Bronię się przed tobą cz.50

Przymknęłam powieki, chłonąc zapach azjatyckich owoców, roznoszących się po całym pomieszczeniu i rozkoszując się obecnością Elyas'a. Woda zrobiła się zdecydowanie za chłodna, żeby w niej siedzieć, a piana już dawno opadła. Nie wiem, ile czasu spędziliśmy w wannie, ale nie chciałam stąd wychodzić, było mi tak cholernie dobrze.
-Nie jest ci zimno?- zapytał, przygryzając lekko moje ucho.
Pokręciłam głową i odwróciłam się do niego. Jego włosy już dawno wyschły, a na twarzy malowało się zmęczenie.
-Pójdziemy spać?- zapytałam.
Przytaknął, i łapiąc na ręce moje ciało, wyszedł z wanny.
Cały mój wstyd przestał mi przeszkadzać, kiedy Elyas owinął mnie ręcznikiem i przybliżając się, przelonie mnie pocałował.
-Zostaniemy tu na noc.- poinformował i owinął się ręcznikiem w pasie.
-Nie mam piżam.- zmartwiłam się.
Spanie nago w czyimś domu, nie było mi na rękę.
-Dam ci swoje ubrania.- otworzył drzwi na korytarz.
Momentalnie zrobiło mi się zimno. Przemknęłam szybko do pokoju Elyas'a i usiadłam na jego łóżku, tuląc się do kołdry.
-Mimo, że nie bywasz tu często, to ten pokój nie ma nawet oznak kurzu.- zdziwiłam się, rozglądając się po pomieszczeniu.
Elyas podszedł do szafy i wyjął z niej czarną koszulkę z białymi napisami i parę bokserek, rzucając je na łóżko.
-Załóż to.- polecił, a sam ubrał tylko bokserki.
-Nie odpowiedziałeś.- westchnęłam.
Czułam się dziwnie zakładając jego bieliznę, ale wolałam to, niż spanie nago. Czarna koszulka pachniała praniem i była wyprasowana.
-Gia tu sprząta.- odpowiedział oschle.
To wiele tłumaczy.
Wszedł do łóżka i przykrył się, przyciągając mnie do siebie. Włożył prawą nogę między moimi nogami i objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą położył sobie pod głowę. Nie spuszczaliśmy od siebie wzroku, dopóki Elyas nie przymknął powiek. Również zamknęłam oczy, czując, że zmęczenie bierze nade mną władzę.




Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Było kilka minut przed dwudziestą trzecią. Niechętnie i delikatnie wstałam, żeby nie obudzić Elyas'a i zeszłam na dół. Po kuchni krzątała się Gia.
-Gia.- uśmiechnęłam się, podchodząc do niej.
Zmierzyła mnie wzrokiem. Zapomniałam, że jestem w koszulce Elyas'a i jego bokserkach.
-Sophie?- zdziwiła się, ale po chwili mocno mnie uścisnęła.
-Jak ty wyrosłaś!- uśmiechnęła się troskliwie. -Tak się cieszę, że cię znowu widzę.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Sprzątałam właśnie.- rozejrzała się po salonie. -Wrócił syn Frank'a i...- zatrzymała się na chwilę. -Ale opowiadaj co u ciebie.- zmieniła szybko temat.
-Studiuję fizjoterapię.- westchnęłam, pomagając jej sprzątać odłamki szkła.
-Załóż rękawiczki.- poleciła, podając mi je. -Fizjoterapia to ciężki kierunek.- przyznała. -Będziemy mieć sporo kontaktów w rodzinie.- zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się. Elyas wspominał jej, że jesteśmy razem?
-Nie sądziłam, że to o tobie mówił Joe, nawet nie wiesz jak się cieszę.- przytuliła mnie jeszcze raz.
Uniosłam brew.
-Co? Joe?- zdziwiłam się, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
-Mówił, że się zakochał i ta dziewczyna jest naprawdę wyjątkowa, ale nie sądziłam, że znowu do siebie wróciliście. To cudowna nowina, nawet nie wiesz, jak nam ciebie brakowało.- odparła wzruszona. -Zawsze traktowałam cię jak córkę, ale kiedy Joe powiedział, że nie jesteście już razem, to poczułam się jakby ktoś wbił mi nóż w serce.
Joe zakochany?
-Nie, nie.- zaprzeczyłam. -Nie wróciliśmy do siebie z Joe.
Gia spojrzała na mnie zaskoczona, a potem na mój strój.
-Jestem z Elyas'em.- rzekłam.
Otworzyła szeroko oczy, jakbym właśnie powiedziała coś niemożliwego.
-Z Elyas'em?- zapytała dla pewności.
Przytaknęłam.
-Jak to się stało?- nie mogła uwierzyć.
Wzruszyłam ramionami, wiedząc, że nasza historia jest dość skomplikowana.
-Teraz rozumiem...- przypomniała sobie. -To dla ciebie tu wrócił.
Spojrzałam na nią pytająco.
-Myśleliśmy, że zostanie w Ameryce po śmierci jego matki, ale on od początku mówił, że tu wróci, bo zostawia tu kogoś bardzo ważnego. Chodziło o ciebie.- przyjrzała mi się. -Niemniej jednak, naprawdę się cieszę, że znowu cię widzę.
Uśmiechnęłam się.
Usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi. Ojciec Elyas'a oparł się o futrynę i lekko się chwiejąc, wybełkotał:
-Mój syn. Zniszczyłem mu życie. Potrzebował mnie, a ja byłem dla niego zimnym sukinsynem. Nie nauczyłem go kochać. Niczego go nie nauczyłem.
Przerażona Gia złapała go za jedno ramię, pomagając złapać mu równowagę. -Kocham go, tak bardzo, że zamieniłem jego życie w piekło. Nie zasłużył na to.- płakał. Patrzyłam na tą scenę, nie mogąc się ruszyć. O tym, że nikt nie nauczył Elyas'a miłości wiedziałam od dawna. Jego była narzeczona pokazała mu co to miłość, ale zdradziła go, przez co Elyas ponownie się zamknął na uczucia. Facet spojrzał na mnie.
-Sophie?- zdziwił się. -Co ty tutaj robisz?
Przełknęłam ślinę.
-Przyjechała do Elyas'a.- poinformowała go Gia.
Facet podszedł do mnie. Bałam się, że zrobiłam coś złego.
-Mój syn...on ciebie potrzebuje.- wyznał.
Przytaknęłam, czując gulę w gardle.
-Sophie pomóż mi, zaprowadzimy go do pokoju.- powiedziała Gia.  
Złapałam go za jedno ramię, a Gia za drugie i z trudem zaprowadziliśmy go do ostatniego pomieszczenia, które mieściło się na dole. Ojciec Elyas'a przekręcił się na drugi bok i zasnął.
-Dziękuję ci.- położyła mi dłoń na ramieniu.
-W porządku. Dokończę sprzątanie.- powiedziałam i wyszłam, zamykając drzwi, niechcący wpadając na kogoś.
-Przepraszam.- powiedziałam.
-Sophie!- zdziwił się Joe. -Powiem Elyas'owi, że wciąż na mnie lecisz.- zaśmiał się.
Wywróciłam oczami.
-Lecę na ciebie tak bardzo, że gdy cię  widzę mam odruch wymiotny i do dziś zastanawiam się czemu byliśmy razem.
Uśmiechnął się.
-To przez mój urok. Czasem bywam interesujący.- rzekł.
-I to rozczarowanie, kiedy się jednak ciebie pozna.- zaśmiałam się.
-Auu.- syknął. -Ranisz.
Ominęłam go i zaczęłam ponownie zbierać ostatnie odłamki szkła.
-Elyas nieźle się wkurzył.- przyznał, układając ramki ze zdjęciami na stolik.
Westchnęłam.
-Wiesz...czasem się zastanawiam, co was do siebie ciągnie?- zmarszczył brwi, spoglądając na mnie. -Jesteś inna, ułożona, a on...roztrzepany. Ciągle wracacie do siebie, to serio niebywale, że tak dwa różne światy nie mogą żyć bez siebie.- rzekł. -I jeszcze ja przyłożyłem do tego rękę.
Uśmiechnęłam się.
-Nie przypominaj mi tego.
Odwzajemnił uśmiech.
-Chyba pierwszy raz gadamy spokojnie, gdzie nie dostaję łomotu, liścia ani nie ucierpi dziś moje krocze.- zdziwił się. -Nie sądziłem, że kiedyś do tego dojdzie. Jeszcze kilka miesięcy temu sprałabyś mnie na kwaśne jabłko.
-Nadal może tak być, więc uważaj.- ostrzegłam, siadając na kanapie. Joe usiadł obok mnie.
-Słyszałam, że się zakochałeś.- zaczęłam. -Mam ją ostrzec?
Zaśmiał się cicho.
-Nie. Już dojrzałem.
-Oh.- zdziwiłam się. -Nie sądziłam, że to możliwe.
-Umiem zaskoczyć.- puścił do mnie oczko.
-Pójdę już, Elyas pewnie jeszcze śpi.- wstałam i ruszyłam w stronę schodów.
-Oj tak, musisz go pilnować.- przyznał. -Nie chcemy rozwalonego domu.
Wywróciłam oczami i weszłam po schodach.
Otworzyłam drzwi najciszej jak się dało i położyłam się obok niego. Nadal spał spokojnie, a jego włosy leżały niedbale na poduszce. Przymknęłam powieki i zasnęłam.





-Linden wyłącz to.- jęknął, przyciskając do siebie poduszkę. Mój telefon dzwonił niemiłosiernie głośno. Nie sprawdzając nawet kto to, wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Linden? Idziesz dziś do pracy? Chciałabym cię odwiedzić.- usłyszałam głos swojej matki.
Odwiedzić?
Szybko wstałam z łóżka i zaczęłam chodzić po pokoju.
-Dzisiaj?- spytałam. -Z tatą?
-Ojciec w pracy.- wyznała. -Dziesiąta w punkt powinnam być.
Spojrzałam na zegarek. Było pięć minut przed dziewiątą.
-Wyślę ci adres mojego nowego mieszkania.- rzekłam spoglądając na śpiącego Elyas'a.
-Dobrze. Do zobaczenia.
-Pa.- i rozłączyłam się.
Weszłam do łóżka i szturchnęłam Elyas'a.
-Obudź się. Moja mama dziś przyjedzie.
Otworzył oczy, mrużąc je przez chwilę.
-Okej. Zaraz wstanę.- wymamrotał.
-Pośpiesz się.- powiedziałam, ubierając się w swoje ubrania.
-Dobrze, mamo.- fuknął.
Uśmiechnęłam się.




-Idziecie już?- spytała Gia, kiedy zobaczyła, że zbieramy się do wyjścia.
-Tak, moja mama dziś zamierza mnie odwiedzić.- powiedziałam.
Gia posłała mi ciepły uśmiech.
-Nie zostaniecie nawet na śniadaniu?- zrobiła smutną minę.
-Nie, naprawdę. Dziękujemy.
-To ja ci chciałam podziękować, Sophie, za wczoraj.- przytuliła mnie.
Elyas spoglądał na nas, nic nie rozumiejąc.
-Wpadnijcie do nas kiedyś.
-Obiecujemy.- spojrzałam na Elyas'a, który westchnął tylko.




Otworzyłam drzwi do mieszkania i weszłam, biorąc duży wdech.
-Stresujesz się?- Elyas wszedł za mną i zamknął drzwi.
-Moja mama jest dość specyficzna.- ostrzegłam. -Przez całe święta dogadywałyśmy się naprawdę nieźle, ale...
-Ale?- zmarszczył brwi.
-Chce dla mnie jak najlepiej i czasem przesadza.- wzruszyłam ramionami i weszłam do kuchni.  
Zrobiłam na szybko sałatkę i wyjęłam ciasto z lodówki.
Elyas zaszedł mnie od tyłu, przez co się zlękłam.
-Spokojnie.- zachichotał.
Zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi, błądząc dłońmi po moim brzuchu. Zagryzłam wargi, widząc, że zostało jeszcze pięć minut do dziesiątej. Elyas odpiął guzik od moich spodni.
-Nie teraz.- szybko go zapięłam i odwróciłam się do niego, żeby na niego spojrzeć. Pochylił się nade mną, tak że byliśmy równi.
-Specjalnie to zrobiłem.- zakpił.
Wywróciłam oczami.
Kiedy tajemniczy dźwięk rozniósł się po całym mieszkaniu, na chwilę zamarłam. Była przed czasem, zresztą ona nigdy się nie spóźnia.
-Otworzę.- przełknęłam ślinę.
-Mam wyjąć gaśnicę, na wypadek, gdyby chciała mnie zaatakować i spalić żywcem?- zaśmiał się.
-Elyas!- prychnęłam i poszłam na korytarz.
Chwytając za klamkę, w głowie już miałam czarne myśli. Jestem pewna, że moje mieszkanie się jej nie spodoba, a tym bardziej to, że jest takie małe. Otworzyłam drzwi.
-W końcu!- wywróciłam oczami. Chyba mam to po niej. -Co się tak guzdrałaś? I czemu wynajęłaś mieszkanie w najgorszej dzielnicy Londynu? Czuję się, jakbym odwiedzała własną córkę w więzieniu.
Weszła do środka. Jak zawsze wyglądała za dobrze, niż wskazywała na to sytuacja. Jej plisowa spódnica nadawała się do pracy, a biała koszula i złote dodatki zawsze sprawiały, że wyglądała na kobietę sukcesu.
Zamknęłam drzwi.
Rozejrzała się po korytarzu z kwaśną miną. Jak dotąd chyba nigdy nie była zadowolona z tego, co sama zrobiłam.
-To mieszkanie jest naprawdę małe.- wzdrygnęła się.  
Jest, to oczywiste.
-Ale tanie.- dodałam i od razu tego pożałowałam, bo zgromiła mnie wzrokiem. Obok nas pojawił się Elyas, bacznie się jej przyglądając. Chyba to właśnie tak ją sobie wyobrażał.
-Elyas. Miło mi panią poznać.- powiedział poważnie, podając jej rękę.
Moja mama zmierzyła go, otwierając szeroko oczy.
-Alison Johnson.- przedstawiła się teatralnie i uścisnęła jego dłoń. Spojrzała na mnie z ukosa. -Jesteście razem?
-Eeee...właściwie to...- jąkałam się.
-Tak.- odpowiedział.
Moja mama zamrugała kilka razy i przeszła do kuchni.
Wzruszyłam ramionami, spoglądając na Elyas'a, ale on tylko wywrócił oczami. Weszliśmy za nią do kuchni. Moja mama siedziała już przy stole, bacznie przyglądając się Elyas'owi. To było naprawdę krępujące, tak bardzo, że chciałam stąd uciec.
Pokroiłam ciasto i postawiłam je na stole, razem z sałatką. Zrobiłam jej ulubioną kawę, a sobie i Elyas'owi herbatę. Postawiłam przed nimi talerze i usiadłam obok Elyas'a.  
Westchnęła biorąc kawałek ciasta. Z drugiej strony musiało to wyglądać naprawdę komicznie. Elyas był wpatrzony we mnie, ja w mamę, a ona nie spuszaczała wzroku z Elyas'a.
-Mieszkacie tutaj razem?- zabrzmiało to bardziej jak zarzut, niż pytanie.
-Nie.- zawahałam się.
Widziałam, jak odetchnęła z ulgą, ale przemilczałam to.
-Podobno Ruth się przeprowadziła do Londynu na studia.- zmieniła temat, za co bardzo jej w duszy dziękowałam.
-Tak, od października zaczyna.- dopowiedziałam. Czułam się naprawdę skrępowana jej obecnością.
-A ty...Elyas.- spojrzała na niego. -Studiujesz coś?
O nie. Pytanie pułapka.
-Studiowałem.- przyznał, choć widziałam, że to pytanie go nie ucieszyło. -Ale zrezygnowałem kilka miesięcy przed obroną.- powiedział znudzony.
Uniosła brwi, lekko skonsternowana.
-Co studiowałeś?- dociekała.
-Prawo.- odpowiedział.
Otworzyła szeroko oczy. Czułam, że zaraz będzie wywód.
-Więc...postanowiłaś mnie odwiedzić.- zakpiłam, choć chciałam brzmieć bardzo poważnie, ratując Elyas'a przed pytaniami mojej matki.
-Tak. To coś złego, że chcę odwiedzić własną córkę?- zdziwiła się.
-Nigdy tego nie robiłaś.
-Cóż.- odsunęła pusty talerz od siebie. -Nie odzywasz się, z ojcem myśleliśmy, że popadłaś w złe towarzystwo.- wymownie spojrzała na Elyas'a.  
Wzdrygnęłam się, kiedy zadzwonił telefon.
-Odbiorę.- powiedział, wstając od stołu.
Czułam jej zimny wzrok na sobie, wyglądała tak, jakby właśnie dowiedziała się, że jestem w ciąży. Po paru sekundach przyszedł Elyas.
-Muszę jechać pomóc Loganowi w samochodzie, będę wieczorem.- pocałował mnie w policzek, co nie umknęło jej uwadze. -Do widzenia, Pani.- zwrócił się do niej, a ona lekko skinęła głową.
Kiedy usłyszeliśmy zamykanie drzwi, mama od razu zaczęła.
-Co to ma znaczyć? Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? Co to za chłopak?- zasypała mnie lawiną pytań, przez co lekko się pogubiłam.
-Proszę cię, przestań.- zagryzłam wargi i wstałam od stołu, żeby posprzątać.
-Śpi tutaj?- mruknęła.
-Przecież to mieszkanie jest za małe...- wymigałam się od odpowiedzi.
-Długo jesteście razem? Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć, że spotykasz się...z bandytą.- wysyczała.
Spojrzałam na nią zdenerwowana.
-Mamo! Elyas nie jest bandytą!- krzyknęłam.
-Tak wygląda. Zawsze chodzi cały na czarno? Ma tatuaże?- podeszła do mnie.
-Ma jeden.- westchnęłam, wiedząc, że jest przeciwna tatuażom.
-Oh, czemu mnie to nie dziwi.- wywróciła oczami. -Nie mogłaś sobie znaleźć chłopaka podobnego do ciebie?- wyrzuciła.
-Podobnego do mnie? Czyli jakiego?- zdziwiłam się, nie wiedząc co ma na myśli.
-Ulożonego, chcącego coś osiągnąć w życiu.- wzruszyła ramionami. -Jak bardzo trzeba być głupim, żeby rezygnować na ostatnim roku ze studiów, jeszcze do tego prawniczych.- zmrużyła oczy. -To absurd.
-On nie lubił tych studiów, poszedł na nie ze względu na ojca, który jest prawnikiem.- westchnęłam. -Ja też nie lubię swoich studiów.- rzekłam, czujnie badając jej reakcję.
Otworzyła szeroko oczy.
-Co? Fizjoterapia jest teraz bardzo potrzebna, nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że dostałaś się do jednej z najlepszych uczelni w Londynie.- powiedziała z dumą. -Kiedyś mi za to podziękujesz.
Wywróciłam oczami. Klasyk.
-Od zawsze chciałaś być sekretarką?- zakpiłam.
Zmarszczyła brwi.
-Asystentką jak już i tak.- rzekła, wygładzając koszulę.
-Zawsze chciałaś bawić się w cyferkach, wypełniać faktury, podlizywać się szefowi i przeprowadzać rekrutację, odsyłając ludzi, że się do nich odezwiesz, z czego tego nie robisz. Oraz te twoje nudne spotkania biznesowe.- zgrzytałam zębami. -To coś co chciałaś?
-Chciałam takiego życia, żeby nigdy niczego ci nie brakowało. Rzadko się zdarza, że ludzie pracują tam gdzie chcą. Pracują tam, bo muszą z czegoś żyć. Pasja, nawet jeżeli jesteś w niej dobra, nie zapewni ci dobrobytu. Jesteś za młoda, żeby to wszystko zrozumieć- wyrzuciła, wykładając ręce. -Tak mało wiesz o życiu i tak mało o miłości. On cię zostawi.- wysyczała, a mi przez chwilę zrobiło się zimno, słysząc jej chłodny ton.
-Nawet nie wiesz ile przeżyliśmy z Elyas'em.- powiedziałam dobitnie, dając jej znać, że już nie jestem małą dziewczynką.
-Oh, rozstaliście się już? No proszę.- powiedziała sarkastycznie. -Taki typ widocznie.
-Nie wiesz nic o Elyas'u. Miał ciężkie dzieciństwo.- burknęłam.
-To jeszcze gorzej. Chłopak z trudną przeszłością nie zapewni ci bogatej przyszłości.- brzmiała poważnie.
-Ale ja nie chcę być bogata, tylko szczęśliwa, a przy Elyas'u jestem. Powinnaś się z tego cieszyć.- wyrzuciłam.
Prychnęła.
-Cieszyć z czego? Z tego jak marnujesz sobie życie?
-Myślałam, że chcesz mnie odwiedzić, bo się stęskniłaś, a jedyne co robisz to wyrzucasz mi wszystko, co robię nie po twojej myśli.
-Bo myślałam, że umiesz sobie poradzić w życiu, ale po tym, co widzę.- rozejrzała się. -To myliłam się. Czemu nie mieszkasz z Edith? Pokłóciłyście się?
-Nie.- westchnęłam. -To długa historia.
-Ja mam czas.- burknęła.
-Mamo!- krzyknęłam.  
Westchnęła i wyszła z kuchni. Poszłam za nią.  
-Pokój też masz mały.- skrzywiła się. -Co to?- wzięła do ręki czarną koszulkę. -To tego chłopaka? Więc sypia tu.- zmarszczyła brwi, spoglądając na mnie.
-Mamo, jestem dorosła.
Wyglądała na zaskoczoną moją odpowiedzią.
-Nie jesteś w ciąży, prawda?- przełknęła ślinę.
Pokręciłam głową.  
Przez chwilę zrobiło mi się słabo, kochałam się z Elyas'em dwa razy i za każdym razem się nie zabezpieczyliśmy. A jeżeli Elyas jest jednak płodny?
-Mało tego by brakowało. Jesteś jeszcze dzieckiem, nie dla ciebie jest rodzenie dzieci.- wyrzuciła, odkładając bluzkę. -Myślałam, że dobrze cię wychowałam, ale teraz widzę, że widocznie popełniłam gdzieś błąd.- usiadła na łóżku. -Wszystko ci nagle nie pasuje, łącznie ze studiami.
-Fizjoterapia chyba nie jest dla mnie.- jęknęłam, wiedząc to od początku.
-A co jest dla ciebie?- powiedziała wyraźnie zła. Zlekceważyłam jej ton.
-Myślałam o dziennikarstwie albo literaturoznawstwie.- wypaliłam. -W szkole średniej byłam całkiem niezła z anglistyki i...
-Co?- wrzasnęła. -Co to za kierunki? Chyba żartujesz? Tylko byś zepsuła sobie przyszłość, będąc na nich.- odpowiedziała poważnie, pokazując mi, żebym ten pomysł wyrzuciła natychmiast z głowy.
Westchnęłam.
-Ten Elyas...jaką ma rodzinę?- zapytała.
Już wolałam rozmawiać o studiach, niż ponownie wracać do tematu mojego chłopaka.
-Kilka miesięcy temu zmarła mu mama.- wzgrygnęłam się, przypominając ją sobie i jej ciało na podłodze Elyas'a. -Ojciec jest prawnikiem i się ponownie ożenił.- wzruszyłam ramionami.
-Zastanów się nad tym, co ci powiedziałam.- poprosiła przyjaźniejszym tonem.
-Nad czym? Bo widzę, że wszystko bym musiała zmienić, nawet mieszkanie.- wysyczałam.
Westchnęła smutno.
-Nie jesteś tą samą Linden, którą kilka miesięcy temu zostawiłam w Londynie.
-Mamo, przesadzasz.- usiadłam obok niej, ale ona nawet na mnie nie spojrzała. -Jestem szczęśliwa, to tego każda matka pragnęłaby dla swojego dziecka.
-Szczęście nazywasz związkiem z tym...chłopakiem?- zawahała się. -Lepiej będzie dla ciebie, jeśli zajmiesz się teraz nauką.
-Nie wiem, czemu jesteś tak bardzo uprzedzona do Elyas'a, nawet nie wiesz ile dla mnie zrobił.- odparłam.
-A jak dużo razy cię zranił?- wbiła we mnie wzrok.
Zamarłam, milcząc.
Uśmiechnęła się triumfalnie.
-Pójdę już.- wstała i poprawiła spódniczkę.
Przytaknęłam, wbijając wzrok w podłogę.



















To już 50 część! Sama w to nie wierzę. Chciałabym wam podziękować, że nadal ze mną jesteście i śledzicie losy Linden. Gdyby nie wy, to by jej nie było. Także jeszcze raz dziękuję!

1 537 czyt.
100%298
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3751 słów i 20300 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

8 komentarzy

 
  • Kmicic

    Kmicic · 8 kwietnia

    Mega, wielka pięćdziesiątka    
    I pomyśleć że tyle się stało, od zwykłego zakładu do nieznajomego. Z nieznajomego do Elyasa.  
    Wielka i tym samym romantyczna przygoda miłosna, zwroty akcji i przede wszystkim akcja. Sophie, a raczej Linden nikogo nie zawiodła. Świetny humor, podejście do wielu spraw i to jej bezpośrednie podejście. Ona i Elyas są dla siebie stworzeni, podobno przeciwieństwa się przyciągają 😉.  
    Nie do wiary że już 50, pamiętam jak pisałem z tobą i zawsze te myśli "kto jest tajemniczym nie znajomym", "Elyas ją zdradził?" masa dziwnych bardziej lub mniej teorii z mojej strony.  
    Do tej pory ta historia miała tyle alternatywnych ścieżek że mogła byś napisać jeszcze z 4 inne opowiadania 😝.
    Dziękuję ci serdecznie i z całego serca 💕 że jesteś tutaj i dzielisz się z nami przygodami Linden 🌟. Mamy już 50 rozdział a ja dalej nie mogę doczekać się kolejnej, stało się tak dużo i mało zarazem. Dziękuję za dodanie kolejnego rozdziału, oczywiście jak pewnie się domyślasz liczę na kolejny rozdział tej przygody.  
    Życzę dużo weny 😊

    PS: Elyas ty bandyto

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 7 kwietnia

    Ojciec Elyasa zrozumiał chyba swoje błędy pomimo upojenia. Nie ważne, bo teraz musi wszystko naprawić w relacjach z synem.
    Ostra ta mama Sophie   
    Córka spotyka się z bandytą   
    No cóż dla niej Sophie nadal jest małą dziewczynką i gdzie jej dzieci w głowie...a raczej w brzuchu

  • AlexAthame

    AlexAthame · 7 kwietnia

    Gratuluję 50.Brak miłości od rodziców jest chyba najgorszą rzeczą

  • Lolissss

    Lolissss · 7 kwietnia · 369223569

    EH, tacy rodzice jak mama Linden są okropni bo najgorsze co może być to brak wsparcia. Mimo wszystko mam nadzieje ze gdzieś tam po jakimś czasie zmieni swoje nastawienie co do Elyasa. I oby w końcu poważnie porozmawiali na jego temat, bo biedna Linden wpadnie w paranoje i jeszcze będzie tylko o ciąży myślała jak zwykle super cześć, mam nadzieje ze szybko wleci kolejna i będzie super romantyczna i podniecająca      ❤️

  • Lula

    Lula · 7 kwietnia

    Jej matka to zimna suka 😂😂

  • Speker

    Speker · 7 kwietnia

    Życzę Ci i sobie jeszcze kolejnych 50 części. Losy Linden są baaardzo ciekawe. Jak zwylke wymiatasz

  • Paula2115

    Paula2115 · 7 kwietnia · 211927091

    Wow 😍😱 czekam na kolejną część . Pozdrawiam kochana ❤😘

  • szaramyszka

    szaramyszka · 7 kwietnia · 284358659

    Brak słów genialne, pisz kochana kolejna część, pozdrawiam 😉😘