Bronię się przed tobą cz.17

Westchnęłam, słysząc jej krzykliwy głos.
-Nie, nie oszalałam.
Spędzenia Sylwestra samej to nie jest totalna katastrofa, wiadomość śmierci czy zapomnienie o zimnej już herbacie.
-Sophie, ta impreza jest dwadzieścia kilometrów od ciebie. W innych okolicznościach nie proponowałabym ci jej.  
Wywróciłam oczami.
Chyba chcę cofnąć się o te kilka dni. Mój ojciec uśmiechnięty przy wigilijnym stole. Spędził w szpitalu kilka dni po czym stwierdził, że to jak grypa, szybko przechodzi. Nadal się o niego martwię, ale wieść, że jego stan zdrowia z każdym dniem się poprawia, sprawia, że lżej mi na sercu.
Minęły okrągłe dwa tygodnie od kiedy jestem w domu. Byłam zaledwie tylko na chwilę w Londynie zabrać prezenty i wręczyć je Edith i Loganowi osobiście. Adamowi dam po powrocie a Elyasowi w moim imieniu ma wręczyć Logan.  
Wieść o Vivien nadal nie daje mi spokoju, przejrzałam wszystkie zdjęcia, kasety i nie znalazłam żadnych zdjęć z mamą, kiedy była w ciąży. Nie chcę narazie poruszać tego tematu przy mamie, choć wiem, że kiedyś będę musiała to zrobić.
-Sophie!- krzyknęła błagalnie. -Nie pozwolę na to, żebyś Sylwestra spędzała sama. Zapomnij, jadę po ciebie.
-Nie wiesz gdzie mieszkam.- prychnęłam.
-Wiem. Pamiętam adres. Za godzinę będę, ubierz się!- rozłączyła się.
Przęłknęłam ślinę.
-To Edith?- spytał tata, uchylając gazetę.
Przytaknęłam, odkładając telefon.
-Chce, żebym poszła z nią na imprezę.
-Czemu nie chcesz iść?- zapytał zdziwiony.
-Wolę siedzieć w domu dzisiaj. Nie mam ochoty iść do klubu.- wzruszyłam ramionami.
Oczywiście, że to nie jest główny powód.  
-Idź się wyszaleć. Dziś ci pozwalam pić alkohol, ale nie przeginaj.- zagroził rozbawiony.
Wywróciłam oczami. O to możesz się nie martwić, mój ostatni wyczyn sprawił, że do dziś czuję ciarki na całym ciele, kiedy obudziłam się półnaga obok Elyasa.
Niechętnie wstałam i poszłam do pokoju. Po całym moim pokoju porozwalane były kartki z wypełnionymi zadaniami o usprawnianiu i wiedzy ogólnej o ludzkim ciele. Egzamin już niedługo a ja nie wiem czy jestem na niego gotowa. Właściwie mówiąc za dwa dni czeka mnie powrót do Londynu a ja nie chcę tam wracać. Wolę być tu, z ojcem.
Otworzyłam szafę, szukając coś w stylu worka na ziemniaki albo karton na głowę, robiąc otwory na oczy. Będę brytyjskim Marshmello.  
Wybrałam czarną, dopasowaną sukienkę i buty na niskim obcasie. Nie ma szans, żebym założyła szpilki, chyba, że planuję samobójstwo. Ale to innym razem, najpierw muszę zdać egazmin.
Wlałam na siebie połowę moich ulubionych perfum i rozczesałam włosy.
-Sophie!- usłyszałam za swoimi plecami.
Edith miała na sobie kremową, satynową sukienkę i wyglądała jak nie ona.
-To ty?- spytałam speszona.
Blondynka zaśmiała się cicho.
-Trochę zaszalałam.- wywróciła oczami zadowolona.
-Trochę? Nie masz stanika pod nią, prawda?- uniosłam brew.
-Wystarczy, że mam majtki.- uśmiechnęła się. -W ogólę, twój tata jak się czuję?
Wzruszyłam ramionami.
-Lepiej, naszczęście.
-Za to ty jesteś blada jak trup. Daj cię pomaluję!
-Nie, nie, nie.- uniosłam ręce.
-Delikatnie, obiecuję.
Wywróciłam oczami.
-Tylko pamiętaj, że idę do klubu, nie do cyrku.
-Masz na to moje słowo.





-Edith...- otworzyłam szeroko oczy.
-Nic nie mów, czerwona szminka to klasyk.- otworzyła pomadkę.
-Miał być delikatny a narazie wyglądam jak Jigsaw z Strasznego Filmu.
-Raz na jakiś czas można poszaleć z makijażem. Poza tym aż tak dużo go nie nakładłam.
-Moja skóra mówi coś innego.
-Twoja skóra zaraz mi podziękuję.- umalowała mi usta czerwonokrwistą szminką. -Dziś jest twój dzień, Sophie.  
Westchnęłam, już wiem jak to się potoczy.






-A kto tam będzie?- zapytałam, wchodząc do auta Edith, trzymając torbę z balerinkami, bo ostatecznie udało jej się namówić moje wybujałe ego, żeby założyć wyższe buty.
-Logan, ja, ty.- odpaliła auto. -Tyle wiem.
Uśmiechnęłam się.
Zero Elyasa. Zero pocałunków i zero morderstw.


Do Merkaba dotarliśmy znacznie wcześniej, niż to obliczyłam. Miałam nadzieję na liczne tornada, wybuchy, korek czy spadający meteoryt, ale niestety. Właśnie stoję przed wejściem, patrząc na ochroniarza, który mierzy mnie wzrokiem.
-Osiemnaście jest?- spytał szorstko.
Wyciągnęłam z torebki dowód.
-I żeby nie było z tobą kłopotów.- zagroził.
Zmrużyłam oczy.
-On zawsze taki jest. Jak kogoś nie kojarzy to specjalnie go straszy na początku.- szepnęła do mnie Edith, kiedy weszliśmy do sali.
-Przestraszyłam się.- powiedziałam sarkastycznie. -Teraz nie będę spała w nocy.
Edith zaśmiała się.
-Tej nocy nie musisz. Ostatnio nie ma życia w tobie, marwiłam się.- przyznała.
-Niepotrzebnie.- uśmiechnęłam się z troską.
-Sophie!- odwróciłam się na dźwięk głosu Logana. -Miło cię widzieć.
-Ciebie również.- uścisnęliśmy się.
-Zamówić wam coś?- powiedział głośno, próbując przekrzyczeć grającą muzykę.
-Zamów nam dwa drinki.- Edith pocałowała go w usta. Wywróciłam oczami, próbując nie patrzeć na tą scenę.
-Dobrze, że jestem ślepa.- wyznałam.
Oboje się zaśmiali, po czym Logan poszedł po drinki.
-Nie chcę znać szczegółów waszej miłości.- powiedziałam od razu.
Edith zaśmiała się.
-Chcesz? Mogę ci opowiedzieć.
Uniosłam ręce w znaku bezradności.
-Nie próbuj.
Rozejrzałam się dookoła, napotykając sylwetkę Elyasa. Nie! To niemożliwe.
-Nie ma tu Elyasa, prawda?- zapytałam.
-Nie sądzę. Powinien być w Ameryce teraz.
Odetchnęłam. To tylko jakiś chłopak, spokojnie. Już wszędzie widzę Elyasa, zaraz zwariuję. Widocznie nic nie powiedział o naszym pocałunku, skoro Edith nie zasypała mnie lawiną pytań o tej sytuacji. Nawet nie wiedziałabym, co mam odpowiedzieć. Przyparł mnie do muru i zaczął całować a ja nic z tym nie zrobiłam? To brzmi brutalnie, choć wiem, że to ja prawie go zacałowałam na śmierć.  
-Proszę.- obok nas pojawił się Logan z dwoma drinkami.
Wybraliśmy wolny stolik w kąciku i usiedliśmy na skórzanych kanapach. Mogłabym teraz leżeć w łóżku, z gorącą herbatą i jakimś mdłym romansem.  
-Logan. Nie ma tu Elyasa?- spytałam.
Logan uniósł brwi zdziwiony.
-Sophie!- oburzyła się Edith. -Mówisz tak jakbyś się go bała.
-Nie o to chodzi.- jęknęłam.  
-Idziemy potańczyć, idziesz z nami?- spytała Edith, biorąc za rękę Logana.
-Nie teraz. Dopiję drinka to do was dojdę.
Przyjaciółka zrobiła kwaśną minę.  
-Za pół godziny widzę cię na parkiecie.- ostrzegła.
-Oczywiście.- uśmiechnęłam się.
'Po moim trupie'- pomyślałam. Zdecydowanie wolę tą odpowiedź.
Wstałam, w celu znalezienia toalety. Nie mogę się dziś upić, właściwie to nie mogę się już nigdy upić.  
Szukanie toalety w tej dziczy jest znacznie trudne, niż by mogło się wydawać. Kompletnie nie rozumiem jak w takim dużym klubie nie ma informacji o toalecie. Za to znaczną ilość klubu tworzą napisy z informacją, że można sobie wynając pokój na jedną noc albo kilka godzin. Nie dzięki, potrzebuję toalety, nie szybkiego seksu.
-Mnie szukasz?- poczułam czyjąś dłoń na swoim biodrze.
-Joe.- wysyczałam. -Nie dotykaj mnie.
Uśmiechnął się szyderczo.
-Twojego chłopaka tu nie ma.
Zmrużyłam oczy.
-Gdyby taki istniał, już dawno twoje truchło byłoby w lesie.- odpyskowałam.
-Słyszałem, że ty i Elyas...no nieźle.- zagwizdał. -Radzę ci, bądź ostrożna. Jeszcze mi podziękujesz.
-Bardzo dziękuję za radę.- powiedziałam, nieodpuszczając sarkazmowi wejść do moich strun głosowych. -Jesteś zazdrosny?  
Joe zaśmiał się.
-Mogę mieć każdą, po co mi ty.  
-No więc właśnie, nie interesuj się.
Joe złapał mnie za łokieć.
-Żebyś nie żałowała, skarbie.- chuchnął mi dymem papierosowym w twarz.
-O co ci chodzi? Czego mam żałować?- spytałam zdezorientowana.
-Przegrywam, Sophie. I nie podoba mi się to.- puścił mnie i odszedł.
Co to, do cholery, było? Rozejrzałam się ponownie po klubie, żeby odnaleźć sylwetkę Joe, ale zniknął mi z pola widzenia.
Poza tym, dlaczego on tutaj jest? Zaraz, skoro on tu jest, to inni motocykliści na pewno tu są. Wiedziałam, przywidzenie Elyasa nie było fałszywe.  
Po kilku minutach znalazłam toaletę. W tym klubie zdecydowanie powinni zainwestować w mapę do toalety albo przynajmniej wywiesić kolorowy bilboard ze strzałką i znaczkiem damskiej i męskiej toalety.  
W pomieszczeniu było okropnie, dobrze, że nie spędzę tu nawet pięciu minut.
Wychodząc z niej, zderzyłam się z jakimś chłopakiem.
-Przepraszam.- powiedziałam, łapiąc się na głowę.
Blondyn uśmiechnął się.
-Sophie?- spytał.
Przez chwilę zastanawiałam się, skąd zna moje imię. Chyba wyczuł moją niepewność.
-Dylan, z grilla u Ricka. Piliśmy trochę.- zaśmiał się miękko.  
-Dylan? Wybacz, nie pamiętam...- powiedziałam zawstydzona.
-Nie ma sprawy. Przez alkohol wybaczę.- machnął ręką.
Uśmiechnęłam się.
-Napijesz się czegoś?- spytał.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Nie. Teraz już wiem, żeby z tobą nie pić.
-Tylko wody, spokojnie.
-Dobra, ale tylko wody.
-Oczywiście.- odwzajemnił uśmiech.
Podeszliśmy do baru.
-Dwie wody poproszę.- powiedział Dylan, dając znak kelnerowi.
-Ty też nie pijesz?- zdziwiłam się.
-Niestety. Muszę zastopować.
Kelner postawił obok nas szklanki z wodą.
-Co u ciebie? Wyglądasz dziś inaczej.- zmierzył mnie.
-Widziałeś mnie dwa razy tylko.- zaśmiałam się.
-Z czego ty tego nie pamiętasz.- podzielił mój humor.
-Nie wypominaj mi tego.
-Ostra z ciebie babka. Podobno nieźle dopiekłaś Joemu.- przyznał, biorąc łyk wody.
-To o bójce z Vicky też pewnie słyszałeś.- westchnęłam.
Dylan przytaknął.
-Nie chcesz się zemścić?- zapytał.
Prychnęłam.
-Możesz teraz.
-Jak teraz?- zdziwiłam się.
Chłopak wskazał ruchem głowy, żebym się obróciła.
Zrobiłam to i zobaczyłam Vicky w jej okropnych, wyblakłych już włosach i wyuzdanym stroju.
-Nie, to nie jest najlepszy pomysł.
-Co ci szkodzi?  
Spojrzałam na blondyna.
Cholera...

1 923 czyt.
100%185
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1847 słów i 10203 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

5 komentarzy

 
  • Precelek002

    Precelek002 · 6 wrz 2018 · 388262686

    Super !!!

  • Kmicic

    Kmicic · 3 wrz 2018

    Jestem prawie pewien że Joe znaczy tutaj coś więcej, np teraz stwierdził że przegrywa, może nie pogodził się ze stratą Sophie i teraz jest...... Tajemniczym nieznajomym?! (teraz taka straszna muzyczka) Ale to moja teoria.  
    Konflikt z tą ździrą...............znaczy się Vicky chyba powraca, ale liczę że dobrze się to skończy.  
    Dziękuję za dodanie kolejnego rozdziału   jak zwykle wspaniale i czekam na więcej

  • Nati

    Nati · 2 wrz 2018 · 381258607

    Czekam.na nastepne odcinki tylko.najdluzsze napisane i szybko!!!!!!

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 2 wrz 2018

    Wczytałem lola i dobrze, że zaparzyłem drugą kawę. Takie popołudnie to czysta przyjemność. Wszędzie widzi Elyasa to może być początek obsesji...oby w końcu dostała to czego jej potrzeba. Uczucia z wzajemnością i poczucia bezpieczeństwa. Ktoś musi przemówić Joe-mu do rozumu aby dał jej spokój.  
    Teraz będę czekał na słodką zemstę na Vicky   
    Zaskakująco, z emocjami i specyficznym poczuciem humoru. Genialnie i zabawnie

  • mydream2017

    mydream2017 · 2 wrz 2018

    Sophie uczy i bawi. Teraz już wiem co to Marshmello. W końcu porywająca, zadziorna i z wielkim poczuciem humoru Sophie dotrzymała mi towarzystwa ponownie. Coś ten Joe knuje...tylko co?