Bronię się przed tobą cz.8

Przęłknęłam ślinę, widząc wysokiego i postawnego faceta.
-Tak, to ja.- odpowiedziałam.
W dłoniach trzymał duży bukiet czerwonych róż.
-To dla pani.- wyznał, wręczając mi je.
Zmarszczyłam brwi.
-To ty? Znaczy...pan do mnie pisze?.- zapytałam. Nie wyglądał na studenta a tym bardziej na romantyka.
Facet przez chwilę analizował to co powiedziałam. Jego mina z każdą sekundą była coraz bardziej rozbawiona.
-Chciałbym.- zmierzył mnie od góry do dołu. -Ale jestem tylko doręczycielem kwiatów.
-Nie rozumiem.- zdziwiłam się.
Westchnął.
-Młody chłopak dziś rano przyszedł z nietypową prośbą, żeby kwiaty doręczyć w to miejsce.- zaczął. -Ale wiadomo, że to dość dziwna sprawa, że nie pod dany adres, tylko tutaj. Nie chciałem na to przystać, dopóki nie podwoił stawki.
Podniosłam jedną brew.
-Młoda damo, wiesz ile zarabiam roznosząc kwiaty? Już jako kelner z napiwków zarabiałem więcej.
Przez chwilę nie mogłam nic z siebie wydusić. Tajemniczy nieznajomy postawił mnie w kłopotliwej sytuacji.
-Mam jeszcze coś dla pani.- powiedział, wyjmując z kurtki kopertę.
-No tak. Koperta.- jęknęłam.
Facet wręczył mi ją.
-Może mi pan powiedzieć jak wyglądał ten chłopak?- wzięłam kopertę.
Facet otworzył oczy.
-Nie mogę. Za to że dotrzymam tajemnicy dostałem jeszcze kilka groszy.
-Materialista.- szepnęłam.
Zaśmiał się.
-Ale mogę z czystym i heteroseksualym sumieniem stwierdzić, że jest w miarę przystojnym chłopakiem. Bardzo mu na tym zależało, nie mogłem odmówić.
Westchnęłam.
-Tak czy inaczej, dziękuję.
Facet uśmiechnął się.
-Takie zlecenia mógłbym wykonywać codziennie.- powiedział i poszedł w kierunku parkingu.
Przez kilka minut stałam nieruchomo przed wejściem do parku. Bukiet czerwonych róż był tak piękny i tak ogromny, że mogłabym w nich utonąć.
Usiadłam na ławce i położyłam róże obok siebie. Otworzyłam list:
"Witaj, Sophie.
Zawsze zastanawiałem się, czy jesteś aż tak odważna, żeby spotkać się z kimś, kogo tak praktycznie nie znasz. Wiedząc, że w tym momencie czytasz ten list, już znam odpowiedź. Bukiet był formalnością, ale wierzę głęboko, że ci się spodoba. Pewnie rządasz wyjaśnień, czemu nie przyszłem? Pewnie teraz myślisz, że jestem tchórzem, choć pewnie przez moment miałaś obawę, że cię wykorzystałem i te listy to tylko zwykły żart? Sophie, nie mogę się ujawnić. Być może nigdy tego nie zrobię, ale wiedz, że ciągle jestem obok.  
Ciekawi mnie, jakie masz odczucia co do tego wszystkiego. Jeśli odczytasz ten list, napisz do mnie na stronie myspace.com do 'Tajemniczy nieznajomy'. Do zobaczenia, Sophie."
Odłożyłam list. Zaczęłam analizować co mam teraz zrobić. Wzięłam bukiet i, z postanowieniem powrotu do mieszkania, wstałam. Czy mam do niego napisać? Jak to się nie ujawni? Co to wszystko znaczy? Żeby dowiedzieć się tego wszystkiego musiałabym do niego napisać a to szaleństwo.
Weszłam do mieszkania. Czułam, że moje ręce i nogi zamarzły na kość. Otwierając drzwi, zdjęłam botki i szybko poszłam do kuchni. Wyjęłam wazon z górnej szafki i nalałam do niego zimnej wody. W między czasie sprawdziłam telefon, gdzie zobaczyłam jedną, nieprzeczytaną wiadomość od Edith:
"Dziś spię u Logana. Jak wrócisz z randki to zadzwoń do mnie."
Wywróciłam oczami. Czyżby w ich jeszcze-nie-związku zaczęło się coś dziać? Włożyłam kwiaty do wazonu.
Rozebrałam ubrania i wskoczyłam w gruby polar i długie, ciepłe skarpety. W łazience zmyłam makijaż i nałożyłam krem nawilżający. Wracając do pokoju, kichnęłam z trzy razy. Jak na koniec października pogoda dała o sobie znać. Równie dobrze, gdybym wiedziała, że nie przyjdzie, ubrałabym się tak grubo jak Święty Mikołaj. Zaparzyłam czarną herbatę i wróciłam do łóżka.
Myspace. Myspace. Myspace.
Dobra, raz się żyję. W najgorszym wypadku wyjadę do ciepłych krajów i nikt mnie tam nie znajdzie. No chyba, że policja z kwitkiem o nie zapłaconych rachunkach z Londynu. Otworzyłam laptopa i założyłam konto na myspace. W zakładce "szukaj" wpisałam tajemniczy nieznajomy. Strona odszukała pietnastu tajemniczych nieznajomych. No super, pomyślałam. Nie mogłeś nazwać się jakoś niepopularnie? Na przykład barani kot albo pingwini jeż? Przejechałam wzrokiem na konta tajemniczych. Wiekszość z nich była już dawno nieaktywna albo w zainteresowaniach mieli wpisane "niezobowiązujący cyber-seks". Ostatnie konto przykuło moją uwagę: Zainteresowania: Sophie. Tandetne, ale już wiem, że to on. W najgorszym wypadku napisałabym do wszystkich z treścią: "To ja, Sophie", nawet do tych kolesi z cyber-seksem. Odetchnęłam, biorąc łyk, gorącej jeszcze herbaty i napisałam do niego: "Hej."
Zwykłe, banalne, ale popularne przywitanie, które nie za bardzo boli i nie daje znaków na wykwintny i pikantny romans. Przy tajemniczym nieznajomym zapaliła się zielona kropka. Dostałam wiadomość.
"Witaj, Sophie."

Dobra, pierwszy krok za mną. Mogłabym napisać, że z moją stanowczością i upartym charakterem mogłabym stwierdzić iż jest dupkiem, bo mnie olał, tym bardziej, że biegałam nago po mieszkaniu i założyłam spódnicę Edith, która jest krótsza niż jakiekolwiek bokserki, ale z jednej strony te kwiaty, to wszystko. Czy on jest psychopatą?

Ja:
"Dziękuję za kwiaty."

Kilka sekund później dostałam kolejną wiadomość od niego:

Tajemniczy:
"Sophie, kwiaty to nic. Ważne, że przyszłaś".
  
Ja:
"Trochę się bałam".

Ale celowo nie wzięłam karabinu.

Tajemniczy:
"Nie dziwię ci się, czy masz do mnie jakieś pytania? Boisz się mnie? Przeszkadza ci to że piszę do ciebie? Chcę wiedzieć wszystko."

"Ja tak samo"- pomyślałam.

Ja:
"1.Czemu się nie ujawnisz?
2. Masz żonę i dziecko, więc szukasz rozrywki?  
3. Jak masz na imię?
Lubię romantyków, więc listy od ciebie są dla mnie czymś miłym. Już się nie boję, chyba, że masz 5 rąk i tyłek lepszy ode mnie. Mam cichą nadzieję, że nie nosisz rurek?"

Tajemniczy:
"Sophie, nie mam żony a tym bardziej dziecka. Nie da się czegoś ujawnić, skoro zostało to już ujawnione. Imienia ci nie podam, ale wiedz, że ono jest jedyne w swoim rodzaju. Jeszcze nie widziałem lepszego tyłka niż twój i nie, nie noszę rurek."  

Uśmiechnęłam się.

Ja:
"Czy skoro piszemy tutaj, to oznacza, że już nie będziesz do mnie pisał listów?"

Tajemniczy:
"Będę je pisał co tydzień."

Ja:
"Tajemniczy?"

Tajemniczy:
"Tak, Sophie?"  

Przełknęłam ślinę.

Ja:
"Jeżeli się kiedyś ujawnisz, sprawisz mi tym wielką radość."

Tajemniczy:
"Wątpię. Jest już późno. Powinnaś pójść spać."

Ja:
"Masz rację. Dobranoc."

Tajemniczy:
"Dobranoc, Sophie."

Zamknęłam laptopa. Czyli mnie zna, wie kim jestem i teraz sprawił, że nie panuję nad swoim chaosem w mózgu. Tysiące myśli i żadna nie jest chociażby cieniem prawdy. Spojrzałam na kwiaty, są naprawdę piękne. Wypiłam do końca zimną już herbatę. Po co te gierki? Po co to wszystko? Przytuliłam bardziej poduszkę do siebie. Życie jest cholernie ciężkie, wolę kiedy stoi w miejscu i nie dzieje się absolutnie nic. Tajemniczy nieznajomy zasiał niepokój w mojej duszy. W przeświadczeni, że kiedyś poznam prawdę, zasnęłam.



Obudził mnie dźwięk piejącego koguta, którego ustawiłam jako budzik. Niechętnie wstałam i poszłam do kuchni. Kolejny dzień, kolejny wykład, kolejna nuda. Poczułam wibrację w kieszeni. Wzięłam telefon i zobaczyłam numer Edith. Zapomniałam wczoraj do niej napisać.
-Żyję, spokojnie.- powiedziałam na wstępie.
-Dzwonię i dzwonię i dzwonię i nic.- usłyszałam.
-Zasnęłam.
-Skoro żyjesz to znaczy, że randka się udała?- zapytała ciekawska.
Wywróciłam oczami.
-I tak i nie.- stwierdziłam. -Tak jakby jej nie było.
Chwilowa cisza w słuchawce oznaczała zbyt dużą ilość myśli Edith.
-Nie przyszedł?- spytała.
-Pogadamy o tym jak wrócisz.
Usłyszałam westchnienie Edith.
-Jesteś sama z Loganem?- spytałam.
-Teraz już nie.- głos się jej ożywił.
Zapewne Elyas wrócił.
-Wpadnę po ciebie o 17, okej?
Zaraz, co, po co?
-Po mnie?
-Zapomniałaś! Grill!- jęknęła.
-Eeeeee...- kurde. -Nie zapomniałam.
-Jasne.
-Na 17 będę gotowa.- powiedziałam, zrezygnowana.
-Kocham cię.
Wywróciłam oczami.
-Ja ciebie też.
Rozłączyłam się.
Poszłam do pokoju i wyjęłam z szafki maskę w płachncie, przybory do manicure i płyty z serialem "The Fall". Zalogowałam się na myspace, ale tam cisza. Włączyłam serial i zanurzyłam się w kobiecym i niepasującym do mnie świecie.  




Obudził mnie dzwonek do drzwi. Szybko wstałam i otworzyłam je.
-Spałaś?- zapytał rozbawiony Logan, widząc mnie w maseczce na twarzy.
-Eeeee...nie...to znaczy tak. Jesteś bez...- zapytałam, widząc brak mojej przyjaciółki.
-Edith jest w samochodzie. Dzwoniła do ciebie, ale...
-Daj mi sekundę, ok? Tylko się ubiorę.
Logan wszedł do mieszkania. Szybko wybrałam bluzkę, jeansy i kurtkę, znikając w łazience.  
-Pięć minut.- krzyknęłam.
-Wszystkie tak mówicie.- zaśmiał się.
Ubrałam się, zdejmując maseczkę. Wytarłam ręcznikiem twarz, nałożyłam mascarę i ogarnęłam moje brwi. Włosy tylko przeczesałam.
-Rzeczywiście tylko pięć minut.- zdziwił się.
-Ciężkie życie artysty.- podsumowałam.
Wchodząc do samochodu Logana, zobaczyłam uśmiechniętą Edith.
Całowali się, albo w jej ciele gromadzi się za dużo hormonów.
-Cieszę się, że jedziesz ze mną.- powiedziała.
Westchnęłam.
Do działki kolegi Logana, było parę kilometrów.  
Wychodząc z auta zobaczyłam opartego o samochód Elyasa.
-Witaj, skarbie.- uśmiechnął się.
Miał na sobie skórzaną kurtkę, białą bluzkę i ciemne jeansy.
-Co za spotkanie.- mruknęłam. -Nie spodziewałam się ciebie tu.
Zaśmiał się.
-Pięknie wyglądasz.
-Nie prowokuj mnie, bo zamiast twoich zwłok, twoi bliscy będą sprzątać twoje majtki z ulicy.
Uśmiechnął się zadziornie.
-Tęskniłem.
-Chodźmy już.- powiedział Logan.
Plac był dość duży, tak jak liczba osób. Myślałam, że to będzie zwykła posiadówka. W koło ogniska były porozstawiane pnie drzew.
-Elyas! Logan!- podszedł do nas dość postawny chłopak z blond włosami, postawionymi na żel.
-Rick!- chłopacy przywitali się. Nowo poznany chłopak dokładnie zmierzył mnie i Edith.
-A to wasze dziewczyny?- spytał.
-Właściwie to...- zaczęłam.
-Tak.- przerwał mi Elyas.
Moje spojrzenie zpochmurniało.
-W takim razie miło mi, jestem Rick.- podał nam dłoń. Edith przywitała się z nim.
-Ja i Elyas nie jesteśmy razem.- powiedziałam, potrząsając dłoń Ricka.
-Wiem. Sam bym z nim nie wytrzymał.- uśmiechnął się.
-Ej! Słyszałem to.- Elyas udał obrażonego.
Oboje się zaśmialiśmy.
-Myślę, że wam się tu spodoba.- odrzekł Rick, prowadząc nas do ogniska.
-Usiądzcie.- wskazał na pnie.
Logan z Elyasem poszli się przywitać.
Usiadłam obok Edith i jakiejś dziewczyny z fioletowymi włosami i kolczykiem w nosie.
-Jestem Vicky.- podała mi dłoń, uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam gest.
-Sophie.
Połowę osób kojarzyłam. Niestety poznałam parę osób, kiedy byłam jeszcze z Joe.
-Sophie.- usłyszałam głos, który dobrze kojarzyłam. Odwróciłam się.
-Thomas.- przęłknęłam ślinę. To przyjaciel Joego.
-Miło cię widzieć, po takim czasie.- przysiadł się między mną a Vicky. -Poznałaś już moją dziewczynę.- skinął w jej kierunku.
-Eeeeee...tak.- uśmiechnęłam się. Thomas od zawsze był w porządku. Zawsze dziwiło mnie czemu przyjaźni się z Joe.
-Ty, nieznajomy. Wszystko chcę wiedzieć.- zwróciła się do mnie Edith.
Wywróciłam oczami.
-Nie przyszedł.- westchnęłam.
Edith otworzyła szeroko oczy.
-Co?
Wzruszyłam ramionami.
-Ale zamiast niego przyszedł doręczyciel kwiatów z listem.
Edith przez chwilę analizowała to co powiedziałam.
-Co?
-W liście napisał, że pewnie nigdy się nie wyjawi. I dał mi swojego myspace.
-Co?
Zmrużyłam oczy.
-Edith, zacięłaś się?
-Piszecie ze sobą? Ty i on? On i ty?- zapytała.
-Tak, ja i on, on i ja.- powiedziałam.
-Jak to się nie wyjawi? Więc po co to pisze?- zdziwiła się.
-Też chciałabym znać na to odpowiedź.- przyznałam. -Ale mniejsza. Co z tobą i Loganem?
Edith od razu nabrała rumieńców. Kto by pomyślał?
-Prawie się pocałowaliśmy.
Spojrzałam na nią uważnie.
-Jak to prawie?
Do moich myśli od razu wparował nieistniejący pocałunek z Elyasem po alkoholu. Wzdrygnęłam się na to wspomnienie.
-Elyas wparował.- westchnęła.
Zaśmiałam się.
-Ej, to nie jest śmieszne.- udawała oburzoną.
-Oczywiście, że jest. Uroki mieszkania z tym bucem.
Edith szturchnęła mnie.
-Pytał o ciebie, jak wrócił.
Uniosłam brew.
-Czy już jestem gotowa z nim na seks? Powiedz mu, że nawet gdyby był ostatnim facetem na tym świecie, nie dotknęłabym go nawet kijem.
Zaśmiała się.
-Ale fajnie by było, przynajmniej miałabyś pewność, że cię nie zdradza.
-Takie rzeczy tylko w "Błękitnej lagunie".- wywróciłam oczami.
Cicho westchnęła.
-Faceci to dupki, ale jeżeli tajemniczy nigdy się nie ujawni to może poszłabyś w kierunku...Elyasa.- powiedziała niepewnie.
Zakrztusiłam się śliną. Moje płuca od środka zaczęły skakać, kiedy dostałam niekontrolowany napad kaszlu. Edith zaczęła poklepywać mnie po plecach.
Przez chwilę uspokajałam swój oddech.
-Pójdę się napić wody.- stwierdziłam.
Edith pokiwała głową.
-Pójść z tobą?- zapytała.
Uśmiechnęłam się.
-Dla bezpieczeństwa pójdę sama.
Zmarszczyła brwi.
Weszłam do drewnianego domku, który od wejścia przypominał mi stare lata obozów. Od razu w oczy rzuciła mi się obszerna kuchnia. Szybko wzięłam ze zmywarki szklankę i napełniłam ją wodą.
-Kogo moje oczy widzą.- usłyszałam za sobą.
Wiem do kogo należy ten głos.
-Joe.- warknęłam.
Nawet nie musiałam się odwracać.
Zagwizdał rozbawiony.
-Co a raczej kto cię tu sprowadza?- zapytał.
Odwróciłam się do niego. Stał oparty o lodówkę.
-Jestem tu z Edith.- wyznałam.
Joe przechylił głowę z bok.
-Nadal mam problem z moim...- wskazał na spodnie. -Więc boję się dostać tam znowu, także pozostańmy na takim dystansie.- zasugerował.
-Może się starzejesz, albo po prostu jesteś impotentem.- uniosłam brew.
-Ja? Kochanie, znasz mnie. Poczułaś zresztą na swojej skórze co robi ze mną brak seksu.
-Masz na myśli zdradę?  
Pokiwał głową.
-Nie chciałem cię ranić. Fakt, mogłem nie pakować się w związek, ale spodobałaś mi się.
-Wzruszające.- prychnęłam. -Przy zwrotce "Ale musiałem cię zdradzić, bo moja antenka szukała połączenia", wyjmę chusteczkę i zacznę płakać.- wywróciłam oczami.
Joe uśmiechnął się.
-Więc nie pakuj się w to znowu.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Nie rozumiem.
Zdradziecki kołek przetarł czoło.
-Nie mogę ci powiedzieć tego wprost, ale po prostu uważaj. Jest pewna osoba w twoim życiu, która nie ma dobrych zamiarów wobec ciebie. Nie pozwól mu dotrzeć tam, gdzie nie powinien.- odsunął się od lodówki i wyszedł.
Dlaczego miałabym mu uwierzyć? Kto? O co chodzi? Jeśli znowu te jego gierki, to mam ich dość. Przyjście tutaj nie było dobrym pomysłem a tym bardziej rozmawianie z Joe.  
Wyszłam z domku i wróciłam do ogniska.
-Lepiej?- spytała Edith, kiedy przysiadłam się do niej.
Przytaknęłam. Logan zdążył już wrócić. Poczułam na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałam się i zobaczyłam wpatrzonego we mnie Elyasa. Jego zadziorny i bezczelny uśmiech utknął mi w głowie. Znam go na pamięć, tak, że mogłabym go narysować. Przez chwilę toczyliśmy walkę na spojrzenia. Jak zwykle wygrałam. Do moich myśli znów zakradł się Joe i jego mądrości.
-Przejdę się.- powiedziałam do Edith.
Spojrzała na mnie zdziwiona.
-Znowu gdzieś idziesz?
-Zaraz wrócę.- wstałam i poszłam w stronę niewielkiego lasku. Zdążyło zrobić się już ciemno. Las był...strasznie straszny. Wyglądał trochę jak z horroru, więc byłam przygotowana na wyskok kolesia z piłą mechaniczną. Nagle usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się niepewnie, ale nikogo nie było.  
-Linden, szukasz natchnienia?- usłyszałam. Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą Elyasa. Odskoczyłam od niego.
-Raczej ucieczki przed tobą.- wysyczałam, wymijając go.
Elyas szedł krok w krok za mną.
-Czemu udajesz taką niedostępną?- oparł się o drzewo.
-Nie udaję.- stwierdziłam.
Brunet bacznie mi się przyglądał.
-Ależ tak.- podszedł bliżej mnie.
-Zrób jeszcze krok a zamienię cię w żabę.- zagroziłam.
-Wtedy będziesz musiała mnie pocałować.- powiedział rozbawiony.
Prychnęłam.
-W końcu legalnie będę mogła cię wrzucić do rzeki.- odeszłam.  
-Kocham te nasze dogryzanie sobie.- zaśmiał się.
-A ja nie.- przyśpieszyłam. Właściwie mówiąc sama nie wiem gdzie zaszłam.
-Lecisz na mnie.- przyznał.
Uniosłam brwi, rozbawiona.
-Elyas, nie jestem tą, każdą dziewczyną, którą prowadzisz do swojego pokoju pod pretekstem: "Choć pokażę ci moje zabawki".
-Nie jestem taki.- przyznał. -Minie rok odkąd nie uprawiałem seksu. To dosyć długo.
-Trzymasz na specjalną okazję?
Uśmiechnął się.
-Jak najbardziej.- puścił mi oczko.
Wiedząc co ma na myśli, wywróciłam oczami. Nagle usłyszałam dziwne głosy.
-Słyszysz to?- spytałam.
Elyas spojrzał na mnie zdziwiony i przez chwilę próbował wybadać skąd ten dźwięk pochodzi.
-To dziki?- zmartwiłam się.  
Elyas poszedł za tym głosem.
-Gdzie idziesz?- poszłam za nim. -Boję się dzików.- przyznałam.
Brunet nie słuchając mnie, wszedł w głąb lasu.
-To stamtąd.- wskazał palcem.
-Jeżeli dziki nas rozszarpią to przyżekam, że nie dam ci spokoju nawet po śmierci.- powiedziałam, widząc, że Elyasa nic nie rusza.
Głos zdawał się coraz głośniejszy.
-To stado dzików.- przestraszyłam się.
Podeszliśmy bliżej. Przez chwilę moje serce zdawało się wybuchnąć, dopóki nie usłyszałam:
-Mocniej!
Spojrzeliśmy na siebie z Elyasem.
-Czy to...- zaczęłam.
Pokiwał głową, rozbawiony.
-To są twoje dziki.- zaśmiał się.
Moje życie stało na krawędzi przed strasznymi dzikami, którzy dzikami nie byli.
-Jak można uprawiać seks w lesie?- zdziwiłam się.
Elyas wzruszył rękami.
-Ludzi kręci takie coś.
Wzdrygnęłam się. Przecież mogą tam im wejść mrówki.  
-Te odgłosy mnie zmyliły.- stwierdziłam.
Uśmiechnął się.
-Linden, będziesz tak samo krzyczeć. Zobaczysz. Jeszcze wspomnisz moje słowa.- zaśmiał się.
-Obiecuję, wpiszę je do mojej, osobistej książki pod tytułem: "Mądrości Elyasa".
Szturchnął mnie.
-Nie zapomnij dopisać, że na mnie lecisz.
Westchnęłam.
-Mam coś lepszego: "Zarozumiały i bezczelny dupek".
Zaśmiał się. Ten dźwięk brzmiał w moich uszach dziwnie przyjemniej niż powinien.

2 316 czyt.
100%196
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3444 słów i 19245 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

6 komentarzy

 
  • AnaidPrincess

    AnaidPrincess · 5 lip 2018

    Kurna coraz bardziej się wkręcam w tą opowieść ! Aż mi serce pulsuje pod zgromadzonymi emocjami

  • AlexAthame

    AlexAthame · 2 lip 2018

    W ramach rewanżu przeczytałem .Miła słodka historia. Bez tych tam...Nie żeby mi przeszkadzało. Miło się czyta.Nie obiecuje przeczytac poprzednich i następnych. Dużo zajęć i mało czasu.Dzieki

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 2 lip 2018

    I znów miłe popołudnie przy kawie na mnie czekało.  
    Przeczytałem i znów zostałem poczęstowany niezwykłym poczuciem humoru jak z armaty.  
    Oj Sophie ile ja jeszcze się pośmieję z Twoich tekstów   
    Ukaż się tajemniczy nieznajomy!

  • mydream2017

    mydream2017 · 2 lip 2018

    "Ale celowo nie wzięłam karabinu.  
    Już się nie boję, chyba, że masz 5 rąk i tyłek lepszy ode mnie. Mam cichą nadzieję, że nie nosisz rurek?"   

    O tak, wchodzę po weekendzie i znów czekała mnie kolejna przyjemność z Sophie (z jej poczuciem humoru)  .Rozczarowałem się tajemniczym nieznajomym- znów będę musiał czekać aż się ujawni. Jak długo będziesz się ukrywał? Hę?

  • lilio

    lilio · 2 lip 2018 · 198284682

    trochę dużo tajemnic, ale uwielbiam dowcip sophie

  • Kmicic

    Kmicic · 1 lip 2018

    Gdy przyszedł ten dostawca myślałem że to jakiś nauczyciel z jej szkoły który się w niej podkochuje xD.  
    Ah kolejna wspaniała cześć, tylko co znaczyły słowa Joego?  
    Dziękuję za dodanie kolejnej części życzę weny i czekam na kolejną