Bronię się przed tobą cz.57

Rok później.


Siedziałam w Starbucks'ie, pijąc ulubiony sok z mango i przypatrywałam się ludziom zza szyby. Większość, naturalnie, się śpieszyła, ale reszta wydawała się być obojętna pogodą, Londynem i tym, że się na nich gapiłam.
-Nadal nie mogę uwierzyć w to, że za nami już koniec drugiego roku.- zapiszczała Edith. -I co dziwne, nadal nie jestem w ciąży.- usiadła obok mnie, stawiając na stole kubek kawy.
Wywróciłam oczami.
-To chyba dobrze, widocznie Logan chce, żebyś skończyła studia.- stwierdziłam.
Przytaknęła.
-Ale odkąd się zaręczyliśmy, to rodzina Logana pyta mnie tylko o dziecko. Ile chcę, kiedy chcę i czy w ogólę chcę.- westchnęła. -Wierzysz, że babcia Logan'a wymyśliła już imię dla chłopca, jeśli on będzie pierwszy w kolejności?
Zaśmiałam się.
-Boję się tego imienia.- przyznałam.
-Archibald.- powiedziała poważnie. -Bo kiedy była młoda, to była zakochana w jakimś Archibald'ie, wierzysz?- otworzyła szeroko oczy i zaczęła gestykulować.
-A co na to jej mąż?- zmarszczyłam brwi.
-On...chyba udaje, że nie słyszy.- uśmiechnęła się. -Pokręcona rodzina.
-Musisz w takim razie rodzić same córki.- wypiłam sok do samego dna.
-Albo w ogólę nie zachodzić w ciążę.- uśmiechnęła się. -Będziesz moją świadkową na ślubie, no nie?- zapytała, przyglądając mi się badawczo. -Wiem, że się zgodzisz, więc...
-Już bierzecie ślub?- zdziwiłam się.
-Nie, za jakiś czas, ale lepiej już zacznę coś przygotowywać, żeby później wszystko się nie nasiliło.- odparła.
Kiedy dowiedziałam się o tym, że Logan poprosił Edith o rękę, naprawdę się ucieszyłam. Przynajmniej oni mieli barwne życie uczuciowe.
-A co tam u Conor'a?- uśmiechnęła się podejrzliwie.
Otóż, moja przyjaciółka - która zaczęła bawić się w swatkę, bezskutecznie zaczęła próbować umówić mnie z chłopakiem, który kiedyś ją podrywał.
-Pytasz o dzisiejszą randkę, która zacznie się za kilka godzin?- westchnęłam.
-Tak.- ucieszyła się. -Conor to najfajniejszy chłopak, jakiego znam.
-Dałaś mu kosza.- przypomniałam jej.
-Niecelowo.- dodała na swoje usprawiedliwienie. -Byłam w wielu związkach i Conor po prostu pojawił się w złym momencie...
-Pojawił się wtedy, kiedy Logan.- wywróciłam oczami.
-No właśnie, więc...jak się ubierasz? Malujesz się mocno, czy delikatnie? Zakładasz buty na obcasie, czy stawiasz na zwykłe baleriny i czy planujesz jakieś dodatki? Ta kolia, którą miałaś na...
-Edith!- przerwałam jej. -Idę na randkę, nie na wybieg.
-Na pierwszej randce musisz go oczarować.- przysunęła się do mnie.-Wiesz, że co do kwestii facetów, to zawsze służę pomocą.- uśmiechnęła się, a ja przęłknęłam ślinę. -Codziennie podobno piszecie.
Uśmiechnęłam się.
-Pytałaś go o to?
-Nie.- zaprzeczyła. -Nie musiałam, sam zaczął.
Westchnęłam. Ostatni mój związek był...rok temu z człowiekiem, któremu oddałam całe swoje serce, a on je definitywnie zdeptał.  
Rozszarpał, zalał benzyną i podpalił.
Dobra! Przesadziłam...
On je po prostu unicestwił. Jeszcze rok temu myślałam, że moja niechęć do motocyklistów się zmieniła - dzisiaj twierdzę, że stanie w deszczu zupełnie nago w centum miasta jest dużo bardziej prawdopodobne, niż to, że kolejny raz upadnę, idąc na randkę z motocyklistą. Od wszystkich zlotów, nocnych jazd i wszystkich złych wspomnień trzymam się z daleka. Myślę, że gdybym spotkała któregoś z nich na ulicy, to uciekłabym na drugi koniec...miasta...państwa...kuli ziemskiej.
Póki co, osiągnęłam to, co chciałam - nie czułam nic. Pustka. W końcu. Mogłam teraz powiedzieć - byłam szczęśliwa.
-Sophie!- Edith krzyknęła, szarpiąc mnie. -Mówię do ciebie.
-Zamyśliłam się.
-Czy w twoich myślach był Conor?- poruszała zabawnie brwiami.
-Eeee...tak, jasne.- zakłopotałam się.
Odkąd Edith umówiła nas ze sobą, to tylko wałkuje ten temat. Conor to, Conor tamto...
-A wiesz, że Conor...
-Wiem.- przerwałam jej.
-Ale ja jeszcze...
-Widzisz? A już wiem.- zaśmiałam się, wstając. -Muszę iść uszykować się na randkę.
-Weź zapas prezerwatyw.- przypomniała. -Koronkowa bielizna będzie atutem i koniecznie...
-Tak. Siekiera, wiertarka, taśma, przenośne krzesło, żeby go na nim związać i koniecznie muszę upchać do torebki defibrylator.- powiedziałam sarkastycznie.
Zrobiła skwaszoną minę.
-Prezerwatywy wystarczą. Po co bawić się w morderczą grę wstępną?




Wsiadłam do samochodu i odjechałam z piskiem opon. Odkąd mam nowy samochód, kompletnie czułam się beznadziejnym kierowcą. I nim byłam, niestety. Wiedziałam, że do każdego auta trzeba się przyzwyczaić, poznać go, ale u mnie wszystko szło nie po mojej myśli. Trzy razy dzisiaj prawie kogoś otarłabym, przejechałabym rowerzystę i wjechałabym w tył ciężarówki, ale cóż, żyłam, nie umarłam i co najlepsze, nikogo nie zabiłam.
Kolejny sukces. Gdyby życie dawało wynagrodzenie za głupotę i zwykłego pecha - byłabym miliarderem, nawet, gdyby to byłaby stawka jednego grosza. Delikatnie zaparkowałam na parkingu, uważając, żeby nikogo nie uszkodzić i wyszłam z auta.
-No nie.- krzyknęłam, przykładając sobie dłoń do czoła.
Krzywo zaparkowałam!
Boże, mam nadzieję, że ludzie, którzy to zobaczą, wybaczą mi i przejdą obojętnie. Naprawdę zaparkowałam - dziwnie, mogę nawet stwierdzić, że perfekcjonalistom wypaliłoby oczy.
Trudno, nie zaparkuję drugi raz.
Po pierwsze: nie chcę mi się.
Po drugie: mogę tylko pogorszyć.
Wyszłam z parkingu w złym humorze i wyrzutami sumienia. Dobrze, że mało ludzi mnie tu zna i mało kto wie, jakim autem jeżdzę, tym bardziej, że niedawno zmieniłam je.
Weszłam do mieszkania i zrobiłam sobie na szybko mrożoną pizzę.
Zaraz...i tak będę musiała znowu do niego wsiąść, i pojechać na spotkanie.
-Cholera.- powiedziałam sama do siebie, mając pełną buzię jedzenia.
Czemu życie kobiety musi być takie ciężkie?
Dobra, wróć!
Czemu moje życie musi być takie ciężkie?
Co mnie podkusiło, żeby kupić takie wielkie auto, skoro nawet nie mieszczę się w pasach na parkingu?
Westchnęłam, założę chociaż kaptur, żeby mnie nikt nie zobaczył i moje umiejętne wyjeżdzanie z parkingu - przód, tył, przód, tył, przód...oho, chyba uderzę, znowu przód i w końcu tył.
Popiłam obiad wodą cytrynową i poszłam do łazienki. Kilka tygodni temu podcięłam trochę włosy, przez, co wyglądają na o wiele zdrowsze. To chyba była jedyna decyzja, którą podjęłam i okazała się totalnym trafem. Myślałam nawet o tym, żeby przefarbować włosy, ale...
Powiem wprost. To mogłoby się nie udać, a ja nie chciałam stracić połowy włosów, połowy swojego portfela i połowy swojej dumy.
Nigdy nie farbowałam włosów, nie wiem nawet jak takie coś wygląda. Czy to nie pali skóry głowy? Nie odpadną włosy i co, jeśli kolor wyjdzie nie taki, jak ma pani na obrazku, która uśmiecha się do mnie z górnej półki.
Tak, kupiłam farbę. Czarną, albo inaczej - Paloną kawę.
Można powiedzieć, że zrobiłam już jakiś krok w swoim życiu - kupno farby. Na jakiś rok mam zwolnienie od reszty wybryków.
Sama nie wiem, czemu zaplanowałam farbowanie włosów, ale to chyba jest tak, że zmiana koloru = jakaś zmiana w swoim życiu. Takim tokiem myślenia szłam, ale coś mi nie poszło.
Dokładniej - nic mi nie poszło.
Dlaczego myślę teraz o farbie, zamiast o randce z Conor'em?
Ostatnia randka na jakiej byłam, była z Daniel'em, który teraz ma zakaz zbliżania się do mnie.
Ubrałam letnią, żółtą sukienkę i nałożyłam na to jeansową kurtkę. Wybrałam płaskie buty, mając myśl w głowie, że będę musiała jeszcze jechać samochodem.
Cholerny samochód.
Nie mogłam kupić sobie rowera? Rolki? Hulajnogę? Karoce? Cokolwiek? Albo drogiej torebki, żeby później nie było mnie stać na auto?  
I to moje zadowolenie - duże auto, dużo przestrzeni, ja najważniejsza na drodze...
Dramat!
Jestem w trakcie realizacji polubienia się z nim, ale aktualnie mogę powiedzieć - mamy kryzys, ciche dni, focha.
Wyszłam z mieszkania i skierowałam się w stronę parkingu. Zero ludzi, zero wstydu, zero racjonalnego myślenia.
Niechętnie wsiadłam do auta i włożyłam kluczyk do stacyjki. W tle zaczęła grać cicha muzyka o niespełnionej miłości do perkusisty.
Odetchnęłam i zastosowałam swój nieumiejętny trik wyjazdu z parkingu.  
To naprawdę trwało wieki, w tym czasie zdążyłabym pięć razu urodzić dziecko. Żartowałam. Nic dziwnego, że wyszłam z domu godzinę wcześniej, gdzie do kawiarni mam dziesięć minut.
Na miejscu byłam dwadzieścia minut przed czasem. Zaczęłam czuć lekkie zdenerwowanie, nie tylko obawą przed samą randką, ale głównie chodziło o Conor'a. Pisząc z nim codziennie, czułam się naprawdę wyjątkowo, ale spotkanie się twarzą w twarz, to nie to samo. Wydawało mi się, że w internecie byłam bardziej odważna, a co z tym idzie, bardziej rozmowna.  
Wysiadłam z auta. Wciąż byłam w szoku, że tym razem moje parkowanie wyszło w miarę dobrze. Może dlatego, że było mało samochodów.
Weszłam do kawiarni i zajęłam miejsce. Rozejrzałam się po sali, gdzie zdążył już się zrobić tłok par, będących zapewne na randce. Próbowałam uspokoić swoje myśli, które zmierzały w złym kierunku.
Otworzyłam kartę dań i przejrzałam jadłospis. Same sałatki, słodkie desery i kawy.  
-Sophie?- usłyszałam męski głos i podniosłam głowę.
Conor stał uśmiechnięty w białej koszuli. Wyglądał naprawdę uroczo. Czy stresował się tak samo jak ja?
Zaczęłam myśleć, że mogłam się bardziej postarać, co do ubioru. Conor wyglądał naprawdę elegancko, jak wyjęty z gazety ślubnej, a ja?
Jak wyjęta z gazety BRAVO dla nastolatek.
-Cześć.- odwzajemniłam uśmiech.
Chłopak podszedł do mnie i dał mi delikatnego buziaka w policzek, sprawiając mnie w osłupienie. To dość klarowne i bardzo urocze.
-Zamówiłaś już coś?- zapytał, siadając naprzeciwko mnie.
-Jeszcze nie.- odparłam.
Próbowałam brzmieć dumnie i wyglądać na mniej zestresowaną, niż w rzeczywistości byłam. Randkowanie mi nie wychodziło i zamiast przyciągać facetów, to zupełnie i niecelowo ich odpychałam. Czy teraz też tak będzie? A jeśli Conor stwierdzi, że pomylił się, co do mnie i odejdzie?
-Stresujesz się?- zapytał, przyglądając się mi.
-Nie!- odpowiedziałam za szybko i zdecydowanie za głośno, bo kilka osób spojrzało na mnie, jak na kosmitę.
Zaśmiał się, widząc moje zakłopotanie.
-Właśnie taką sobie ciebie wyobrażałem.- uśmiech nie schodził mu z twarzy.
To niepojęte, że nie boli go szczęka, wiedząc, że utrzymuje ten uśmiech odkąd tu przyszedł, ale musiałam to przyznać.
Podobał mi się jego uśmiech.
-Czyli jaką?- uniosłam brew.
-Wesołą Sophie, która zaczyna sms'y z małej litery.- zaśmiał się ponownie.
-Oh.- odwzajemniłam uśmiech. -Niektórych ludzi doprowadza to do irytacji.
-Mnie nie.- dodał, biorąc do rąk menu. -Nawet to, że piszesz jedno zdanie w kilku wiadomościach.
-A jednak to zauważasz.- zmrużyłam oczy, rozbawiona.
-Ciężko nie zauważyć. Zawsze wiem, kiedy odpiszesz, bo mój telefon wibruje z tysiąc razy na minutę.- jego uśmiech z każdą sekundą się powiększał.
-Naprawdę, aż tak to widać?- udałam przerażoną.
-Tak.- odpowiedział poważnie, a po chwili zaczął się miękko śmiać.
-Przestań.- udałam obrażoną.
-Chciałem cię zrelaksować. Wydajesz się spięta.- zauważył, przeglądając menu.
-Mało bywałam na randkach, a jak już, to były kiepskie.
-Ja tak samo.- przyznał, spoglądając chwilę na mnie, po czym znów wrócił do przeglądania karty dań i napojów. -Moja ostatnia randka była kilka miesięcy temu i dziewczyna uciekła z krzykiem.- uśmiechnął się.
-Niech zgadnę, twój pokój jest cały oklejony półnagimi kobietami, mieszkasz z rodzicami i uwielbiasz pająki.- przeraziłam się, wspominając o ostatnim.
-Nie.- powiedział rozbawiony. -Była weganką, a ja zabrałem ją do restauracji, gdzie w każdym daniu było mięso. Czułem się naprawdę skonsternowany.
Zasłoniłam ręką usta, żeby się nie zaśmiać.
-Masz szczęście. Bo ja nie jestem ani wegetarianką, ani weganką.
-Wiem. Wypytałem Edith o ciebie.- powiedział szczerze.
-Niezbyt mnie to cieszy.- przyznałam. -Mógłbyś się dowiedzieć nieciekawych rzeczy o mnie.
Spojrzał na mnie kątem oka.
-Sophie, cokolwiek by to było i tak bym się z tobą umówił. Polubiłem cię, a ja rzadko kogo lubię.- zawołał kelnera, unosząc dłoń do góry.
-Ja też. Wydaję mi się, że jestem aspołeczna.- stwierdziłam, nerwowo bawiąc się guzikiem od kurtki.
Uśmiechnął się.
-Jak na aspołeczną dziewczynę jesteś bardzo wygadana.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Wydaje ci się.

958 czyt.
100%277
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2381 słów i 13016 znaków

Komentarze (7)

 
  • Iga21

    Iga21 14 maj 17:26

    No i super. To dopiero pierwsza randka ale mi się wydaje, że będą tylko przyjaciółmi Co do Eliasa mhmm mieszane uczucia ale wydaje mi sie, ze ich drogi się jakoś skrzyzuja i nie mówię tu, że zostaną parą

  • Agaaa

    Agaaa 14 maj 12:46 ip:188147108

    Ja myślę że Sophia chce zapomnieć ale gdzieś tam wciąż go kocha. Czekamy na dalszy rozwój akcji bo zapewne będzie się działo

  • AlexAthame

    AlexAthame 13 maj 21:26

    Czyli co? Wyrzuciła Eliasz z serca czy próbuje. Rok to dużo. Och!Nie wiem co napisac

  • dreamer1897

    dreamer1897 13 maj 18:31

    "-Weź zapas prezerwatyw.- przypomniała. -Koronkowa bielizna będzie atutem i koniecznie...
    -Tak. Siekiera, wiertarka, taśma, przenośne krzesło, żeby go na nim związać i koniecznie muszę upchać do torebki defibrylator.- powiedziałam sarkastycznie"      Cała Sophie!   
    A jednak Sophie nie jest w ciąży i spotyka się z niejakim Conorem...czyżby to koniec etapu motocyklistów? Śmiem twierdzić, że jeszcze wszystko się obróci o 180 stopni.  
    Ależ powrót do przeszłości Bravo- ja pamiętam jeszcze Popcorn, Bravo Sport, Mega sport, Victor

  • Zak

    Zak 13 maj 14:01 ip:94254168

    Mam nadzieję że nie będzie już Eliasa. Żadna najbardziej zakochana kobieta nie byłaby chyba aż tak ślepa, żeby być z takim niedorozwojem  

  • Wiki♡♧

    Wiki♡♧ 12 maj 20:43 ip:18525187

    No nie, nie może tak być 😕

  • Vee

    Vee 12 maj 18:53 ip:87204203

    Czyżby miłość Sophie i Elyasa się skończyła? 😭