Ukojenie cz. 52

Ukojenie cz. 52Wiedząc, że ma więźnia w piwnicy i nie może teraz wpaść przed policją, nie jechał samochodem, tylko zamówił taksówkę.
      – Jak tam, nudzisz się? – zapytał wesoło ukochaną, dwadzieścia minut później przekraczając próg sklepu.
      – Jeszcze nie ma siedemnastej – odparła żartobliwie Emma. – Trevor, obiecałeś, że nie będziesz pił, a widzę, że nie próżnowałeś. Przyjechałeś samochodem? – zapytała pretensjonalnie. Nie mogła nie zauważyć, że chłopak jest pod wpływem.  
      – Nie, taksówką. Kotku, wypiłem dwa drinki, ale zapaliłem i mam kaca, temu pewnie wyglądam trochę niewyraźnie. – Trevor sztucznie się uśmiechnął. – Zdrzemnę się i wszystko będzie ok, zaufaj mi. Poza tym jestem głodny i przyjechałem po pizzę. Zjem coś, prześpię się i będę jak nowo narodzony, obiecuję. Kupić ci coś?
      – Nie, mam tu jakieś danie. Zjem za godzinę – mruknęła Emma. Nie była zadowolona faktem, że nie dotrzymał słowa, ale jak zwykle zaniechała walki.
      – Jakie danie? – dopytywał Trevor.
      – Jakiś makaron z mięsem do mikrofali, bo tylko taki sprzęt tu mamy.
      – To jest jedzenie?
      – Sam sobie też takie kupowałeś – broniła się dziewczyna.
      – Ja to ja, a ty nie będziesz jeść tego syfu. Zaraz wracam – rzekł szatyn i wyszedł z marketu.
      Kupił jedną dużą i jedną małą pizzę, obie z szynką, pieczarkami i podwójnym serem, i w sklepie Emmy był kilkanaście minut później.
      – Cała twoja. Smacznego – wyszczerzył się, stawiając przed dziewczyną mniejsze pudełko i pojemniczek z ostrym sosem.  
      – Dziękuję. – Blondynka uśmiechnęła się niemrawo.
      Chłopak poszedł między półki i wziął sześciopak piwa. Emma już go nie pouczała, tylko wzięła pieniądze za trunki.
      – Dobra, spadam, będę o piątej. Mogę się spóźnić kilka minut, więc się nie denerwuj – rzekł i Trevor i szybko wyszedł, nie chcąc dłużej grać dziewczynie na nerwach.
      Gdy pojawił się w piwnicy, Scott już przestał płakać, siedział tylko zobojętniały ze zwieszoną głową. Prawa noga była bardzo mocno spuchnięta, lewa ręka także, w większości palce. Trevor wziął kawałek pizzy, po czym postawił przed więźniem pudełko i otwartą butelkę z piwem.  
      – Smacznego – powiedział i wyszedł.
      Poszedł na górę, zjadł, odpalił papierosa i usiadł na schodkach, myśląc nie wiadomo, o czym. Przesiedział tak prawie piętnaście minut, naćpany w sztok, w końcu się „obudził”, wstał i poszedł do szopy. Wyjął ze starej szafki swój myśliwski nóż i wrócił do piwnicy. Scott zjadł dwa kawałki, chyba ze strachu. Trevor zerknął na zegarek – piętnasta z minutami. Skrzywił usta w grymasie niezadowolenia, czas leciał dziś zdecydowanie za szybko. Godzina ukończenia przez Emmę pracy zbliżała się nieuchronnie, wiedząc jednak, że nic na to nie poradzi, postanowił, że zacznie się tym martwić, gdy nadejdzie czas. Otworzył piwo sobie i klapnął naprzeciw skatowanego chłopaka.
      – Co, nie smakuje? – zapytał, wskazując głową pudełko.
      – Nie chcę jeść – wystękał Scott.
      – A co chcesz?
      – Fajkę.
      Trevor odpalił papierosa i dał blondynowi. Ręka latała mu na wszystkie strony. Sznyty na nogach i twarzy bardzo obrzękły, ale krew już nie leciała.
      – No to co? Zjadłeś, teraz palisz, więc jak skończysz, kontynuujemy? – zadrwił młodszy chłopak.
      – Nie! Proszę cię, kurwa, odpuść już, wynagrodzę wszystko Emmie, przysięgam! Zostaw mnie już, kurwa, błagam cię! – rozhisteryzował się Scott.
      – Jak jej to wynagrodzisz? Cofniesz czas?
      – Było, minęło, moja wina. Wiem, jestem zerem. Nie wiem, jak. Wyprowadzę się i już więcej mnie nie zobaczycie, tylko zostaw mnie już w spokoju, błagam cię! – bełkotał pobity, pośpiesznie wyrzucając z siebie niewyraźne słowa.
      – Było, minęło?! – ryknął Trevor, wyprowadzony tym stwierdzeniem z równowagi, zerwał się jak oparzony i chwycił bat. – Nic nie minęło, gnoju!  
      – Nie, proszę cię, źle się wyraziłem, przepraszam! – krzyknął zdesperowany Scott, natychmiast zakrywając głowę i zwijając się w kłębek. Był przerażony.
      – Kładź się na brzuchu! – zawył Trevor.
      – Nie, błagam! – powtarzał się blondyn, ponownie uderzając w płacz.
      Cały czas siedział skulony, zasłaniając się. Szatyn nie prosił dłużej, tylko popchnął go nogą, powalając twarzą do ziemi. Uwięziony znowu chciał się skulić, ale Trevor przycisnął butem jego szyję.
      – Leż grzecznie, bo będzie bolało jeszcze gorzej – ostrzegł.
      Scott już nie płakał, a wył. Trząsł się już do tego stopnia, że noga szatyna wierzgała wraz z jego ciałem.
      – Ile razy ją uderzyłeś, oprócz tych dwóch, o których wiem? – warknął prześladowca.
      – Tylko tyle – wystękał Scott.
      – Na pewno? Bo wydaje mi się, że kłamiesz. Może ją zapytamy?
      – Pytaj, powie ci to samo – odparł Scott, którego bełkot był już ledwie słyszalny.
      – Nie wiem, czemu, ale ci wierzę. Plecy czy nogi? – zapytał Trevor.
      – Kurwa, proszę cię!  
      – Musisz dostać dwa razy, tyle samo, ile ją uderzyłeś – oświadczył spokojnie szatyn.
      – Dostałem już cztery. Nie bij mnie, błagam cię – upraszała ofiara.
      – Dobra, plecy, tam jeszcze nie waliłem – oznajmi z uśmiechem Trevor.
      Widząc, że Scott panicznie boi się bicza, przedłużał ten chorobliwy monolog.
      – Kurwa! Jeśli myślisz, że ujdzie ci to płazem, to się mylisz! Popamiętasz mnie, gnoju! – wrzasnął w końcu psychicznie wykończony blondyn.
      Trevor się zaśmiał i dwa razy huknął chłopaka pejczem po plecach. Odgłos udręki, który wydał z siebie Scott, był potworny i już dość chrapliwy. Szatyn posadził go na miejscu, ponownie skuł z tyłu jego obie ręce i ukucnął przed nim z nożem w ręku.
      – Widzę smugę na prawym policzku. Dlaczego nie ma też na drugim? To dość nieestetycznie wygląda – rzucił ironicznie, chwycił Scotta za włosy i przejechał mu nożem po lewej części twarzy, robiąc niezbyt głębokie, acz dość długie nacięcie.
       Chłopak zawył na całe gardło i z policzka momentalnie popłynęła krew.
      – No… już lepiej! – powiedział zadowolony sadysta i wrócił na skrzynkę, chwytając piwo.  
      – Zabiję cię, brudasie – rzucił załamany więzień.
      Chyba sam już nie wiedział, co mówi. Trevor nie zwracał uwagi na jego słowa, siedział i spokojnie popijał z butelki, mając wielką radochę z faktu, że dał się już dobrze bydlakowi we znaki. Patrzył na niego i milczał, uśmiechając się cynicznie.
      – Muszę się odlać – powiedział nagle Scott.
      Trevor go rozkuł.
      – Lej tam, gdzie wcześniej. Musisz dojść sam, ja nie zamierzam cię prowadzić. Chyba za szybko połamałem ci tą nogę – zaśmiał się.
      Pobity zaczął się czołgać. Miał złamaną lewą rękę i prawą nogę, więc jego wędrówka wyglądała dość komicznie. Trevor stał i rżał jak opętany.
      – I po co ci to było? – zapytał wesoło.
      Nie dostał odpowiedzi. Jeniec doczłapał się do kratki ściekowej dopiero po dwóch, może trzech minutach i na leżąco załatwił sprawę. Trevor w tym czasie znalazł drugi, trochę dłuższy łańcuch, założył go w miejsce wcześniejszego i przykuł do niego jedną stronę kajdanek. Scott nie kwapił się do powrotu, więc chłopak zaraz do niego podszedł.
      – Na co czekasz? Wracamy – burknął.
      Koleś ruszył bardzo wolno, stękając z bólu.
      – Szybciej, ofermo! – wrzasnął Trevor, kopiąc go w plecy.
      Scott jęknął cicho, lecz tempo się nie zmieniło. Chłopak już go nie bił, tylko pozwolił doleźć na miejsce.
      – Dam ci trochę luzu – oznajmił, przykuwając jego dłoń do dłuższego łańcucha.  
      Blondyn położył się na ziemi, zwinięty w kłębek. Stręczyciel sprawdził godzinę – dochodziła szesnasta.
      – Trevor! – usłyszał nagle z oddali. Momentalnie struchlał, przerażony.
      –  Po...! – Chciał krzyknąć uwięziony, lecz szatyn natychmiast zatkał mu usta.  
      – Siedź, kurwa, cicho, bo zatłukę ją, a potem ciebie! – nakazał spanikowany, chwytając Scotta za włosy i wykręcając w bok jego głowę.
      – Trevor! – krzyknęła po raz drugi Emma, lecz głos był już o wiele bliżej.
      Chłopak nie wiedząc, co robić, z całej siły uderzył więźnia kilka razy z pieści w twarz i ten stracił przytomność. Biegiem udał się na górę i wszedł do salonu. Z nerwów był już cały mokry.
      – Jutro mamy remanent i skończyłam wcześniej. Nie odbierasz telefonu, więc przyjechałam. Mam nadzieję, że się nie gniewasz? – rzekła z uśmiechem stojąca koło kanapy dziewczyna.
      – Żartujesz? – wystękał fałszywie szatyn, który z tego wszystkiego aż otrzeźwiał.
      Spojrzał na komórkę – leżała wyłączona. Przez ten amok nie słyszał nawet pikania rozładowującej się baterii.
      – Coś się stało? – zapytała Emma, spoglądając na jego bardzo bladą twarz.
      – Nie. Byłem na strychu, wystraszyłaś mnie trochę – odparł Trevor, usiłując się wyluzować.
      Czuł, że dłonie już mu drżą, ale za cholerę nie mógł opanować zdenerwowania. Chciał jak najszybciej opuścić z ukochaną swój dom.
      – Co tam robiłeś?
      – Dawno tam nie zaglądałem i chciałem sprawdzić, czy wszystko ok. To stary dom, trzeba go pilnować – wydusił chłopak.
      – Trevor, wszystko gra? – dopytywała ukochana, zauważywszy jego dziwne zachowanie.
      – Jasne, po prostu trochę się wystraszyłem. Zaskoczyłaś mnie – plątał się szatyn, będąc myślami w piwnicy i błagając losu, żeby Scott nie odzyskał przytomności. Przez to rozgorączkowanie zapomniał go zakneblować.
      – Jedźmy do mnie. Tommy pewnie nic nie jadł, bo to leń i sam nie zrobi. Poza tym marny z niego kucharz – zaśmiała się Emma.
      – Pewnie, już się zbieram – rzekł uszczęśliwiony do granic Trevor.
      Gdy Emma wyszła na werandę, chłopak poprosił:
      – Poczekaj chwilę, nie zamknąłem strychu.
     Migiem znalazł się z powrotem w piwnicy, uśpił Scotta, zatkał mu usta i zamknąwszy drzwi, szybko udał się na zewnątrz.  
      – Prowadź – rzekł, wręczając dziewczynie kluczyki.
      

      – Kupię jakieś mięso na kolację, zaraz wracam – powiedziała Emma, zatrzymując się pod dużym marketem.
      – Pójdę z tobą – odparł Trevor.
      Dziewczyna naprędce wzięła, co trzeba i podeszli do kasy.
      – Jeszcze butelkę Walkera – mruknął do sprzedawcy szatyn.
      Doskonale widział kwaśną minę swojej kobiety, mimo to bardzo chciał się napić.
      – I butelkę czerwonego Martini – dodała dziewczyna.    
      Facet zapakował żywność do jednej torby, alkohole do drugiej i podał sumę do zapłaty. Trevor trzymał już banknoty w ręku i chciał położyć je na ladzie, ale Emma zatrzymała jego rękę.
      – Miśku, znowu chcesz płacić? Nie zgadzam się.
      – Przestań, przecież to grosze.
      – Nie.
      – Kotku, ostatni raz, obiecuję.
      – Trevor, nie! I zdania nie zmienię.
      Ustąpił. Dziewczyna uregulowała rachunek i po kilku minutach byli w mieszkaniu. Na stole stało pudełko z niedojedzoną pizzą i dwie butelki po piwie, a Tommy drzemał w objęciach Jessicy.  
      – Jak on grzecznie wygląda, jak śpi. – Emma się uśmiechnęła.
      Trevor milczał, nie miał chęci na pogawędki. Jedna myśl ciągle chodziła mu po głowie: płyn nie będzie długo działał. Cały czas kombinował, jak wyrwać się w międzyczasie i „nakarmić” jeszcze Scotta, żeby spokojnie spał. Dręczyło go to, więc był bardzo niespokojny.  
      – Miśku, co się dzieje? – zapytała blondynka, dotykając jego ramienia.      
      – Nic, marnie się czuję – skłamał.
      – Ćpałeś coś, tak?
      – To już nie ma znaczenia.
      – Trevor, co jest grane? Ostatnio dziwnie się zachowujesz.
      – Nic, wszystko ok.
      Dziewczyna już nie pytała, tylko przyprawiła mięso i wstawiła do lodówki. Chłopak nalał sobie całą szklankę alkoholu, którą opróżnił w okamgnieniu. Po chwili napełnił drugą.  
      – O której chcesz kolację? – zapytała markotnie gospodyni, widząc, jak łapczywie wypija trunek.
      – Nie jestem głodny, zjadłem całe pudło pizzy.
      – To było po południu.
      – Wszystko jedno – bąknął beznamiętnie Trevor, cały czas będąc myślami w tej przeklętej piwnicy. – Zapaliłbym skręta, nie masz nic przeciwko? – Pocałował sympatię w szyję.
      – Nie.
      Odwrócił ukochaną, ucałował w usta, po czym ruszył przed siebie i szedł do czasu, aż oparł ją o lodówkę. Z każdą sekundą całował dziewczynę coraz bardziej zmysłowo.
      – Miśku, woda się gotuje – wydusiła w końcu.
      – To nic. – mruknął, klejąc się do niej, po kilku chwilach jednak dał jej spokój i poszedł zrobić skręta, którego natychmiast odpalił. – Trzymaj – podał Emmie narkotyk, przytulając się do jej szczupłych pleców.
      Wzięła go, ku jego niemałemu zaskoczeniu.
      – Widzisz? Na mnie wrzeszczy, a sama popala. – Wystraszył ich nagle Tommy, pojawiając się w kuchni.
      Para się roześmiała.  
      – Co to za gówno? Ja mam to jeść? – Wzburzył się młodzik, spoglądając w garnek, w którym gotowały się brokuły, szparagi i inne jarzyny.
      – Nie musisz – odparł Trevor, klejąc się do Emmy.
      – Kiedyś jadł takie zapiekane z serem i mówił, że mu smakują, do tego wziął dokładkę. Ale przecież przed kumplem trzeba zgrywać prawdziwego mężczyznę, który warzyw nie tyka. – Żachnęła się dziewczyna.
      Trevor się roześmiał.
      – Ale cię podsumowała! – zapiał.
      – Musiałem być pijany albo bardzo głodny – wykręcał się speszony Tommy.
      – Dobra dobra – rzucił Trevor.
      Pokonany chłopak już nie pyskował, tylko wyszedł z kuchni. Trevor klapnął na stołku  i posadził dziewczynę na kolanach.  
      – Kupiłaś wino. Czemu nie pijesz?  
      – Później. Gdzie jest mój obrazek? – zapytała znienacka Emma.
      – Tommy! Gdzie jest obrazek damy?! – zarechotał szatyn i zaraz oberwał łokciem w bok.
      Blondynka po chwili otrzymała dwa szkice.
      – Przywiozłeś go dawno temu, a ja widzę go pierwszy raz – oznajmiła, patrząc na brata z wściekłą pretensją.
      – Zapomniałem o nim – tłumaczył się Tommy.
      – Jest przepiękny – pochwaliła dziewczyna. – Oba są – sprostowała, podziwiając również portret Jessicy.
      – Oprawmy je! – wyjechał nagle młodzik, wrzeszcząc na całe mieszkanie. – Chodź – pociągnął Trevora za koszulkę.
      Chłopak delikatnie zsunął Emmę z kolan.
      – Nie! Znowu przyjedziecie najarani! – sprzeciwiła się dziewczyna.
      – Nie przyjedziemy, szybko to załatwimy – zadeklarował szatyn, głaszcząc jej policzek.
      – Dobra, chodź już. – Zniecierpliwił się Tommy.
      – Za chwilę – burknął Trevor. – Kotku, on ma rację, gniotą się w tej książce. No... chyba, że nie chcesz, żebym go oprawił – przekonywał ukochaną.
      – Dobrze, jedźcie, ale nie palcie. – poprosiła Emma.  
      – W porządku – rzekł Trevor, ucałował ją gorąco i poszedł do salonu, gdzie już czekał ubrany w buty przyjaciel.
      – Kupić wam coś?! – krzyknął do siostry Tommy.
      – Nie!
      – Zajmij się Jess i powiedz, gdzie pojechałem! Zaraz wracamy!
      Gdy tylko zeszli na dół,  Trevor wykonał skręta, którego w okamgnieniu wykorzystali.
       – Prowadź, ja dziś nie mogę. – Szatyn dał kluczyki Tommy'emu i wsiadł do wozu.
       Młodzik przejechał tylko kilkaset metrów minut i zaparkował pod dużym budynkiem.
      – Moglibyśmy kupić ramki, ale pomyślałem, że oprawimy na zamówienie. Koleś ma duży wybór, w sklepie takich nie dostaniemy – powiedział.  
      – Dobra, chodź, zobaczymy.  
      Weszli do niewielkiego zakładu, gdzie wisiało mnóstwo obrazów i przywitali się z brodatym mężczyzną po pięćdziesiątce.
      – Chciałbym to oprawić – oświadczył Tommy, pokazując mu obrazki.
      – Piękne szkice – pochwalił facet i dał młodzikowi niewielki katalog. – Tu ma pan wzory, proszę wybierać. Format A4 będzie na jutro po południu – poinformował z uśmiechem.
      – Na jutro? Nie da się na dziś? Dopłacę sto procent – oznajmił Trevor.
      – Dochodzi osiemnasta, o szóstej zamykam. Gdyby przyszli panowie rano, zrobiłbym na wieczór, chyba, że... – rzekł koleś, poszedł na zaplecze i przyniósł dwie drewniane ramki.  
      Miały gładkie brzegi, w środku natomiast wyrzeźbione były przeplatające się,  kolczaste łodygi, z malutkimi różyczkami w każdym rogu. Trevor wziął jedną w rękę.
      – Zrobiłem je miesiąc temu. Bardzo rzadko zdarza się mi się oprawiać tak małe formaty, więc leżą i czekają na kupca. Wszystkich mam cztery sztuki. Jakby się panowie zdecydowali, to zamknę później i za godzinę będą gotowe – oświadczył mężczyzna.
      – Co robimy? – zapytał szatyn, patrząc na małolata.
      – Nie wiem. W sumie są bardzo ładne, powinny im się spodobać. No i będą za godzinę.
      – Ile? – zapytał Trevor faceta.
      – Sto sześćdziesiąt dolarów za sztukę, razem z robocizną.
      – Trochę drogo.
      – Ręczna robota i dębowe drewno, stąd ta cena.
      – Dobrze, ale na dziś.
      – Tak jak powiedziałem, za godzinę.
      – Zapłacę od razu, wierzę, że zrobi pan to perfekcyjnie – powiedział Trevor i położył na ladzie czterysta dolarów, a Tommy oba rysunki.
      – Dziękuję i zapraszam za godzinę. – Uśmiechnął się mężczyzna, dał szatynowi resztę i przyjaciele opuścili lokal.
      – Stary, ja miałem zapłacić za Jessicę – wyskoczył wzburzony małolat.
      – Postawisz piwko – odparł luźno Trevor.
      – I co teraz? Nie ma sensu wracać do domu i za chwilę znowu jechać – powiedział Tommy.
      – Nie mam telefonu. Dama będzie dzwonić i znowu się wkurzać, chociaż widziała, że padła mi bateria – zaśmiał się Trevor, wsiadając do auta. – Jedź prosto – nakazał młodemu, który zaraz ruszył.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użyła 2952 słów i 17926 znaków, zaktualizowała 16 maj 2020.

2 komentarze

 
  • Duygu

    Cały czas idealnie budujesz napięcie. Pięknie  :kiss:

  • agnes1709

    @Duygu Dziękuję :kiss:

  • Iga21

    A już dzisiaj 😀😀😘

  • agnes1709

    @Iga21 Chce się tego pozbyć, przecież wiesz :D

  • Iga21

    @agnes1709 A ja chce szybko kolejne części przeczytać.  I teraz pojadą do Trevora? Dawaj kolejną jak chcesz się tego szybko pozbyć 😀
    Aj będzie smutek jak dojdziemy do ostatniego rozdziału.

  • agnes1709

    @Iga21 Przecież czytałaś:D I nie spojleruj, bo w dupę dam:D

  • Iga21

    @agnes1709 😘😁