Bronię się przed tobą cz.2

Wiedziałam, że przyjście na tą imprezę nie było dobrym pomysłem, cóż, jestem naprawdę szybka w swoich działaniach.
-Sophie! Tu jesteś!- Edith ukryła mnie w swoim niedźwiedzim uścisku.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Doprawdy?
Nie mów jej, że ją śledziłaś. Czasami myślę czy fizjoterapia była trafnym kierunkiem, może moim powołaniem jest śledztwo? Albo płatne zabijanie. Chociaż tester wierności też byłby super...W sumie czemu nie? Jezu, chyba znalazłam dla siebie wymarzoną pracę.
-Halo! Słuchasz mnie?- Edith wyrwała mnie z moich myśli.  
-Tak tak.- kiwnęłam.  
Testerka wierności. Testerka wierności. Testerka wierności. Jak powinnam się ubrać na rozmowę o pracę? Skąpo czy w ogólę nic nie ubierać? Może przyjadę w torcie i z niego wyskoczę?
-Czyli się zgadzasz?- zapytała.
Eeeee... Udaj głupa, udaj głupa.
-Cóż no nie wiem...
Zmrużyła oczy.
-Proszę, zrób to dla mnie. On chce cię poznać.- zamrugała kilka razy.
-Logan?- Co? -Mówiłaś mu o mnie?
-No tak, to właśnie przed chwilą powiedziałam.
-To motocyklista...im mniej ich znam tym lepiej śpię.
Wywróciła oczami.
-Ten jest inny...słodki a jednocześnie męski. Uwielbiamy te same filmy, ale jednocześnie mamy oddmienne zdanie o nich...
-Boże, dobrze ze ogłuchłam.- jęknęłam.
-Ma takie piękne oczy i włosy, i ciało, i usta. Tak, usta ma nieziemskie.- mówiła dalej.
-Może to kosmita?
-Jest na to za przystojny, żeby być kosmitą.- rozmarzyła się.
-To nie wiem...może jest jakimś klonem. Albo robotem! Albo co wieczór zamienia się w szczura...
-Już jest wieczór a on nadal jest boski.- powiedziała.
-Dziwne, może jest na jakiś substancjach, żeby go nikt nie nakrył.
-Sophie, gadasz bzdury.- tupnęła nogą.
-Wiem.- wywróciłam oczami. -Chociaż...
-Nie nie nie nie nie!- chwyciła mnie za łokieć. -Zobaczysz, polubisz go.- i zaczęła mnie ciągnąć w kierunku baru.
-Czy to konieczne?
-Tak.
-A jeśli ci powiem, że mam klaustrofobie?
-Nie masz.
-Skąd wiesz?
-Bo zawsze kiedy rozmawiamy na głupie tematy to ukrywamy się w szafie?
Kurde.
-Może moja szafa to Narnia?- ciągnęłam dalej tą konwersację.
-Tak a ja wygrałam milion złotych.
-Możemy je ukryć, w mojej Narnii.
-Sophie...- stanęła. Uff, moje ramię.
-Wiem, wiem, ważne ze ty go znasz. Ja nie muszę.
-Musisz, on wie ze nie przepadasz za motocyklistami, dlatego chciał cię poznać w barze.
Westchnęłam.
-Okej...
Edith ucieszyła się.
-Kocham cię.- przytuliła mnie.
Wywróciłam oczy.
-Wisisz mi milion złotych.
Zaśmiała się.





W barze jest naprawdę gorąco i nie wiem czy to efekt cieplarniany czy po prostu jest tu za dużo ludzi.
-O! Stoi tam.- Edith wskazała na chłopaka siedzącego przy barze. Cóż, już go widziałam, kiedy kryłam się w krzakach. Wzdrygnęłam się, to było straszne.
-Ty musisz być Sophie.- Logan podszedł do nas z szklanką...wody. Zaraz wody? Czy wódki? Wódka w szklance? Zwykle na takich imprezach motocykliści zapijają się w cztery...tyłki. Chyba abstynent.
-No niestety.- powiedziałam.
Uśmiechnął się.
To prawda, z bliska był bardzo przystojny.  
-Edith mi wiele o tobie opowiadała.
Spojrzałam na moją przyjaciółkę, która z uśmiechem wzruszyła ramionami.
-To chyba nie masz dobrego zdania o mnie.
Zaśmiał się.
-Wręcz przeciwnie. Może usiądziemy?- wskazał na pusty stolik.
-Oh, jasne.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
-O, to mój kumpel. Polubicie go.- Logan poszedł w kierunku drzwi.
-I co? I co? I co? Super jest no nie?- Edith zasypała mnie lawiną pytań.
-Wydaje się chyba miły.- wzruszyłam ramionami.
-Jest cudowny. Mądry. Inteligentny.
-Mądry i inteligentny to to nie to samo?
-On ma tyle ze sobą powiązanych cech ze już nie zliczę.- uśmiechnęła się.
-Wierzę ci.- powiedziałam po czym poczułam kopnięcie pod stołem. -Auuu.- jęknęłam.
Moja biedna łydka, skuliłam się pod stołem by zobaczyć czy nie zrobi się z tego siniak, już miałam podciągnąć spodnie...
-To mój odźwierny przyjaciel.- usłyszałam głos Logana.  
-Bardzo mi miło.- teraz usłyszałam Edith.
Wyprostowałam się i spojrzałam w bursztynowe oczy, które już gdzieś widziałam. -Elyas.
Brunet uśmiechnął się.
-Znowu się spotykamy, Linden.
Jednak nici z testera wierności. Będę płatnym zabójcą, tylko muszę wykombinować pistolet na wodę.
-Znalazłaś to co szukałaś?- zapytał, przysiadając się do mnie.  
Ma na myśli moją dumę czy Edith?
-Wydaję mi się ze tak.- burknęłam.
Logan i Edith wydali się zaskoczeni.
-Znacie się?
-Tak.- odparł Elyas.
-Nie.- odparłam ja.
Wydali się jeszcze bardziej zaskoczeni.
-To tak czy nie?- zapytali.
-Tak i nie.- odparł flirciarz, który coraz bardziej przybliżał się do mnie swoim krzesłem. -Linden coś upadło i zobaczyłem ją w krzakach.- wzruszył ramionami.
Nie chcę iść do więzienia, ale jeżeli tego nie zrobię to wsadzą mnie do psychiatryka. Edith wyglądała na rozbawioną.
-Linden, nie Sophie?- spytał Logan.
-Sophie to jej drugie imię, nie lubi jak się mówi do niej Linden.- wyjaśniła Edith.
-Mam nadzieję że to do ciebie dotarło?- spojrzałam na Elyasa.
-Oczywiście, Linden.- puścił mi oczko.
Jest bezczelny!
-Sprawdziłeś czy w Andzeli wszystko działa tak jak powinno?- Logan spytał Elyasa.
-Tak, wszystko jest dobrze.
-Kto to Andzela?- spytała Edith.
Logan usmiechnął się do niej, kładząc dłoń na jej kolanie.
-Mój motocykl. Czasem Elyas dogląda czy wszystko z nią okej.
Edith uśmiechnęła się do niego a on odwzajemnił.  
-Widzę, że masz duże umiejętności.- szepnęłam do Elyasa, który jakby mógł to by na mnie wlazł swoim krzesłem. -Szkoda żeby się zmarnowały.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Dlaczego miałyby się zmarnować?
-Bo jak się jeszcze raz przysuniesz do mnie to połamie ci wszystkie kończyny.
Elyas wyglądał na rozbawionego.  
-Zdążyłem się za tobą stęsknić przez tą godzinę kiedy cię nie widziałem.
-Co mam ci powiedzieć żebyś dał mi spokój?
Elyas przysunął się do mojego ucha.
-Nic, Skarbie.
Odsunęłam się.
-Zatruwasz mi powietrze.
-Oh, Linden. Bądź dla mnie milsza.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-W innym życiu.
-Ekhem...- Logan i Edith patrzeli na nas zdziwieni. Znam ten wzrok Edith pod tytułem "musisz mi wszystko opowiedzieć".  
-E, pójdę się przejść. Muszę nabrać świeżego powietrza.- powiedziałam, kierując się do wyjścia.
Co to było? Czemu on się do mnie klei? Każdy motocyklista chce tylko jednego i myśli ze zadzieranie ze mną jest zdrowe? Tym bardziej taki ktoś pokroju Elyasa? Dobrze ze ta impreza się zaraz skończy, w życiu już tu nie przyjdę. Prędzej umrę.
Usiadłam nad brzegiem jeziora, zdążyło już się zrobić ciemno. Moje myśli powędrowały w stronę studiów. Mam tyle do zrobienia, muszę się uczyć, za tydzień mam kurs w ośrodku rehabilitacji, który załatwiła mi mama. Nie wiem w co ręce włożyć. Chyba pora umierać.
-Jesteś bardzo odważna.- usłyszałam znajomy mi głos.
-Śledzisz mnie?- jęknęłam.
Wiem, że w tym momencie na jego ustach pojawił się uśmiech.  
-Nie jestem w tym tak dobry jak ty. Zresztą nie ma tu krzaków.- zaśmiał się, przysiadając blisko mnie.
-Elyas, przestrzeń.- mruknęłam.
Brunet odsunął się trochę, minimalnie...
-Większa.
-Oj Linden, tu mi dobrze.
-Pamiętaj o palcach.
Westchnął i odsunął się bardziej. Siedzieliśmy w ciszy, właściwie mówiąc nie przeszkadzało mi to. O czym miałabym z nim gadać? Czemu w ogólę tu przyszedł?  
-Powiedz mi coś czego nie wiem.- odezwał się.
-Jeżeli chłopak o czarnych włosach prześpi się z jasną blondynką to prawdopodobnie dziecko wyjdzie rude.- o tak, biologia rozszerzona przez 3 lata a ja jedyne co pamiętam to tylko to.
-Serio?- zdziwił się.
-Z biologicznego punktu widzenia tak.
-Miałem na myśli coś dowiedzieć się o tobie a nie o powstawaniu dzieci. Chyba ze chcesz...
-Nie.- dokończyłam, wiedząc co zaraz powie. -Właściwie mówiąc znasz moje imię tylko, więc na tyle jedynie mogę ci pozwolić.
-Oczywiście, Linden. Studiujesz fizjoterapie, nie lubisz motocyklistów i zawsze podporządkowujesz się swojej matce.
-Skąd tyle wiesz?- spojrzałam na niego. Chyba zaczynam sie bać.
-Znam tu wszystkich, więc dlatego powiedz mi coś czego nie wiem.- przysunął się, znowu.
-Przestrzeń!
Elyas odsunął się.  
-Lubię spać i jeść.- powiedziałam.
Przez chwilę Elyas patrzył na mnie jak na jakieś dziwne stworzenie, potem zobaczyłam rozbawienie na jego twarzy. -Dobra, nigdy nie jeździłam na motorze.
Elyas zmrużył oczy.
-Na motocyklu.- poprawił mnie.  
Wywróciłam oczami. Przez chwilę Elyas szukał czegoś po kieszeniach.
-Wystaw rękę.- polecił mi.
Nie zrozumiałam.
-Co? Czemu? Chcesz mi zrobić "pokrzywę"?- wyśmiałam go.
Uśmiechnął się.
-To nie to.
Ostrożnie wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. Elyas chwycił ją i włożył tam coś co nie jestem w stanie opisać. Jego dłoń przytrzymywała nadal moją.
-Jak to pająk to cię zabiję.- wysyczałam.
Elyas puścił moją dłoń a ja szybko ją otworzyłam.
Kluczyki.
-Dałeś mi kluczyki?- zdziwiłam się.
Pokiwał głową.
-Do motoru?
Zrobił kwaśną minę.
-Sorry, motocykla?
Pokiwał głową, znowu.
O nie nie.
-Nie wsiądę na to bydło.- oddałam mu kluczyki.
-Nie masz wyjścia, Linden.
-A co za to będę miała?- spytałam.
-Ty?
No tak.
-Musisz mnie czymś przekupić.
Uśmiechnął się.
-A co byś chciała?
-Hmm...dasz mi potem spokój.
Elyas znowu posłał ten swój uśmiech.
-Nie ma mowy, maleńka.
-Więc nie wsiądę.
-Ehhh...- jęknął. -Okej...
Ucieszyłam się.
-Okej korepetytorze, czas na pierwszą jazdę...














Przepraszam że mnie tak długo nie było, nauka i takie tam. Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział. Liczę na to. Chętnie poczytam waszej opinii.

2 150 czyt.
100%133
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1822 słów i 9887 znaków

Komentarze (3)

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 18 lipca

    Fajne teksty.Faktycznie Sophie zaczyna się bronić,  tylko jeszcze nie wie.

  • dreamer1897

    dreamer1897 9 czerwca

    Ja się zabrałem za czytanie dopiero dzisiaj ale mogę tylko napisać, że chciałbym przekonać się jak zakończy się ta przejażdżka! Czytasz i czytasz a tu koniec? Why?

  • Taaaaak

    Taaaaak 8 czerwca ip:8121981

    Nice