słuchawkę, gdy kobieta odebrała.
      – Jak to wypadek? – Matka chyba nie bardzo zrozumiała jej rozgorączkowanego bełkotu.
      – Mamo, wracajcie do domu, proszę cię! – Panikowała nastolatka.
      – Zaraz będziemy – odrzekła nagle kobieta, która już zrozumiała.  
      – Boże, Sara! – Wyła Susan, trzęsącymi się rękoma trzymając przy skroni siostry czerwony już ręcznik.
      – Sue, czemu ona się nie rusza, czemu leci jej krew? – dopytywała Daria, mocno tuląc się do siostry, która nie dała rady wydusić słowa, płakała tylko rzewnymi łzami.
      Z oddali rozległ się dźwięk syreny i czternastolatka spojrzała w stronę okna.
      – Daria, jedzie karetka, idź, otwórz drzwi i wpuść panów doktorów – wymamlała, trzęsąc się nad leżącą małolatką. – Boże – łkała, przestraszona faktem, że siostra nie daje znaku życia.
      Sygnał ambulansu zbliżył się już do samego okna, po czym ucichł i po chwili do salonu wpadli ratownicy.
      – Odsuń się! – nakazali dziewczynie, która wstała i mocno objęła nie wiedzącą, co się dzieje sześciolatkę, a młodzi mężczyźni przykucnęli przy Sarze i bez chwili zwłoki zaczęli ją reanimować.
      W chwilę później do salonu wbiegli rodzice dziewczyn i matka Susan od razu podbiegła do leżącej córki.
      – Boże, Sara... Susan... co jej się stało?! – zawyła, chcąc ukucnąć przy dziewczynce, podobnie ojciec, lecz ratownik ich zatrzymał.
      – Proszę się odsunąć! – Młody chłopak wystawił ręce, więc pan Write odciągnął żonę od miejsca „katastrofy”.
      Kobieta już wylewała z siebie morze łez, widząc, jak po drugiej i trzeciej próbie „obudzenia” córki, nadal nie ma efektów.
      – Mike, zostaw, nie możemy już nic zrobić – rzekł w końcu ratownik, odciągając trzymające defibrylator ręce kolegi.
      – Jeszcze raz – oświadczył chłopak, ponownie rażąc małolatkę wysokim napięciem, lecz rezultat był taki sam.
      – Mike, ona nie żyje – rzekł wyższy z ratowników, widząc upór kolegi, który nadal nie zamierzał odpuścić.
      Młody mężczyzna zaniechał w końcu reanimacji, przysiadając na kolanach w totalnej bezsilności, wtedy matka dziewczynki wyrwała się mężowi i szybko dopadła do córki, tuląc do siebie jej małe ciało.
      – Bożeee! – Szalała, telepiąc się na wszystkie strony.
      Mąż kobiety stał jak posąg, lecz po chwili beznamiętnie usiadł w fotelu, chowając twarz w dłoniach. Susan nadal ściskała młodszą siostrę, bojąc się poruszyć, nie wierzyła, że to wszystko się dzieje. Ratownicy dali kobiecie jeszcze chwilę, po czym z pełnym opanowaniem chcieli odciągnąć ją od córki, lecz ani drgnęła.
      – Proszę pani, musimy ją zabrać – rzekł pracownik pogotowia, wtedy pani Wright wpadła w jeszcze większy szał.
      Ojciec gapił się jeszcze chwilę na martwą córkę, w końcu wstał i podniósł żonę z podłogi, wtedy ratownicy nakryli ciało, ułożyli na noszach i ruszyli w stronę wyjścia. Małżeństwo ruszyło za nimi. Gdy wrócili po kilku minutach, będąca w kompletnym szoku kobieta bez słowa schowała się w najbliższym pokoju, natomiast ojciec dziewczynek zniknął w kuchni. Susan wyła jak dzika, nie mogąc sobie darować, że sama nie sprzątnęła tych klocków, że wcześniej nie złapała siostry, nie skarciła jej... Za moment mężczyzna wrócił do salonu, stanął przed nastolatką, z całej siły uderzył ją w twarz, po czym wyjął z barku całą butelkę wódki i schował się w gabinecie.
      Od czasu tamtego wydarzenia matka Susan przestała się odzywać, a ojciec zrobił się nerwowy, porywczy, z dnia na dzień dziczejąc coraz bardziej. Stracił swoje oczko w głowie, do tego też w jakimś stopniu ukochaną żonę, przez co kompletnie rozstroił się nerwowo i przy każdej nadarzającej się okazji, przy pomocy pasa, ręki, starego kabla lub czegokolwiek innego, co miał akurat pod ręką, wyraźnie dawał dziewczynie do zrozumienia, że to jej wina, wystarczyło tylko, aby dała mu jakikolwiek, nawet najbardziej błahy powód. Dwa lata starszy od niej Stephen, patrząc na zachowanie ojca, którego od zawsze uważał za wielki autorytet, kierując się wzorcami, jakie z dnia na dzień wykreował mężczyzna, także z biegiem czasu zaczął czuć do siostry coraz większą niechęć, przez co też nie raz już oberwała z jego ręki.


      Do opuszczenia pojazdu zostały jeszcze cztery przystanki, ale nastolatka była już cała mokra. Autobus wlókł się jak żółw, w końcu Sue spojrzała na ekranik telefonu – za osiem szósta. Kolację zawsze jedli o szóstej i dziewczyna bała się, że nie zdąży, co także zapewne będzie dobrym pretekstem do wprowadzania dyscypliny. Do celu dotarła za dwie szósta i udała się po zakupy. Niestety udało jej się zdobyć tylko połowę rzeczy, co jeszcze bardziej wzmogło strach.
      Szybko chwyciła sklepową torbę i ruszyła w stronę swojej kamienicy, lecz póki do niej doszła, co jeszcze złośliwie utrudniały świecące się na przejściach, czerwone światła, pod drzwiami była dopiero o osiemnastej dwadzieścia. Cicho otworzyła drzwi i gdy weszła do korytarza, od razu poczuła miły zapach pieczeni i usłyszała rozmowę ojca ze Stephenem, będących chyba w dość dobrych nastrojach. Daria wyskoczyła do korytarza i natychmiast rzuciła się na siostrę, tuląc się do niej.
      – Daria, wracaj do stołu! – krzyknął mężczyzna i dziewczynka zniknęła.
      Susan zdjęła buty, miękkim krokiem weszła do salonu i pierwsze, co zrobiła, to skierowała wzrok na ojca. Milczał, przeżuwając jedzenie, lecz spojrzał w oczy córce –  wzrok ten nie wróżył nic dobrego. Ruszyła do kuchni, rozpakowała zakupy, po czym wróciła do salonu i zasiadła przy stole, zatrwożona.
      – Czyżbyś zgłodniała? – wyjechał od razu ojciec. – Jak widać nie śpieszyło ci się na kolację, więc chyba nie jesteś głodna – dodał, zimnym jak lód tonem.  
      Przestraszona dziewczyna nie wiedziała, co robić, zastygła więc w bezruchu. Była głodna jak wilk, gdyż od wczorajszego śniadania także nic nie jadła, oczywiście w kwestii kary za jakąś błahostkę, i mimo iż głód wiercił jej dziurę w brzuchu, strach nie pozwalał nastolatce wykonać jakiegokolwiek ruchu. Nie musiała długo zastanawiać się, co zrobić, ponieważ ojciec wstał, agresywnie szarpnął córkę za ramię, podnosząc ją z krzesła i w bolesnym uścisku wyprowadził z pokoju, po czym wepchnął do jej sypialni.
      – Gdzie się szwendasz?! Miałaś pomagać matce, a nie łazić bez celu! – zagrzmiał, stając naprzeciwko.
      – Przecież wysłałeś mnie po zakupy – wyjąkała szatynka.
     – Tyle czasu? Od piątej? – warknął mężczyzna i wyszedł z pomieszczenia.
      Po chwili jednak wrócił i z miejsca huknął dziewczynę w twarz, znów go nachodziło. Od dwóch dni jej nie uderzył, więc było to chyba dla niego za długo.
      – Kurwa, to mają być zakupy?! Gdzie są steki, które miałaś kupić?! Czym ja teraz poczęstuję gości?! – wydarł mordę.
      Nastolatka milczała, trzęsąc się w środku. Nie wiedziała, co się szykuje, co może mu odbić, zwłaszcza, że nie starczyło jej na te nieszczęsne steki, a ojciec zawsze starał się jak najlepiej wypaść przed kumplami.
      – Pytałem o coś! – grzmiał mężczyzna i dziewczyna drugi raz oberwała, tym razem w tył głowy.
      W mig znalazła się na podłodze, facet miał pociągnięcie.
      – Wstawaj! – zawył.
      Podniosła się.
      – Dałem ci pięćdziesiąt dolców, a ile zakupów zrobiłaś? Gdzie jest reszta?
      Susan przeszedł zimny prąd, rażący paniką od stóp do głów, ale wyjęła z kieszeni sumę niecałych trzech dolarów i wręczyła ojcu.
      – To wszystko?! – Mężczyzna wywalił oczy.
      Nastolatka bała się odezwać, nie wiedząc, co powiedzieć. Przecież jak by się nie tłumaczyła, i tak będzie źle.
      – Odpowiedz! – ponaglał ojciec.
      – Przepraszam, ukradli mi kasę. Przepraszam... – wybełkotała szatynka, rwąc słowa.
      – Jak to ukradli?! W drodze do sklepu, który znajduje się sto metrów stąd?! – ryknął facet, będąc już coraz bardziej nabuzowanym, o czym dziewczyna dobrze wiedziała. – Na pewno wydałaś na jakieś bzdety, temu cię tak długo nie było, a teraz boisz się przyznać. Kurwa, to ja haruję po dwanaście godzin, a ty mnie okradasz?! Już ja cię nauczę! – zagroził szorstko mężczyzna i mig rozpiął pasek, który zaraz zdjął.
     Ciśnienie targało nim w tej chwili na wszystkie strony, był wściekły.
      – Tato, proszę cię, naprawdę mi ukradli! – krzyknęła przerażona nastolatka, kuląc się przy ścianie.  
      Na nic się to zdało, po chwili otrzymała potężny cios w plecy, a po nim drugi.
      – Ja cię oduczę okłamywać ojca! – zagrzmiał facet, bijąc już, gdzie popadnie.
      – Tato, przestań, błagam cię, powiedziałam prawdę! – wrzeszczała Sue, szarpiącym za serce okrzykiem bólu.
      – Przez ciebie tylko same kłopoty! To ty powinnaś zdechnąć, nie ona! I nie wyj, matka śpi! – rozkazał mężczyzna, tłukąc jak opętany zasłaniającą się nieudolnie córkę.
       Nagle Susan zerwała się z miejsca, najszybciej, jak mogła, wybiegła z pokoju i zatrzasnęła w znajdującej się za ścianą łazience.
      – Otwieraj! – zawył zza drzwi kat, ale dziewczyna nie miała zamiaru go słuchać, skuliła się tylko przy ścianie, łkając i rozcierając piekące miejsca na ciele.
     – Otwieraj, mówię, bo jak wyjdziesz potem, to cię zatłukę! – Mężczyzna darł gębę na całe mieszkanie.
       Nie posłuchała, wolała przeczekać. Miała nadzieję, że może, jak napije się z kolegami, zagra w pokera, to zapomni i zaśnie, choć z drugiej strony wiedziała, że może być jeszcze gorzej. Dziewczyna od dwóch lat nie mogła być niczego pewna.
      W tej chwili rozległ się dzwonek i Sue usłyszała, jak ojciec się oddala. Siedziała na zimnej posadzce, płacząc rzewnie, miejsca uderzeń cięły i paliły żywym ogniem. Rozpacz trwała bardzo długo, w końcu nieco się uspokoiła, wstała i powoli uchyliła drzwi. Od razu usłyszała dochodzące z salonu cztery wesołe, męskie głosy, wiedziała więc, że przez jakiś czas jest bezpieczna. Zastanawiała się też przez chwilę nad ucieczką, ale bardzo szybko zrezygnowała. Pamiętała, jak już raz zwiała, znikając na dwa dni i ojciec, bojąc się chyba, że ucieknie znowu, a być może nawet gdzieś to wszystko zgłosi, na kilka dni dał jej spokój. Długo jednak nie wytrzymał i w końcu pobił ją tak, że przez tydzień nie puścił dziewczyny do szkoły, bojąc się, że zobaczą ślady i wszystko się wyda. Nie mógł wiedzieć, że nastolatka mimo cierpienia i tak niczego by nie powiedziała, bo wtedy zapewne interweniowałaby matka, która do końca nie wiedziała, co się dzieje. Udało jej się przyłapać już męża na stawianiu córki do pionu, lecz zdarzyło się to tylko dwa, może trzy razy i nie wyglądało tak, jak dziś, potrząsnął nią tylko odrobinę. Kobieta nie będąc nigdy świadkiem przemocy w swoim domu, wyszła z założenia, że nic się nie dzieje. Susan także nic jej nie mówiła, gdyż była pewna, że będzie chciała go zostawić, a że nie miały środków do życia, trafiłyby niewątpliwie do jakiegoś ośrodka. Bała się, że rozdzielą je z Darią, przez co matka mogłaby kompletnie odciąć się od świata i wtedy dziewczyna już zupełnie by sobie z nią nie poradziła, nie będąc w stanie w żadnym stopniu się z nią porozumieć. Był też inny powód – nastolatka wiedziała, jak mocno matka kocha mężczyznę, podobnie jak on ją, nie chciała więc jeszcze bardziej niszczyć jej życia, które i tak, jak sądziła, obróciła już w gruz. Była wręcz o tym przekonana.


      Na paluszkach przemknęła do sypialni i legła na łóżku, podkulając kolana. Bolało wszystko. Spojrzała na stojący budzik – dochodziła ósma. Wiedziała, że zabawa w salonie potrwa minimum do północy, zamknęła więc oczy, chcąc się zdrzemnąć i nie czuć rozdzierającego bólu, który po zetknięciu ciała z łóżkiem jeszcze bardziej się nasilił.
      Leżała i rozmyślała – o Sarze, ojcu, zapachu z kuchni i głodzie, który stawał się coraz bardziej dokuczliwy; o matce, co by było, gdyby odeszła jednak od męża; o Trevorze, że się chyba domyślił i o przyszłym poniedziałku, co powie Kevinowi w sprawie nie posiadania dla niego długu, który zmuszona była zaciągnąć.
      – Susan, śpisz? – Znienacka na łóżko wskoczyła Daria, szatynka zupełnie nie zorientowała się, kiedy pojawiła się w pokoju.
      – Śpię.
      – Mogę z tobą? Oni strasznie głośno rozmawiają, nie mogę zasnąć – poskarżyła się dziewczynka.
      – Mama śpi?
      – Tak.
      – To wskakuj, tylko nie gadaj cały czas, chce się zdrzemnąć – oznajmiła Susan i małolatka w mig położyła się obok.
      Mimo iż miała zaledwie osiem lat, wyczuła, że coś jest nie tak, słysząc dziwny głos siostry, usłuchała więc jej prośby i leżała w ciszy, tak, jakby jej tam nie było.


      Obudził nastolatkę dochodzący z korytarza stukot. Otworzyła oczy i gdy już do końca oprzytomniała, zrozumiała, że to nawalony w sztok, mający spore problemy z utrzymaniem równowagi ojciec próbuje pokonać korytarz, kierując się ewidentnie w stronę jej sypialni. Zerwała się z miejsca i chciała szybko uciec z pokoju, lecz zderzyła się z nim w progu.
      – Gdzie, kochana córeczko?! – wybełkotał facet, zionąc w jej kierunku niemiłym aromatem whiskey, po czym mocno objął dziewczynę. – Uciekasz od ojca? Przecież tata cię kocha – wymamlał i ręka mężczyzny zjechała na pośladek.
      Susan natychmiast się odsunęła, przerażona i totalnie zdezorientowana.
      – Gdzie, pytam?! Masz być posłuszna! – zagrzmiał facet, złapał szesnastolatkę za ramiona i łupnął jej plecami o ścianę.
      – Puść mnie! – krzyknęła dziewczyna, próbując się uwolnić.
     – Kurwa, nadal się stawiasz?! – ryknął ojciec i zaczął tłuc córkę pięściami po głowie, totalnie zwariował.
     Zasłoniła się rękoma, zgiąwszy w pół przy ścianie, a ciosy padały jak szalone. Prosiła, błagała, wydając głośnie okrzyki, lecz facet kompletnie stracił nad sobą panowanie. Nagle niespodziewanie do pokoju wpadła matka dziewczyny i mocnym, agresywnym pchnięciem odizolowała męża od córki. Susan jak oparzona zerwała się z miejsca, wyskoczyła do korytarza, chwyciła po drodze stojące przy drzwiach buty i wybiegła z mieszkania.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3504 słów i 19902 znaków, zaktualizowała 19 maj 2020.

2 komentarze

 
  • Somebody

    Masakra... Nienawidzę takich mężczyzn. OBRZYDLIWE  :barf: Mam nadzieję, że dziewczyna się stamtąd wyrwie.

  • agnes1709

    @Somebody kocham cie. Kiedy bakamy? Mam fajny material,lettko mnie.. V hehe czekam

  • Duygu

    Więc tak to wszytko wyglądało... Nie dziwię się, że Susan się boi  :sad:  Opieka nad dziećmi jest bardzo trudna, przez nieszczęśliwy wypadek dziewczyna cierpi do dzisiaj i nikt się nią nie opiekuje. Może kiedyś wyzna Trevorowi prawdę.  

    Leci do ulubionych, bardzo ładna, emocjonująca część  :kiss:

  • agnes1709

    @Duygu :kiss: