Bronię się przed tobą cz.37

*Elyas*

Zaparkowałem samochód w miejscu, które kiedyś było moim własnym. Wyjąłem torby z samochodu i ruszyłem w stronę drzwi. Dawno tu nie byłem i nie dlatego, że nie miałem czasu, ale ochoty. Nienawidziłem tego miejsca. Po tym co się wydarzyło, wydaję mi się, że ta nienawiść nasiliła się jeszcze bardziej. Nawet nie zadzwoniłem do drzwi, kiedy ujrzałem w nich Gię. Wyglądała tak jak zawsze, lekko pofalowane włosy, mocno podkreślone usta i uśmiech, który zakładała na ważne okazje.
-Elyas? Tak się cieszę, że wróciłeś.
Wpuściła mnie do środka.
Dom pachniał przyprawami i świeżością. Pamiętałem ten zapach bardzo dobrze, mimo, że byłem w tym domu rzadkim gościem.
-Jak było we Francji?- zapytała, przechodząc do kuchni. Chyba coś piekła.
-Okej.- mruknąłem.
Nigdy nie miałem w planach jej polubić. Była kobietą, która rozwaliła małżeństwo moich rodziców. Ale zawsze była dla mnie dobra. Zbyt dobra, niż na to zasługiwałem.
Usiadłem przy stole, bawiąc się komórką.
-Jesteś głodny, właśnie piekłam twoje ulubione...
-Nie.- przerwałem jej. -Nie jestem.
Macocha podeszła do mnie i usiadła tuż obok.
-Nie miej żalu do Joe'go. Źle postąpił, ale jesteśmy rodziną.
Kurczowo broniła swojego syna, od kiedy pamiętam. Spojrzałem na nią.
-Nie wiesz co czułem, więc się nie wtrącaj.- wysyczałem.
Nie rozumiem, czemu nawet teraz była za nim? Jej syn przespał się z moją narzeczoną i mam się tym nie przejmować, ponieważ jesteśmy rodziną?
-I nigdy nie byliście dla mnie rodziną.- powiedziałem i poszedłem na górę, do swojego starego pokoju.  
Kiedy zabrano mnie od matki, wszystko straciło sens. Już wolałem znosić pijaków, których zapraszała do naszego domu. Tu nigdy nie pasowałem i nie będę.
Mój pokój wyglądał czysto. Nie tego się spodziewałem, przychodząc tu. Gia zapewne sprzątała tu dość często.
Otworzyłem okno i oparłem się o ścianę. Kiedy wracałem do Londynu, całą drogę myślałem, co mam zrobić? Gdzie mam pójść? Logan znowu zaproponował mi mieszkanie, typowo na rok akademicki. Studiuję to przeklęte prawo, które nienawidzę. Mając trzynaście lat zawsze chciałem, żeby ojciec zwrócił na mnie uwagę. Buntowałem się, biłem, przez co ojciec był częstym osobnikiem w szkole, wysłuchującym, że jeżeli się nie zmienię i swojego podejścia do innych uczniów, to zostanę wylany.
Ale tak się nie stało.
Dla niego ważny był tylko Joe, być może dlatego próbowałem być tak jak mój przyrodni brat.
Wzdrygam się, kiedy myślę o tym co mi zrobił. Wbił mi nóż w plecy. Nigdy nie zapomnę tego widoku.
Usłyszałem kroki na schodach.
-Elyas?- ojciec otworzył drzwi od mojego pokoju i stanął w progu.
Nigdy do niego nie wchodził.
Spojrzałem na niego, jak na obcego człowieka.
-Już wróciłeś?- powiedział zdziwiony.
Wzruszyłem ramionami. Dobrze wiedział, kiedy wracam. Byłem tam trzy miesiące, zaraz po zakończeniu semestru.  
Tą datę szczególnie zakreśliłem w ich kalendarzu.
-I zaraz wyjeżdżam.- odpowiedziałem krótko.
Ojciec zmrużył oczy, otwierając usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale się wycofał.
Westchnąłem i minąłem go, schodząc na dół.
-Jadę już.- powiedziałem dość głośno.
Gia podeszła do mnie.
-Nie zostaniesz na kolacji?
Wziąłem torby.
-Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.
I wyszedłem, czując ogromną pustkę. Nigdy nie miałem prawdziwej rodziny, nigdy nawet nie próbowałem należeć do takiej. Być może dlatego, że nie dano mi szansy.
Powietrze na dworzu było w miarę ciepłe. Koniec lata, koniec wolności i znowu kolejny, i ostatni rok akademicki. Mam już dwadzieścia trzy lata, a nadal się uczę. To straszne, nie tak wyobrażałem sobie dorosłość. Jeszcze, żebym chociaż te studia lubił.
Włożyłem torby do bagażnika i wyjechałem z podjazdu.
Nie wiem, czemu tu wróciłem. Nie umiem na to odpowiedzieć. Być może potrzebowałem współczucia.
Ulica St. Martin's Lane mieściła się na uboczu i należała do dość znanych i nudnych miejsc. Mieszkałem tu przez ostatni semestr, słabo to pamiętam.
Zaparkowałem na parkingu i wszedłem do bloku, trzymając torby. Przerzucam je z domu do domu.
-Elyas? Wróciłeś.- usłyszałem, podchodząc do windy.
-Tak, niestety.- burknąłem.
Nigdy nie lubiłem tutejszych sąsiadów.  
Wszedłem do windy i kliknąłem czternastkę.
Logan to mój najlepszy kumpel, od kiedy pamiętam. Traktowałem go jak brata, którego rzecz biorąc nie miałem.
Joe to nie brat.
To sukinsyn.
Otworzyłem drzwi starym kluczem i wszedłem do środka.
To mieszkanie było wielkie, zbyt wielkie na nas dwóch, mimo, że były tu tylko dwa pokoje, salon połączony z kuchnią i łazienka.
-Stary! Spodziewałem się ciebie!- ucieszył się, pomagając mi z torbami.
-Nie wiem czy to dobrze, czy nie.- stwierdziłem.
Logan przyjrzał mi się chwilę.
-Zaplanowałem ci cały wieczór.- oznajmił, siadając na kanapie.
Wywróciłem oczami.
-Ty, ja, zlot motocyklowy, dzisiaj.- powiedział.
Zaśmiałem się.
-Zapomnij. Nie chcę widzieć Joe.
Logan poklepał mnie po ramieniu.
-Spróbuj go unikać. Zresztą on już i tak ma złamane serce.- powiedział ironicznie.
Uniosłem jedną brew.
-Miał dziewczynę.- wyjaśnił. -Zdradził ją na jej oczach, a ona z nim zerwała.
Uśmiechnąłem się.
-Współczuję jej.
Joe miał dziewczynę? To musiał być chyba jakiś cud, chociaż bez happyendu, jak na niewiernego zostało.
-Nawet jej nie poznałem, wiem tylko, że się z nim nie przespała i dlatego ją zdradzał. Chyba chciał jej zrobić na złość.- stwierdził.
Prychnąłem. Joe zawsze taki był.
-Poza tym, muszę być na tym zlocie.- powiedział, drapiąc się po karku. -Mam spotkanie.
Usiadłem przy drewnianym stole.
-Dziewczyna.- zaśmiałem się.
Logan nie miał zbyt dużego haremu dziewczyn w swoim życiu. Uważał, że jeśli się wiązać to na całe życie.
-To Edith. Poznałem ją w internecie.- wyznał.
Spojrzałem na niego.
-Jak wiesz... Była u mnie siostra, która jest wegetarianką i chcąc jej zaimponować wszedłem na blog o potrawach bez mięsa...
-I tam poznałeś ją.- dokończyłem.
-Otóż to.  
Westchnąłem i spojrzałem w okno.
-Okej. Pojadę z tobą na ten zlot.




Logan otworzył stary garaż, w którym kiedyś często organizowane były imprezy.
-Czekał na ciebie.- uśmiechnął się, zrywając czarny pokrowiec.
Moim oczom ukazał się lśniący i przerażający jednocześnie motocykl.
-Tylko uważaj.- ostrzegł. -Już raz miałeś wypadek.

Na zlot dojechaliśmy bardzo szybko. Ten dźwięk, szybkość i emocje, przypominały mi wczesne lata.
Zszedłem z motocykla i podeszłem do sporej grupy facetów w czarnych skórach. Wyglądałem tak jak oni. Możliwe, że nawet czułem się tak jak oni.
-Elyas!- Rick poklepał mnie po plecach. -Stare czasy. Nic nie przytyłeś.
Uśmiechnąłem się.
-Ciebie też miło widzieć.
Zamówiłem bezalkoholowy napój i rozejrzałem się. Logan zniknął, zapewne jest z Edith.
Nic nie wskazuje na to, żeby mój dotychczasowy zapęd do rozmawiania o niczym, się zmienił.
-Elyas.- usłyszałem znajomy głos, którego chciałem unikać tego wieczoru za wszelką cenę.
-Joe.
-Nadal się o to boczysz? Przecież już za to dostałem.- uśmiechnął się.
-Słyszałem, że miałeś dziewczynę.- prychnąłem.
Joe spochmurniał.
-A co u ciebie?- zapytał, uciekając od tematu.
-Dobrze.- odpowiedziałem.
Ominąłem go, podchodząc do starej grupy motocyklistów, do której kiedyś należyłem.
Spotkanie swojego brata było dla mnie okropnym ciosem. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas, tylko czy coś by się wtedy zmieniło? Jego podejście na pewno nie.
Czyjaś dłoń zakryła mi oczy.
Wiedziałem kto to jest, znałem jej zapach od kiedy pamiętam.
-Vicky.
Dziewczyna odkryła mi oczy, uśmiechając się szeroko.
-Logan mówił, że będziesz.- powiedziała.
Wziąłem łyk napoju, próbując przemilczeć mój wyjazd do Francji, za pracą.
Vicky próbowała mnie dotknąć, ale odsunąłem się.
-Słyszałem, że jesteś z Thomasem.
Spojrzałem na nią. Wydała się zakłopotana.
-Ktoś mi musiał zapełnić pustkę po tobie.- zaśmiała się.
-Nic się nie zmieniłaś.- zauważyłem.
-Dlaczego miałabym? Dobrze mi tak jak jest.
Uśmiechnąłem się.
Do stolika podszedł Joe, kulejąc i trzymając się za spodnie.
-Mała suka.- przeklnął, siadając obok mnie.
-Kto cię tak poturbował?- zaśmiał się Rick, widząc, że Joe trzyma się za krocze.
-Sophie.- zacisnął pięści. -Ta jebana cnotka.
Wywróciłem oczami. Pewnie to jego była.
Widać dziewczyna ma krzepę.
-Słaby z ciebie zawodnik.- zaśmiał się jeden, którego dobrze nie pamiętałem z imienia.
Joe zaczerwienił się ze złości.
-To nie moja wina, że nawet jej nie mogłem dotknąć.- usprawiedliwiał się.
Próbowałem odbić piłeczkę.
-Nie mogłeś zaprowadzić dziewczyny do łóżka? Widocznie musi być z tobą coś nie tak, nie z nią.- powiedziałem neutralnie.
Jego mina znaczyła wszystko. Nie lubił gadać o porażkach, a Sophie zapewne była jego pierwszą przegraną.
-Tobie nawet by nie pozwoliła się spojrzeć.- powiedział zirytowany.
Wziąłem kolejny łyk napoju.
-Założymy się?
Nie wiem, co mnie podkusiło, ale dopiero po wypowiedzeniu tych słów, dotarło do mnie co zrobiłem.
-Proszę bardzo. Masz ją przelecieć w ciągu miesiąca. Jeśli tak się stanie, oddam ci honor.- powiedział to z takim przekonaniem, jakby był pewny, że nie dokonam tego.
-Tylko? Mam z nią się przespać i koniec?- zdziwiłem się.
-Chcę mieć to nagrane.- zaznaczył.
Przełknąłem ślinę.
-Nie, żadnych filmów.
Joe zaśmiał się.
-A skąd mam wiedzieć, że ją przelecisz? Chcę tylko nagranie, film możesz sobie zatrzymać, przecież go nie wezmę.- uniósł ręce do góry.
-Okej.- powiedziałem niepewny.
Thomas spojrzał na mnie gniewnie.
-Masz jakiś inny plan, co do Sophie?- zaśmiał się.
Westchnąłem.
-Sprawię, że się we mnie zakocha, po czym ją przelecę i zostawię.
Nie wiem, czy chciałem się na nim zemścić, ale wiem, że to o co się założyłem może się źle skończyć.
Zagwizdał.
-Nie uda ci się.
-Zobaczymy.



Odsunąłem się na ścianę, chowając twarz w dłoniach.
-Odwołaj to.- usłyszałem głos Thomas'a, najlepszego kumpla mojego brata. -Wiem, że chcesz się na nim zemścić, ale to o co się założyłeś...
-Wiem.- krzyknąłem, wstając. -Ale jak się teraz wycofam, to koniec ze mną.
-Lepsze to, niż ten cholerny zakład. Tak się na nim nie zemścisz.
-Powiedz mi lepiej, jak ona wygląda.- chodziłem w kółko, próbując uspokoić własne myśli.
-Zapomnij, nie pomogę ci. Zbyt dobrze ją znam, żeby współzawodniczyć w tym gównie.
Westchnąłem.
-Nie prześpię się z nią. Chcę tylko stworzyć pozory.- skłamałem.
Chciałem się zemścić, ale czy dobrze robię, wplątując w to tą dziewczynę?
-Ma brązowe włosy.
-Coś więcej.- zmrużyłem oczy.
-Ma na imię Linden...
Uniosłem brew.
-Nie Sophie?
Thomas pokręcił głową.
-Sophie to jej drugie. Nie lubi jak się mówi do niej Linden.
Uśmiechnąłem się.
-Jest jedynaczką. Rozpoczęła studia fizjoterapeutyczne i mieszka czterdzieści kilometrów od Londynu, ale wynajmuje tu mieszkanie z przyjaciółką.
Schowałem dłonie w kieszeniach.
-Sporo o niej wiesz.
-Nie wplątuj ją w to, ona na to nie zasługuje. Nie po tym, co Joe jej zrobił.
Zacisnąłem wargi.
-Słyszałem.
Thomas rozejrzał się.
-To ona.- lekko wskazał głową w tłum. -Ta z długimi włosami.
Szukałem wzrokiem Linden i w końcu napotkałem jej sylwetkę. Była piękna, o delikatnej urodzie. Jej brązowe włosy falowały się gdzieniegdzie. Wyglądała trochę, jak roszpunka, tylko taka mniej grzeczna. Miała na sobie bluzkę z zespołem Nirvana, którego słuchałem w młodości.
-Życz mi powodzenia.- uśmiechnąłem się.
Thomas pokręcił głową.
Nigdy nie sądziłem, że ta dziewczyna zmieni całe moje życie.
Nigdy nie pomyślałbym, że zrobi generalny remont mojego serca, ulokowunąc się w nim.
I nigdy nie uwierzyłbym, że mogę kochać bardziej, niż kiedykolwiek kogokolwiek innego.

1 961 czyt.
100%325
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2262 słów i 12224 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 22 gru 2018

    Nie potrafię wytłumaczyć sobie zachowania Elyasa. Wiadomo, że zdrada boli ale czy nasza Sophie musiała stać się tym obiektem drwin i zemsty? Czy zasługiwała na to bo była dziewczyną jego przyrodniego brata? Niestety Elyas stracił zaufanie i nie kupuję jego próby obrony.

  • mydream2017

    mydream2017 · 22 gru 2018

    Oj Elyas i jego przyrodni brat. Współczuję tego co mu zrobił Joe ale wobec Sophie nie powinien się tak zachować. Teraz przynajmniej wiem, że Vicky i Joe są siebie warci ale Elyas wcale nie jest gorszy bo podjął się tego zakładu bez zastanowienia się nad konsekwencjami. Wstyd i żenada bo  tak się nie robi   

  • niutria

    niutria · 21 gru 2018 · 201432688

    Boże, Kochana cudo !  Uwielbiam Cię najmocniej uwielbiam !! To opowiadanie ciągle siedzi mi w głowie!  Nie mogę się doczekać następnej części!  Przesyłam dużo weny i buziaki    

  • Kmicic

    Kmicic · 21 gru 2018

    Jestem w stanie go zrozumieć, ale mimo wszystko to ci zrobił to czysta głupota. W całej tej sytuacji tylko szkoda Sophie, nie zasłużyła na to.  
    Dziękuję za dodanie kolejnej części, perspektywa Elyasa to fajna odmiana. Życzę duuuuuuuuużo weny 😉

  • Lula

    Lula · 21 gru 2018

    Ojej no teraz trochę bardziej go rozumiem 😉😘