Bronię się przed tobą cz.27

Chodziłam po całym pokoju, trzymając się za głowę. Elyas jest Nieznajomym. Czy to w ogólę możliwe? Czy to jest sen i zaraz się z niego obudzę? Czuję się taka zdeterminowana, zachwiana emocjonalnie i upokorzona jak nigdy dotąd. Wszystko zaczęło nagle mieć sens. Te jego fochy, kiedy wyrażałam swoje zdanie na temat Nieznajomego. Cholerny dupek! Jak mogłam przez chwilę zostać przez niego omotana? Teraz czuję tylko i wyłącznie pogardę do tego człowieka. On się mną bawił, przez ten cały czas wszystko było jednym, wielkim kłamstwem.
W moich oczach pojawiły się łzy.
O nie, nie. Nie będziesz płakać przez niego, on na to nie zasłużył.
Usłyszałam otwieranie drzwi i tupot obcasów.
-Sophie! Wróciłam!- krzyknęła Edith.
Siedziałam cicho, bijąc się z własnymi myślami.
-Logan wrócił do siebie, ale kazał cię pozdrowić.- ponownie krzyknęła.
Logan...czy on też wie, że Elyas jest Nieznajomym?
-Co tak siedzisz?- weszła do mnie do pokoju z szerokim uśmiechem. -Wyglądasz jakbyś miała stan podgorączkowy. Nie mów, że jesteś chora, nie chcę cię unikać przez tydzień i zbierać za tobą chusteczki. - usiadła obok mnie.
-Nie jestem chora.- mój głos powoli się łamał.
-To o co chodzi?- spytała zaciekawiona.
Nie o co, a raczej o kogo.
-Elyas...on...- nie mogłam się wysłowić.
-Co ci zrobił?- otworzyła szeroko oczy.
-Oszukał mnie.
-To znaczy?- dopytywała.
-On jest Nieznajomym.
Edith położyła dłoń na moim ramieniu.
-Sophie...wiem to.
-Co?
Westchnęła.
-Wiedziałaś i nic mi nie powiedziałaś?- krzyknęłam.
-To nie tak. Logan się przypadkiem wygadał i kazał mi nie mówić.
-Nie no świetnie.- powiedziałam ironicznie.
-Sophie, proszę cię...
-Od kiedy wiesz?- wysyczałam.
Spuściła głowę.
-Od miesiąca.
-A Logan?
-Od samego początku. Przypadkiem znalazł kopię pierwszego listu, którego dostałaś. Skojarzył go i trzymał to w tajemnicy, Elyas go o to poprosił.- powiedziała cicho.
-No tak, warto było robić mnie w konia przez ten cały czas?- zdenerwowałam się.
-Sophie, Elyas na pewno nie miał złych zamiarów.
-Nie usprawiedliwiaj go!- krzyknęłam. -Zawiodłam się na nim tak samo, jak na tobie.
-Przesadzasz.
Wzięłam torebkę i poszłam do korytarza.
-Znowu uciekasz, Sophie.- próbowała mnie zatrzymać.
-Nie wrócę dziś na noc. Cześć.- ubrałam buty i wyszłam.
Byłam tak okropnie zdenerwowana. Jedynie co mną kierowało to złe emocje i chęć zapadnięcia się pod ziemię. Wyszłam z budynku i wsiadłam do samochodu. Co ja mam teraz zrobić? Nie mam dokąd pójść. Adam nie chce mieć ze mną kontaktu, cała paczka motocyklistów odpada, chyba, że chcą zgotować mi piekło a Edith, jak mogła trzymać to w tajemnicy.  
Ruth. Moja ostatnia nadzieja.
Odpaliłam samochód i skierowałam się w kierunku mojej miejscowości. Mam nadzieję, że rodzice mnie nie zobaczą, gdyż będę obok nich przejeżdzać. To okropnie frustrujące i niedorzeczne. Wydawało mi się, że ja i Elyas.  
Właśnie- wydawało mi się.
W czasie ponad czterdziestokilometrowej drodze próbowałam nie zasnąc i nikogo nie zarysować. Powinnam do niej zadzwonić, ale boję się odmowy. Mój problem przy jej problemach jest niczym. Ja płaczę, przez uczucie oszukania, a ona dźwiga ze sobą śmierć dziecka.  
W połowie drogi zaczęłam się wahać, czy dobrze robię, jadąc do niej. Tak czy inaczej, nie miałam już nikogo innego. Potrzebowałam jej, tak jak kilka lat temu, kiedy nasza przyjaźń wydawałaby się trwać wiecznie.  
Mrugałam szybko, uniemożliwiając spływanie łez po moich policzkach. Dzień zaczął się pięknie, a skończył się tak dramatycznie.  
Jeszcze tylko parę kilometrów i już będę. Byłam jednocześnie niepewna, czy mnie przyjmie i czułam się egoistycznie. Przyjeżdżam do niej z samego Londynu, po to by się wypłakać. Nie było mnie przy niej, kiedy przeżywała taką tragedię, ale gdybym znała prawdę wcześniej, wszystko potoczyłoby się inaczej. Nie miała nikogo, depresja...czy gdybym była przy niej od samego początku, jej dziecko by żyło? Już zawsze będę egoistką, zawsze będę się obwiniać.
Zrobiło się ciemno, było po dwudziestej drugiej.
Zaparkowałam na parkingu, blisko domu Ruth, nie chciałam być na widoku.
Podeszłam do drzwi i z wyrzutami sumienia kliknęłam w dzwonek.
Po chwili drzwi otworzyły się.
-Sophie?- zdziwił się ojciec Ruth. -Dawno cię nie widziałem, co tutaj robisz?
-Przyszłam do Ruth.- wyznałam.
-O tej godzinie?
-Tak.- przytaknęłam.
Ojciec Ruth wskazał ruchem dłoni, żebym weszła.
-Nie stój na mrozie. Ruth jest u siebie, z pewnością się ucieszy jak cię zobaczy.- powiedział spokojnym głosem.
Zdjęłam buty i rozebrałam płaszcz.  
-Może chcesz herbaty?- zapytał.
-Nie, dziękuję.- powiedziałam, wchodząc po schodach.
Będąc na piętrze, czułam się jak za dawnych lat. Nic się tu nie zmieniło, nawet schody, które skrzypią z każdym naciskiem.
Delikatnie zapukałam do dobrze mi znanych, jasnych drzwi.
-Tak?- usłyszałam głos Ruth.
Otworzyłam drzwi.
Dawna przyjaciółka otworzyła szeroko oczy.
-Sophie? Ty tutaj?- jąkała się.
Siedziała na łóżku, trzymając laptopa na kolanach. Była w piżamach.
-Postanowiłam, że cię odwiedzę.- rozejrzałam się po pokoju.  
Wydawał się taki szary i smutny.
-Eeee...okej. Siadaj.- wskazała miejsce obok siebie. -Wybacz, że tu taki bałagan, ale nie spodziewałam się ciebie tu.
-W porządku. Mogłam uprzedzić.
Oczywiście, że mogłam, ale tego nie zrobiłam.
-Herbatę? Bo kawę już o tej godzinie nie bardzo.- zauważyła.
-Wiesz co, niech będzie kawa, bez niej nie dojadę do Londynu.
Bacznie mi się przyglądała.
-Jechałaś z Londynu?
Przytaknęłam.
-Zostajesz u rodziców?- zapytała.
-Byłam ostatnio u nich.
-Więc przyjechałaś prosto do mnie?
Wzruszyłam ramionami. To dziwne, ale prawdziwe.
-Zostań u mnie na noc, jutro na spokojnie pojedziesz.- zaproponowała.
-Nie no coś ty. Nie chcę robić kłopotu.
-To żaden kłopot, po nocy niebezpiecznie się jeździ. Zostajesz i koniec.
Uśmiechnęłam się.
-Dziękuję, Ruth.
Odwzajemniła uśmiech.
-Więc pójdę zrobić nam herbatę.- wyszła z pokoju.
Poczułam wibrację w telefonie. Spojrzałam na wyświetlacz.  
Edith.
Świetnie, nie mam ochoty słuchać jaka to jestem nieodpowiedzialna, myślę tylko o sobie i, że zawsze uciekam. Choć, wiem, że to prawda. Wyłączyłam telefon.
-Już jestem.- Ruth weszła do pokoju, kładząc na małym stoliku dwa kubki z herbatą.
Usiadła obok mnie.
-Przepraszam, że zapytam bezpośrednio, ale...
-Nie wiem.- przerwałam jej, wiedząc o co chce zapytać. -Chciałam pogadać z kimś, kto mnie zrozumie.
-Co się stało?- zapytała.
Spojrzałam na nią.
Odpowiedź A: Kim jest Elyas i co zrobił.
Odpowiedź B: Szukam chłopaka, mający jedno oblicze. Polecasz kogoś?
Odpowiedź C: Jestem beznadziejnym kierowcą, żeby tak często uciekać gdziekolwiek i kiedylolwiek, więc znasz jakiegoś szofera, który przewiezie mnie za darmo?
-Właściwie to...nie wiem od czego zacząć.- powiedziałam.
-Od początku.- uśmiechnęła się, podając mi herbatę.
-Poznałam faceta, lubię go, nawet ostatnio za bardzo, całowałam się z nim, raczej to on mnie pocałował i ostatnio nasza znajomość rozkwitła, ale...powoli znowu wracamy do wyjścia.- tłumaczyłam niezrozumiale.
-Czemu?- dopytywała.
-Oszukał mnie, pisał do mnie listy jako inna osoba.
-Co w nich pisał?- wzięła łyk, gorącej jeszcze, herbaty.
-Że...mnie kocha.- przypomniałam sobie ostatni list. -Ale podawał się za kogoś innego.
-Może chciał cię bliżej poznać.- wzruszyła ramionami.
-Ale to nie ma sensu. Kocham go jako Elyasa...nie jako kogoś innego.  
-Kochasz...- wzdrygnęła się.
Boże, powiedziałam to.
Samej w myślach, jakoś łatwiej mi to poszło.
-Tak.- westchnęłam. -Nie powinnam.
-Sophie, nie poznaję cię. Mówiąc o Joe, nigdy nie przyznałaś wprost, że go kochasz.
Przez chwilę analizowałam jej słowa.
Kochałam Joe, ale nienawidziłam tego uczucia. Z Elyasem jest inaczej.
-To przez ten Londyn. Inne powietrze, środki chemiczne...
-Tak, tak.- zaśmiała się. -Amory ze strzałami.
-Musiało paść na mnie. Co nie znaczy, że czuję się oszukana.
-Pogadaj z nim o tym.
Zmrużyłam oczy.
-Nie chcę. Nie wiem co mam zrobić, nie mogę udawać, że nie znam prawdy.
-Może chce ci ją wyznać?- odłożyła pusty kubek na stoliku. Moja herbata zrobiła się już dość zimna.
-Nie. Kiedyś napisał, że nigdy się nie ujawni.- wyznałam.
-Dziwne.- stwierdziła.
Ogarnęła mnie bezradność.
-Nie wiem co mam robić.- westchnęłam.
-Rozmowa, Sophie.- poleciła.
Oparłam się o ścianę.
Ruth przyglądała mi się przez chwilę.
-Jaki on jest?
-Kto?- nie zrozumiałam.
-No ten Elyas.
Spojrzałam na nią.
-Arogancki, bezczelny, idiotyczny i dziecinny.- uśmiechnęłam się.
-Nie pozwól, żeby cię zranił.- powiedziała.
Westchnęłam.
-Już to zrobił.



Położyłam się na kanapie, rozmyślając co mam dalej zrobić. Rozmowa z Ruth pomogła mi przemyśleć parę spraw, ale nadal mam mętlik w głowie, którego nie jestem w stanie ogarnąć. Co, jeżeli Elyas nie miał dobrych zamiarów wobec mnie? Chciał się tylko zabawić moim kosztem, robiąc ze mnie idiotkę? Jeśli tak to mu się udało, przez co mam wyrzuty sumienia, że mu na to pozwoliłam. Zbliżył się do mnie, przekraczając wszystkie moje zakazy. Kochałam go, a jednocześnie nienawidziłam go kochać. Te wszystkie, puste listy zostawiały po sobie niesmak i zdradę, przez co wydawało mi się, że nasza znajomość jest jednym wielkim kłamstwem.
Była nim, mimo to, odrzucam od siebie tę myśl.
Przymknęłam oczy, tuląc do siebie bawełnianą poduszkę, którą dała mi Ruth.
Jutro jadę do Londynu.
Nienawidzę Londynu.






Uśmiechnęłam się, trzymając za klamkę.
-Powinnaś odwiedzać mnie częściej.- powiedziała, tuląc mnie na pożegnanie.
-Naprawię ten błąd.- przyznałam. -Dziękuję jeszcze raz.
-Uważaj na siebie.
-Będę.
Wyszłam z domu Ruth i poszłam na parking, gdzie zostawiłam swój samochód. Włączyłam auto, żeby się nagrzało i zapięłam pasy.
Teraz najtrudniejsze, przemknąć bezszelestnie, przejeżdżając przez mój dom.  
Ruszyłam i szybko wyjechałam z mojego miasteczka. Na szczęście nikt mnie nie widział. Jechałam dość wolno, dając upust moim emocjom.  



Weszłam do mieszkania i zdjęłam buty.
Edith momentalnie znalazła się przy mnie.
-Gdzie byłaś?- zapytała szorstko.
-Nieważne.- burknęłam.
-Sophie, dzwoniłam do ciebie.
-Wyłączyłam telefon.- weszłam do pokoju.
-Przepraszam, że to ukrywałam, ale co miałam zrobić?- usiadła na moim łóżku.
-Ukrywać to, udawać i później mieć do mnie pretensje, że, dlaczego się nie domyśliłam.- westchnęłam.
-To nie tak.  
-A właśnie, że tak.  
-Sophie!  
-Wiem, co chcesz powiedzieć, ale nie. Nie zapomnę o tym.- ostrzegłam.
-A moim zdaniem najlepiej tak by było, cokolwiek chciał zrobić jako Nieznajomy, nie udało mu się, więc odsunął go w cień, dając zapomnieć o sobie.
-Ale ja nie zapomniałam. Będzie dziś u ciebie Logan?- zapytałam.
-Nie.- zdziwiła się.  
-To dobrze. Oddam mu laptopa, żeby dał Elyasowi.
-Skąd wiesz, że Elyasa tam nie będzie?
-Mam taką nadzieję.- wstałam i zapakowałam laptopa.
-Dać ci adres?- zapytała.
-Wiem gdzie to. Byłam już tam.- zamknęłam drzwi, zostawiając w mieszkaniu zdziwioną Edith.
Blok Logana i Elyasa znajdywał się kilka przecznic dalej. Zaparkowałam na najbliższym, niepłatnym parkingu i wysiadłam z auta.
Plan jest taki, że jak otworzy Logan, dam mu laptopa, mówiąc, żeby podał Elyasowi. Ale jeżeli otworzy Elyas dostane paralizacji, stracę głos, dam mu do rąk laptopa i ucieknę.
Świetny plan.
Weszłam na czternaste piętro, oczywiście schodami. Miałam dużo czasu, żeby obmyślić plan C, gdyby otworzyli oboje i plan D, gdyby nie otworzył żaden.
Zapukałam do drzwi.
Usłyszałam zbliżające się kroki i przekręcający kluczyk.
Serce powoli podskoczyło mi do gardła, kiedy za drzwi wychylił się...
Logan!
-Dzięki Bogu.- powiedziałam, przez co jego mina przybrała dziwnego wyrazu twarzy. -Podasz Elyasowi i powiesz, że dziękuję.
-Właściwie to on tu jest...
-Nie!- krzyknęłam. -Śpieszę się.
Logan uśmiechnął się.
-Podam mu, spokojnie.
-Dzięki.- ruszyłam ku schodom, kiedy nagle usłyszałam głos Elyasa.
-Linden?- oparł się o futrynę.
-Nie, to nie ja.- powiedziałam, schodząc.
-Ej, zaczekaj.- dogonił mnie, łapiąc mnie za rękę.
Wszystkie przemyślane plany poszły do kosza.
-Gdzie się tak śpieszysz?- zapytał, wciąż splątając nasze dłonie.
Jednak pomysł Edith jest dobry.
Zapomnij, zapomnij, zapomnij. Udawaj, że znasz prawdę.
-Muszę...się pouczyć.- jąkałam się.
-Pouczyć? Kochanie, pamiętaj, że dziś do ciebie wpadnę.- przybliżył się niebezpiecznie blisko.
-Wpadniesz? Dziś? Znaczy, że dzisiaj? Teraz?- wpadłam w panikę.
Zaśmiał się.
-Mogę nawet teraz, pomogę ci w nauce.
-Ja nie umiem się uczyć przy tobie.
-Rozpraszam cię?- uśmiechnął się szelmowsko.
-Nie, to znaczy tak.- gubiłam się.
-Zaczerwieniłaś się.- zauważył.
O nie.
-Dobrze, dam ci się dziś pouczyć. Ale jutro chcę cię gdzieś zabrać.
-Gdzie?- zapytałam, mając gulę w gardle.
-To ważne miejsce dla mnie, chcę, żebyś tam była.- wyznał, patrząc mi w oczy. -Jesteś dla mnie ważna.
To słowo z każdą sekundą wracało do mnie jak bumerang.
WAŻNA.
-Jestem dla ciebie ważna?- zdziwiłam się.
-Tak.- powiedział.
Nie mogę udawać.
Nie chcę udawać.
Nie potrafię udawać.
-Skoro jestem dla ciebie ważna, to czemu mnie oszukujesz?- powiedziałam jednym tchem.
Elyas odsunął się ode mnie.
-Ty jesteś Nieznajomym, prawda?- zapytałam, mając nadzieję, że powie nie.
Westchnął, nie patrząc na mnie.
Jego milczenie było jeszcze gorsze.
-Powiedz coś.- powiedziałam, łamiącym się głosem.
-Tak, to ja.- powiedział spokojnie, spoglądając na mnie.
-Dlaczego...
-Dlaczego to zrobiłem? Dlaczego pisałem jako ktoś inny? Chciałem cię poznać, mnie jako Elyasowi nie dawałaś szansy.- powiedział dość głośno, przez dźwięk odbił się echem. -Nigdy nie sądziłaś, że mogę być romantyczny. Myślałaś, że to Adam.
-A ty nie zaprzeczyłeś.
-Nie chciałaś, żebym to był ja.- powiedział smutno. -Byłem na drugim miejscu. Chciałem, żebyś poznała mnie takim, jakim jestem tylko przy tobie.
-Już nie wiem jaki jesteś. Szłeś na dwa fronty. Czemu nie zaprzestałeś tego? Czemu dalej mnie oszukiwałeś?
Milczał.
-Chciałeś sprawdzić, w kim się prędzej zakocham?- powiedziałam z wyrzutem.
-Nie! To nie tak.
-Elyas, zraniłeś mnie.- w moich oczach pojawiły się łzy.
-Linden, proszę, nie myśl tak.
Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam cicho szlochać. Elyas próbował mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Nie, nie dotykaj mnie.
-Linden.- powiedział cicho.
-Wszyscy wiedzieli, tylko nie ja.
-Przepraszam.
-To za mało. Obiecaj...że zostawisz mnie w spokoju. Proszę, nie chcę, żebyś mnie kolejny raz zranił.
Odrazu pożałowałam tych słów.
-Dobrze.- powiedział, patrząc mi w oczy.  
Jego spojrzenie było cholernie smutne.
Czując, że ponownie się rozpłaczę, wybiegłam z bloku.
Usiadłam przy pobliskim murku i zaczęłam płakać.  
Tak bardzo chciałam, żeby za mną wybiegł.
Ale nie zrobił tego.
Posłuchał mnie.

2 334 czyt.
100%289
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2795 słów i 15474 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

9 komentarzy

 
  • Kara123

    Kara123 · 15 paź 2018 · 211927182

    Świetne opowiadanie jak zawsze.

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 15 paź 2018

    Elyas mówię ci wstań i leć za nią. Albo Sophie albo żadna inna. Jak nie to pojadę do tego Londynu i    
    Sophie to wspaniała dziewczyna i nie może być już więcej krzywdzona.
    Dobrze, że tu jesteś bo uczyć się od najlepszych to zaszczyt   
    Genialnie i przejmująco

  • mydream2017

    mydream2017 · 15 paź 2018

    Ej no co tu się wydarzyło? Fakt, że pogrywał sobie z Sophie jest dość egoistycznym i dziecinnym występkiem ale to nie może wszystkiego przekreślić. Emocje, emocje no aż biją z tego tekstu. Jakby to powiedzieć to jest przepiękne

  • Lula

    Lula · 14 paź 2018 · 193944498

    No i co teraz będzie? Pogodzą się.  . .?proszę bo oni muszą byc razem 😘

  • Lola911

    Lola911 · 14 paź 2018 · 202236304

    O nie elyas co ty robisz ?!!! Biegnij za nią!!!!! Miało być tak pięknie hahaha cudowne opowiadanie.Kiedy next?!

  • Kmicic

    Kmicic · 14 paź 2018

    Szkoda mi Elyasa, to co zrobił ma sens i szkoda że tak to się skończyło, liczyłem że będzie buzi buzi i odjadą w blasku księżyca.  
    Ogólnie rozdział super, bardzo mnie to poruszyła i oczywiście czekam na kolejny  

  • niutria

    niutria · 14 paź 2018 · 201432698

    Oj Słonko to jest bomba !! Uwielbiam cie z każdym opowiadaniem coraz bardziej!    mam nadzieje ze będziesz dodawac coraz szybciej nie moge się już doczekać    przesyłam  buziaki i dużo weny ! ,

  • shawn98

    shawn98 · 14 paź 2018

    O Boże...co za zakończenie😞 Smutno mi teraz...W tym tygodniu mam spr z biologii i właśnie chciałam się uczyć, juz nawet sobie wszystko przygotowałam, ale nie wiem czy dam radę po tym co przeczytałam...trzymam kciuki za kolejne części. Mam nadzieję, że będziesz miała czas, aby napisać i dodać, bo Twoi fani się niecierpliwią❤️❤️❤️

  • Lolissss

    Lolissss · 14 paź 2018 · 405317578

    No nie wierze! Kurde jestem zła i smutna 😔 miało być pięknie a tu takie coś 😭 liczę ze jednak elyas za nią wybiegnie i powie ze ja kocha bo musza sobie wszystko wyjaśnić 😞💔 mam nadzieje ze szybko kolejny rozdział wleci. Pozdrawiam kochana! ❤️