Bronię się przed tobą cz.18

Uniosłam brew, lekko zdziwiona.
-No nie wiem.- zagryzłam dolną wargę.
Dylan zaśmiał się cicho.
-Zaufaj mi. Stój na czatach.- polecił.
Wywróciłam oczami.
-Jaką masz pewność, że na ciebie poleci?  
Dylan zmrużył oczy.
-To chyba oczywiste.- wzruszył ramionami.  
Zaśmiałam się.
-Dobra, koniec żartów. Tak jak się umawialiśmy.
-To dziecinne.  
Posłał mi uśmiech.
-I właśnie o to chodzi.



Weszłam pomiędzy drzewa i czekałam na akcje. Kompletna głupota i jeszcze ja się na to zgodziłam. Zobaczyłam zbliżających się Vicky i Dylana. Zważywszy na jej chód, mogę stwierdzić, że dużo wypiła. O wiele za dużo. Ukryłam się bardziej za drzewem, nie dając o sobie znać. Dylan odszukał mnie wzrokiem i puścił mi oczko. Westchnęłam, wiedząc, że moje zachowanie w tym momencie jest kardynalne i głupie. Dylan szepnął jej coś do ucha a ona uśmiechnęła się, zsuwając sukienkę ze swojego ciała. Vicky została w samej bieliźnie, przytulając się do Dylana. Chłopak złapał ją za rękę i zaprowadził ją bliżej drzew. I to jest chyba ten moment, kiedy będę musiała zrobić coś okropnego.  
Bezszelestnie podeszłam do sukienki i dając znak Dylanowi, uciekłam, trzymając jej ubiór. Momentalnie znalazłam się przed klubem w poszukiwaniu jakiegoś śmietnika.
-Co wyprawiasz?- podszedł do mnie ochroniarz. Ten sam, co prawie zjadł mnie wzrokiem, kiedy wchodziłam do klubu.
-Nic.- odpowiedziałam. Starałam się, żeby mój głos był w miarę normalny.
-Co to?- wskazał na sukienkę.
-Ktoś zgubił...i chciałam oddać.- jęknęłam.
-Nie podobasz mi się, będę miał na ciebie oko. Radzę ci nic nie odwalać, bo źle to się dla ciebie skończy.- zagroził.
Wywróciłam oczami.
-Nie zamierzam zdemolować ci klubu.
Zaśmiał się szyderczo.
-Spadaj, mała.
Odeszłam, przedrzeźniając go.
Znalazłam byle jaki śmietnik i wrzuciłam do niego sukienkę Vicky. Ciekawe czy Dylan zostawił ją przy drzewach, tak jak było w planie.  
Wchodząc tylnym wejściem, poczułam czyjś wzrok na sobie. Nie mogę znieść tej opcji, że wciąż myślę, że to może być Elyas. Ciągle czuję na sobie jego wzrok a jeszcze tak naprawdę go nie zobaczyłam.
-Elyas, jeżeli to ty, to nie mam ochoty na zabawę.- powiedziałam, odwracając się do pustej i ciemnej przestrzeni. Mały korytarz między budynkami był przerażający i służył jako dobre miejsce na porozrzucane, puste już butelki po piwie.
Odpowiedziała mi niezręczna cisza. Okej, zrobiłam z siebie przerażającą dziewczynę i do tego gadam sama do siebie. Weszłam do środka w poszukiwaniu Dylana, ale w tym tłumie ciężko będzie mi go znaleźć.
-Sophie.- tanecznym krokiem podeszła do mnie Edith. -Gdzieś ty była? Szukałam cię.
Wzruszyłam ramionami. Nie chcesz wiedzieć.
-Napijemy się?- spytała.
-A gdzie masz Logana?
Uśmiechnęła się.
-Rezerwuje nam pokój.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Planujecie tu zostać do jutra?
Edith zaśmiała się.
-To jest Sylwester.
Westchnęłam. Faktycznie.
-Okej, ale tylko jednego drinka.
Podeszłyśmy do lady, zamawiając dwa drinki. Muszę uważać, bo nie mogę przesadzić z alkoholem, nie znając swojej granicy. Niespokojnie rozejrzałam się dookoła, ponownie czując, że ktoś mi się przygląda.
-Co jest?- Edith podążyła za moim wzrokiem.
-Nic.- odwróciłam się do niej.
-Apropo, podobno Elyasowi podobał się twój prezent.- uśmiechnęła się.
Kelner postawił przed nami nasze zamówienie.
Kupiłam mu breloczek z corvette zr1, tym samym autem, który dla mnie wypożyczył.
-Dlaczego mi to mówisz?- spytałam zdziwiona.
-Bo wiem, że pogadaliście sobie i jest między wami okej.
-Nic ci więcej nie powiedział?- zmarszczyłam czoło.
-Eeeeee...nie. A czemu?- zdziwiła się.
-Aaa...wiesz jak to Elyas, coś może...wymyślić.- stwierdziłam. -Odbiegając od tematu. Czemu, do cholery, jest tu aż tyle motocyklistów?- spojrzałam na nią złowrogo.
Edith uśmiechnęła się.
-Wiedziałam, że gdybym ci powiedziała co to za impreza, to byś w ogóle nie dała się wyciągnąć z domu.
-I słusznie. W końcu pokazałabym swoją pierwszą, dobrą decyzję.
-Sophie!- zrobiła groźną minę.
Westchnęłam.
-Oczywiście.- upiłam łyk drinka. -Niedługo się upiję i będę chodzić jak kaczka po dopalaczach a rano obudzę się obok Elyasa.- wywróciłam oczami.
-Nie ma tu Elyasa.- powiedziała.
-Jest. Jestem tego pewna, widziałam go przez sekundę i cały czas za mną chodzi.
-Może już lepiej nie pij.- stwierdziła.
-Nie wierzysz mi? To nawet ja sama sobie wierzę. Elyas tu jest i jeśli się mylę to niech zgaśnie światło.- powiedziałam, wymachując rękami.
Nic się nie stało.
-Widzisz?- wypiłam do dna drinka.
-Sophie, ty się w nim zakochałaś.- powiedziała poważnie.
Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
-Dobre. Prawie uwierzyłam.
Uśmiechnęła się.
-Ja swoje wiem.
-Ja i Elyas nigdy, przenigdy.- powiedziałam dobitnie.
-A ty i nieznajomy?- zapytała.
-On się nie odzywa, ale już wolę nieznajomego od Elyasa.
-Zaprzeczasz sama sobie, lecisz na niego.
-Przestań. Wcale nie.- zdenerwowałam się.  
-Wcale tak.- stwierdziła.
-Wcale nie!- krzyknęłam.
-Słuchaj, zaprzeczaj ile wlezie, ale i tak jestem pewna, że niedługo zobaczę was całujących się.
Przełknęłam ślinę.
To już się stało.
-Zbladłaś.- zauważyła.
-Idę do łazienki. Bawcie się dobrze.- machnęłam ręką, kierując się w stronę tańczącego tłumu.
-Sophie! Szukałem cię.- podbiegł do mnie Dylan. Ostatnio wszyscy mnie szukają- pomyślałam. -Udało się.
Uśmiechnęłam się.
-Biega półnaga po mieście?
-Po klubie, ale zawsze coś. Idziemy to opić?- zaproponował.
-O nie. Ja już nie piję.
Dylan zrobił smutną minę.
-Nawet to mnie nie przekona.
-Ciężko. Czyli muszę wypić również twoją kolejkę za nasz sukces.
Zaśmiałam się.
-Powodzenia.



Rozejrzałam się. Teraz już wiem, że ludzi rozróżnia się na dwa typy: pierwszy to ci co umieją tańczyć a drugi to ludzi tańczących, którzy wyglądają jakby mieli epilepsje na lodowisku w stroju gęsi.
Przeciskałam się między rozbujanymi ludźmi, trafiając na widok, który czekałam od początku tej imprezy.  
Elyas.
No proszę, co za zdziwienie. Od początku wiedziałam, że tutaj jest. Impreza bez niego to jak świat bez istniejących mandarynek, da się żyć, ale po co?
Obok niego stała blondynka, co chwilę zarzucając swoimi tlenowanymi włosami. Nie ma szans, żebym go teraz nie zmieszała z błotem. Podeszłam do nich, czująć, że lada moment wybuchnę.
Elyas uśmiechnął się, widząc, że zmierzam ku niemu.
-Wiedziałam, że tu jesteś! Mówiłam a nikt mi nie wierzył.- krzyknęłam. Zapewne teraz zrobiłam się cała czerwona. Elyas przez chwilę wyglądał na zdezorientowanego. -Cały czas mnie obserwujesz! Mam paranoję! Gdzie się odwrócę tam widzę twój wzrok! To twoja wina!- szturchnęłam go.
-Hola, Linden, uspokój się.- wyglądał na rozbawionego.
Blondynka patrzyła na mnie jak na idiotkę.
-Mam się uspokoić? Elyas! Ja cię normalnie zaraz uduszę!- zaraz wybuchnę, lada moment.
-Kochanie.- powiedział cicho.
-Nie kochaniuj mi tu!- prychnęłam, wciąż zdenerwowana. -Normalnie gdybym mogła to odcięłabym ci dostęp do tlenu!
Elyas uśmiechnął się.
-O co tu chodzi?- spytała blondynka. -Kto to jest?- wskazała mnie.
-Spokojnie, zaraz pójdę.- powiedziałam.
-To moja dziewczyna.- stwierdził Elyas. -Kiedy indziej pogadamy o samochodach, muszę się nią zająć.- puścił jej uśmiech pod tytułem 'spadające majtki', chwytając mnie za rękę.
-Puść mnie.- nakazałam mu, ale on udawał, że tego nie słyszy i zaprowadził mnie do wyjścia.
-Dobrze, że jeszcze żyjesz, bo w końcu będę mogła cię zabić.- powiedziałam, kiedy mnie puścił.
-Linden o jakim szpiegowaniu mówiłaś?- zdziwił się.
-O twoim!
-Przyjechałem jakieś dziesięć minut temu.- wyznał.
Powoli uspokajałam swój oddech. Czyli to ochroniarz. O nie, to nawet jeszcze gorzej.
-Czemu jesteś wściekła?- zapytał.
-Już jest okej.- wyznałam.
-Jesteś zazdrosna.- to nie zabrzmiało jak pytanie.
-Nie jestem.- prychnęłam.
-Jesteś. Zupełnie nie masz po co, wiesz, że interesujesz mnie tylko ty.- włożył mi kosmyk włosa za ucho.
-Elyas! Nie jestem zazdrosna!
-Okej.- wzruszył ramionami. -To wracam do niej.
-To wracaj i powiedz jej, że masz alzheimera i po szybkim seksie zapomnisz jak ma na imię.
-Czyli jesteś zazdrosna.- roześmiał się.
-Nie jestem!- zawarczałam.
-Ten pocałunek...znaczył dla ciebie tyle samo co dla mnie.- stwierdził.
Przełknęłam ślinę.
-Nie całuję się z byle kim.- wyznałam.
-Czyli jestem dla ciebie ważny?
Zaśmiałam się.
-Rzadko spotykane, ale nasz pocałunek to nie był pocałunek.
-A co?- zdziwił się, podchodząc bliżej.
Znowu ta sama sytuacja, przyparta do muru, znowu zrobię głupotę.
-No dobra...- czyli znowu muszę zastosować swojej broni, właściwie to jedynej. Jeśli się jeszcze raz do mnie przysunie to pożałuje, jego przyrodzenie będzie skazane na moje kolano. -Był pocałunkiem, możemy to powtórzyć.- powiedziałam, kokietując go.
Przez chwilę Elyas wyglądał na zdziwionego, po czym przysunął się do mnie bliżej.
-Jeżeli tak bardzo chcesz.- zamruczał.
No dobra, koniec zabawy. Próbowałam unieść moje kolano, które było pomiędzy jego nogami, ale przytrzymał je.
-Wiem co próbujesz zrobić, skarbie.- szepnął mi do ucha.
-Przejrzałeś mnie.- powiedziałam z wyrzutem.
Posłał mi swój uśmiech.
Wyglądał trochę inaczej, kilkudniowy zarost dodał mu większej powagi a przydługie już włosy wchodziły mu na czoło.
-Wiem co ostatnio przeszłaś. Mam nadzieję, że z twoim ojcem już lepiej.- oparł swoje czoło o moje.
-Lepiej.- przytaknęłam.
Bliskość Elyasa rozbraja mnie na małe kawałeczki. Przejechałam dłonią po jego delikatnym zaroście.
-Linden...muszę ci coś powiedzieć. Ja zrobiłem coś...
-No gołąbeczki.- usłyszeliśmy piskliwy głos.
Oboje odsuneliśmy się od siebie jak oparzeni.
-Vicky.- westchnęłam, przyglądając się dziewczynie, która kilka dni temu spuściła mi łomot.
Uśmiechnęła się.
Miała na sobie za dużą bluzę, chyba po tym incydencie z zabraniem jej sukienki, postanowiła, że nie będzie chodzić półnaga. Co szczerze mówiąc wątpie. To pewnie ten przeklęty ochroniarz zakazał, że albo ją stąd wyrzuci, albo zakryje to okropne ciało.
-To twoja sprawka, prawda?- wskazała na siebie. -Myślisz, że możesz ze mną zadzierać?  
Przęłknęłam ślinę, widząc, że się do mnie zbliża.  
-Przestań.- zatrzymał ją Elyas.
Vicky odepchnęła jego ręce.  
-Spraw, żeby tego żałowała, rozumiesz? Tak jak się umawialiśmy.- krzyknęła na niego i weszła do klubu.
-O co chodzi?- spytałam zdezorientowana.
-O nic.- wysyczał i odszedł, zostawiając mnie samą przed klubem.

2 478 czyt.
100%234
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1985 słów i 10917 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

4 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 9 wrz 2018

    puścił jej uśmiech pod tytułem 'spadające majtki', chwytając mnie za rękę    
    Oj ta Sophie jak ja uwielbiam jej poczucie humoru a pijąc kawę niejednokrotnie parsknąłem nią na biurko i nawet dobrze bo przydało mu się przetarcie do czysta. Jak zawsze porywająco, dynamicznie i zabawnie. Wielkie brawa

  • mydream2017

    mydream2017 · 9 wrz 2018

    Nie spodziewałem się takiej Sophie, że wyrzuci sukienkę i ośmieszy Vicky ale jednak zdecydowała się na rewanż. Genialnie i ze smakiem. Sophie górą

  • Lola35

    Lola35 · 9 wrz 2018 · 202236304

    Mam prośbę pod opowiadaniem napisz datę kiedy ukaże się następna część . Opowiadanie cudowne tylko męka ,że trzeba tyle czekać.

  • Lolissss

    Lolissss · 9 wrz 2018 · 211660575

    Widzę se wszystko było ustawka ale jednak elyas coś poczuł.... No to czas czekać na kolejna, ale błagam oby nie Tak długo!!