Bronię się przed tobą cz.46

Otworzyłam oczy, kiedy promienie słońca zawitały do mojego pokoju. Przewróciłam się na drugi bok i spojrzałam na śpiącego Elyas'a.
Więc to nie był sen?  
Westchnęłam, przypominając sobie każdy skrawek wieczoru i wydarzenie, które miało miejsce w tym pokoju.
Odkryłam się i spostrzegłam, że jestem kompletnie naga, po czym szybko się przykryłam. Nie przywykłam, do tego żeby spać nago, tym bardziej z facetem. Ociągając się, podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej szlafrok, który włożyłam na siebie. Wyjęłam czystą bieliznę, jeansy i zwykłą koszulkę z logiem kawiarni, w której pracowałam. Omijając porozwalane ubrania na podłodze, weszłam do łazienki.
Wchodząc do kabiny prysznicowej w głowie ciągle miałam wczorajsze wydarzenie, a na skórze jego dotyk.
Zrobiłam to! Poraz pierwszy uprawiałam seks! Muszę to gdzieś zapisać.
Od kiedy zaczęłam chodzić z Elyas'em, wyobrażałam sobie, że to właśnie z nim zrobię swój pierwszy raz.
I co dziwne, sprawdziło się, mimo tego, ile przeszliśmy. Czy wczorajsza noc sprawi, że teraz będzie między nami dobrze? Czy w końcu możemy być razem bez żadnych przeszkód, krętactwa i kłamstw? Mam taką nadzieję.
Czułam się cała obolała w dole brzucha, zastanawiając się, czy to normalne.
Prychnęłam, wiedząc jaką jestem panikarą. Ciekawe co powiem, kiedy będę rodzić dziecko?
Dziecko!  
Momentalnie zrobiło mi się słabo. Nie zabezpieczyliśmy się! Jak mogłam być taka głupia! To nic dziwnego, że Elyas nie miał przy sobie prezerwatyw, przecież nie wiedzieliśmy, że do tego dojdzie, ale...
Szybko wyszłam z kabiny i wytarłam się ręcznikiem.
Nie mogę być teraz w ciąży... Czy jeśli zaszłam, to Elyas mnie zostawi? Rodzice wydziedziczą? Edith uzna mnie za nierozsądną i zerwie ze mną kontakt? Adam uzna za puszczalską, a uczelnia wyrzuci mnie i zakaże zbliżania się do niej? O nie!
Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Byłam na siebie kompletnie zła, że dałam się ponieść chwili i nie przeszło mi nawet przez myśl, że mogłabym zajść w ciążę. Weszłam do kuchni i nastawiłam czajnik. Oddychaj! Przecież za dwa dni powinnaś dostać okres... Jeżeli nie dostaniesz...
Poczułam, jak moje policzki czerwienią i podeszłam do kalendarza. Zawsze zaznaczałam na nim ważne daty, nawet jeśli to był okres, momenty porzucenia studiów czy zmiany w pracy.  
Wzięłam do ręki czerwony pisak i zaznaczyłam w serduszku wczorajszą datę. Szybko obliczyłam w głowie, że jeśli miałabym urodzić...to prawdopodobnie w marcu. O nie! Nie mogłabym w kwietniu, wtedy kiedy są święta? Jeny! Powinnam przestać myśleć o ciąży...
A jeżeli to prawda...
Dźwięk zagotowanej wody odpędził moje myśli. Zrobiłam sobie melissę na uspokojenie i czarną herbatę dla Elyas'a. Co zrobię, jeśli Elyas wparuje do kuchni? Mam go zwyzywać, że zachowaliśmy się jak dzieciaki i omijaliśmy lekcje wychowania do życia w rodzinie? Czy mam go pocałować, podziękować za tą noc...i dopiero wtedy zacząć swój monolog o dziecku. Zrobiłam kilka kanapek i postawiłam je na stole. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam grupkę dzieci bawiących się w berka.  
Nie chcę być teraz w ciąży.
Wzdrygnęłam się, kiedy poczułam rękę na swoim brzuchu.
-Spokojnie, to tylko ja.- powiedział zaspanym głosem, przytulając mnie od tyłu. -Jesteś cała spięta.- zauważył.
Odwróciłam się do niego i spojrzałam w jego oczy. Miał na sobie tylko spodnie.
-Elyas...- ledwo wydusiłam. Może on myśli, że używam tabletek antykoncepcyjnych, dlatego jest taki spokojny?
Uniósł jedną brew.
-Zaznaczyłaś wczorajszą datę w serduszku?- zachichotał, spoglądając na kalendarz.
Zrobiłam minę naburmuszonego dziecka.
-Ej, to urocze.- stwierdził i przybliżył się do mnie. Nasze usta prawie się dotykały, kiedy wzdrygnęliśmy się na dźwięk jego komórki. Elyas niechętnie wyjął ją i odebrał.
-Teraz?... I na kiedy potrzebujesz?- mówił do rozmówcy, nie spuszczając ze mnie wzroku. -Jasne, będę za jakieś pół godziny.- i się rozłączył. -To Rick, motocykl mu się zepsuł.
Przytaknęłam.
-Pracujesz dziś?- zapytał.
Ponownie przytaknęłam.
-Odwiozę cię.
Przełknęłam ślinę.
-Elyas, musimy o czymś pogadać.- rzekłam. To chyba najgorsza rozmowa w moim życiu.
Brunet usiadł na krześle i pociągnął mnie do siebie, tak, że siedziałam mu na kolanach.
-Co się dzieje?- zapytał z troską, bawiąc się moimi włosami.
Westchnęłam.
-Nie zabezpieczyliśmy się wczoraj.- powiedziałam cicho, mając nadzieję, że mnie usłyszał.
Elyas się spiął.
-Nie będziesz w ciąży.- powiedział dobitnie.
Wywróciłam oczami.
-Nie możemy tak zakładać, a co jeśli...- zaczęłam.
-Linden, nie zaszłaś. I nie wałkujmy tego tematu.- przerwał mi.
-Nie biorę tabletek, więc... Dlaczego zakładasz, że nie zaszłam.- burknęłam, nie rozumiejąc jego reakcji.
-Nie zaszłaś, uwierz.- wetchnął. -Zjedzmy śniadanie, okej?- zmienił temat.
Wstałam z jego kolan i usiadłam naprzeciwko niego.  
Jedliśmy w ciszy. Dlaczego tak zareagował? Czy to moja wina? On też nie jest gotowy na dziecko? Za szybko narzuciłam ten temat? Sama nie wiem.
Włożyłam brudne naczynia do zlewu i wyszłam z kuchni.
Odsłoniłam zasłony w pokoju, wpuszczając więcej światła. Pozbierałam porozrzucane ubrania i usiadłam na łóżku, chowając twarz w dłoniach.
Po chwili poczułam jego dłoń na swoich plecach.
-Nie kłóćmy się.- powiedział.
Spojrzałam na niego. Jego oczy były naprawdę smutne.
Wtuliłam się w niego i złączyłam nasze usta razem. W moim brzuchu ponownie rozpalił się żar. Delikatnie musnął moje usta, a następnie przebiegł językiem po mojej dolnej wardze. Pocałunek był subtelny i wolny, kiedy owinął swój język wokół mojego. Całowanie Elyas'a definitywnie stało się moim hobby. Odsuneliśmy się od siebie, ciężko dysząc.
-Wiesz, jak może się to skończyć, prawda?- jego oczy stały się ciemne od pożądania.
Przytaknęłam, przesuwając dłoń po jego klatce piersiowej. Przymknął oczy i złapał mnie za nadgarstki.
-O której kończysz?- zapytał.
-Siedemnasta.- powiedziałam jednym tchem.
Elyas uśmiechnął się.
-Chcę cię gdzieś zabrać.


Zaparkował pod uczelnią.
-Będę tęsknił.- zamruczał, przybliżając się do mnie.
-Ja może też.- zgrywałam się.
Uśmiechnął się i wbił w moje usta, żegnając pocałunkiem.
Weszłam do szkoły, czując, że naprawdę tęsknię za Elyas'em. Tak bardzo cieszę się, że w końcu wrócił, ale myśl o dziecku nadal zaprzątała moje myśli.
-Wołam cię i wołam.- przybiegła do mnie Edith. -Zakochałaś się czy co?
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale przerwała mi.
- A propo zakochania, jak tam było na randce z Danielem.- zaklaskała w dłonie. -Całowaliście się? Wyznaliście sobie miłość? Planowaliście przyszłość z wielkim domem i dwójką dzieciaków? Ślub kościelny czy cywilny? Mogę być twoją druhną? Czy przy stole powiesz wszystkim, że to dzięki mnie go poznałaś?- zasypała mnie lawiną pytań.
Kompletnie zapomniałam o Danielu, wiedząc, że to nie on zaplątał moje myśli wczorajszego wieczoru.
-Było okej, ale to nie to.- wzruszyłam ramionami.
Edith otworzyła szeroko oczy.
-Co? Żartujesz! Przecież na zdjęciach wyglądał bardzo dobrze i...
-Wrócił Elyas, prawda?- przerwałam jej.
Przełknęła ślinę.
-Kurde! Myślałam, że Logan bedzie trzymał język za zębami, a tu wygląda, że nagrabił sobie...
-Nie, nie!- przerwałam jej. -Kiedy wrócił?
Edith westchnęła.
-Jak byłaś na randce z Danielem, wyszedł i nie wrócił wczoraj do mieszkania.- wzruszyła ramionami.
-Muszę ci coś powiedzieć.- rzekłam.
Edith zachichotała.
-Chyba nie jesteś w ciąży, co?
Skrzywiłam się.
-Idziemy na stołówkę?
-Jasne, już się boję.
Usiadłyśmy w kącie i zamówiłyśmy sok pomarańczowy.
-Więc co to za informacja?- zniecierpliwiła się, widząc, że od trzech minut próbuję coś powiedzieć.
-Spałam wczoraj z Elyas'em.- czujnie badałam jej reakcję, mówiąc to.
Edith otworzyła szeroko oczy.
Chłopak w czarnym outficie przyniósł nam soki.
-Przespałaś się z Elyas'em?- krzyknęła, przez co chłopak zadygotał. -Ups, sorry.
Przytaknęłam.
-Jak...jak do tego doszło?
-Był pod moim blokiem, kiedy żegnałam się z Danielem...i podszedł...zaczeliśmy rozmawiać...
-O kurczę! Ty i Elyas...w łóżku?- nie mogła w to uwierzyć.
Przymknęłam oczy.
-Bez zabezpieczenia.
Edith zakryła dłonią usta.
-O nie! Elyas nie miał nic przy sobie? Żadnej gumki...czegokolwiek... Co za...pacan!- zdziwiła się.
-Pacan?- zaśmiałam się. -Bardzo uroczy pacan.
Edith spojrzała na mnie.
-Tabletka dzień po.- wpadła na pomysł.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Nie! Już wolę urodzić. Zresztą Elyas jest pewny, że nie zaszłam.- powiedziałam. Nadal mnie to dziwiło.
-Faceci pewnie myślą, że laska jak ma pierwszy raz, to nie zaszła.- wywróciła oczmi.
-Nie, to nie to. On wyglądał, jakby był pewny, że nie ma szans, żebym zaszła.
-Zdążył wyciągnąć?- zapytała, a ja momentalnie zrobiłam się czerwona. Rozmowa z Edith o seksie zawsze była krępująca.
-Nie wyjął.
Machnęła ręką.
-Mam nadzieję, że nie zaszłaś. Nie zostawiaj mnie z tymi ludźmi, nie teraz.- zaśmiała się. -Patrzyłaś na kalendarz?
Przytaknęłam.
-Małe szanse na zajście.
Odetchnęła.
-Chociaż to.- przyjrzała mi się. -To teraz opowiadaj, jak było?
Wywróciłam oczami.
-Dobrze, nawet bardzo dobrze.- przywołałam wspomnienia. -Był naprawdę ostrożny.
-Szkoda, że w gumki nie zainwestował.- powiedziała z przekąsem.
-Edith!- zaśmiałam się. -Było lepiej, niż sobie to wyobrażałam.
-Poszłaś na randkę z Danielem, a przespałaś się z Elyas'em...to naprawdę pokręcone.- stwierdziła.
-Wiem. Nie spodziewałam się tego.- wypiłam sok.
-To dlatego wczoraj nie wrócił do mieszkania.- uśmiechnęła się. -Oby cię tym razem nie zranił.
Przytaknęłam.
-Oby.



Ledwo usiedziałam na dwóch wykładach, myśląc tylko i wyłącznie o Elyas'u, i odpowiadaniu Edith na pytania związane z wczorajszym zdarzeniem. Sama nie mogłam doczekać się siedemnastej i ponownego widoku chłopaka, którego kochałam, pomimo tylu przeciwności, które nas spotkało. Czy teraz może być dobrze? Błagam. Nie chcę więcej na niego czekać.
Wyszłam z uczelni po skończonych zajęciach i poszłam prosto do pracy. Nadal się do niej nie przyzwyczaiłam, tym bardziej, że klienci byli opryskliwi i niemili, ale tylko niektórzy. Szef ostatnio zainwestował w ochroniarza, który wygląda na dość...zimnego. Być może wszyscy ochroniarze zakładają maskę złego kolesia na czas pracy?
Weszłam za bar i zaczęłam obsługiwać gości.  
Myśl o dziecku nadal nie dawała mi spokoju. Nie chcę skończyć za barem, rezygnując ze studiów.
Dziewczyna w jasnych blond włosach przysiadła się do lady i spojrzała się na mnie.
-Coś podać?- zapytałam, wyuczoną regułką.
Blondynka zaprzeczyła, rozglądając się.
Napełniłam wszystkie zbiorniki i zajęłam się dalszą obsługą gości, czując na sobie jej wzrok. Nigdy nie wiem co w takiej sytuacji mam zrobić. Zapytać ją ponownie, bo może zachciało jej się pić albo udwać, że jest powietrzem. Westchnęłam i spojrzałam jej w oczy, mając nadzieję, że się ośmieli, ale blondynka spuściła głowę.
-Możemy chwilę pogadać?- usłyszałam jej głos.
Zmarszczyłam brwi.
-A coś się stało?
Czy to podstawiony klient sprawdzający nasze umiejętności i zachęcanie klientów? O nie, jeśli tak to totalnie zepsułam, udając, że jej nie widzę.
-Chodzi o Elyas'a.
Wzdrygnęłam się, słysząc jego imię. Przyjrzałam się blondynce, miała dziwny akcent i mocno opaloną skórę. Wyglądała jak typowa amerykanka. Amerykanka?!
-Nie rozumiem.- rzekłam.
-To ważne.
Rozejrzałam się po kawiarni.
-Kate! Zastąpisz mnie na chwilę?- krzyknęłam do rudowłosej dziewczyny.
-Jasne.- weszła za bar.
Wyszłam z lady i usiadłam w osobnym stoliku. Blondynka przysiadła się obok mnie. W głowie miałam czarne myśli. To dziewczyna Elyas'a, którą poznał w Ameryce i będzie miał z nią dziecko? Momentalnie zrobiło mi się niedobrze.
-Możesz mnie nie znać.- zaczęła. -Ale ja cię znam bardzo dobrze.
-Skąd?- zdziwiłam się.
-Z opowiadań Elyas'a.- przyznała. -Dużo mi o tobie mówił.
Przełknęłam ślinę.
-To znaczy?
O co tu chodzi? Dlaczego Elyas mówił jej o mnie?
-Ja i Elyas...- przerwała na chwilę i odwróciła wzrok. -Byliśmy kiedyś zaręczeni.
Otworzyłam szeroko oczy. To ona, była narzeczona Elyas'a, która zdradziła go z Joe.
-Zdradziłaś go.- wyrzuciłam.
Blondynka skuliła się, jakbym to co powiedziała, było przekleństwem w jej stronę.
-Nie o tym chciałam z tobą dzisiaj rozmawiać.- wyznała. -Kiedy Elyas był w Ameryce spotkaliśmy się kilka razy...oczywiście tylko na rozmowie.- zaznaczyła od razu. -Wyglądasz mi na osobę, która chce stabilności w życiu, rodzinę, dobrą pracę...
Nie bardzo rozumiałam do czego zmierza.
-Elyas nigdy nie da ci rodziny. Nigdy nie będziesz z nim szczęśliwa.- powiedziała szorstko.
Uniosłam jedną brew, dziwiąc się jej naglej zmiany tonu.
-Kocham Elyas'a i chcę z nim być, czy ci się to podoba czy nie.- wysyczałam. -Chyba nie powinno cię interesować to z kim będę szczęśliwa, a z kim nie.
Blondynka prychnęła.
-Elyas jest bezpłodny. Zrobił badania w Ameryce.- powiedziała.
Zamrugałam kilka razy. Elyas brzpłodny? Myśli, że wciskając mi ten kit, odejdę od niego? Zresztą...zaraz...jeżeli to prawda, to Elyas był spokojny, kiedy histeryzowałam o ciąży...był pewny, że nie znajdę w ciążę. O nie.
-Powinnaś już wyjść.- wstałam.
Blondynka patrzyła na mnie jak na dziecko.
-Teraz ci to nie przeszkadza, ale potem będziesz chciała mieć rodzinę.
-Kocham Elyas'a mimo to i więcej mnie nie nachódź.- ostrzegłam. -Nie wiem co chciałaś wskórać, przychodząc tu.
Blondynka wstała.
-Zaopiekuję się nim. Sprawię, żeby mu niczego nie brakowało.- powiedziała dobitnie.
Zaśmiałam się ironicznie.
-Miałaś szansę, ale wolałaś przespać się z Joe.
Zacisnęła zęby i zrobiła się cała czerwona.
-Ty za to jesteś kompletnie nieosiągalna i uważasz, że seks tylko po ślubie. Myślisz, że Elyas tyle wytrwa? Zdradzi cię przy najbliższej okazji.- popchnęła mnie lekko.
-To muszę cię rozczarować.- włożyłam dłonie do kieszeni. Blondynka otworzyła szeroko oczy. -A teraz wyjdź, bo zawołam ochronę.
Odwróciła się.
-Miał tu tylko wrócić, żeby cię zobaczyć, ale...- ponownie spojrzała na mnie przez ramię. -Zostawi cię, tak jak zwykle.- i wyszła.
Usiadłam przy stoliku i ukryłam twarz w dłoniach. Dlaczego Elyas nie może mieć chociaż jednej normalnej przyjaciółki czy byłej. Na początku Vicky, teraz ona. Wróciłam do obowiązków, wiedząc, że to jeszcze nie koniec jej problemów.




Wyszłam z baru i ruszyłam w stronę mojego mieszkania. Zwolniłam się piętnaście minut wcześniej, wiedząc, że nie mogłam usiedzieć tam w spokoju. Elyas bezpłodny - czy to prawda? Czy to kolejny jej żart i próba odsunięcia mnie od niego? Co za bezczelna baba! Od dzisiaj stwierdzam, że nie lubię ludzi. Definitywnie. Zapięłam bluzę, czując, że zrobiło mi się zimno, choć na dworzu trwał upał. Mam nadzieję, że to z emocji, a nie z nadchodzącej grypy.
Jeżeli Elyas jest bezpłodny, to chyba powiedziałby mi o tym. Zresztą, ta wiadomość niczego nie zmienia. Sprawia, że kocham go jeszcze bardziej. Teraz i tak nie chcemy mieć dzieci. Później możemy zaadoptować albo starać się. Przecież bezpłodność to nie jest nic strasznego.
-Linden!- usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela.
-Oh.- zdziwiłam się, widząc, że niesie bukiet róż.
-To dla ciebie.- podał mi. -Wyglądasz na zmartwioną.- zauważył.
Westchnęłam, przypominając sobie słowa Elyas'a.
-Karl...- zaczęłam.
Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Nie mam na imię Karl. Musiałaś mnie z kimś pomylić.- wyglądał na urażonego.
Momentalnie zrobiło mi się głupio.
-Pewnie nie wyrywasz dziewczyn, żeby je tylko przelecieć?- westchnęłam, wiedząc, że Elyas mnie oszukał.
-Nie.- zdziwił się. -Skąd taki pomysł?
Zagryzłam wargę.
-W radiu mówili, że pewien Karl podszywa się pod Daniela i próbuje wykorzystać dziewczyny.- zmyśliłam.
Zaśmiał się cicho.
-Za dużo radia słuchasz.
Przytaknęłam.
-Wczoraj na randce było naprawdę miło. Nie jesteś taka jak wszystkie. Nie lubię, jak dziewczyna bawi się uczuciami, ty jesteś inna, zdystansowana, podoba mi się to.- powiedział, a mi zaschło w gardle. Było mi naprawdę głupio, nie chciałam robić mu nadziei.
W tym momencie podjechało pod mój blok czarne audi, które dobrze znałam. Elyas zaparkował i wysiadł, mrużąc oczy, kiedy spostrzegł, kto obok mnie stoi. Oparł się o maskę i przyglądał się nam.
-Kiedy się zobaczymy?- zapytał Daniel.
Mrugałam kilka razy, próbując szybko odpowiedzieć na zadane pytanie.
-Zgadamy się i dziękuję za kwiaty, ale muszę już iść.- powiedziałam dość głośno, żeby Elyas mnie usłyszał i dałam buziaka w policzek Danielowi.
-Do zobaczenia.- powiedział.
Mrugnęłam do Elyas'a dając mu znać, że wiem o jego przekręcie i otworzyłam drzwi od bloku.
-Czego on tu chciał?- usłyszałam jego głos, który spowodował lekki dreszcz u mnie.  
-Chciał mnie zaprosić na kolejną randkę.- uśmiechnęłam się. -Chcesz iść z nami?- powiedziałam z przekąsem, wchodząc do klatki.
Elyas zmrużył oczy, nic nie rozumiejąc. Otworzyłam drzwi do mieszkania i zostawiłam je uchylone, dając znak, żeby wszedł. Odstawiłam kwiaty do wazonu. Brunet oparł się o futrynę i patrzył na mnie kompletnie zdezorientowany.
-Oszukałeś mnie. To Daniel i nie rucha wszystkiego co popadnie.- wytłumaczyłam.
Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
-Chciałaś mi dać nauczkę?- poruszał zabawnie brwiami.
-Może.
Elyas wziął róże i wyrzucił je do kosza.
-Ej! One były ładne!- wkurzyłam się.
Usiadł na krześle i przyciągnął mnie do siebie, tak, że stałam, między jego nogami.
-Kupię ci ładniejsze i bez kolców.
Uśmiechnęłam się, przybliżając się do niego.  
Chciałam z nim porozmawiać o dzisiejszej sytuacji w barze i o jego bezpłodności, ale poczekam, aż sam się otworzy. To znacznie lepsze, niż wyciąganie od niego informacji na siłe.  
Przymknęłam oczy i musnęłam jego usta.
-Kocham cię.- spojrzałam mu w oczy.
Uniósł brwi.
-Powtórz.- poprosił.
Uśmiechnęłam się.
-Kocham cię, Elyas.

1 373 czyt.
100%246
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3451 słów i 18867 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

6 komentarzy

 
  • Kmicic

    Kmicic · 24 marca

    Aj znowu burdel!  
    Nie wiadomo kto kłamie a kto mówi prawdę, w to że Elyas jest bezpłodny mogę uwierzyć po jego spokoju.  
    Ta baba ze Stanów pewnie wiedziała gdzie znaleźć Linden bo Joe jej powiedział. Ale po co tam była,  
    -hej jest bezpłodny itp we go zestaw bo ja jestem lepsza?    
    I ten Daniel jednak nie jest Karlem, czyli Elyas ją okłamał (jeśli dobrze zrozumiałem).  
    Ajjjjjjj syfy, i co teraz się tu stanie ciekawe 😓
    Czemu życie nie może być proste jak "wkładanie i wyciąganie"? Taaaa genialne porównanie, ale adekwatne do sytuacji
    Oczywiście riposty i bezpośredniość Linden są genialne jak zwykle    
    Dziękuję za dodanie kolejnego rozdziału, to przyjemność zakończyć tydzień takim dziełem  

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 24 marca

    Nowe hobby Sophie to dla wielu facetów byłby niezły skarb  
    "Zdążył wyciągnąć?"  Dobrze, że ma Edith i potrafi obrócić niektóre rzeczy w dobry żart
    Jednak ta pewność siebie Elyasa przekonała mnie, że faktycznie może nie mieć możliwości do bycia ojcem. Dobre przeczucie miałem.
    "To Daniel i nie rucha wszystkiego co popadnie"    jak zwykle Sophie nie zawodzi ze swoją szczerością i ciętą ripostą      
    Na telefonie widziałem, że czeka na mnie kolejna część. Zaczekałem z kawą do teraz i z się nie zawiodłem podczas jej picia z Sophie. Ale się teraz porobiło. Wszystko znów zaczyna się komplikować.  
    Pisać tak wciągająco, że nie można odejść nawet na chwilę to wielka sztuka.  

  • Wiki♡♧

    Wiki♡♧ · 24 marca · 211637633

    Opowiadanie mega czekam na następną część! ! ❤❤ Ta amerykańska i ten Daniel to pasują do siebie a nie żeby wchodzić w związek dwóch osób które się kochają 😍😍

  • Lula

    Lula · 24 marca

    Cholerna amerykanka 😤😤 i jeszcze dojdzie do tego że Linden będzie z danielem

  • szaramyszka

    szaramyszka · 24 marca · 284358659

    Sztosik 😚😘👌

  • Lolissss

    Lolissss · 24 marca · 369223569

    Ja blagam błagam błagam cie bardzo kochana żebyś jak najszybciej dodała kolejny rozdział bo ostatnie dwa są takim sztosem ze kolejnego tak nie mogę się doczekać!!! ❤️