Bronię się przed tobą cz.35

*Miesiąc później*


Przymknęłam powieki, pijąc gorącą jeszcze kawę. Nienawidziłam kawy odkąd pamiętam, ale od miesiąca uwielbiam wszystko, co związane jest z Elyasem. To on przyzwyczaił mnie do wczesnych ranków przepełnionych kawą i sarkazmem.
-Uwielbiam patrzeć, jak bardzo się zmuszasz, pijąc kawę, którą dla ciebie przygotowuję.- zawsze powtarzał.
Uśmiechnęłam się, przekomarzając się z nim, że się nie zmuszam, choć na początku tak było.
-SOPHIE!- piskliwy głos Edith, sprawił, że wróciłam do rzeczywistości, w której piłam kawę z Edith, w małej kawiarence.
-Odleciałaś.- zauważyła. -Czy to przez Elyas'a?
Wywróciłam oczami.
-Oczywiście, że nie.
Zaśmiała się wymuszenie.
-Wybaczę. Zresztą zrobiłaś się tak czerwona, że wolę nie myśleć na jakie wspomnienia cię naszło.
Seks.
Klasyk.
Tylko, że on i ja, jeszcze nie współżyliśmy ze sobą. Mimo, że to dość absurdalne i niedowierzające, to nie doszło nadal między nami do niczego. Nie przeszkadzało mi to, choć myśl, że on nawet nie próbuje mnie zaciągnąć do łóżka może oznaczać tylko jedno.
Nie podobam mu się.
-Taaa.- przeciągnęłam.
Moje myśli zaczęły krążyć wokół naszych nocy. Codziennie śpimy ze sobą, przytulamy się, całujemy, ale...
-Ostatnio Logan stwierdził, że chce mieć ze mną dziecko. Wierzysz?- prychnęła, biorąc łyk kawy.
-Chcesz mnie wplątać w chrzestną?- zaśmiałam się po cichu.
Może Elyas uważa, że jestem zbyt niedoświadczona? Faceci lubią doświadczone kobiety? Boże! Czy jeżeli tak, to czy są jakieś kursy, szkolenia?
-Spokojnie, te plany to dopiero po studiach. Nie chcę mieć narazie dziecka, nie lubię dzieci, ale Logan je uwielbia. Ten paradoks, może się przekonam, za to wy uważajcie. Twoja matka pewnie by się wściekła, gdyby się dowiedziała o tym, że zaszłaś w ciążę.
Westchnęłam. Ona nawet nie wie, że mam chłopaka.  
Tata wie i chce go poznać, ale to by oznaczało, że muszę powiedzieć mamie o Elyas'ie, co jest kompletnie trudne, bo zapewne stwierdzi, że związek w czasie studiów jest przereklamowany i moje ambicje znikną, po tym, jak zajdę w nieplanowaną ciążę.
-Nie zajdę w ciążę, spokojnie.- wydusiłam.
Moja kawa zrobiła się już zimna i bezsmakowa.
-Myślałaś kiedyś, co by było, gdybym cię nie wyciągnęła na zlot motocyklowy? To tego dnia poznałaś Elyas'a.- posłała mi uśmiech.
-I tak bym go poznała, to współlokator twojego chłopaka.- wzruszyłam ramionami.
-Widzisz!- ucieszyła się. -Wasze drogi i tak by się splątały i to dzięki mnie. Można powiedzieć, że przynoszę ci szczęście.
Zakrztusiłam się kawą.
-Oczywiście, Edith. Dziekuję ci, za twoje wegetariańskie poglądy i niewyparzony język.- uśmiechnęłam się.
-Zawsze do usług.


Wyszłam z kawiarni i ruszyłam w stronę dobrze znanego mi budynku, którego od pewnego czasu nazywam domem. Nigdy nie sądziłam, że moje życie zmieni się tak diametralnie i nieuporządkowanie.
Związek z Elyas'em jest dla mnie czymś nowym. Nigdy nie czułam się tak z żadnym facetem, omijając, że miałam tylko jednego, z czego był kompletną porażką i błędem życiowym. Czy to oznacza, że musiałam trafić na kompletnego dupka i ruchacza, pocierpieć, żeby później mogło mnie spotkać coś tak niesamowitego, jakim jest związek z Elyas'em? Jeśli tak, to warto było czekać. Moje zimne i zamrożone serce stało się nowym organem do życia, wybudzając się z krainy lodu, którym jest Londyn.
-Kocham cię.- szepnął, kiedy wrócił z Ameryki. Było to trzy tygodnie temu i bardzo dobrze pamiętam ten dzień. Londyn tego dnia zamienił się miejscami z Antarktydą, mój samochód postanowił, że ma focha i momentalnie się zepsuł, przez co u mechanika widocznie jest mu dobrze, skoro nadal tam siedzi i...
-Nie zdała Pani, jutro jest poprawa, proszę się nauczyć.- usłyszałam od profesora, przed którym trzeba chodzić półnago, a nie mieć na sobie wełniany sweter z Myszką Miki.
O ironio, następnego dnia też nie zdałam tego kolokwium.
Wtedy też miałam na sobie sweter.
Dopiero za trzecim i to jeszcze na tróję.
Ale wtedy przynajmniej miałam na sobie koszulę.
-To Pani pierwszy rok, proszę się wziąć do roboty. Chyba nie chce Pani zakończyć edukacji w tym roku?
Oczywiście, że nie!
Edukację zakończyłam w średniej szkole.
Wtedy mi przynajmniej zależało.
-Oczywiście, Panie Profesorze.
Oczywiście- jako lek na wszystko.
Wracając, tego dnia myślałam, że moje życie jest już w rękach trzech czarownic, które czekają, żeby przeciąć mi nić życia.
Wcale bym się nie zdziwiła, mieszkając sama przez kilka dni, uzmysłowiłam sobie, że czuję się samotna. Elyas miał wrócić dopiero za dwa dni, a ja już miałam momenty depresji, rozmawiając ze ścianą. Jego mieszkanie jest duże, wręcz ogromne. Pokój po Loganie był nadal zamknięty i pusty, odkąd przeprowadził się do Edith.  
Codzienne wspinanie się na czternaste piętro, zgubiło moje kilogramy, które nagromadziłam jedząc pizzę, razem z kebabem.
Wykąpałam się i położyłam się do wielkiego łóżka, wręcz łoża małżeńskiego, które spokojnie pomieściłby całą gromadę.
Ale byłam w nim tylko ja.
Brakowało mi Elyas'a. Cholernie. A to tylko trzy dni.
Zamknęłam oczy...i
No właśnie!
Usłyszałam kroki, które dochodziły z kuchni. Moje myśli już spiewały w głowie wszystkie psalmy i pieśń pogrzebową. Czy to właśnie wtedy miałam umrzeć? Przez włamywacza? Czy mam rozplanować plan anty-niebezpieczny jak Kevin? Czy jeśli zapalę światło, on to zobaczy i ucieknie?  
Ukradł już coś? Czy właśnie pakuje telewizor, oby nie! Akurat telewizor w tym mieszkaniu jest super. Podeszłam na palcach do drzwi i nasłuchiwałam.  
Czułam się jak w horrorze. Miałam nadzieję, że Elyas nie trzyma w szafie laleczki Chucky, bo chyba bym umarła na zawał.
Postać na chwilę ucichła, po czym usłyszałam okropny hałas spadających garków.
Idealnie, nie dość, że chce mnie zabić, to jeszcze planuje rozrabunkować kuchnie z całej zawartości.
Nie mam przy sobie nic, nawet gazu pieprzowego.
Klasyk, jak przeżyję, będę co noc kłaść przy łóżku Ak47, tylko narazie nie jestem pewna czy to dobry pomysł.
Sąsiedzi.
Akurat co do nich mam mieszane uczucia. Wiedzą, że mieszkam tu. Być może myślą, że jestem jakąś bezbożnicą, która planuje naciągnąć go na dziecko, a potem zburzyć ten blok, i sprzedać porozwalane cegły i działkę na allegro.
Założę się, że nie przyszliby na mój pogrzeb.
Katastrofa! W moim mieszkaniu ktoś próbuje mnie okraść, a ja jedyne o czym myślę to o moich sąsiadach?  
Genialnie, przynajmniej będę się mniej stresować, kiedy włamywacz mnie w końcu dorwie.
Podeszłam do ogromnej szafy i wyjęłam z niej moją walizkę.
To moja jedyna obrona.
Zresztą, ta walizka jest z Rzymu, do tego jest metalowa. Przynajmniej umrę z godnością.
Otworzyłam delikatnie drzwi i trzymając ciężką walizkę, ruszyłam w stronę kuchni. Do niej prowadził mnie ciemny i dość długi korytarz. Horror murowany, chyba zacznę doceniać słabe romansidła.
Z kuchni dobiegał szelest i lekkie światło lampki, którą ostatnio kupiłam.
Złodziej zanim mnie zabije i okradnie, próbuje się najeść? To przerażające, choć przemyślane.
Okej, Sophie. Teraz albo nigdy! Wyskakujesz, rzucasz w niego swoją walizkę i uciekasz na drugi koniec Londynu, zabierając ze sobą telewizor.
Postać usiadła, robiąc przy tym hałas. Jego cień przysłonił słabe światło lampki.
To facet.
Przyglądałam się cieniu, który zmroził mi krew w żyłach, zapominając o moich planach przyszłościowych z Elyas'em na Majorce.
Facet wstał, wyjął coś z lodówki i wypił.  
Mleko! Zaraz, skąd wiedział, że mam mleko w lodówce?
Czy to święty Mikołaj? Ale przecież jest dawno po świętach!
Przełknęłam ślinę i szybkim krokiem wpadłam do kuchni, przewracając się o metalową walizkę, rozcinając sobie przy tym skórę przy kostce.
-Linden?- znajomy głos momentalnie ogłuszył moją tandetną misję.
Przez chwilę próbowałam odnaleźć postać, która doprowadziła mnie do myśli o moim końcu.
Chłopak w ciemnobrązowych włosach podbiegł do mnie i złapał za moją kostkę. Jego bursztynowe oczy badały moje poranione ciało. Patrzyłam na niego, jak zahipnotyzowana. Jego dotyk był taki sam, jak mojego chłopaka.
-Wyglądasz, jak Elyas.- powiedziałam, patrząc na jego zdziwienie.
-Linden, wyprowadzasz się? Co ty robisz?- podszedł do szafek i wyjął z niej bandaż.
-Łał! I masz głos jak on!
Elyas zawiązał mi bandaż wokół kostki i spojrzał na mnie.
-Nie wygłupiaj się, czemu nie śpisz?- zapytał, pomagając mi wstać.
To Elyas!
-Elyas! To ty? Tutaj? Ale miałeś wrócić za kilka dni...- zdziwiłam się.
Oparłam się na ramieniu bruneta, czując, że moje skaleczenie zaczyna szczypać.
-Stęskniłem się, poza tym z mamą już jest okej.- wziął mnie na ręce i zaniósł mnie do sypialni, z której uciekłam. -Ale jak widać dobrze, że wróciłem, bo moja dziewczyna próbowała uciec.- uśmiechnął się, kładząc mnie na łóżku.
-Nie chciałam uciec, myślałam, że to złodziej i jedyne co miałam na swoją obronę to walizka.- wytłumaczyłam się, wiedząc, jak to głupio brzmi.
-Co?- Elyas zamrugał kilka razy, po czym zaczął się śmiać.
-Nie rób mi tak.- rzuciłam w niego poduszką.
-Nie zrobię. Nie zaryzykuję, wiedząc, że jesteś taka niebezpieczna.- poruszał zabawnie brwiami.
Uśmiechnęłam się, czując jego oddech na swoich wargach. Nasze usta dzieliły milimetry, ale Elyas nie zamierzał mnie pocałować.
Kreślił, oddechem i delikatnymi muśnięciami, dróżkę, celowo omijając usta. Odchyliłam głowę do tyłu, kiedy poczułam, że jego usta ulokowały się na mojej szyi, obdarowując ją mokrymi pocałunkami.
Kocham go... I to już od dawna.
Jego usta zjechały do mojego dekoltu. Położyłam się, dając mu większy dostęp. Oddychałam ciężko, czując, że jego ręka wślizgnęła mi się pod satynową koszulę.
Wiedziałam, co się zaraz stanie i pragnęłam tego.
Szybkim ruchem pozbyłam się jego koszulki. Jego usta, w końcu złączyły się z moimi. Objełam jego policzki, zatracając się w jego pocałunach. Całowaliśmy się zachłannie, próbując złapać oddech.
Czułam się, jakbym nie widziała go z rok. Tęsknota ogarnęła mnie tak bardzo, że zapomniałam o incydencie, który przed chwilą miał miejsce.
Odsuneliśmy się od siebie, łapiąc oddech. Jego usta były blade i spuchnięte.
Nigdy nie sądziłam, że aż tak bardzo mogę się w kimś zakochać.
Jego dłonie ponownie powędrowały pod moją koszulkę, odsłaniając tylko brzuch.
Składał delikatne pocałunki na moim brzuchu, próbując zapanować nad swoim oddechem.
-Elyas.- powiedziałam ochrypłym głosem. -Chcę tego.
Ściskałam delikatnie pościel.
Brunet podniósł się, lekko zmieszany.
-Nie chcę cię zmuszać.- powiedział poważnie.
Zmrużyłam oczy, czując, że nie zeszło jeszcze ze mnie pożądanie względem Elyas'a.
-Nie zmuszasz. Elyas, chcę się z tobą kochać.- powiedziałam dobitnie, dając mu znak, że naprawdę tego chcę.
Brunet nerwowo przeczesał włosy dłonią, po czym znacznie odsunął się ode mnie. Dzielący nas dystans, sprawił, że momentalnie czułam, że powiedziałam coś złego.
Wstałam z łóżka i podeszłam do niego. Chłopak oddychał powoli, bacznie przyglądając się moim ruchom. Ustałam na palcach i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek.  
Elyas przymknął oczy, kiedy delikatnie przejechałam dłonią po jego torsie zatrzymując się tuż przy pasku.
-Linden.- szepnął. -Nie mogę.
Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę.
To zdanie dudniło mi w uszach przez kilka sekund, sprawiając, że nagle zrobiło mi się przykro.
-Co?- ledwo wydusiłam z siebie.
Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę.
-Ja...nie powinienem. Nie teraz.- powiedział tak, jakby żałował tych słów.
Nie mogę. Nie mogę. Nie mogę.
-Chodzi o to, że za szybko?- przełknęłam ślinę, czując, że zaraz się rozpłynę po podłodze.
Brunet unikał mojego wzroku.
-Też i...
Odsunęłam się od niego. Momentalnie zaczęłam czuć wstyd i upokorzenie. Ten dzień miał mieć dobre zakończenie, a jedynie tylko pogorszył sytuację.
Usiadłam na brzegu łóżka, próbując uspokoić swoje emocje, które atakowały mnie z każdej strony.
Elyas usiadł obok mnie, łącząc nasze dłonie ze sobą.
-Zależy mi na tobie. Każdy mój związek opierał się na seksie, no może prócz jednego. Nie chcę, żebyś później tego żałowała. Chcę zaczekać i pokazać ci, że nie zależy mi tylko i wyłącznie na tym. Jesteś dla mnie bardzo ważna...Linden.- jąkał się.
Zamknęłam oczy i oparłam się na jego ramieniu.
-Dobrze, masz rację, pośpieszyliśmy się. Przepraszam.- powiedziałam, nerwowo bawiąc się naszymi splątanymi dłońmi.
-Nie przepraszaj.- złożył pocałunek na moim czole.
-Niechcący próbowałam zaciągnąć cię do łóżka.- próbowałam obrócić to w żart.
-Niechcący?- uśmiechnął się blado.  
-Rozpaliłaś we mnie to, czego nigdy nie czułem, Linden.- powiedział, spoglądając na mnie.
Ścisnęłam jego dłoń, uśmiechając się.
-Ty we mnie też.
Położyliśmy się do łóżka, przybierając pozycję łyżeczki.
Zamknęłam oczy, wyobrażając sobie, co by było, gdybym nigdy nie poznała Elyas'a. Jedyny obraz jaki zakodowałam w swojej głowie był szary i smutny. Oddychałam powoli, wdychając jego perfumy.
Elyas leżał spokojnie, zapewne śpał. Czułam jego oddech na swojej szyi. Wtuliłam się bliżej w niego, kiedy usłyszałam ciche...
-Kocham cię.
Otworzyłam szeroko oczy. Powiedział to! Próbowałam uspokoić swój oddech i nie wybuchnąć z "Tak! W końcu!". Przymknęłam powieki, uśmiechając się do siebie.
To wspomnienie jest jedno z najlepszych, które zapadło mi w pamięć. Wtedy pierwszy raz wyznał, że mnie kocha. Znając mnie, pewnie uściskałabym go, poskakała na łóżku, demolując mu przy tym pokój z radości, ale opanowałam się i udawałam, że śpię.
Do domu miałam jeszcze kilka metrów. Zapewne Elyas, jak wróci z zajęć, to pierwsze co zrobi, to wskoczy pod gorący prysznic. Zawsze tak robi, gdy wraca ze studiów, dlatego, że ich nienawidzi.  
Zresztą ja za swoimi też nie przepadam. Jedynie co robię na wykładach, to je przesypiam, albo podążam myślami za Elyas'em.
Uśmiecham się, wspominając moment, kiedy to ja, powiedziałam, że go kocham. Byliśmy wtedy w wesołym miasteczku.  
-Kocham cię.- krzyknęłam, kiedy byliśmy na kolejce, a mi wydawało się ze zaraz umrę.
Elyas spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co?
Przez moment miałam obawę, że powiedziałam to zbyt szybko, albo ze w nim już się wypaliło.
-Mówiłam, że ładną mamy pogodę.- skłamałam.
Szturchnął mnie, wysiadając z kolejki, która już dawno się zatrzymała.
-Wcale nie. Powtórz to.- poprosił, rozpinając mi pasy bezpieczeństwa.
Westchnęłam, szepcząc:
-Kocham cię.
Wsparłam się na jego ramieniu i wyszłam z kolejki.
-Też cię kocham, Linden.
Słowa, które wypowiedziałam, sprawiły, że na jego ustach pojawił się ogromny uśmiech.
-Wiem.- wywróciłam oczami, rozładowując atmosferę.
Brunet złapał mnie za rękę.
-Wiem, że wiesz. Każdego dnia powinnaś to wiedzieć.
Po czym zaprowadził mnie na młota.
-Mam nadzieję, że nie zginę. Pamiętaj, że muszę dożyć do końca studiów.
-Ze mną nic ci się nie stanie.
Uśmiechnął się.
Od tej pory "kocham cię", było naszym słowem na dobranoc, na pożegnanie i  odpowiednikiem słowa "dziękuję".
Weszłam do bloku, czując intensywny zapach domowego obiadu, roznoszący się na parterze.
Z silną wolą i okropnym przeczuciem odwagi wcisnęłam przycisk windy.
-Chyba jeszcze nikt nie zmarł w windzie? A co jeśli w połowie się zatnie, a mi zacznie brakować powietrza?
Momentalnie odsunęłam się od windy, czując nagły atak paniki.
-Wsiada Pani?- usłyszałam za plecami donośny głos.
-Eee, tak.- weszłam do windy i kliknęłam czternastkę. Facet również wszedł. Kojarzyłam go, to ten z tych sąsiadów, którzy omijają mnie jak wroga, udawając ze wcale nie mieszkam tutaj, tylko przychodzę na schadzki do Elyas'a, biegając za nim z testem ciążowym. Czy oni obawiają się tego, że za parę miesięcy będą musieli wysłuchiwać co noc płaczu maleńkiego dziecka?
Jeżeli tak, to z chęcią kupię sobie udawany brzuch ciążowy, potem gadającą lalkę, a na końcu psa.  
Winda otworzyła się.
Z ulgą wyszłam z niej i ruszyłam w stronę mojego mieszkania.  
-Jak tam u Edith?- zapytał, kiedy weszłam.
-Logan chce ją namówić na dziecko.- zdjęłam buty i podeszłam do niego.
Elyas nie wydawał się tym faktem zaskoczony.
Usiadłam obok niego na kanapie.
-Mam coś dla ciebie.- powiedział, wyciągając z kieszeni dwa bilety.
-Co to?- zapytałam zaciekawiona.
-Karnety na darmowe pocałunki.- powiedział rozbawiony.
Wzięłam bilety do ręki.
-Koncert Ed'a Sheeran'a?- krzyknęłam.
Elyas uśmiechnął się.
-Za tydzień.
-Kocham cię.- ukryłam go w niedźwiedzim uścisku.
-Tylko mnie nie uduś.- zaśmiał się.
Oparłam głowę na jego ramieniu.
-Zmęczona?
Mruknęłam.
-Bardzo?
Przymknęłam powieki.
-Troszkę.
-Przyniosę ci koc i poduszkę.- delikatnie się podniósł i poszedł do sypialni.
Przełączyłam program w telewizji na jakieś seriale.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Genialnie.- powiedziałam i wstałam niechętnie.
Mam nadzieję, że to kurier lub listonosz.
Otworzyłam drzwi i zamarłam.
-Joe?
Chłopak uśmiechnął się.
-Nie wpuścisz mnie?
Przytrzymałam mocno drzwi.
-Nie zamierzam.
-Ale nie przyszedłem do ciebie, Sophie.
Wywróciłam oczami.
-Do Elyas'a? Ze względu na to, że jesteś moim byłym, on też nie będzie chciał cię widzieć.
Zdecydowanie wolałabym, żeby w drzwiach byli moi natrętni sąsiedzi, niż on.
-Ah, no tak. Założymy się?- odsunął mnie na bok i wepchnął się do mieszkania.
-Możesz dać mi w końcu spokój? Mam teraz chłopaka, którego kocham, tak jak nigdy nie kochałam ciebie i pogódź się z tym w końcu!- otworzyłam szerzej drzwi, dając mu znak, żeby wziął swoje cztery litery i nie pokazywał mi się więcej na oczy.
-Kochasz? Łał, muszę stwierdzić, że mój brat jest niezły w obietnicach.- zagwizdał.
Brat? Co, do cholery?  
-Co ty pieprzysz?
Elyas wszedł do salonu z poduszką i kocem. Widząc Joe'go, mina mu zrzedła.
-Braciszku, czas już dawno minął. Powiedz naszej Sophie, jak było...
Wzrok Elyas'a błądził między moim, a Joe.
-Linden, nie słuchaj go...

2 201 czyt.
100%235
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3442 słów i 18898 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

5 komentarzy

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 16 gru 2018

    To jest dopiero związek w którym jedno dla drugiego wypije kawę...mam nadzieję, że edukacja Sophie nie cierpi z powodu Elyasa i nadrobi zaległości. Co do dziecka to raczej należy im się nagroda za to jak doświadcza ich los. Pięknie, lekko i jak zwykle zmysłowe relacje naszych bohaterów.

  • niutria

    niutria · 15 gru 2018 · 201432680

    O matko ale emocje aż prawie udusiłam  się czekolada chociaż miał w myslach ze może to być  prawda    uwielbiam To opowiadnie uwielbiam ciebie błagam nie mów ze będę musiała długo czekać    dużo weny Kochana!  

  • mydream2017

    mydream2017 · 15 gru 2018

    To jest poświęcenie dla Elyasa. Temat dziecka gdzieś tam krąży ale najważniejsze studia więc Sophie to mądra dziewczyna bo woli mieć wszystko uporządkowane. Trzymam kciuki, że wszystko zaliczy. Pączek w towarzystwie Sophie i jej tekstów spalił się podczas uśmiechania do ekranu

  • Kmicic

    Kmicic · 15 gru 2018

    Kocham to opowiadanie    
    Tyle się stało w tak krótkim czasie, ale dopiero w następnym rozdziale wszystko się wyjaśni.  
    Dziękuję za dodanie kolejnej genialnej części 😍

  • Lula

    Lula · 14 gru 2018

    Ooo ale zadyma po prostu cudownie 😍😍 ja coś podejrzewalam że Elyas ma tajemnicę ale że aż tak