Bronię się przed tobą cz.10

Oddychałam powoli, czując ból w klatce piersiowej. Moja głowa delikatnie pulsowała, jakby helikopter i sokowirówka złączyły się ze sobą, dając okropny, zagłuszony hałas, który z każdą sekundą był coraz bliżej. Delikatnie otworzyłam powieki, przyzwyczajając się do chwilowego oślepienia. Rozejrzałam się po nieznanym mi otoczeniu. Gdzie ja jestem? Na moment moje serce diametralnie stanęło, kiedy zobaczyłam, że mam na sobie czyjąś bluzkę. Moje rzeczy poukładane były na nocnej szafce, razem z moją dumą i pamięcią. Co do cholery się wczoraj wydarzyło? Wszystko pamiętam jak przez mgłę. Czy ja...Nie! Niemożliwe! Nie przespałam się z przypadkowym kolesiem! Oddychaj Sophie! Spokojnie, tak naprawdę przyniosły cię tu krasnoludki i ubrały. Absurd! A co jeśli to prawda? Że ja...i ktoś? Czy właśnie zaszłam w ciążę? O nie! Nie! Nie! Nie! Mój oddech był nierówny. Nie powinnam tykać alkoholu. Do głowy, która okropnie pulsowała, przychodziły najczarniejsze myśli. Pokój był pusty, więc kogoś kompletnie wywiało? Zostawił mnie? Bez słowa wyjaśnienia? Nie, to musi być sen. Nie chcę! Zaraz...jak się sprawdza czy wciąż jestem dziewicą? Zsunęłam z siebie pościel. Zero krwi, zero jakichkolwiek poszlak, dotyczących uprawianego tutaj dzikiego i bezkresnego jak mniemam seksu. Ale upewnić muszę się na sto procent. Odszukałam w spodniach, które leżały na szafce, telefon i zapisałam numer ginekologa z dopiskiem: "Ważne".
Nie panikuj, po prostu weszłaś gdzieś i się położyłaś spać. Zaraz...przecież boli mnie całe biodro. Nie...przestań! Na pewno gdzieś się uderzyłaś. Nikogo nie zgwałciłaś, nikomu się nie oddałaś i nikomu nie dałaś satysfakcji, żeby zobaczył cię nagą. Złapałam się za głowę. Przypomnij sobie wszystko, błagam. Pamiętam wydarzenia do ogniska i jakiegoś blondyna...dalej film mi się urywa. Czemu! Gdybym mogła to wymieniłabym sobie kasetę! Nagle usłyszałam skrzypnięcie drzwi i ruszającą się klamkę. Serce podskoczyło mi do gardła. Ta chwila wydawała się trwać wieczność. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, dopóki nie zobaczyłam zmieszaną twarz Elyasa. Przez moment patrzeliśmy na siebie jak para nieznajomych. W tym momencie wydał mi się obcy.
-Wiem o co chcesz spytać.- zaczął. -Nie spaliśmy ze sobą, to znaczy nie tak jak myślisz.
Usiadł obok mnie.
Czy mogę mu wierzyć? Oczywiście, że nie. Nie przepuściłby takiej okazji, żeby mnie przelecieć.  
-Nie wierzę ci.- szepnęłam.
Uniósł brew, jakby domyślał się, że to powiem.
-Musisz. Do niczego między nami nie doszło.- zająkał się. -Pamiętasz cokolwiek?
Spojrzałam na niego.
-Grill, las, dziewczynę, która była zafascynowana tobą, jakieś piwa i blondyna...i pustka.
-Co? Jaką dziewczynę?- zapytał, zdziwiony.
-Aaaa.- jęknęłam. -Pytała o ciebie, ale troszkę jej naściemniałam.
Zmrużył oczy.
-Powiedziałam, że nie przepadasz za zabawkami do fantazji i urozmaicenia i, że będziesz miał ze mną bliźniaki. Jak chcesz mogę ci powiedzieć, która to. Powiesz jej najwyżej, że jestem jakaś niezrównoważona psychicznie.
Elyas wyglądał na rozbawionego.
-Nie doszło między nami do niczego?- powróciłam do tematu.
Zaprzeczył, ruchem głowy.
-Nie całowaliśmy się?
Ponownie zaprzeczył.
-To dlaczego moje ubrania są tam.- wskazałam na szafkę. -A nie na mnie.
Brunet przez chwilę bił się z myślami.
-Rozebrałaś się.- powiedział powoli.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Sama?
Przytaknął.
-Czemu?- spytałam, będąc w szoku.
Wzruszył ramionami.
-Może było ci za gorąco?
Zrobiłam kwaśną minę.
-I ubrałeś mnie w to?- wskazałam na czarną koszulkę, którą miałam na sobie.
-Wiedziałem jak możesz zareagować, kiedy wstałabyś półnaga.
-Elyas! Teraz jestem półnaga.- jęknęłam.
-Przedtem byłaś bardziej.- uśmiechnął się.  
-Nie widziałeś mnie nago, prawda?- spytałam niepewnie.
-Nie.- powiedział.
Odetchnęłam z ulgą. Czyli nic kompletnie się nie wydarzyło, o dzięki Bogu. Już miałam w planach wyjazd na ciepłe kraje z dopiskiem na swoim czole: "Złe decyzje".  
-Elyas, chciałabym się ubrać.- powiedziałam, dając mu znać, żeby wyszedł.
Uniósł brew.
-Przecież widziałem cię już w bieliźnie.
Wywróciłam oczami.
-Trzeźwo nigdy mnie taką nie zobaczysz.
Uśmiechnął się, wstając.
-Za pół godziny wyjeżdżamy.- powiedział i wyszedł.
Przebrałam się w moje ciuchy i wyszłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam Vicky.
-O! Hej.- uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam, choć w tym momencie nie miałam ochoty na jej towarzystwo.
-Jak tam noc z Elyasem?- spytała, puszczając mi oczko.
Gdybym mogła zachłysnęłabym się powietrzem.
-W nocy szukałaś jego pokoju.- wyjaśniła, widząc moją, zdziwioną minę.
-Eee...tak.- zająknęłam się. -Ale...do niczego nie doszło.
Vicky przechyliła głowę w bok.
-Czemu?
Otworzyłam buzię ze zdziwienia. Jak to 'Czemu?'. Jedyne słowo, które mogła w tym momencie wydusić to 'czemu?. Gdyby było 'uff to dobrze', albo 'w końcu jakaś dobra decyzja w twoim życiu', to bym zrozumiała, ale 'czemu?'.
-Elyas i ja jesteśmy tylko znajomymi. Nie pakujemy się sobie do łóżka. Znajomość bez korzyści.- wyjaśniłam, dając jej dobitnie znać, że między nami do niczego nie doszło.
-Może innym razem.- wzruszyła ramionami. -Tak czy inaczej powiedz mu, żeby się pośpieszył.- uśmiechnęła się, irytująco.
Zmarszczyłam brwi.
-Niedługo sama zrozumiesz.- puściła mi oczko i weszła do swojego pokoju.  
Na grillu była dla mnie dość miła a teraz? Kompletnie tego nie rozumiem. Zeszłam na dół. Pare osób kręciło się po kuchni, pakując swoje, najpotrzebniejsze rzeczy. Wyszłam na dwór, chłonąc czyste powietrze. Moja głowa nadal piekielnie pulsowała. Rozejrzałam się wkoło, napotkając na sylwetkę Edith. Podeszłam do niej.
-Sophie!- ucieszyła się. -Ostro zabalowałaś wczoraj.
-Nic nie pamiętam.- przyznałam się.
Uniosła brew ze zdziwienia.
-Szukałam cię wczoraj z Loganem, ale Elyas nas ubiegł, że zasnęłaś u niego.- opowiedziała.
-Nie robiliśmy nic.- ostrzegłam.
Podniosła ręce w geście obronnym.
-Wiem, że byś tego nie zrobiła, ale wszyscy wiedzą, że tę noc spędziliście razem.
Przez chwilę moje serce przestało pracować.
-Jak to 'wszyscy?'.- spytałam. Jeżeli Elyas wygadał im wszystko to go ukatrupię!  
Edith wzruszyła ramionami.
-Daj mi chwilę.- powiedziałam i poszłam na parking motocyklów. Szybko odszukałam jego sylwetki i nim się spostrzegłam moje pięści znalazły się na jego klatce piersiowej. Twarz Elyasa momentalnie zmieniła wyraz na 'zgorszoną'.
-Czemu rozpowiadasz, że się ze sobą przespaliśmy?- krzyczałam, aby trafiło to do wszystkich ludzi na parkingu. Elyas coraz bardziej był zdziwiony. -Nigdy się z tobą nie prześpię, rozumiesz?! Nigdy nie dam ci tej satysfacji, że kiedykolwiek będziesz dla mnie kimś ważnym! I nigdy nie pozwolę na to, żebyś się do mnie zbliżył! Nienawidzę cię i zawsze tak będzie!- moje gardło, błagało, żebym przestała, ale nie mogłam. Byłam na niego tak cholernie zła. -Żałuję, że cię poznałam.- powiedziałam, będąc wciąż w amoku nienawiści do tego człowieka. Moje myśli, moje ciało i moja dusza zataczała krąg wobec siebie, nie dając mu się do siebie zbliżyć. Odsunęłam się od niego. Jego usta i oczy, mówiły błagalnym szeptem, że słowa, które do niego skierowałam, go zabolały. Odeszłam, olewając tłum, który zdążył się zgromadzić pod widowiskiem. I dobrze! Nie przespałam się z nim! Odwróciłam się na chwilę, żeby zobaczyć go ostatni raz, ale jedyne co zobaczyłam to puste miejsce i ślady kół na parkingu.



Milczałam całą drogę do Londynu. Edith i Logan wiedzieli co się stało, więc dali mi spokój, którego potrzebowałam. W tle leciała smutna piosenka a za oknem znów padał deszcz. Nic nowego jak na Londyn. Wysiadając, pożegnałam się z Loganem zbytym 'cześć' i poszłam do mieszkania. Otworzyłam je szybko i weszłam, rzucając się na łóżko. Nienawidzę tego dnia, nienawidzę tego, że się wczoraj tak upiłam i nienawidzę zmokłego Londynu. Ze względu na to, że dziś spotkanie z Adamem odpuszczę sobie błąkanie się po mieście z depresyjnym płaszczem deszczowym i depresyjnymi kaloszami.  
Edith weszła do mieszkania i usiadła obok mnie, gładząc po plecach.
-Nie myśl o tym.- szepnęła.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. W moich oczach pojawiły się łzy. O nie! Tylko nie to, nie pamiętam kiedy płakałam. Mrugałam dynamicznie, odpędzając krople, które zdążyły spłynąć po moich policzkach.
-Jesteś głodna?- spytała, przerywając milczenie.
Zaprzeczyłam ruchem głowy.  
-A pić chcesz?- spytała.
Ponownie zaprzeczyłam.
-A chcesz zjeść lody, oglądając nudny serial a potem okładać się poduszkami?- jej głos nabył ponownie cieplejszą barwę. Uśmiechnęłam się. Ten pomysł zaproponowałam Edith, kiedy siódmy chłopak z jej listy przystojniaków dał jej kosza.
Odwróciłam się do niej. Moje łzy na szczęście już nie spływały.
-Idę dziś na randkę z Adamem.- wyjaśniłam.
Edith rozpromieniła się.
-Wiesz jak się ubrać?- spytała, klaskając w dłonie.
Zmarszczyłam brwi.
-Sama się ubiorę.- powiedziałam.
Zrobiła smutną minę. Wywróciłam oczami.
-Możesz mi pomóc.
Na jej twarzy znów zagościł uśmiech.
Niechętnie wstałam i otworzyłam szafę.
-Skoro ty i Adam jesteście na fizjoterapi to może ubierz się jak prawdziwy lekarz! Na biało.- zasugerowała.
Prychnęłam.
-Albo ubiorę się na żółto? Pod kolor budynku uczelni?- wymusiłam uśmiech.
Edith wywróciła oczami.
-To może ubierz tą sukienkę co ubrałaś na wyprzedaży?- spytała, podchodząc do szafy.
-Nie.- pokręciłam głową.
-To może to.- wyjęła czerwoną, dopasowaną suknię, która opierała się na ramionach.
Wzięłam ją do rąk.
-Nie jest za elegancka?- spytałam, niepewnie. Do tej sukni nie mogę mieć stanika, chyba, że taki bez ramiączek.
-Jest idealna.- stwierdziła. -I koniecznie postaw na czerwoną szminkę.
-A buty?- przęłknęłam ślinę.
-Niech ci będzie, mogą być na płaskim.

Zrobiłam sobię jajecznicę i do tego gorącą, czarną herbatę. W Londynie przestało padać. Wydarzenia sprzed kilku godzin odchodziły w zapomnienie. Właściwie mówiąc cieszę się, że spotkam dziś Adama. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał, że mam jeszczę godzinę. Szybko zjadłam, popijając herbatę. Edith wyszła na zakupy, więc śmiało mogłam czuć się jakbym była sama. Zdjęłam ubrania i poszłam pod prysznic. Kurczę, czuję się tak samo jak szłam na spotkanie z nieznajomym. Właśnie! Dawno z nim nie pisałam. Wymydliłam się wszystkimi pachnącymi żelami, wlewając na siebie połowę perfum i pobiegłam po sukienkę. Założenie jej to istna katorga. Wybrałam stanik z silikonowymi ramiączkami i znów pobiegłam do łazienki, w celu umalowania się. Nałożyłam podkładu trochę więcej niż zamierzałam. Użyłam trochę różowego cienia na powieki. Wytuszowałam dwa razy rzęsy i wyrównałam brwi, malując je kredką. Usta wymalowałam krwistoczerwoną szminką i odcisnęłam nadmiar na chusteczce. Włosy tylko przeczesałam, zostawiając je rozpuszczone. Wyszłam z łazienki, w celu poszukania płaskich butów.
-Ulala.- zagwizdała Edith, widząc mnie. Właśnie weszła do mieszkania z dwiema siatkami zakupów a inaczej mówiąc 'dwiema siatkami warzyw i owoców oraz produktów bez glutenu'. Ubrałam buty i chwyciłam za telefon, który wyświetlał mi jedną, nieprzeczytaną wiadomość od Adama, która sugerowała, że już stoi pod blokiem.
-Życz mi szczęścia.- powiedziałam, wychodząc.
-Tylko się z nim nie całuj!- usłyszałam, zamykając drzwi.
Adam czekał na mnie z czerwoną różyczką. Miał na sobie granatową koszulę i czarne spodnie. Szeroko otworzył oczy, widząc mnie.  
-Wyglądasz...jak nie ty.- powiedział.
Uśmiechnęłam się, biorąc od niego różę.  
-Tak naprawdę to nie ja. To tylko zmutowany klon. Sophie w tym momencie opycha się chipsami, oglądając serial o seryjnym mordercy.- wyjaśniłam.
-W takim razie nie przeszkadzajmy jej.- powiedział, uśmiechnięty.
Postanowiliśmy przejść się po osławionym i największym parku w Londynie. Wieczór był chłodny, ale nie zimny. Dobrze, że miałam sukienkę z długim rękawem.
-A jak wczorajszy wypad?- zapytał.
Przęłknęłam ślinę. Adam, jak mogłeś, już prawie o tym zapomniałam. Moje myśli były hen daleko, gdzieś na wyspach Bahama i właśnie piły drink pod tytułem 'sex on the beach' z palemką i, z naszyjnikiem hula.  
-Nudno.- skomentowałam.
Przytaknął. Chyba zrozumiał, że nie chcę o tym gadać. I to jest najlepsze w nim, widzi, kiedy chcę, albo nie chcę o czymś gadać a nie wyciska we mnie informacje, jak z kwaśnej cytryny. Umie wyczuć uczucia.
-Co planujesz po studiach?- spytałam. Wiem, wiem, że to oklepane pytanie i najgorsze jakie mogłam zadać, ale chciałam przerwać tą niezręczną ciszę, która się do nas zakradła.
-Planuję się dalej uczyć, coś z medycyną.- przyznał.
Prychnęłam, zdziwiona.
-Medycyna to osiem lat studiów.- powiedziałam.
Uśmiechnął się.
-Życz mi, żebym długo żył.
Odzwajemniłam uśmiech.
-W takim razie, życzę ci, aby twoje komórki w organiźmie były nieśmiertelne.- powiedziałam.
-Bardzo medycznie powiedziane.- stwierdził, rozbawiony.
-Jedziemy na tym samym wózku.- przyznałam. -Oboje młodzi, spłukani i do tego jesteśmy na studiach. Gorzej nie mogliśmy trafić.
Zaśmialiśmy się oboje.  
Skręciliśmy w alejkę, która wyprowadzała nas na sąsiednią ulicę.
-Gdybyś miał wybrać pomiędzy rodzajem śmierci: zostać zgniecionym przez nosorożca a wywałkowanym przez walca to co byś wybrał?- spytałam.
Zaśmiał się.
-Skąd to pytanie?
Wzruszyłam ramionami.
-Lubię takie nietypowe pytania. Mało kto się nad nimi zastanawia. Tak samo czy ktokowiek widział małego gołębia? Albo ten nonsens: Kaczor Donald zawsze chodzi bez dolnej części garderoby, dlaczego więc jeżeli wychodzi spod prysznica to jest zakryty ręcznikiem?- paplałam.
Adam wyglądał na coraz bardziej rozbawionego.
-Myślę, że chciałabym żeby na mnie usiadł nosorożec. Małego gołębia jeszcze nie widziałem, ale mam na to czas a co do Kaczora Donalda to myślę, że kiedy się kąpie to aktywuje swoje narządy, a kiedy wyschnie one po prostu znikają.- wyjaśnił.
-To było genialne. Rozpracowałeś system.- przyznałam z uznaniem.
-Bardzo dziękuję.- ukłonił się lekko. -Jesteś niesamowita, Sophie. Nigdy nie poznałem takiej dziewczyny jak ty.
Zarumieniłam się. O nie, oby mój, tonowy makijaż to przykrył.  
-Takiej co zadaje głupie pytania?- zaśmiałam się. -Racja, w tym jestem dość nietypowa.
-Chodzi o to, że jesteś inna. Taka jaką lubię.- przyznał.
Godzinę jeszcze chodziliśmy rozmawiając o najgłupszych pytaniach świata i najdziwiejszych rekordów Guinessa, dopóki nie znaleźliśmy się pod moim blokiem.
-Dziękuję za dzisiaj.- powiedziałam.
-To ja dziękuję.
-Nie to ja dziękuję.- zaśmiałam się.
-W takim razie oboje dziękujemy za dzisiejszy wieczór.- wyznał.
Uśmiechnęłam się.
-Dzięki tobie wiem czemu Kaczor Donald nosi ręcznik, kiedy wychodzi spod prysznica.- powiedziałam.
-A ja dzięki tobie wygogluję sobię małego gołębia.
-Poprawiłeś mi ten dzień, Adam.- stwierdziłam.
Uniósł brew.
-Był aż tak do bani?- spytał.
Przytaknęłam. Przynajmniej mnie odciągnął od myśli o Elyasu.
Jego ręce otuliły mnie w niedźwiedzim uścisku.
-Dziękuję za wszystko.- powiedziałam.
-Błagam, nie dziękujmy sobie już.- zaśmiał się.
-Okej, okej.- powiedziałam, wypuszczając go z ramion. Wspięłam się na palcach i pocałowałam go w policzek, odciskając mój kształt ust na jego skórze.
-O kurde.- próbowałam wymazać szminkę.- Przepraszam.
Adam zaśmiał się cicho.
-Nic nie szkodzi. Zostaw.
Odsunęłam się od niego.
-I dziękuję za różę.
Adam wywrócił oczami.
Odwróciłam się do drzwi i otworzyłam je, wchodząc na klatkę. Spojrzałam za siebie jeszcze raz, żeby na niego spojrzeć. Stał i czekał, aż zniknę z jego pola widzenia. Uśmiechnęłam się, mimowolnie.
Weszłam do mieszkania z bananem na twarzy.
-Sophie, dobrze, że jesteś.- powiedziała z pełną buzią. -Mam newsa.
Wywróciłam oczami, zdejmując buty.
-To Vicky rozgadała wszystkim, że spałaś u Elyasa...

1 867 czyt.
100%157
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3020 słów i 16736 znaków

Komentarze (7)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 25 lip 2018

    Oto skutki picie wudki

  • Niutria

    Niutria 17 lip 2018 ip:8320252

    Dopiero dzisiaj zaczęłam czytać twoje opiwiadanie ,  jest świetne bardzo mi się podoba !  Mam nadzieje ze bedzie szybciutko kolejna część bo nie mogę się juz doczekać. Twoje pytania są genialne poprawilas mi humor czekam na więcej i pozdrawiam    

  • Ferdolina

    Ferdolina 17 lip 2018 ip:86166229

    Czekamy na więcej. Super opowiadanie

  • Kmicic

    Kmicic 15 lip 2018

    Jak tak teraz myślę to nigdy nie widziałem małego gołębia xD.  
    Dziękuję za dodanie kolejnej części, oczywiście czekam na więcej.  
    Życzę weny

  • dreamer1897

    dreamer1897 15 lip 2018

    Czytam i czytam i nadal nie mogę pojąć co się tutaj wydarzyło? Kłótnia z Elyasem i coś nowego wobec Adama...oj Sophie teraz będzie miała ciężki orzech do zgryzienia. Teraz czekać w którą stronę to pójdzie...z jednej strony strasznie szkoda mi Elyasa bo niesłusznie dostał opieprz a zachował się wobec Sophie zupełnie fair i nie wykorzystał bezczelnie jej chwilowej niedyspozycji. Z drugiej strony Adam dostał małą iskierkę nadziei choć nadal ma dużo mniejsze szanse niż Elyas choć Sophie temu zaprzecza. Genialnie napisane a jeszcze sporo przede mną

  • mydream2017

    mydream2017 15 lip 2018

    też chcę się nauczyć żartować w taki sposób jak Ty   
    Myślę, że poczucie humoru Sophie powinno być stosowane na terapiach dla smutasów. No ciekawe jak to się teraz wszystko odkręci

  • Nati

    Nati 15 lip 2018 ip:18814637

    Ciekawe... kiedy następna część? Byleby byla dluzsza i... szybko;-)