Bronię się przed tobą cz.39

Opowiedziałam mu wszystko, trzęsąc się z emocji.
-Nie wierzę.- wydusił z siebie. -Co za dupek.
Spojrzałam na Adama. Dopiero teraz widzę, jak bardzo za nim tęskniłam.
-Byłam głupia.- zbeształam siebie.
Oczywiście, że byłam. Myślałam, że Elyas jest dla mnie idealny, kompletnie się nie spodziewałam, że mógłby mi zrobić takie świństwo.
-Nieprawda, to on zepsuł, chciał cię wykorzystać.
Przymknęłam powieki, żeby ponownie nie wybuchnąć płaczem.
-Adam, przepraszam...- szepnęłam.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Jeśli masz na myśli tamto zdarzenie, to nie masz za co.- powiedział. -To ja zawiniłem, naciskałem, nawet nie miałem odwagi później do ciebie podejść i przeprosić.
-Zwolniłeś się z pracy...- przypomniałam.
-Zaproponowano mi lepszą, zresztą,  czułabyś się nieswojo, kiedy mijałabyś mnie jeszcze w pracy.
Wzięłam gorący kubek i przyłożyłam sobie do ust.
-Gdybym wtedy cię nie odrzuciła...
-Sophie.- położył mi dłoń na ramieniu. -Kiedy byłaś z Elyas'em, nigdy nie widziałem cię bardziej szczęśliwszej. Ze mną nigdy byś taka nie była.
Odłożyłam kubek.
-Nie mów tak.- zaprzeczyłam.
-Ale taka jest prawda.- mówił spokojnie. -Zresztą, nie mówmy teraz o tym.
Odwróciłam wzrok.
Elyas'a i mnie już nie ma.
Zostałam sama.
-Mogę spać u ciebie?- zapytałam nieśmiało.
Okropnie się czułam, prosząc go o to, ale nie miałam wyjścia. Nie miałam gdzie się podziać.
-Jasne.- uśmiechnął się blado. -Możesz zostać, ile chcesz.
Adam przyszykował mi swój pokój, w którym kiedyś spałam.
-Przecież mogę spać na kanapie.
Adam podszedł do mnie.
-Jesteś gościem, zresztą przyzwyczaiłem się, że zasypiam przed telewizorem.- wzruszył ramionami.
-Nie oglądałeś zbyt często telewizji.- zdziwiłam się.
-Wkręciłem się ostatnio w kilka seriali.- uśmiechnął się. -Jak byś coś chciała, to wiesz, gdzie mnie szukać. Dobranoc.
Uśmiechnęłam się wymuszenie.
-Dobranoc i dziękuję.
Zamknął drzwi.
Ogarnąło mnie uczucie pustki. Nie tak miało to wyglądać, nie miałam w planach ponownego cierpienia. Stałam się okropnym przedmiotem kpin i żartów ze strony kolegów Elyas'a. Wszyscy wiedzieli i wszyscy czekali aż się z nim prześpię.
Wolałabym nie czuć nic, niż zadręczać się własnym egoizmem.
Wyjęłam z walizki dresy i koszulkę Elyas'a. Celowo ją zatrzymałam, wiedząc, że nie jest to najlepszy pomysł.
Kochałam go zbyt mocno, żeby odejść w zapomnienie.
Ale nie miałam wyjścia.
Przebrałam się w wyszykowane ubrania i wskoczyłam pod kołdrę Adama. Pachniała świeżością i kwiatami.
Przyłożyłam poduszkę do ust i rozpłakałam się.
Nie chciałam, żeby Adam mnie usłyszał.





*Tydzień później*
Adam pomógł mi włożyć walizki do taksówki.
-Jesteś tego pewna? Przecież możesz się u mnie zatrzymać.- złapał mnie za ramiona i lekko potrząsnął.
-I tak już dużo mi pomogłeś. Głupio mi.- wyznałam, zakładając okulary przeciwsłoneczne.
-Sophie, jesteśmy przyjaciółmi. Nie podoba mi się ta kawalerka.- próbował mnie zniechęcić.
Uśmiechnęłam się.
-Jest w miarę tania, zresztą potrzebuję tego, wiesz o tym.- oparłam się o samochód.
Taksówkarz wydał się zniecierpliwiony.
-Akademik wyszedłby cię taniej.- stwierdził.
-Nie lubię ludzi.- włożyłam dłonie do kieszeni.
Uśmiechnął się i przytulił mnie.
-Jesteś wariatką.- uderzył mnie lekko w ramię. -Uciekasz.
Westchnęłam.
-Muszę. Tak będzie lepiej.
-Edith o ciebie ciągle pyta.
Zacisnęłam zęby.
-Domyślam się. Tydzień mnie już nie ma na uczelni.
Złapał mnie ponownie za ramiona.
-Nie olewaj nauki przez tego drania i nie zamartwiaj się tym.
Posłałam mu uśmiech.
-Nie będę.
Wywrócił oczami.
-Dlatego co noc płaczesz?
Otworzyłam drzwi do samochodu.
-Myślałam, że dobrze to ukrywam.
Pokręcił głową.
-Zbyt długo cię znam.
Zamknęłam drzwi i pomachałam Adamowi.
Nie chcę mieszkać sama, tam kompletnie się zamknę, ale nie mogę zostać tu. Adam zbyt dużo dla mnie zrobił, nie zasługiwałam na to, po tym co mu zrobiłam.
Dojeżdżając na miejsce, czułam się jak kobieta po studiach, która nienawidzi swojej pracy i jedyne na co ją stać to kawalerka z widokiem na mieszkanie sąsiadów z bogatym życiem seksualnym, przez co jedyny jej wydatek, to będą żaluje.
Zapłaciłam taksówkarzowi i weszłam do kawalerki. Pierwsze, co mnie uderzyło, wchodząc na schody to okropny zapach.
To ludzie, zdecydowanie.
Przekręciłam klucz w drzwiach i otworzyłam je z okropnym przekonaniem, że będę otwierać je jeszcze przez kilka lat.
-Nowa?- usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się niechętnie.
-Chyba tak.
Starszy facet uśmiechnął się.
-Zapewne studentka. Dużo tu takich.
Uniosłam brew. Wyglądał na zadowolonego.
-Tak, studentka. Kolejna do kolekcji.
Zaśmiał się.
-Jaki kierunek obrałaś?- dopytywał się.
Czułam się dość nieswojo rozmawiając z nim, gdzie on był na korytarzu, a ja w tym okropnym mieszkaniu.
-Fizjoterapia.
Facet zagwizdał.
-Duże możliwości pracy.- stwierdził.
Uśmiechnęłam się.
-Tak, już nie mogę się doczekać, aż wyjadę do Holandii na truskawki. Do widzenia.- popchnęłam drzwi.
Przeszłam do małej kuchni i otworzyłam lodówkę. Była pusta.
Czemu spodziewałam się, że coś w niej będzie?
Z zażenowaniem zamknęłam ją i wyjęłam portfel. Dawno nie byłam na zakupach, już nie pamiętam kiedy pokazywałam się wśród ludzi. Miałam wrażenie, że każdy już wie, każdy mną gardzi, śmieje się i patrzy z politowaniem.
Wyszłam z mieszkania i zeszłam na dół. Nie chcę się tu przyzwyczajać. Kiedy wprowadzałam się z Edith do naszego mieszkania, miałam pozytywniejsze myśli, choć byłam świeżo po rozstaniu z Joe.  
Po Elyas'ie nie jest i nie będzie tak samo.
Siedem miesiecy gorzej wymazać, niż trzy.  
Elyas'a kocham, Joe'go już dawno przestałam. Zresztą ja i Joe to nie był związek. Takie coś zwie się apokalipsą, błędem życiowym i skazą z przeszłości.
Weszłam do najbliższego marketu i wzięłam koszyk.
Jak mam dalej żyć? Nie mogę się wiecznie ukrywać, gadać ze ścianą i nocą denerwować sąsiadów.
Muszę żyć.
Tylko problem jest w tym, że już nie potrafię.
Zaopatrzyłam się w pieczywo, jogurty i dożywotni zapas owoców.  
Wzięłam do ręki mrożoną pizzę. Czy mój piekarnik jest sprawny? Kurczę, trzeba było sprawdzić!
Trudno - pomyślałam, wrzucając ją do koszyka. Jest jeszcze mikrofalówka, więc jakoś powinnam przeżyć.
Czemu życie dorosłe jest takie ciężkie? Idąc na studia, myślałam, że wszystko będzie prostsze. Znajdę dobrą pracę, znajdę faceta, będę się dobrze uczyć i będę szczęśliwa. Jak narazie żadnego z tych rzeczy nie osiągnęłam.
Choć kilka dni temu stwierdziłabym, że mam wszystko.
-Sophie?- usłyszałam.
Odwróciłam się.
Edith zmierzyła mnie, po czym schowała w niedźwiedzim uścisku.
-Ty żyjesz!- złapała mnie za policzki. -Sophie.
Wywróciłam oczami.
-Jeszcze żyje, zrób zdjęcie póki widzisz mnie w całości.
Zdjęła mi okulary z twarzy.
-Masz oczy jakbyś nie spała z dobry miesiąc.- stwierdziła.
-Tydzień.- wyznałam.
-Musimy pogadać.- nalegała.
Nie, nie chciałam ponownie do tego wracać, ale nie ucieknę od tego.
-Tylko zapłacę za zakupy.



Otworzyłam drzwi i zaprosiłam Edith do środka.
-Tu mieszkasz?
Wyglądała na zawiedzioną.
-Tylko nocuję.- powiedziałam sarkastycznie. -Chcesz coś do picia? Mam na myśli tylko wodę, ewentualnie wodę z cukrem.
Edith usiadła na kanapie.
-Nie chcę, ale dzięki.
Wyłożyłam zakupy i usiadłam obok niej.
Edith bacznie mi się przyglądała.
-Dzwoniłam.- powiedziała z wyrzutem. -Przez okrągły tydzień dzwoniłam do ciebie. Naprawdę się zaczynałam bać.
Wiem, że dzwoniła. Co chwilę patrzyłam w telefon, mając nadzieję, że to Elyas z wiadomością: "Kochanie, to był żart. Wróć do domu". Ale nic takiego nie przyszło.
I nie przyjdzie.
-Musiałam pobyć sama.
Edith spojrzała na mnie gniewnie.
Momentalnie poczułam się zakłopotana.
-Myślałam, że masz do mnie żal, chciałam ci powiedzieć, że nic nie wiedziałam.- wytłumaczyła się.
-Nie chcę do tego wracać.- zirytowałam się.
-A ja chcę! To co ci zrobił było okropne!- w jej głosie była pogarda. -Wszyscy wiedzieli i nawet nikt nie pisnął słówkiem. Nawet Logan.
Odwróciłam wzrok. Znowu poczułam się, jakbym usłyszała to pierwszy raz. Rana się jeszcze nie zagoiła, a słowa Edith sprawiały, że rozdzierała się jeszcze bardziej.
-Chuje.- wyglądała na zdenerwowaną. -Kiedy się o tym dowiedziałam, myślałam, że ich wszystkich pozabijam.
Złapało mnie okropne przygnębienie.
-Możemy o tym nie mówić?
Edith ogarnęła frustracja.
-Na twoim miejscu planowałabym zemstę.
Wywróciłam oczami.
-Nie, nie chcę. To nic nie da.
Jaka zemsta? Ani trochę nie da mi to satysfakcji.
-Jak to nie da? Zranił cię i to cholernie. Cały czas cię ranił, okłamywał...wszystko. Nie zasłużyłaś na to.
Poczułam się, jakby ktoś ponownie wbił mi nóż w plecy.
-Edith...
-Poczekaj.- przerwała mi. -Mam wyrzuty sumienia. To ja cię pchałam w jego sidła, myślałam, że ma dobre intencje. I też to ja cię wtedy wyciągnęłam na ten zlot, gdyby cię tam nie było, to nic by się nie wydarzyło.- położyła mi dłoń na ramieniu. -Przepraszam.
Zmarszczyłam brwi.
-Przestań. To nie twoja wina, zresztą nie chcę o nim już rozmawiać. Przez tydzień nauczyłam się funkcjonować bez niego, teraz tylko mi została reszta życia.
Edith wstała i zaczęła chodzić po pokoju.
-Byłaś u Adama?- zabrzmiała, jakby była tego pewna.
Przytaknęłam.
-Zamieszkaj ze mną, w naszym starym mieszkaniu.- zaproponowała.
O nie, nie nie nie.
-Nie, nie proponuj mi tego.
Może bym wróciła, ale tam wszystko by mi go przypominało. Zresztą mijanie Logana codziennie by mnie tylko utwierdziło, jaka byłam ślepa i naiwna.
-Dlaczego? Mieszkam sama.- wyznała.
Otworzyłam szeroko oczy.
-A Logan?
Zacisnęła zęby.
-Milczał w tej kwestii. Okazał się takim samym ignorantem, jak ci wszyscy. Wiedział, że Elyas i Joe założyli się o ten cholerny filmik, a mimo to milczał. Wiedział, że jesteś moją przyjaciółką.
Uderzyło mnie okropne poczucie winy.
-Nie kłóćcie się przeze mnie.
-Nie przez ciebie. Chciał dla ciebie tego samego, co ci wszyscy. Gardzę nimi.
Oparłam się o kanapę.  
Czułam się strasznie nieswojo. Chodziło o mnie, zdecydowanie. I to bolało najbardziej, czułam się winna i zagubiona.
-Zasługujesz na kogoś lepszego.- wyznała. Poczułam jak mój żołądek skręca się, tworząc ogromny supeł.
Problem w tym, że ja nie chcę nikogo innego.
Chcę Elyas'a.
Spojrzałam kątem oka na Edith. Wyglądała na zdeterminowaną i osamotnioną jednocześnie.
-Logan chciał być fair w stosunku do najlepszego przyjaciela.- wyznałam.
-Nie broń go.- krzyknęła. -Zrobił ci takie samo świństwo, jak Joe i Elyas.  
Przełknęłam ślinę.
-Nie było cię tydzień na uczelni.- dodała. -W pracy też nie.
-Szukałaś mnie tam?
Spojrzała na mnie.
-Szukałam cię wszędzie. Dopóki Adam mnie nie uspokoił, że jesteś bezpieczna.
-Bo byłam.
-Co teraz planujesz?- zapytała.
Nie byłam pewna.
-Nauczyć się oddychać.
Westchnęła.
-To mieszkanie jest małe.- rozejrzała się.
-Mieszkam tu sama, wystarczy mi.
Spojrzała na okno.
-Mieszkasz w strasznej dzielnicy, zapewne będziesz zasypiać z krzykami i śpiewami pijaków pod blokiem.
-Wiem co robisz. Nie zniechęcisz mnie.
-Ojciec wie?- usiadła ponownie obok mnie.
-O czym?- zdziwiłam się.
-Że mieszkałaś u Elyas'a.
Przytaknęłam.
-Powiedziałaś mu, że już nie mieszkasz?- dopytywała.
-Narazie nie.
Rozejrzała się ponownie.
-Nie chcę cię tu zostawiać. Tu jest strasznie.
-Nie jest źle.
Naprawdę nie było.
-Wszystko wygląda, jakbyś właśnie robiła remont.- stwierdziła.
-Może kiedyś.
Uśmiechnęła się.
-To nieuniknione. Mieszkanie wygląda, jakby zaraz miało się rozpaść.
-Nie stać mnie na lepsze.
-Ja mieszkam sama.- próbowała mnie ponownie namówić.
-Nie chcę o tym słyszeć.
-Sophie, proszę. Będzie tak jak dawniej.
Odwróciłam wzrok.
-Nigdy nie będzie tak jak dawniej.

4 688 czyt.
100%578
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2238 słów i 12328 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

8 komentarzy

 
  • sareva

    sareva · 13 stycznia

    Autorko, nie opuszczaj nas na tak dlugo :(

  • Kmicic

    Kmicic · 3 stycznia

    Hmm no trochę się porobiło, wcześniej starałem się przewidywać przyszłość (jak wiesz z mizernym skutkiem).  Ale teraz nie jestem w stanie sobie wyobrazić co będzie dalej. Praktycznie wszyscy z Elyasowego grona wiedzieli o tym zakładzie... Pff ale się porobiło, to jest doskonale    
    Dziękuję za dodanie kolejnego świetnego rozdziału, co prawda w samym opowiadaniu mamy smutniejszy okres ale liczę że wkrótce się to zmieni 😊. Przecież Sophie na to nie zasłużyła a ty nie jesteś mną by niszczyć swoim tworom życie haha 😂.  Dziękuję i pozdrawiam  

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 1 stycznia

    Adam stojąc z boku przyglądał się ich szczęściu i nawet podzielił się swoim spostrzeżeniem z Sophie co było dość odważnym posunięciem z jego strony. Na szczęście nie ma jej nic za złe więc pozwolił jej zostać u siebie i wydaje mi się, że nie liczy na nic więcej ale może czeka na jakiś znak od Sophie? Kto wie czym nas zaskoczysz skoro Edith rozeszła się z Loganem...
    Piernik od świąt czekał na dogodny moment i smakował wybornie w towarzystwie naszej Sophie. Kolejna, wspaniała część dająca wiele do myślenia jak zaskakuje nas życie z dnia na dzień.

  • niutria

    niutria · 29 gru 2018 · 201432688

    Mhm idealne ! Uwielbiam uwielbiam czekam na więcej !  

  • mydream2017

    mydream2017 · 29 gru 2018

    Dobrze, że ma Adama i ten widząc poniekąd swoje błędy pozwolił jej zostać u siebie. Czy to jakiś nowy początek? Edith z przytupem podsumowała motocyklistów- ostra dziewczyna! Lekko, emocjonalnie i wciągająco. Udane popołudnie     

  • Lula

    Lula · 27 gru 2018

    Ehh same nieszczescia i jeszcze ten Logan

  • Speker

    Speker · 27 gru 2018

    Szkoda żeby związek Edith też się rozpadł. Choć to postać drugo planowa widać jaka była szczęśliwa kiedy zaczęła spotykać się z Loganem. I to jest najciekawsze przyjaźń ma swoje twarde prawa. Robi się coraz ciekawiej.

  • Speker

    Speker · 27 gru 2018

    Nareszcie. Zgodnie z obietnicą. Dziękuję