Bronię się przed tobą cz.14

Wysiadłam z samochodu, trzaskając drzwiami. Wahając się, delikatnie zadzwoniłam do mieszkania. Po kilku sekundach Adam otworzył drzwi.
-Co ci się stało?- powiedział, widząc mnie.
Wzruszyłam ramionami.
Ruchem ręki wskazał, abym weszła.
Jego mieszkanie pachniało goździkami i piernikami. Rozebrałam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaku.
-Sophie, co się stało?- powtórzył.
-Trochę narozrabiałam.- wyznałam, spuszczając głowę. -Mogę to przemyć?- wskazałam na wargę.
Adam przytaknął.
-Zrobię herbatę.
Weszłam do łazienki. Odbicie w lustrze, które widziałam, wcale mnie nie przypominało. Rozcięta warga wyglądała okropnie na suchych i popękanych ustach. Worki pod oczami znaczyły niewyspanie a blada cera strach, który jeszcze ze mnie nie zszedł. Puściłam kran z zimną wodą i przemyłam twarz, kompletnie nie przejmując się makijażem.
-Sophie.- usłyszałam za drzwiami głos Adama.
-Już idę.- powiedziałam.  
Wytarłam papierowym ręcznikiem twarz i wyszłam z łazienki.
Zapach miętowej herbaty rozniósł się po całym mieszkaniu  
-Martwię się o ciebie.- wyznał, kiedy weszłam do kuchni. -Zmieniłaś się.
Przysiadłam się do małego stolika, unikając jego słów.
-Sophie.- powiedział dobitnie.
-Byłam rozmówić się ze swoim byłym, ale zostałam zaatakowana.
Odgłos mieszania herbaty z każdą sekundą wydawał się coraz głośniejszy.
-Przez niego?- przestraszył się.
-Nie, przez taką jedną.- powiedziałam cicho. -Ale to już się nie powtórzy.
-Skąd wiesz?- zapytał, przysiadając się do mnie.
-Zrywam kontakt z tymi ludźmi.
-Dziwne to towarzystwo.- stwierdził.
Przytaknęłam.
-Motocykliści.
-Do tej grupy należy chłopak Edith?
-Tak, ale mimo, że on jest w porządku to też muszę z nim zerwać kontakt.- powiedziałam smutno.
-Dlaczego? Nie możesz się odcinać od wszystkich.- westchnął.
-Nie rozumiesz. Tam, gdzie jest Logan, tam jest Elyas...tam, gdzie jest Elyas jest całe to towarzystwo.
-Elyas nie wygląda mi na porządnego.- odburknął.
-Nie wiem, ale jestem mu wdzięczna. Pomógł mi wiele razy.
Naprawa auta, obrona przed zbirami...
-Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć.- polożył swoją dłoń na mojej.
Uśmiechnęłam się blado, ściskając ją.
-Dziękuję.- szepnęłam. -Powinnam zadzwonić do Edith, żeby się nie martwiła.
Adam przytaknął.
Wybrałam numer przyjaciółki i kliknęłam zieloną słuchawkę.
Odebrała za drugim razem.
-Gdzie jesteś?- zapytała.
-U Adama. Nie wrócę dziś na noc.- oznajmiła.
-Jak to u Adama?- zdziwiła się.
Wywróciłam oczami.
-Opowiem ci wszystko jutro, dobrze?
-Sophie! Co się dzieje?- usłyszałam w jej głosie niepokój.
-Jutro. Do zobaczenia.- rozłączyłam się.
-Chcesz już iść spać?- usłyszałam głos Adama.
-Raczej tak.- wypiłam herbatę do dna i poszłam do jego pokoju.
U Adama byłam tylko raz i to w pierwszym tygodniu zaczęcia studiów. Robiliśmy notatki, zbierając materiały od starszych roczników, ale skończyło się na tym, że oglądaliśmy komedie.
-Będę spał w salonie, gdybyś czegoś potrzebowała...- zaczął.
-Dziękuję, Adam, postaram się ciebie już nie męczyć.
Uśmiechnął się, podchodząc bliżej mnie.
-Jesteś dla mnie bardzo ważna, Sophie. Możesz mnie męczyć nawet do późna.
Odwzajemniłam uśmiech, przytulając go.
-Dobranoc, Sophie.- powiedział, kiedy odkleiliśmy się od siebie.
-Dobranoc, Adam.
Wyszedł a ja zostałam sama, w ciemnym pomieszczeniu. Usiadłam na rogu łóżka i schowałam twarz w dłoniach, ciężko oddychając. Gdybym mogła cofnęłabym czas o kilka miesięcy, wtedy byłabym szczęśliwsza.
Telefon, w tylnej kieszeni zaczął mi wibrować. Niechętnie sięgnęłam do niego i zobaczyłam połączenie od Dawcy plemników.
Elyas.  
Szybko odrzuciłam i wyłączyłam telefon. Nie chcę z nim rozmawiać. Zapewne dostanę od niego opieprz za to, że zbliżyłam się do Vicky. Tylko, że to nie ja zaczęłam a dostałam największy łomot. I za co? Chyba zacznę chodzić na zajęcia z samoobrony dla kobiet. Kto wie ile jeszcze razy spotkam Vicky na swojej drodze, ale nie zamierzam wtedy uciekać. Mój brzuch dawał znaki, że uderzenia, jakie zadała mi dziewczyna w filoetowych włosach zostawią po sobie ślad i kilka dni bólu. Opadłam na łóżko i przykryłam się cała kołdrą. Pachniało Adamem i jego mocnymi perfumami. Delikatnie zamknęłam oczy, kładząc dłonie na brzuchu.
Cholerna Vicky.




Obudziłam się, słysząc delikatne skrzypienie drzwi.
-Witaj, Sophie.- Adam uśmiechnął się,  wchodząc z kubkiem i talerzykiem pełnym kanapek.
-Witaj.- przesunęłam się na środek łóżka.
Adam przysiadł się obok mnie.
-To dla ciebie. Nie wiedziałem co lubisz, więc wybrałem ci wszystkiego po trochu.- powiedział zmieszany.
-Jesteś kochany.- powiedziałam, uśmiechając się do niego.
-Wezmę prysznic, jakbyś czegoś potrzebowała to krzycz.- powiedział, wstając.
Zaśmiałam się cicho.
-Nie ma sprawy, będę walić w drzwi.
Uśmiechnął się i wyszedł.
Adam jest uroczy. Pozwolił mi spać u siebie i jeszcze zrobił mu śniadanie. Jeszcze nie wiem jak mu się odwdzięczę.
W pośpiechu zjadłam i wypiłam gorącą herbatę. Z przyzwyczajenia sięgnęłam po telefon, w celu sprawdzenia godziny. Wywróciłam oczami, przypominając sobie, że zeszłej nocy go wyłączyłam.
Siedem nieodebranych połączeń od Dawcy plemników. O nie, nie ma mowy, żebym do niego zadzwoniła.
Wstałam z łóżka i cicho wyszłam z pokoju. Adam wciąż się kąpał.  
Weszłam do łazienki i nalałam sobie wody.
-Smakowało ci?- usłyszałam jego głos za sobą.
-Tak, dziękuję.- odwróciłam się do niego.
Stał w krótkich spodenkach, bluzce polo a po twarzy kapały mu kropelki wody z mokrych włosów.
-Dziękuję ci również, że mogłam tu spać.
Adam wywrócił oczami.
-Nie dziękuj.- machnął ręką. -Cieszy mnie fakt, że byłaś tu.
Przez chwilę nastała kompromitująca cisza, którą ani ja, ani Adam nie mieliśmy zamiaru przerwać, wpatrując się w siebie.
Pierwsza oderwałam wzrok.
-Pójdę już. Edith pewnie czeka na wyjaśnienia.
Adam pokiwał głową.
-Wpadnij tu jeszcze kiedyś, nieplanowanie.
Uśmiechnęłam się.
-Dobrze, tylko tym razem przyjadę niepoobijana.
Wzięłam kurtkę i wyszłam. Na dworzu panował okropny mróz i zimny wiatr, przez co bardziej otuliłam się szalikiem.
Weszłam do samochodu i odpaliłam go.
Przez całą drogę myślałam co powiem Edith. "Słuchaj, spotykaj się z Loganem, byle nie przy mnie, bo tam gdzie Logan tam jest Elyas. Tam, gdzie Elyas, tam są kłopoty". Cokolwiek powiem będzie kiepskie.  Zaparkowałam przy swoim bloku i wysiadłam. Mróz, mróz i mróz. Dlaczego teraz? Muszę wykupić schronienie dla mojego Volkswagena, gdyż nie chcę mieć niespodzianki, kiedy będzie stał przez mróz na ręcznym, może mi potem nie odpalić.  
Westchnęłam, popychając drzwi.
-Sophie, to ty?- dobiegł z kuchni głos Edith.
-Niestety tak.- powiedziałam, zdejmując buty i kurtkę.
Blondynka momentalnie znalazła się przy mnie.
-Był tu wczoraj Elyas.- poinformowała mnie.
Zmarszczyłam brwi.
-Po co?
Wzruszyła ramionami.
-Nie odbierałaś od niego. Powiedziałam mu, że jesteś bezpieczna u Adama.
Uniosłam brew.
-Chciał tam jechać, ale ani ja, ani on nie znaliśmy jego adresu.
-I dobrze.- skomentowałam, wchodząc do kuchni.
Edith podążyła za mną.
-Co się wczoraj wydarzyło?- zapytała, opierając się o blat.
Westchnęłam, siadając przy stole.
-Byłam wczoraj na Nocnej Jeździe.- zaczęłam.
-Po co?
-Pogadać z Joe...a raczej na niego nawrzeszczeć, że zrobił takie coś Ruth, ale po tym zaczepiła mnie Vicky, po czym spuściła mi łomot.- skrzywiłam się, czując nadal ból w żebrach.
-Warga.- wskazała.
-Tak, ogólnie dostałam i najgorsze, że jej na to pozwoliłam. Nie umiałam się obronić.- mój głos powoli się łamał.
Edith podeszła do mnie i otoczyła mnie ramionami.
-Dlaczego nie chciałaś wczoraj tu wrócić?- zapytała, głaszcząc mnie go głowie.
-I o tym chciałabym z tobą porozmawiać. Nie mam nic do Logana, naprawdę, tylko chodzi mi o to, że Logan niesie za sobą Elyasa...a ja się boję kolejnej takiej sytuacji. Ja...- jąkałam się.
-Rozumiem, spokojnie. Jeżeli tego chcesz.- otoczyła mnie ramionami jeszcze bardziej. -Vicky to jędza. Ktoś musi jej pokazać, gdzie jej miejsce. Mogę ją pobić?- zapytała.
Spojrzałam na nią.
-Edith!
Uśmiechnęła się.
-Żartuję. Powiem Loganowi i Elyasowi, że chcesz odpocząć od tego wszystkiego i narazie będę się z nim spotykać w jego mieszkaniu. Chyba, że będę miała po dziurki w nosie Elyasa, wtedy dam ci znać, że tam nie wytrzymam.
-To może stać się bardzo szybko.- prychnęłam.
Zaśmiała się.
-Lubisz go, widzę to. Wczoraj jak tu wpadł to się wystraszyłam, martwił się o ciebie. Jesteś pewna, że chcesz z nim stracić kontakt?- zapytała niepewnie.
-Tak, jestem pewna.







Przez kolejne dwa tygodnie, unikanie Elyasa przychodziło mi z łatwością. Wtedy, kiedy nie pracuję, zaszywam się do późna w bibliotece. Powoli zaczynam przygotowywać się do egzaminu, który czeka na mnie po świętach. Prezenty już mam wszystkie pokupione, również dla Elyasa, ale nie planuję dać mu go osobiście. Chyba poproszę o to Edith.  
Właśnie siedzę i popijam moją ulubioną, czarną herbatę w Cake & Kisses. Pogoda w Londynie zrobiła się nie do wytrzymania, dlatego zainwestowałam w granatowy płaszcz i biały szal. Westchnęłam, biorąc kolejny łyk herbaty. W tym momencie mogłabym tu zostać, ale kawiarnia jest dziś otwarta tylko do siedemnastej. Rozejrzałam się wokoło, ludzie albo coś czytali, albo byli ze swoimi drugimi połówkami. Tych drugich wolałam unikać, niestety, niekomfortowo się na to patrzy, kiedy jest się singlem. Moja bójka z Vicky rozniosła się po całym środowisku motocyklistów, tyle wiem od Edith i chyba więcej nie chcę wiedzieć. Odkąd jestem od nich z dala, czuję się o wiele lepiej i bezpieczniej. Albo tak mi się wydaję. Nieznajomy milczy, tak samo jak wtedy. Kompletnie nie rozumiem dlaczego, czy ja zrobiłam coś nie tak? Czy może to z nim? Albo jedynym i sensownym wytłumaczeniem byłoby to, że mu się znudziłam, albo znudziła go anonimowość, ale z jednej strony nie chce się przyznać. Wszystko doszło już za daleko, nieznajomy już zawsze będzie dla mnie nieznajomym.
Niechętnie wstałam od stolika i podeszłam do lady, żeby zapłacić za herbatę. Ubrałam na siebie białą czapkę i białe rękawiczki. Otuliłam się bardziej szalem i wyszłam z kawiarni.
Mróz otoczył moje policzki, ale to nie on sprawił, że stały się momentalnie czerwone. Przez chwilę nie dowierzałam własnym oczom.
-Elyas.- z trudem wypowiedziałam to imię.
Bursztynowe oczy wpatrywały się we mnie z miną bez wyrazu.
-Linden, nie spodziewalem się, że cię tu zobaczę.- wydukał.
-To dobrze. Już myślałam, że mnie śledzisz.- wypaliłam, stojąc przy drzwiach.  
Uśmiechnął się, niepewnie.
-Możemy porozmawiać?- zapytał, przybliżając się do mnie.  
Odsuwałam się od niego, dopóki nie poczułam na plecach mur.
-O czym?- przęłknęłam ślinę.
-Nie wiesz?- podparł rękę o mur.
Z każdą sekundą czułam się coraz gorzej. To nieprawdopodobne. Przed chwilą byłam w raju a teraz ponownie wróciłam do piekła.
-Elyas, nie mam czasu.- próbowałam go odsunąć, ale nie pozwolił mi na to.
A już się cieszyłam, że tak dobrze go unikam. Ironia.
-Linden...- zaczął.
-Nie!- krzyknęłam, przerywając mu. -Wiem co chcesz powiedzieć. Że ostrzegałeś mnie, żebym ją zostawiła w spokoju a tu nagle dowiadujesz się o bójce. To nie moja wina! To ona mnie zaatakowała...
-Linden...- próbował mi przerwać.
-Nie! Daj mi skończyć! Unikam cię, bo tak mi lepiej. Przez ciebie mam kłopoty, nic nie zrobiłam a czuję się atakowana z każdej strony. Nie rozumiem dlaczego ją bronisz. O co chodzi?
Elyas kolejny raz próbował mi przerwać, ale zagłuszyłam go.
-Czemu się mnie uczepiłeś? Czemu musieliśmy się dziś przypadkiem spotkać? I czemu w tym momencie się uśmiechasz?- nie wytrzymałam.
Mina Elyasa wskazywała na rozbawienie.
-Linden...ja...- zaczął.
-Poczekaj.- powiedziałam. -Elyas! Przez te dwa tygodnie, od kiedy nie jestem blisko waszego popapranego środowiska nikt mnie jeszcze nie pobił. Nie będziesz mnie ratował przed każdym i za każdym razem. Mam już dość tego...
I w tym momencie poczułam jego miękkie wargi na swoich. Rozchyliłam usta pod ich naciskiem, wdychając męskie perfumy Elyasa. Czując jego ręce na swoich biodrach, stwierdziłam, że staję się uległa na jego dotyk i całkowicie oddana, mieszając nasze, zimne serca. Smakował kawą i czymś, co można nazwać tylko smakiem Elyasa. Pocałunek z każdą chwilą przestawał być delikatny. Jego język poznawał całe moje wnętrze niewinności i badał strefę, do której kilka miesięcy temu nie pozwoliłabym mu się zbliżyć. Wsunęłam dłoń w jego brązowe włosy, skupiając się na tym, żeby nie zapomnieć oddychać...

1 326 czyt.
100%175
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2363 słów i 13149 znaków

Komentarze (5)

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 11 sierpnia

    Po tylu dniach od ostatnie wizyty w końcu zajrzałem i co? Znów wspaniała część, pełna zawirowań i tak nagłych zwrotów historia. Genialnie. Myślałem, że Sophie się odetnie od motocyklistów i uczucie do Adama ożyje. Ten Elyas to jednak twardy orzech do "rozgryzienia" niby dobrze się bawi ale gdzieś tam w głębi duszy wie jak pociągnąć za sobą Sophie. Szkoda tylko, że ucierpiała w starciu z Vicky ale silna z niej dziewczyna bo stanęła w obronie koleżanki. Tyle niewiadomych zostawiłaś w oczekiwaniu na kolejną część. Ja się pytam jak z tym żyć?

  • mydream2017

    mydream2017 11 sierpnia

    Wiedziałem, że z Adama porządny gość. Znał sytuację między Sophie i Elyasem ale nie wtrącał się czekając na swój moment. Być może to już czas na jego działania? Sophie ucierpiała ale to mocna dziewczyna więc musi być rewanż i to w dobrym stylu. Pięknie napisana ta rozmowa Sophie z Adamem No i zaskoczenie ze strony Elyasa- musiał ją przyprzeć do muru i zamknąć usta Czuję, że będzie się działo, te nagłe zwroty są bardzo zaskakujące- arcydzieło

  • AlexAthame

    AlexAthame 9 sierpnia

    Bardzo fajnie przedstawiasz Sophie. I świetnie opisałaś ostatnią scenę. Zobaczymy kiedy Sophie przestanie się go obawiać, przecież miała już kilka dowodów, że to jest miłość z jego strony.

  • Kmicic

    Kmicic 9 sierpnia

    Kolejny świetny rozdział Jestem ciekaw czy Elyas to przemyślał, w najgorszym wypadku Linden go . Dziękuję za dodanie życzę weny

  • Lolissss

    Lolissss 8 sierpnia ip:374796

    Linden nie może go unikać w nieskończoność wiec ogar i to już! Cudowne zakończenie, ale wiem ze jak się odkleją od siebie to cudownie nie będzie :/ w każdym bądź razie życzę weny weny weny i szybkiego kolejnego rozdziału!