Bronię się przed tobą cz.47

Złapał mnie za rękę, uniósł ją do ust i złożył na niej delikatny pocałunek.
-Nie uciekniesz do Stanów, prawda?- spytałam niepewnie.
Cholernie bałam się odpowiedzi, ale to pytanie nurtowało mnie odkąd wrócił.  
Uniósł jedną brew i głęboko spojrzał mi w oczy.
-Nie ucieknę.
Odetchnęłam z ulgą.
-Więc gdzie miałeś mnie zabrać?- przypomniałam sobie.
Westchnął ciężko.
-Obawiam się, że nie bedziesz chciała tam pójść.- powiedział szczerze.
Wywróciłam oczami.
-To zlot, prawda?
Przytaknął.
-Jeśli to dla ciebie ważne to mogę pójść.- przymknęłam powieki.
-Nie.- zawahał się.
-Elyas.- szturchnęłam go. -To nic wielkiego.
Obiął mnie i pocałował w czoło.
-Okej, ale jeżeli będziesz chciała iść do domu to od razu powiedz.- ostrzegł.
Uśmiechnęłam się.
-Jasne. Przecież w domu też mamy co robić.
Poruszał zabawnie brwiami, a na jego twarzy malowało się zdziwienie.
-Jest kilka opcji. Zresztą wczoraj...było naprawdę sympatycznie.- zamruczał.  
-Było spoko.- zgrywałam się.
Elyas podniósł mnie do góry i zaniósł do łóżka.
-Tylko spoko?- zaśmiał się i pocałował.
-Spóźnimy się.- powiedziałam, przerywając pocałunek.
-Mamy czas.




Na zlocie byliśmy chwilę po dwudziestej. Ludzi zebrało się naprawdę sporo, przez co moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Widok starych znajomych Elyas'a doprowadzał mnie do rozpaczy i przykrych wspomnień związanych z zakładem. Czułam się naprawdę okropnie, wiedząc, że każdy mnie tu zna i że to mnie mieli oglądać. To irytujące.
-Nadal chcesz tu być?- spytał z troską, kiedy zbliżyliśmy się do rozstawionych namiotów.  
-Jasne.- skłamałam. -Muszę się napić.
Elyas mocniej ścisnął moją rękę.
-Alkohol źle na ciebie działa.- przypomniał mi rozbawiony.
-Nadal mi to wypominasz?- udałam obrażoną.
-Wtedy prawie dobrałaś mi się do majtek.- zachichotał. -Już nie mówiąc o tym, że wtedy pierwszy raz zobaczyłem cię w bieliźnie.
-Dobrze, że tego nie pamiętam.- zrobiłam się cała czerwona.
-Było między nami wtedy dziwnie.- rzekł. -Już wtedy wiedziałem, że cię kocham.
Oparłam się o jego ramię.
-Później się pokłóciliśmy.- przypomniałam. -Potem pogodziliśmy, całowaliśmy, potem kłótnia, byliśmy razem, potem znowu kłótnia, potem kolejna i aż w końcu wylądowaliśmy w łóżku.- powiedziałam jednym tchem. -To naprawdę pokręcone.
Uśmiechnął się i delikatnie musnął moje usta.
-Wiem. Spodziewałem się tego, zakochując się w dziewczynie, która podglądała w krzakach swoją przyjaciółkę, która miała randkę.- zaśmiał się.
Szturchnęłam go.
-Wtedy miałeś inny zamiar co do mnie.- westchnęłam.
Spojrzał na mnie i podniósł mój podbródek do góry.
-Zmieniłaś mnie.
Usłyszeliśmy głos Rick'a i odsuneliśmy się od siebie.
-Elyas! Wróciłeś!- ukrył bruneta w niedźwiedzim uścisku i spojrzał na mnie. Próbowałam unikać jego spojrzenia.
-Sophie.- podszedł do mnie. -Chciałem cię przeprosić, głupio wyszło.
Wzruszyłam ramionami. Sama nie wiedziałam, czy to było szczere, ale przytaknęłam.
Elyas złapał mnie za rękę, co nie umknęło jego uwadze.
-Znowu razem? Teraz musicie postarać się o dzieciaka.- powiedział rozbawiony, klepiąc Elyas'a po plecach. Próbowałam wyczytać coś z jego spojrzenia, ale nie wykazywał żadnych emocji. Był neutralny.
-Jest Edith z Loganem?- zapytałam Rick'a.
-Jak zawsze.- uśmiechnął się.  
-Pójdę jej poszukać.- powiedziałam Elyas'owi i pocałowałam go szybko w usta.
-Na pewno?- spytał.
Przytaknęłam i weszłam w głąb tłumu. Motocykliści wydawali się pijani, przez co zaczęłam żałować, że w ogólę tu przyszłam.  
-Linden.- poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się.
-Daniel.- zdziwiłam się. -Ty tutaj?
Niedobrze. Za każdym razem czułam się okropnie, kiedy unikałam jego wiadomości, a tym bardziej kiedy dawałam mu nadzieje, zamiast powiedzieć stanowcze 'nie'.
-Tak, czasem bywam na zlotach. A ty? Nie wyglądasz na fankę motorów.- zaśmiał się.
No dalej - mój chłopak jest motocyklistą, mój chłopak jest motocyklistą, mój chłopak jest motocyklistą - powiedz to i po krzyku.
-Mój ojciec był motocyklistą.- skłamałam, gryząc się w język.
-Wow.- zdziwił się. -Twój ojciec musi być ekstra.
Przytaknęłam.
-Od wczoraj nie odpisujesz mi na wiadomości. Coś się stało?- zapytał, łapiąc mnie za rękę. Szybko ją cofnęłam.
-Sporo spraw.- wytłumaczyłam się, choć to nie był główny powód.
-Cały czas myślę o tobie.- przybliżył się.
-O nie.- zdziwiłam się. -To musi być naprawdę okropne. Ja bym nie mogła myśleć o sobie, bo bym wpadła w depresję.- zmarszczyłam czoło.
Zaśmiał się.
-Jesteś czarująca.
Odsunęłam się od niego.
-Szukam teraz mojej przyjaciółki, spotkamy się później, okej?- rzekłam, mając nadzieję, że się jednak nie spotkamy.
-Jasne.- uśmiechnął się.
Wyminęłam go szybko i podeszłam do baru. Wszystko jest takie zagmatwane. Teraz, kiedy w końcu jestem szczęśliwa z Elyas'em to ranię niewinnego chłopaka, robiąc mu głupie nadzieje, ukrywając swój związek. Chyba boję się go zranić, mówiąc, że kogoś mam, ale nie widzę jak bardzo ranię go ukrywając to przed nim. Zachowuję się naprawdę jak nastolatka, mimo, że niedługo dwudziestka na karku. Czy jest jakiś poradnik o tym, jak zachowywać się na swój wiek?
-Sophie!- Edith ukryła mnie w swoim uścisku. -No proszę, czy po nocy spędzonej z Elyas'em stwierdzasz, że przyjmujesz jego dawne oświadczyny, planujecie razem dom na przedmieściach, a mnie i Logana chcecie wcisnąć w chrzestnych waszego poczętego albo jeszcze nie dziecka?- ucieszyła się.
Skrzywiłam się.
-Gorzej. Na zlocie jest Daniel, a Elyas prawdopodobnie nie może mieć dzieci.- westchnęłam.
Otworzyła szeroko oczy.
-Daniel tu jest? Kurwa! Nie spławiłaś go? I zaraz...co? Elyas jest bezpłodny?- krzyknęła.
Wzruszyłam ramionami.
-Czekaj, po kolei. Powiedz Danielowi, że było miło, ale to nie to.- rzekła.
-To nie takie proste. Daniel chyba...się zaangażował.- przełknęłam ślinę.
-No to skłam, że jesteś w trzecim miesiącu ciąży. Wystraszy się.
Wywróciłam oczami.
-To nie jest śmieszne.
-A poza tym, skąd wiesz, że Elyas jest bezpłodny.- zmarszczyła czoło. -Rano schizowałaś, że zostaniesz matką.
-W pracy przyszła do mnie jego była i powiedziała, że Elyas zrobił badania w Ameryce.- oznajmiłam.
Uniosła brew.
-Tak po prostu? Nudziło mu się w domu to pomyślał - co by tu porobić? posprzątać? nie. Umyć okna? nie. Wiem! Pójdę się zbadać, czy jestem płodny! - bąknęła. -Wierzysz jej? Zresztą...była dziś u nas.
Zdziwiłam się.
-Była u Elyas'a?
Przytaknęła.
-Ale go nie było.
Odetchnęłam. Czułam, że będą z nią problemy.
-Zapytaj wprost Elyas'a czy jest bezpłodny.- stwierdziła.
-Jak? Wolałam, żeby mi sam to powiedział.
-Nie musisz dosłownie. Zacznij gadać o dzieciach, to pęknie.- stwierdziła.
Westchnęłam i zamówiłam piwo.
-Nie pij. Możliwe, że wczoraj zostałam ciotką.- zachichotała.
-Edith! Wypluj to!- syknęłam.
Zaśmiała się.
-Ja bym się cieszyła. Z Loganem bylibyśmy najfajniejszymi chrzestnymi na świecie. Mam nadzieję, że to będzie dziewczynka.- odparła, biorąc łyk drinka. -Już wiem, jak ją nazwiesz...
-Edith! Ostrzegam cię!
Szturchnęła mnie.
-Przecież wiesz, że żartuję. Od kogo bym ściągała na kolokwiach, kiedy poszłabyś na indywidulane?- puściła mi oczko.  
-Przypomnij mi, dlaczego my się przyjaźnimy?- zaśmiałam się.
-Bo tylko ty ze mną wytrzymujesz.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam w tłum. Jedna osoba przykuła moją uwagę.
To ona.
Była Elyas'a.
Stała i patrzyła na mnie z wyrachowanym wyrazem twarzy.
Momentalnie poczułam się słabo i odwróciłam wzrok, a kiedy powróciłam w tamto miejsce to już jej nie było.
-Pójdę poszukać Elyas'a.- powiedziałam i udałam się w miejsce, gdzie widziałam bladą blondynkę w skórzanej kurtce. Pasowała tu idealnie.
-Szukasz mnie?- usłyszałam jej zgorzkniały głos.  
Spojrzałam na nią.
-Po co tu przyszłaś? Słyszałam, że szukałaś Elyas'a.- wysyczałam.
Widok jej zadowolonej doprowadzał mnie do szału.
-Wiesz... Nadal myślisz, że to co o nim mówiłam to żart?- burknęła.  
-Jeśli nawet to prawda, to widzisz, żebym zostawiła Elyas'a?- podniosłam głos. -Nie możesz zostawić go w spokoju. Słyszałam, że niespecjalnie hamowałaś się przed pójściem z Joe do łóżka.
Wykorzystałam najgorszy chwyt, ale nie mogłam się powstrzymać. Wyglądała na pewną siebie i tego co mówi.
-To nie ja zmieniam chłopaków jak rękawiczki, najpierw Joe, teraz jego brat. Krążysz wokół tej rodziny, jakbyś nie miała własnej.- zagryzła zęby. -Nie chcę się z tobą kłócić, ale naprawdę lepiej dla ciebie jak znikniesz.
Uniosłam brew.
-Jak umrę to ci dam znać.
Poczułam dłoń na swoim ramieniu. Wzdrygłam się przestraszona.
-Spokojnie to ja.- ochrypły głos Elyas'a uspokoił mnie. Zmarszczył czoło, widząc, że cała dygoczę.
-Elyas.- blondynka zbliżyła się do nas.
Chłopak patrzył na nią przez chwilę, po czym powiedział zdziwiony:
-Co ty tutaj robisz?
Wzruszyła ramionami.
-Życzyłam powodzenia tobie i...Linden.- skłamała, a na jej twarzy pojawił się blady uśmiech.
Elyas zmrużył oczy i złapał mnie za rękę.
-Rick przygotował grilla.- oznajmił. -Musimy iść.- powiedział, patrząc na blondynkę i znikneliśmy z jej pola widzenia.  
-Co ci powiedziała?- wydawał się zły.
Przełknęłam ślinę.
-Że...powinnam cię zostawić.- powiedziałam połowę prawdy.
Elyas milczał, prowadząc mnie do głównego namiotu. Usiedliśmy między Thomasem i Rick'iem.
-Nic nie powiesz?- przerwałam milczenie.
Elyas nawet na mnie nie spojrzał.
Puściłam jego rękę i przesiadłam się obok dziewczyny z kolorowymi włosami i kolczykami w wardze.
Elyas spojrzał na mnie zdziwiony.  
-Linden. Znowu się spotykamy.- usłyszałam za sobą.
Daniel przysiadł się obok mnie.
-Taa.- westchnęłam.  
Elyas nie odrywał wzroku od nas.
-Jak się bawisz?- zapytał.
-Średnio.- odpowiedziałam szczerze.
Daniel zachichotał i włożył mi kosmyk włosów na ucho, co nie uszło uwadze Elyas'a.
Poczułam, że momentalnie zrobiło mi się zimno, kiedy Elyas wstał i podszedł do nas.
-Kochanie.- powiedział dość głośno, po czym pomógł mi wstać i wbił się w moje usta. Czułam się naprawdę skrępowana całą tą sytuacją. Nie dość, że Daniel mógł nic nie rozumieć, to patrzyło na nas całe grono motocyklistów.
Kiedy odsuneliśmy się od siebie Daniela nie było już w namiocie. Spojrzałam na Elyas'a zdziwiona.
-Najpierw się do mnie nie odzywasz, a teraz robisz scenę zazdrości.- syknęłam.
-Nie chcę, żeby on cię dotykał. Ty też przecież tego nie chcesz.- wyglądał na zdenerwowanego.
-Idę do toalety.- burknęłam i wyszłam z namiotu.  
Wszystko się pokomplikowało, jak zwykle zresztą. Czy w moim życiu nie może być harmonii? Było mi naprawdę przykro z powodu Daniela, to musiało być podłe z mojej strony.
Weszłam do budynku z toaletami i osunęłam się na ścianę, chowając twarz w dłoniach. Kłótnia z Elyas'em nie była mi teraz potrzebna.
Podniosłam się, kiedy usłyszałam walnięcie drzwiami.
-Linden.- zagryzł mocno szczękę i spojrzał na mnie.
-Daniel jest mi naprawdę przykro, wiem, powinnam ci powiedzieć od razu, ale ja...- jąkałam się.
-Zamknij się!- krzyknął.
Przez chwilę poczułam niepokój, słysząc ton jego głosu. Co on w ogólę robił w damskiej toalecie?
-Daniel, przepraszam.- powiedziałam cicho.
Zaczął iść w moim kierunku, a moje nogi były sparaliżowane. Nie mogłam się ruszyć. Tak bardzo chciałam, żeby Elyas pobiegł za mną.
Kiedy był już blisko, włożył dłoń do kieszeni i wyjął z niej nóż. Gula w moim gardle narastała, a ja wydałam z siebie niemy krzyk. Złapał mnie jedną ręką za barki i przyłożył mi ostry metal do gardła.  
-Jeśli krzykniesz to cię uszkodzę, więc lepiej bądź cicho, maleńka.- ostrzegł, patrząc na mnie wzrokiem, jakby naprawdę chciał mi coś zrobić.
-Czemu to robisz?- wydusiłam z siebie.
Uśmiechnął się ironicznie.
-Pamiętasz jak ci mówiłem o moim nieudanym związku? Kochałem ją, a ona zdradziła mnie z pierwszym lepszym. Od tej pory gardzę takimi dziwkami, niestety ty również się taką okazałaś, na swoją niekorzyść, więc cię tak potraktuję.
Złapał za guzik od moich jeansów i go odpiął.
-Co ty chcesz zrobić?- jęknęłam przestraszona.
-Cicho bądź.- mocniej przycisnął nóż do mojej skóry. -Chyba nie chcesz, żeby twój chłoptaś zobaczył cię zakrwawioną?  
-On cię zabije.- wysyczałam.
Zaśmiał się.
-Przecież zaraz go zdradzisz, więc myślisz, że do kogo bedzie miał pretensje?
Wyglądał na rozbawionego. Wszystko wydawało mi się w jak okropnym śnie, chciałam zniknąć, nigdy się nie urodzić. Bałam się go i on o tym wiedział.
Łzy zaczęły mi cieknąć po policzkach, kiedy poczułam, że rozpina mi rozporek.  
'Elyas błagam...przyjdź tu.'- modliłam się w myślach.
Usłyszałam otwieranie drzwi i krzyknęłam:
-Elyas!
Daniel przyłożył mocniej ostrze do mojej szyi.
-Co jest, kurwa?- głos wydał mi się znajomy. Przez łzy widziałam postać dziewczyny, której kolor włosów był blado niebieski.
Vicky. Nie. Tylko nie ona.
Mrugała powiekami przez moment, po czym popchnęła Daniela na płytki i kopnęła go z całej siły w krocze. Chłopak zgiął się w pół i upuścił nóż, wyjąc z bólu.
Vicky szybko wzięła ostry metal i spojrzała na mnie.
-Powinnaś uważać, przychodząc w takie miejsca. Nie nauczyłaś się jeszcze?- powiedziała zimnym tonem.
Przez moment chciałam rzucić jej się na szyję i podziękować, ale powstrzymałam się.
-Zadzwoń na policję. I lepiej będzie jak zawołasz kogoś. Wiecznie ten sukinsyn cierpiał z bólu nie będzie.- podała mi nóż i wyszła.

1 961 czyt.
100%335
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2611 słów i 14178 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 28 marca

    "-Tak po prostu? Nudziło mu się w domu to pomyślał - co by tu porobić? posprzątać? nie. Umyć okna? nie. Wiem! Pójdę się zbadać, czy jestem płodny!"     
    No cóż. Życie Sophie zaczyna się mocno komplikować. Elyas wyjechał, poszła na randkę z kimś nowym. Zjawił się Elyas i jest konflikt z Danielem...całe szczęście, że Vicky znała czuły punkt Daniela bo byłoby gorąco

  • Lolissss

    Lolissss · 27 marca · 369223569

    Takiego czegoś to bym w życiu sie nie spodziewała :o mam nadzieje ze szybko kolejna się pojawi bo chciałabym wiedzieć jak potoczy się sytuacja po akcji w toalecie!

  • Lala

    Lala · 27 marca · 193629821

    Super na prawdę... Zaskoczyłaś mnie. Środa a tu nowa część? 🤔 Brawo brawo brawo 🤭😁👏👏

  • Lula

    Lula · 27 marca

    Nie dość że dupek to jeszcze niebezpieczny typ z tego Daniela i czuje coś że to nie koniec 😁

  • szaramyszka

    szaramyszka · 27 marca · 284358659

    Niech oni w końcu się dogadają albo przejdą, szkoda ludzi każdy ma swoje uczucia pragnienia, także kochana autorko zrób tak żeby w końcu było między nimi ok 🙂