Bronię się przed tobą cz.3

Jego motor...motocykl był strasznie straszny. Lśnił nawet w ciemności, można się było w nim przejrzeć.
-Załóż to.- rzucił mi kask do rąk. Dobrze że złapałam.
-Masz tylko jeden?- zapytałam, zakładając go.  
-Tak, ale spokojnie ufam ci.- mrugnął do mnie i posłał mi ten swój zadziorny uśmiech.
-To dobrze.- odwzajemniłam. -Bo ja sobie nie ufam.- po czym wsiadłam na tą bestie. W kasku było mi strasznie...dziwnie. Czy ja mam za dużą głowę, czy Elyasowi też on przeszkadza, czy mam większą głowę od niego? Kurde, chyba dziś nabawię się kompleksów.
-Jak ma na imię?- zapytałam.  
-Nie ma.- parsknął.
-Andzela ma.- kurde, nie mam pewności czy to usłyszał. Zachowuję się jak małe dziecko, chyba muszę przestać.
-Okej...więc niech będzie Sophie.- uśmiechnął się i podszedł bliżej.
Wywróciłam oczami.
-Umiesz jeździć autem?- zapytał.
Cóż, chyba tak skoro nim jeżdżę i jak dotąd zarysowałam auto komuś tylko raz w mniej niż rok. Co ja gadam... Umiem, ale nie umiem.
-Umiem...chyba.
-To wyobraź sobie że to auto...
-Z dwoma kołami?- przerwałam mu.  
Wyglądał na rozbawionego.
-Zaczniemy od postaw. Tu masz kluczyki i zanim włożysz go w stacyjkę, proszę, wcisnij hamulec i sprzęgło. A to masz tu- pokazał mi gdzie one się znajdują. Kurczę, ciężko będzie mi się przyzwyczaić do sprzęgła, które jest u góry, po lewej stronie i będę musiała operować ręką. I do tego gaz też.
-A tu masz dźwignie...
-Dobra, dam radę.- przerwałam mu.
Spojrzał na mnie nieco speszony.
-Na pewno?
-Tak.- uśmiechnęłam się.  
Nie panikuj, to tak jak rower...tylko trochę szybszy.
Elyas obszedł motocykl i usiadł za mną. Nawet przez kask czuję jego perfumy.
Włożyłam kluczyk...
-Pamiętaj o sprzę...
-Wiem.  
...i go przekręciłam. Silnik od razu zabrzmiał. O kurde i co teraz.  
-Teraz delikatnie dociśnij...
-A tak tak...wiem wiem.
Motocykl ruszył, ale od razu zgasł.
-Delikatnie postępuj z moją Sophie.- usłyszałam.
Spojrzałam na niego przez ramię.
Dobra, teraz się uda.
Uruchomiłam motocykl, na wciśniętym sprzęgle docisnęłam dźwignie do dołu i dodałam trochę gazu. Ruszyliśmy i tym razem nie zgasł. Czy dziś umrę? Nie chcę. Błagam. Jechaliśmy bardzo wolniutko.
-Elyas, co teraz?- spytałam zaniepokojona.  
-Z pewnością odsuń się do boku, bo jeździmy na środku i to ślaczkami jakbyśmy byli pijani...
-Piłam tylko mojito.
Zaśmiał się.
-To w ogólę nie powinienem ci dawać Sophie.- przysunął się jeszcze bliżej, szkoda ze tym razem nie mogę mu ten pomysł wybić z głowy. -Narazie szło ci nieźle. Dodaj potem trochę gazu. Jedź do znaku i z powrotem. Wiesz już jak?
Pokiwałam głową. Trudno, na coś trzeba umrzeć.
Odpaliłam motocykl i poczułam ręce Elyasa na moim brzuchu. Wrrrr...
Ruszyliśmy tylko ze tym razem poszło to lepiej niż przedtem. Dodałam lekko gazu i zastosowałam się do trasy, którą mi podał.

Wyłączyłam silnik i zsiadłam z motocykla.  
-Było tak strasznie?- uśmiechnął się do mnie nadal siedząc na maszynie.
-Tak.- powiedziałam ściągając kask. -Prawie umarłam...
-Nie było tak źle, Linden.- zsiadł z motocykla.  
-Tak czy inaczej dzięki za przejażdzkę.- oddałam mu kask.  
Odwróciłam się i poszłam w kierunku dzikiej imprezy.  
-Linden...- usłyszałam.
Odwróciłam się niechętnie.  
-Tak myślę, że Logan bedą z Edith jeszcze długo tu i pewnie on ją odwiezie. Więc może ja cię zawiozę do domu?- spytał.
Może ma rację? Edith jest zapatrzona w Logana jak komornik na telewizor. Ale czy to oznacza, że będę musiała jechać z tym strasznym flirciarzem? I do tego mam podać mu adres?
-Obiecuję, będę jechał wolno, ale nie aż tak jak ty.- wesołe iskierki pojawiły się w jego oczach.  
Wywróciłam oczami.
-Ale jak mnie wywieziesz gdzieś do lasu to ci skopię tyłek a potem zakopię.  
Roześmiał się i rzucił mi kask do rąk.
-Adres?
-Pall Mall 78.- powiedziałam, zakładając kask.
Zagwizdał.
-Mieszkanie?- zapytał.
-Tak, mieszkam z Edith.- usiadłam za nim na jego motocyklu.
-Musisz mnie złapać bo inaczej spadniesz.
Westchnęłam.
Delikatnie położyłam ręce na jego kurtce.
-Boisz się mnie?- usłyszałam.
Parsknęłam.
-Oczywiście.
Elyas uruchomił maszynę i zaczął podnosić się na przednim kole przez co ja przylgnęłam bardziej do niego. Dupek.
-A teraz się mnie boisz?
-Teraz jeszcze bardziej.- powiedziałam.
Czułam, że się uśmiechnął.
Elyas dodał gazu i pojechaliśmy. Moje ręcę wręcz ściskały jego brzuch. Zamknęłam oczy. Odwołuję to, nie chcę umierać. Nie napisałam testamentu, zresztą, nie mam nic cennego, no chyba że moje auto. Piękny Volkswagen, który stoi teraz przed blokiem. Powinnam go wyczyścić i obawiam się, że już nie zdążę. Mogłam iść pieszo, może bym przeżyła. Kiedy Elyas ustał, otworzyłam oczy. Światła. Powoli zaczęłam kojarzyć ulicę, jesteśmy blisko. Może jednak przeżyję? Kiedy pojawiło się zielone światło Elyas ruszył z piskiem. Znowu zamknęłam oczy, ściskając jego brzuch. Myśl o czymś miłym. Myśl o czymś miłym. Myśl o czymś miłym. Jak dojedziemy to go zabijesz. Jak dojedziemy to go zabijesz. Jak dojedziemy to go zabijesz. Już mi lepiej.
Elyas powoli zwalniał, aż w końcu zatrzymał się. Bałam się otworzyć oczu. Czy ja umarłam?
-Linden.- usłyszałam zachrypnięty głos Elyasa. -Naprawdę jest bardzo miło i mógłbym tak siedzieć i siedzieć, tylko proszę rozluźnij uścisk, bo chyba chcesz mnie udusić.- powiedział rozbawiony.
Czyli jednak nie umarłam. Od razu puściłam uścisk i zeszłam z motocykla.
-Ej, miałaś rozluźnić a nie uciekać.- zrobił smutną minę.
Zdjęłam z siebie kask i oddałam mu go.
Nadal nie mogę uwierzyć w to że żyję.
-Bardzo musiałaś się bać skoro tak się do mnie kleiłaś.- wyglądał na rozbawionego.
-Może po prostu chciałam cię udusić?
Uśmiechnął się.
-Prawie ci się udało, moja piękna.- zszedł z motocykla i podszedł do mnie.
-Elyas, przestrzeń!- powiedziałam.
On udawał że nie słyszy i dalej się do mnie przybliżał, dopóki nie poczułam na plecach muru.  
-Bardzo miło było ciebie poznać, kochanie.- szepnął.
Parsknęłam.
-Ciesz się, że cię nie zabiłam.
-Mógłbym być duszony przez ciebie codziennie.- uśmiechnął się, patrząc w moje oczy.
-Niestety już nie będzie takiej okazji. Swoje fetysze zachowaj dla kogoś innego.- odepchnęłam się od muru i wyjęłam z kieszeni kluczyki.
-Dzięki, że mnie podwiozłeś Elyas i że mnie nie zabiłeś.- powiedziałam, otwierając drzwi.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Śnij o mnie.
Ta jego pewność siebie mnie dobija.
-Chcesz, żebym miała koszmary?
Zaśmiał się.
-Nie bój się, to z pewnością nie będzie koszmar.- mrugnął do mnie i podszedł do motocykla. Założył kask i wsiadł na maszynę. Spojrzał na mnie ostatni raz i odjechał.  
Czemu stroję w drzwiach i nadal się patrzę w pustą przestrzeń? Dziś przekroczyłam wszystkie swoje limity- dałam się przewieźć na motocyklu, gadałam z motocyklistą i pozwalałam się dotknąć a szczególnie mojego brzucha. Chyba wezmę dłuuuuuugi prysznic oczyszczający z toksyn. Weszłam do mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi. Zapalając swiatło musiałam z dobre pięć minut przyzwyczajać się do niego.  
"Wykończył mnie ten facet"- pomyślałam. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Dobrze że mamy oddzielne pokoje z Edith, jest większe prawdopodobieństwo, że mnie nie obudzi. Tylko gorzej jak przyjdzie pijana...z Loganem.








-Wstawaj!- wrzask Edith obudził mnie tak, że prawie spadłam z łóżka. -Jest już 12 i ty nadal śpisz? To nie w twoim stylu.
Jęknęłam.
-Jest weekend, wczoraj wyciągnęłaś mnie do zoo motocyklistów to chociaż dziś daj mi spokój.- mruknęłam, tuląc się do poduszki.  
-Nie ma mowy, musze ci wszystko opowiedzieć.- pisnęła. -Słuchaj...Logan jest świetnym facetem. Wierzysz, że pocałował mnie w policzek? To dobrze o nim świadczy. Inni by wpuszczali się na chama bo seks, seks i seks...
Wzięłam poduszkę i przyłożyłam ją sobie do głowy. Posłucham tego później, ale nie teraz, błagam...
-... a on nie i do tego mnie przywiózł na Andzeli, wierzysz? Logan to cudo...
-Edith, błagam...
Zaśmiała się.
-Zresztą, moja droga, musisz mi coś opowiedzieć o Elyasu. Koleś wygląda nieźle.
-Może innym razem? Teraz chce spać...
-Teraz! Teraz! Teraz!- zaczęła skakać po moim łóżku.  
Odwróciłam się do niej.  
-Elyas to dupek, jak każdy motocyklista.
-Podobno cię wczoraj przywiózł.- Edith wydała się z tego bardzo zadowolona.
-Noo...tak, ale już się więcej nie zobaczymy.
Zdziwiła się.
-Dlaczego?
Wzruszyłam ramionami.
-Powiedziałam, żeby dał mi spokój.
Nagle poczułam jej ręce na swoich ramionach.
-Oszalałaś? Taki super gościu do ciebie lgnie a ty nic?- zaczęła mną potrząsać.
Wywróciłam oczami.
-Ups, za późno.- uśmiechnęłam się.
Edith wstała z mojego łóżka.
"O tak"- pomyślałam, przykrywając się.
-Logan dziś wpadnie.- usłyszałam.  
-Bawcie się dobrze.- mruknęłam i poszłam dalej spać.  



Obudził mnie hałas dochodzący z kuchni.
-Miło, że wpadliście.- usłyszałam Edith.
Zaprosiła kogoś jeszcze? Być może swoją przyszłą teściową? Wcale bym się nie zdziwiła.
-Sophie śpisz?- usłyszałam Logana. Głos był bardzo blisko dlatego odwróciłam się i spojrzałam w stronę drzwi. Logan stał w przejściu.
-Eee...już nie.- powiedziałam zachrypniętym głosem.
Uśmiechnął się.  
-To dobrze.- powiedział a obok niego pojawiła się Edith.  
-Za 5 minut wstanę.- powiedziałam po czym przykryłam się kołdrą.
-Nie wiedziałem, że Linden to taki śpioch.- usłyszałam głos, który znałam bardzo dobrze. Zaraz, co? Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam Elyasa opartego o ścianę.
-Elyas?- wystraszyłam się, spadając z łóżka.
-Nic ci nie jest?- brunet momentalnie znalazł się przy mnie.  
Przez chwilę patrzyłam na niego jakbym zobaczyła ducha. Elyas? Tutaj? Jakim cudem? Edith! Zaczęłam się szczypać.
-To nie sen, maleńka.- uśmiechnął się, pomagając mi wstać.
-Co ty tutaj robisz?- zapytałam, będąc jeszcze w szoku.  
-Podobno bardzo chciałaś się ze mną zobaczyć.- puścił do mnie oczko. -W tej sytuacji musiałem zerwać nasz układ.
Co?
-Nieprawda.- jęknęłam.
-Prawda.- usłyszałam głos Edith dochodzący z kuchni.  
-Zabiję cię.
-Też cię kocham.- usłyszałam.
Co za małpa.
-My z Loganem pójdziemy się przejść, mam nadzieję, że jak was zostawimy to się nie pozabijacie?- powiedziała rozbawiona.
-Bardzo śmieszne.- pokazałam jej język.
-Papa.- powiedzieli i wyszli.
Zostałam sam na sam z Elyasem, który w tym momencie oglądał moje notatki z wykładów.
-Ej, to moje.- powiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się i podniósł zeszyt ponad siebie.
-To go sobie weź.
Wstałam i zaczęłam skakać, żeby odzyskać mój notatnik. Oczywiście, że Elyas jest o wiele wyższy ode mnie przez co idzie mi to z trudnością.
-Jesteś niemożliwy.- jęknęłam, zmęczona.  
-A ty piękna.- uśmiechnął się, oddając mi zeszyt. -Nawet w tym okropnym dresie.
-Przynajmniej jest ciepły- burknęłam.
-Mamy lato.- zdziwił się.
-Chcesz mi powiedzieć, że śpisz nago?- wyminęłam go, kierując się w stronę kuchni.  
-Oczywiście, kochanie.- momentalnie pojawił się obok mnie.  
-To musi być straszne.- powiedziałam.
Uśmiechnął się.
-Nikt jak dotąd nie narzekał.
Spojrzałam na niego, bezczelny jak zawsze. Dziś wygląda kompletnie inaczej, ma na sobie czarne spodnie i białą bluzkę. Gdzie się podziała jego skórzana kurtka?
-Może nikt nie chce ci zrobić przykrości?- odbiłam piłeczkę.
-Chcesz się przekonać?- powiedział rozbawiony.
-Oszczędź mi tego, błagam. Dopiero wstałam.
-Na to mamy czas, śpiąca Królewno.- puścił do mnie oczko.  
-Spróbuj tylko dotknąć mnie a twoje palce...
-Tak, wiem.- przerwał mi. -Niedługo sama bedziesz o to błagała, żebym cię dotknął.- powiedział pewny siebie.  
-Przypomij mi o tym, kiedy tak zrobię.- zaśmiałam się. -Czyli nigdy.  
-Jesteś tego taka pewna?- zapytał podchodząc do okna.  
-Jasne, nie jesteś w moim typie.- powiedziałam, wyjmując z lodówki jajka. -Chcesz jajecznicę?
Uśmiechnął się.
-Tak, poproszę. A co do gustów, można je zmienić.- podszedł blisko mnie i bacznie mi się przyglądał.  
-Wolę romantyków.
-Bywam romantyczny.
Parsknęłam.
-Romantyczny motocyklista? A ja jestem kaczką dziwaczką.- zaśmiałam się.
Wyjęłam patelkę, wlałam trochę oleju kokosowego i zaczęłam smażyć.
-Nie wyglądasz na kaczkę.- powiedział rozbawiony.  
-A ty na romantyka.
-Zdziwiłabyś się, K O C H A N I E.
-Pewnie tak, K O C H A N I E.
Przewróciłam jajecznicę na drugą stronę.
-Wstawię wodę na herbatę.- powiedział.
-Tylko się nie poparz.- uśmiechnęłam się.
-Obiecuję, że nie zdemoluję ci kuchni.- Elyas nalał wody do czajnika elektrycznego i postawił na podstawce, wciskając przycisk.
-Jestem z ciebie dumna.- wywróciłam oczami, rozbawiona.  
-Uczę się od najlepszych.- zamruczał.
Doprawiłam jajecznicę solą i wyłożyłam ją do dwóch podstawek.
Elyas zalał do dwóch filiżanek wody, wyjmując po chwili dwie torebki herbaty.
-Czuję się dziwnie.- powiedział, zajadając się jajecznicą.
Wywróciłam oczami. Czyli po udanej nocy nie zaprasza swoich dziewczyn na śniadania? Je pierwszy raz z dziewczyną? To trochę chamskie nawet jak na niego.
-Ja też.- bacznie mu się przyglądałam.
-Nigdy nie jadłem jajecznicy.- powiedział. -I teraz widzę ile straciłem.  
Zakrztusiłam się.
-Nigdy nie jadłeś jajecznicy?- powiedziałam, popijając jeszcze gorącą herbatę. -To co ty jesz na śniadanie?
-Nie jem śniadań.- wzruszył ramionami. - A jak już muszę to kanapki.
-Jest jeszcze coś czego nie robiłeś a wszyscy to robią?- zapytałam.
-Chyba nie, tak myślę.- powiedział, spoglądając na mnie.  
Nasze spojrzenia walczyły ze sobą. Naszczęście jestem w tym dobra i rzadko przegrywam niewywołanym śmiechem.
Elyas uśmiechnął się.
-Wygrałaś.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Chcesz nagrodę?- zapytał, odnosząc talerz do zlewu.
-Jaką?- zmarszczyłam czoło.
W oczach chłopaka pojawiły się wesołe iskierki.
-Nigdy w życiu.- machnęłam ręką, wiedząc co ma na myśli.
-Ej, nawet nie wiesz co miałem na myśli.- oburzył się.
Wywróciłam oczami.
-Wiem, poza tym obniżasz poziom IQ w tej kuchni.- wstałam i odniosłam naczynia do zlewu.
-Jesteś strasznie pyskata przez duże P.- powiedział.
-A ty jesteś strasznym dupkiem przez duże D.- odpowiedziałam.  
Uśmiechnął się.  
-Skąd wiesz?- zapytał.
-A tak nie jest?
-Nie wiem a jest?
-Czemu odpowiadasz pytaniem na pytanie?- oburzyłam się.
-A kto to zaczął?- uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Zawarczałam.
-Spokojnie, maleńka.- uspokajał mnie nadal rozbawiony całą tą sytuacją.
Nadal nie rozumiałam czemu się do mnie przykleił. O co mu chodzi?
-Elyas...o co ci chodzi?- zapytałam.
-Ale z czym?- zapytał zdziwiony.
No tak, przecież rozmowa z nim to jak głuchy telefon.
-Nie przelecisz mnie. Nigdy. Zrozum to.- powiedziałam, patrząc na jego reakcję.
Wydał się zdziwiony.
-Myślisz, że gdybym chciał tylko tego to już dawno byłoby po sprawie?- wzruszył ramionami.
Zaśmiałam się.
-Nie? Bo bym ci na to nie pozwoliła.- powiedziałam, rozbawiona jego odpowiedzią.  
-Linden, wiem. Nie chodzi mi o dobrowolny, tylko o nieświadomy.- westchnął.
Przełknęłam ślinę.
-Co?
Elyas nie spuszczał ze mnie wzroku.
-Gdybym chciał się z tobą przespać to wczoraj bym ci dosypał...
-Nie kończ.- przerwałam mu.
-A tego nie zrobiłem. Chcę cię tylko poznać. To takie straszne?- uniósł brwi.
-Nie...nie wiem.- szepnęłam.
Elyas podszedł do lodówki i wyjął z niej wino.
-Nie wiem jak ty, ale ja bym się napił.
Uśmiechnęłam się.
-Wyjmę kieliszki pod warunkiem, że mi nic nie dosypiesz.- zagroziłam.
-Nigdy, przenigdy, Linden.- uniósł ręce w geście poddania.  




-Pobawmy się.- powiedział Elyas nalewając wina do kieliszków. Siedział po turecku naprzeciwko mnie.  
-Nie jestem zainteresowana zabawą w tobą.
-Może jednak?- odłożył wino. -Powiedzmy o sobie coś prawdziwego i nieprawdziwego. Jeżeli uznasz ze to co mówię to kłamstwo to wypij kieliszek i jeżeli zgadniesz, że kłamię to ja będę musiał wypić dwa, jeżeli jednak nie zgadniesz to pijesz jeszcze raz, okej?
Ta gra przypominała butelkę tylko alkoholową butelkę. W takie rzeczy bawiłam się w liceum.  
-Okej.- westchnęłam. -Ale ja zaczynam.
Elyas uśmiechnął się, pewnie był pewny ze zmięknę i się wycofam. Hm, więc co by tu wymyślić. Może zacznę od prawdy.
-Jestem jedynaczką.- powiedziałam, spoglądając na Elyasa.  
Elyas zmrużył oczy, ale nie ruszył się. Chyba zgadł, że to prawda, albo strzela.
-Kurde.- jęknęłam i wypiłam kieliszek, dobrze, że są one małe.  
-Zapomniałem cię ostrzec, że jestem w tym całkiem niezły.- pokazał mi język. -Więc...studiuję prawo.- powiedział z miną pt."nie zgadniesz tego".
Prychnęłam, biorąc kieliszek. Elyas uśmiechnął się.
-Chyba czeka cię kolejny.- powiedział zadowolony.
Zdziwiłam się.
-Studiujesz prawo?- przełknęłam ślinę.
-Tak. Dużo o mnie nie wiesz, Skarbie.- puścił mi oczko.
-Dojdzie do tego ze mnie upijesz.- jęknęłam, biorąc kolejny kieliszek.
Elyas zaśmiał się.
-Jesteś w tym kiepska.
Zmrużyłam oczy. W to na pewno mi nie uwierzy.
-Jestem dziewicą.
Elyas siedział wciąż wpatrzony we mnie i nie ruszał się. No nie, proszę cię, wypij.
-Nie bawię się tak.- westchnęłam. -Skąd wiedziałeś?
Elyas uśmiechnął się.
-Gdybyś nią nie była to dawno byś się na mnie rzuciła.- wzruszył ramionami.
-Dupek.- nalałam kieliszek i go wypiłam.  
-Może przestaniemy grać skoro masz się upić?- zapytał zaniepokojony.
-Jest okej.- muszę raz go złamać.  
-Jakbyś miała dość to mów.- Elyas bacznie mi się przyglądał.
Kiwnęłam głową.
-Miałem narzeczoną.- wypalił.
Kurde...niemożliwe. Jest chyba na to za młody, poza tym...kto by z nim wytrzymał?
Wzięłam kieliszek do ręki. Wypić czy nie? Spojrzałam na Elyasa, ale jego mina mi mówiła tyle co nic. Wypiłam.
-Jesteś naprawdę w tym kiepska.- zaśmiał się.  
Wrrr...
-Miałeś narzeczoną?- zdziwiłam się. -To ile ty masz lat?
-23- odpowiedział.
-Więc teraz masz żonę?
Jeśli się okaże, że tak to wybuchnę śmiechem. Już jej współczuję.
-Nie, po tym jak się jej oświadczyłem szybko się rozstaliśmy.- westchnął.
Cóż, nie chciałam pytać.  
-Okej...to może teraz ja.- powiedziałam, wybudzając martwą atmosfere, która przez moment wkradła się do mojego pokoju. -Chodziłam z motocyklistą.- powiedziałam.
Elyas uśmiechnął się. Byłam pewna ze chwyci za kieliszek, ale tego nie zrobił.
-Jesteś wróżbitą? Magikiem?- zapytałam. Jak to możliwe, żeby tak dobrze wystrzelać.
-Nie, Skarbie. Mówiłem ci, że trochę cię znam.- puścił mi oczko. -Tak czy inaczej, sporo wyjeżdzałem za granicę za pracą. Prawda czy fałsz?
Niech stracę.
-Prawda.
Elyas podniósł jedną brew i chwycił za kieliszek. Potem za kolejny.
-Brawo, Linden.
Ucieszyłam się. No w końcu... W głowie zaczęło mi już kołować od ilości alkoholu w moim organiźmie.
-Wszystko okej?- zapytał, przechylając głowę w bok.
-Tak, tak.- złapałam się za głowę. -To przez alkohol. Pójdę po wodę.
-Czekaj, pomogę ci.- Elyas pomógł mi wstać i zaprowadził do kuchni. Usiadłam na krześle a brunet podał mi szklankę wody. Wypiłam ją i spojrzałam na niego.
-Pijaczka.- uśmiechnął się.
-Spadaj.- wkurzyłam się.
Elyas przysunął sobie krzesło blisko mnie i usiadł na nim.
-Już jest okej?- zapytał zmartwiony.
-Nie umieram.- zaśmiałam się.
-Nie chciałbym tego, straszyłabyś mnie w nocy.
Przytaknęłam rozbawiona.
-Nie tylko w nocy.
Odpowiedział mi uśmiechem. Przez chwile wpatrywaliśmy się w siebie. Jego bursztynowe oczy wkradły się do mojego mózgu i zaczęły tańczyć makarene. Bardzo rozbawiły mnie moje myśli. Jego twarz była coraz bliżej mojej. Wiedziałam co się za chwilę stanie. Nie, nie chciałam tego, ale nie mogłam się ruszyć. Alkohol przymocował mnie do tego krzesła i zakneblował kajdankami. Czułam jego oddech na swoich ustach. Pocałowanie go to jakby całować bociana, który co dopiero zjadł żabę. Alkohol podmienił mi mózg i teraz muszę się bronić, tylko ze nie mam czym, a może jednak mam? Elyas dotknął mojego policzka i przysunął się jeszcze bliżej niż to możliwe. Nie było między nami żadnej szczeliny, nawet igła by przez nas nie przeszła. Elyas wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami a ja czułam ze z każdą sekundą czuję się coraz bardziej pijana. Jego oczy powoli się zamykały...












Mam nadzieję, że jakoś to wyszło

2 417 czyt.
100%193
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3845 słów i 20989 znaków, zaktualizowała 9 cze 2018. Tagi: #miłość #pocałunek

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 18 lip 2018

    Wyszło nawet nawet Texty masz fajne.Ja bym się już nieco wkurzył na miejscu Elyasa.Chyba ma uczciwe zamiary...

  • Lola123

    Lola123 · 9 cze 2018 · 196859682

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 9 cze 2018

    Ruszyliśmy i tym razem nie zgasł. Czy dziś umrę? Nie chcę. Błagam. Jechaliśmy bardzo wolniutko.  
    Myśl o czymś miłym. Jak dojedziemy to go zabijesz.  
    Śnij o mnie.
    Ta jego pewność siebie mnie dobija.
    -Chcesz, żebym miała koszmary?  

    Jeszcze się śmieje zostałem całkowicie zaskoczony tą częścią, wielkie brawa poczucie humoru i opis sytuacji sprawia, że czytanie takich tekstów jest bardzo miłe. Oby tak dalej moja droga