Bronię się przed tobą cz.24

Zamknęłam drzwi po tym, jak Elyas wszedł do środka. Napięcie z każdą sekundą rosło, przez co ucieczka z własnego mieszkania wydawała mi się najlepszą oraz najgłupszą opcją.
Elyas wszedł do kuchni, wcześniej zdejmując buty. Postawił butelkę na stole i oparł się o blat.
Przyglądałam się jego ruchom, jakbym widziała go pierwszy raz na oczy. Elyas czuł się tutaj bardzo swobodnie. Toczyliśmy przez chwilę walkę na spojrzenia, po czym podszedł do szafki i wyjął dwa kieliszki.
-Wszystko wiesz gdzie jest.- stwierdziłam, nadal stojąc w przejściu, opierając się o futrynę.
Elyas spojrzał na mnie, nalewając wino do kieliszków.
-Nie całkiem. Twoja sypialnia i Edith jest mi nieznana.- uśmiechnął się, podając mi kieliszek. Delikatnie wzięłam go od niego, przez co chwilowy i przypadkowy dotyk naszych dłoni, spowodował u mnie dreszcze i emocje, które próbowałam uśpić.
-Ale sypialnia Edith mnie nie interesuje.- dodał.
Elyas jest taki jak zwykle- bezczelny i arogancki. Czy on ma jakiekolwiek dobre cechy? Oczywiście, że ma, tylko niech mi ich nie pokazuje.
Staliśmy w ciszy, która stała się niezręczna.
-Idziemy do twojego pokoju?- zapytał, biorąc łyk wina.
Mój pokój, my, wino... Czy skoro on pije, to znaczy, że zostanie tutaj na noc? Zamówi taksówkę?  
-Eeee...do mnie?- speszyłam się.
-Telewizor gra, wyraźnie w czymś ci przeszkodziłem.- stwierdził, przybliżając się do mnie.
O nie. Szybko odsunęłam się.
-Romans oglądałam, ale popsuł mi się laptop.- wyznałam, wchodząc do pokoju.
Boże, co się ze mną dzieje? Łatwiej byłoby nic nie czuć.  
-Romans?- poruszał zabawnie brwiami. -Z pizzą?- spojrzał na łóżko.
Przełknęłam ślinę.
Wymyśl coś, Sophie, bo jego obecność kompletnie źle na ciebie działa. Gdybym mogła cofnąć się o te kilka miesięcy. Elyas wziął kawałek pizzy i podszedł do telewizora, przełączając na inny program.
Przez moment stałam nieruchomo, próbując w kilka sekund zmienić swoje życie, ale żadna sensowna myśl mi nie wpadła do głowy, prócz wywalenia Elyasa przez okno. Wypiłam całe wino na odwagę i usiadłam obok niego na łóżku. Zachowuj się neutralnie, wyobraź sobie, że go tu nie ma.  
Niemożliwe! Skoro jego wzrok sygnalizuje, że już dawno jest ze mną źle, przy okazji robiąc to w zabawny sposób.
-Linden... Jestem tu dziesięć minut i ani razu mi nie pocisnęłaś. Wszystko okej?- uśmiechnął się.
Czy wszystko okej? Nie wiem...
-Tak.- wymamrotałam. -Źle się czuję, to wszystko.
-Źle? To znaczy?- dopytywał.
Program w telewizorze już dawno przestał nas interesować.
-Eeee...
Co tu wymyślić? Gdyby to było takie proste. Myśl, że miałabym spać z Elyasem...
-Mam okres.- wydusiłam, choć to nieprawda. Ale muszę go zniechęcić do przespania się ze mną, jeżeli to planował. -Znaczy już go mam. Dziś. Teraz.
Brunet zaśmiał się.  
-Okej.- dopił swoje wino, po czym wyszedł z pokoju.
Położyłam się na łóżku. Cholera, co ja robię?
Elyas po chwili przyszedł z butelką wina.
-Dziwnie się dziś zachowujesz.- stwierdził. Nalał nam do pełna i podszedł do mnie.
Nie muszę odpowiadać na to, wcześniejsza Sophie widząc to, załamałaby się.
Brunet położył się obok mnie, odgarniając mi niesforne kosmyki, które wylądowały na mojej twarzy.
Jego dotyk. Znowu. To z jednej strony straszne, a z drugiej cholernie pociągające. Elyas położył swoją dłoń na mojej talii. Wpatrywałam się w niego, jak zahipnotyzowana.
-Wiem, że nie masz okresu.- szepnął, śmiejąc się cicho.
Zmarszczyłam brwi.
Elyas wskazał na kalendarz, który wisiał na szafie, wskazując, że okres skończył mi się tydzień temu.
Oczywiście na moją niekorzyść, zakreśliłam dni okresu czerwonym pisakiem. Położyłam dłoń na czole, czując, że wpadłam.
-Rozgryzłem cię.- uniósł brew, zeskakując z łóżka.
Westchnęłam, zmieniając pozycję na siedzącą.
Elyas oparł się o szafę.
-Nie chcę cię wykorzystać.- podszedł do mnie.
-A pocałunki?- zapytałam.
Przez chwilę wahał się nad odpowiedzią.
-Nie będzie.
Moja dusza zaczęła płakać, ale wewnątrz cieszyłam się z tej odpowiedzi.
Przytaknęłam.
Elyas uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
-Przyszedłem właściwie ci pomóc.
Jego słowa trafiały do mnie jak bumerang.
-W czym?- spytałam.
-W pakowaniu.- wzruszył ramionami.
-Wyprowadzam się?- zdziwiłam się.
Zmarszczył czoło.
-Edith ci nie mówiła?
Ale ja nic nie potwierdziłam.
-Nie zgodziłam się na ten układ.
Elyas uśmiechnął się, wstając.
Otworzył moją szafę i zaczął oglądać ubrania.
-Ej!- zdenerwowałam się.
Brunet wyciągnął walizkę i otworzył ją, wrzucając do niej moje ubrania.
-Elyas!- krzyknęłam, wywalając z walizki ubrania.
Brunet nic sobie z tego nie robił. Każdą moją bluzkę czy spodnie obejrzał dokładnie i przewiesił sobie przez ramię.
-Nie wprowadzę się do ciebie! Nie ma mowy, zresztą, czemu masz moje zdanie gdzieś?- spytałam oburzona.
-Linden, nie mam gdzieś, tylko pomagam ci się pakować. Sama zabrałabyś te torby? Nauczyć cię z windy też trzeba, nie wyobrażam sobie, żeby wchodzić na czternaste piętro z tymi walizkami.
-Jesteś głuchy? Nie wyprowadzę się stąd!- usiadłam na łóżku, ze skrzyżowanymi ręcami. Czułam się jak małe dziecko, które chciało zabawkę, ale nie może jej dostać.
Elyas zaśmiał się miękko.
-Chcesz się przekonać?
Czy chcę? Oczywiście, że nie. Zrobiłby wszystko, żeby mnie przekonać.
-Dobrze mi tu jest.- powiedziałam.
-Nie wątpię, ale lepiej ci będzie u mnie.- uśmiechnął się szelmowsko.
-Jesteś...wrrrr.- zawarczałam.
-Wróciła stara Linden.
-Tak i jak zaraz nie przestaniesz odkopywać mojej szafy to wyrzucę cię przez okno.- ostrzegłam.
Brunet wywrócił oczami, powracając do poprzedniej czynności.
-Gdyby nie twój kalendarzyk, to serio bym uwierzył w twój okres.- jego dobry humor dopisywał mu nadal.
-Nie bądź bezczelny.
-Teraz czas na bieliznę.- poruszał zabawnie brwiami, otwierając szafkę ze stanikami.
-Elyas! Spójrz się tam a połamię ci kości!- wskazałam palcem na szafkę.
Wzruszył ramionami, biorąc pierwszy stanik z brzegu.
Szybko podeszłam do niego i wyrwałam mu stanik z rąk.
-Jesteś niemożliwy! Bezczelny, arogancki i bezwstydny!- krzyknęłam, wkładając stanik na swoje miejsce.
-Bezwstydny? To chyba dobrze.
Zawarczałam.
-Zresztą widziałem cię już w bieliźnie. Po co to zdenerwowanie?- uniósł brew.
-Byłam pijana, to nic nie znaczy.- oburzyłam się.
Zdenerwowanie na Elyasie zdecydowanie lepiej na mnie działa.
-Co nie znaczy, że widziałem.- uśmiechnął się.
-Na trzeźwo nigdy nie zobaczysz.
-Na pewno?- zapytał, podchodząc do mnie.
Przełknęłam ślinę.  
-Tak i nie patrz tak na mnie. Twoje oczy nie są w stanie mnie do czegokolwiek zmusić, a na pewno nie do przeprowadzki.- machałam rękami.
-Linden, to tylko inne miejsce zamieszkania. Miasto to same.
-To ty nie możesz się tu wprowadzić?- zdziwiłam się.
Zaraz...o nie. Cofnij, cofnij.
-Właściwie nie pomyślałem o tym.- zastanowił się.
O nie.
-Eee to babskie mieszkanie.- powiedziałam, próbując go zniechęcić. -Sąsiedzi są okropni. Jest zimno, woda...jest albo gorąca, albo lodowata. Nie ma nic pomiędzy. I schody...są...dziwne.
-Dziwne?- wyglądał na rozbawionego.
-Tak...noo zamarzają jak jest lód.
-Nie zauważyłem.
Kurde.
-Bo sąsiedzi...ogrzewają je. Prąd idzie, wysoki czynsz, internet też nie jest zbytnio szybki.
-Jeżeli ty dajesz radę, to ja tym bardziej dam.
-Bardzo śmieszne. Mieszkałeś kiedykolwiek z dziewczyną?- spytałam, choć poniekąd znałam odpowiedź.
-Tak.- odpowiedział. -I nie było tak źle, jak mówisz.
-Bo...ze mną jest gorzej. Nie da się ze mną wytrzymać. Po tygodniu będziesz miał mnie dość, po co uczyć się na błędach. Nie praktykujmy go.
Elyasowi nadal dopisywał humor.
-Wytrzymam, wiem to.
-Elyas!- powiedziałam bezradnie.
-Ale masz rację, twój pokój jest słodki, ale za mały na nas dwoje.
Co?
-Jak to? A pokój Edith?- zdziwiłam się.
-Wątpię, że chciałaby, żebym spał w jej pokoju.
-To ja będę tam spać. Ty możesz u mnie.- próbowałam wymyślić odpowiedź na wszystkie pytania, ale to było cięższe, niż mi się wydawało.  
-Nie będzie ci przykro zostawiać swój pokój?- zapytał.
-Nie, śpi w nim ile wlezie.
Uśmiech Elyasa coraz bardziej się powiększał.
-Skoro tak mówisz, to dziś zostaję na noc.- ściągnął moje ubrania ze swojego ramienia i położył je na walizce.
-O nie, nie, nie.- zatrzymałam go. -Nie posprzątałam tu...
-Nie zniechęcisz mnie.- przerwał mi.
-Dobrze...skoro masz tu zostać, może pomożesz mi naprawić laptopa. Potrzebuję go na następny tydzień, mam do wysłania projekt.
-To ten?- wskazał laptopa, leżącego na podłodze.
-Niestety.
-Nie znam się za bardzo na informatyce, ale zobaczę.- wziął go do ręki i usiadł na łóżku.
Usiadłam obok niego.
Elyas przez chwilę próbował wszystkiego, po czym położył mi laptopa na kolanach.
-Zawieź go do naprawy, wybacz, Kochanie.
Jego ostatnie słowo wywołało u mnie dreszcze.
-Potrzebuję go na już.- jęknęłam.
Westchnął.
-O to się nie martw. Pożyczę ci mój.
Moja twarz rozpromieniła się.
-Naprawdę?
Uśmiechnął się.
-Tak, kochanie.
-Dzięki twojemu laptopowi, nie jestem zła, że tak się do mnie zwracasz.
-Chodzi ci o 'kochanie'?
Przytaknęłam, wstając. Zaczęłam układać swoje ubrania.
Elyas wstał i pomógł mi.
-Lubisz, gdy tak na ciebie mówię.
To nie zabrzmiało jak pytanie, tylko jak stwierdzenie.
-Nie lubię. Nie lubię żadnych słów, które do mnie kierujesz.
-Oboje wiemy, że jest inaczej.
Uśmiechnęłam się.
Po wysprzątaniu pokoju oboje opadliśmy na łóżko.
-Ja z tym zamieszkaniem nie żartowałem.- powiedział.
Uśmiechnęłam się.
-Ja z tym, że wyrzucę cię przez okno też nie.
Wiem, że się uśmiechnął.
Nasze dłonie lekko stykały się, leżąc bezwładnie na łóżku. Delikatnie wsunęłam swoją dłoń w jego, po czym on złączył nasze dłonie w jedność.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Trzymanie Elyasa za rękę jest dla mnie czymś nowym i kompletnie nieznanym.
-Miałeś rację, że jesteśmy podobni.- wyznałam.
-Co masz na myśli?- spytał.
-Joe...obojgu nam zrobił świństwo.
Ciało Elyasa wskazywał na to, że się spiął.
-Wiesz o...
-Tak. Jak mógł przespać się z twoją narzeczoną. To okropne.- stwierdziłam.
-Od kogo wiesz?- spytał spokojnie.
-Od Vicky. To ona to zaplanowała.
-To przeszłość. Powiedziała ci coś jeszcze?
-Nie.- zmrużyłam oczy.
-To dobrze.- uśmiechnął się lekko.
-Ukrywasz coś?
-Mam parę spraw z przeszłości.
Westchnęłam, zacieśniając uścisk.
-Wiem, kto jest nieznajomym.
Elyas spojrzał na mnie.
-Co?
-Raczej kto. Adam.
Poluzował lekko nasz uścisk.
-Jesteś tego pewna?
-Tak, wyznał mi miłość. A ten list...
-Przyznał się?- zdziwił się.
-Nie pytałam go o to jeszcze.
Elyas wpatrywał się w sufit.
-Chciałabyś, żeby to on był Nieznajomym?
-Nie wiem...wydaję mi się, że on tylko jest zdolny do tak romantycznego czynu.
Elyas puścił moją dłoń...















~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chciałabym wszystkim podziękować za to ze jesteście i wspieracie mnie. To dla mnie ma ogromne znaczenie. Dziękuję wam!
Kocham was!

2 667 czyt.
100%3710
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2037 słów i 11393 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

10 komentarze

 
  • shawn98

    shawn98 · 6 paź 2018

    O kurcze, czekam ze straszną niecierpliwością na rozwój powieści.....

  • Lolalalalalalalala

    Lolalalalalalalala · 6 paź 2018 · 211927212

    Długo jeszcze muszę czekać????
    😁😁😘💪

  • Lolissss

    Lolissss · 1 paź 2018 · 211660575

    Chyba już nie musze się powtarzać ze cudowny rozdział. Już myślałam ze jedno się do drugiego wprowadzi albo coś sis zadzieje a tu będzie czekanie 😔 i dalej podtrzymuje ze to elyas chyba nieznajomym jest chociaż możesz namieszać 😂 mam nadzieje ze w następnej części dużo się podzieję i będzie dluuuuuuuga i może szybciej niż końcówka tygodnia 😂 buziaki i życzę weny i pozdrawiam 💘

  • Niutria

    Niutria · 29 wrz 2018 · 201432698

    Mówiłam Ci jaka jesteś cudowna ? Aha to opowiadanie jest takie wciagajace  

  • Lula

    Lula · 29 wrz 2018 · 194008873

    No nieee w takim momencie 😥😥😥😥jak ja przezyje do kolejnej części 😂😂❤❤❤

  • Lola911

    Lola911 · 28 wrz 2018 · 202236304

    No ciekawe kto jest nieznajomym obstawiam elyasa,ale bardziej intryguje mnie sprawa zamieszkania tych obojgu razem będzie się działo .Jak zwykle świetne opowiadanie kiedy   następna część?  

  • Kmicic

    Kmicic · 28 wrz 2018

    Elyas zamieszka z Sophie, będzie się działo  

  • Kara123

    Kara123 · 28 wrz 2018 · 196859646

    Super opowiadanie . Myślę że Elyas jest nieznajomym . Kiedy kolejna część😎

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 28 wrz 2018

    Już myślałem, że ją spakuję i wyprowadzi się do niego a tu będę musiał poczekać jeszcze na tą opcję. Oczywiście jego genialna spostrzegawczość całkowicie rozbroiła Sophie. Odnoszę wrażenie, że Adam nie jest nieznajomym ale może wkrótce się dowiemy?
    Kawa, naleśniki i piątkowe popołudnie z Sophie czego chcieć więcej? Genialne rozpoczęcie weekendu.
    Dziękuje za tak porywającą emocjami część

  • mydream2017

    mydream2017 · 28 wrz 2018

    Ale się rozgościł! No proszę jaki bezpośredni i chyba nie lubi romansów...
    "Linden... Jestem tu dziesięć minut i ani razu mi nie pocisnęłaś. Wszystko okej?"    
    Pękłem ze śmiechu i prawie tak samo pomyślałem. Gdzie Twoja zadziorność Sophie?