Bronię się przed tobą cz.59

Spojrzałam ponownie na siebie w lustrze, krzywiąc się. Wydawało mi się, że właśnie oglądam jakąś dziwną postać, do której ani trochę nie jestem podobna. Cóż, chyba spodziewałam się lepszego efektu, tego, że powiem: "WOW", widząc siebie w lustrze, ale teraz zaczęłam żałować. Dotknęłam ponownie kilka kosmyków, zawijając je na palce. Były ślizgie i błyszczące. Co dziwne, włosy nadal miałam na głowie, co jest dla mnie niepojęte, bo myślałam, że skoro zrobiłam im taką krzywdę, to stwierdzą, że pora mnie opuścić.
Ubrałam się w letnie ciuchy, wiedząc, że na zewnątrz panuje istna gorączka, a ludzie topią się coraz bardziej z kolejnym krokiem. Czemu nie jestem z cukru?
Właściwie, to teraz byłabym cukrem trzcinowym, patrząc na moje włosy.
Wyszłam z mieszkania i ruszyłam w stronę parkingu. Szkoda, że zmiana koloru nie ma wpływu na umiejętności prowadzenia samochodu, bo w tej kwestni nadal jestem gapą. Czy wszyscy tak mają, czy tylko ja?  
Zdecydowanie tylko ja, skoro parking jest dla mnie dżunglą, a reszta samochodów na nim wyglądają jak bawoły, które chcą uprzykrzyć mi życie, parkując tak blisko mnie, żebym miała problem z wyjechaniem.
Na szczęście mój ogromny samochód miał sporo przestrzeni. Zapewne ludzie już dawno siedzieli w pracy, albo właśnie leżeli na plaży, w jakimś słonecznym kraju, zdecydowanie lepszym, niż Londyn. Tu ciepło jest raz na jakiś czas, wygrywają za to ciemne chmury i zimny wiatr z deszczem. Typowy Londyn.
Chyba, że wiedzą o tym, że to ja nim jeżdżę i celowo parkują daleko ode mnie.
Zajechałam szybko do pracy i wysiadłam z samochodu. W głowie miałam myśli, na co wydam moje grube miliony, pracując w barze. Może jakieś drogie perfumy? Torebkę gucci? Buty od balenciagi? A potem będę jeść powietrze do końca miesiąca. Zero planów jakiegokolwiek zakupu, chyba czeka mnie zwykła sieciówka i raz na jakiś czas jedzenie z KFC czy McDonald's.
-Sophie.- zagwizdał Robert, mój szef. -Nowy kolor, nowa ty?
Wywróciłam oczami, uśmiechając się.
-Aż tak bardzo to widać, że zmieniłam kolor?
Przytaknął, odkładając stos papierów.
-Przyjdzie dzisiaj nowa osoba, będziesz musiała ją trochę podszkolić.- zakomunikował.
Odkąd Kate zaszła w ciąże, bywało nieraz, że byłam sama za barem. Z roczym stażem pracy tutaj i tak nie czułam się komfortowo, tym bardziej, że odwiedzało ten bar sporo motocyklistów, którzy po wypiciu alkoholu byli dość agresywni.
-Nie ma sprawy.
Uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach.
-Naprawdę ci ładnie w tym kolorze.
Zacisnęłam usta.
-Wyglądam, jak jakaś postać z Marvel'a z czarnym charakterem, albo Bellatriks Lestrange z Harrego Pottera.- wyliczałam.
-Przesadzasz.- machnął ręką, wchodząc do kantorka.
Chwyciłam do rąk gazetę, którą kiedyś niedokończyłam, otwierając na stronie ze straszną historią o nawiedzonym mieszkaniu sprzed wojny.
Uniosłam spojrzenie, kiedy drzwi się otworzyły, wpuszczając trochę zimnego powietrza. Londyn - rano ciepło, późne rano zimno. Klasyk, niedługo będę zabierać parasol, kurtkę zimową i kozaki, widząc, że na zewnątrz jest czterdzieści stopni, bo za kilka godzin może zrobić się z dwadzieścia, a wieczorem spaść do dziesięciu.
-Hej, jestem nowa. Eliza.- jasna blondynka z kolorowymi pasemkami wystawiła do mnie dłoń.
Uścisnęłam ją, odkładając gazetę.
-Sophie.
Dziewczyna weszła za bar, zdejmując kurtkę.
-Trochę się stresuję.- przyznała. -To moja pierwsza praca.
Wyglądała na dość młodą, zapewne miała osiemnaście lat, przez co od razu zrobiło mi się dziwnie smutno, ja miałam prawie dwadzieścia jeden. Czy można ten wiek jakoś cofnąć? I co dziwne, nic nie osiągnęłam w swoim życiu, żadnych spektakularnych umiejętności też nie mam i co najsmutniejsze - nie mam ani dziecka, ani kota.
-Będzie dobrze.- próbowałam dać jej otuchy.
Pierwszy raz kogoś szkoliłam, uważając na to, żeby niczego nie pominąć. Nigdy nie sądziłam, że będę w tej pracy tak długo, wiedząc, że z pracy w magazynie zwiałam dosyć szybko, odkąd pojawiła się w niej Vicky. Ale w tamtej pracy nikogo nie trzeba było uczyć, tym bardziej teraz w tej czułam się jak dinozaur.
-Nie sprzedajemy alkoholu nieletnim.- zastrzegłam. -A jak nie jesteś pewna po wyglądzie, to każ pokazać dowód.
Pokiwała głową.



W połowie dnia - jak zwykle - zrobił się ogromy ruch. Eliza bardzo dobrze sobie radziła, co byłam pod ogromnym wrażeniem. Ja w pierwszy dzień byłam kompletną gapą, doprowadzając Kate do frustracji.
-Dobrze ci idzie.- pochwaliłam ją.
Uśmiechnęła się.
-Dziękuję.
-Idę na zaplecze, jakby co, to wołaj.- powiedziałam, biorąc zimną karmelową kawę.
Usiadłam na małej kanapie i spojrzałam w telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń od nieznanego numeru.
-Sophie. Ktoś przyszedł do ciebie i powiedział, że to ważne.- obok mnie pojawiła się Eliza.
Zmarszczyłam brwi, niechętnie wstając.
Zaraz...zapłaciłam czynsz? Tak.
Opłaciłam internet? Tak.
Wyłączyłam żelazko? O kurw...
Weszłam do głównego pomieszczenia i zamarłam, widząc osobę, której nie miałam w planach dzisiaj widzieć. Od roku nie mam planów związanych z nim, od pieprzonego roku staram się go unikać na wszystkie sposoby i od roku próbuję ruszyć dalej, zapomnieć o nim, sprawiając, że moje serce jest całe ze szkła, a umysł z kamienia, uważając, żeby nie wpaść w tą rozpacz, którą przechodziłam i z której nigdy się już nie podniosę.
-Elyas.- dźwięk mojego głosu, jaki wydałam z siebie, był dla mnie obcy. -Co ty tutaj robisz? Jak mnie znalazłeś?
Po wczorajszym incydencie byłam pewna, że to spotkanie wydarzyło się tylko raz, Elyas nie istnieje, tylko łudząco podobny chłopak do niego.
Chłopak nerwowo bawił się szklanką pomarańczowego soku.
-Dzwoniłem.- powiedział ochryple.
Cholerny głos, który kiedyś kochałam, a dziś nienawidzę.
-Dopiero teraz zauważyłam.- przyznałam.
Z odległości jaka nas dzieliła, mogłam wyczuć jego mocne perfumy. -Skąd miałeś mój numer?
-Dostałem.- wypił sok do dna. -Porozmawiamy na osobności?
Momentalnie zrobiło mi się zimno. Jeszcze wczoraj byłam pewna, że stary Elyas jest nadal starym dupkowatym Elyas'em, którym był, ale teraz zachowuje się kompletnie inaczej.
-Będę na zewnątrz.- dałam znak Elizie, po czym wyminęłam go i wyszłam z baru. Chłopak zjawił się po kilku sekundach obok mnie.
Co do pogody miałam kompletną rację, było zimniej, niż rano.
-Odpowiesz na moje pytania?- powiedziałam, krzyżując ręce.
"Pokaż, że jego obecność kompletnie cię nie rusza".
-Zdobycie tych informacji było banalnie proste, biorąc pod uwagę, że mamy tych samych przyjaciół.- powiedział drwiąco.
Edith na pewno by mu nie podała tych informacji, ale Logan? Zabiję Logan'a.
-O czym chciałeś pogadać?- udałam zniecierpliwioną.
-Włosy.- zmrużył oczy. -Masz ciemniejsze włosy.
Schowałam dłonie do kieszeni.
-Ładny kolor.- przyznał, przyglądając się mi. -Wczoraj miałaś inne.
Zagryzłam zęby, powstrzymując się od chamskiego komentarza, czy nie stracił ponownie pamięci.
-Do rzeczy, Elyas.- rzekłam.
Chłopak nerwowo podrapał się po głowie.
-Wiem, że sporo czasu minęło. Bardzo sporo.- zaczął.
-Rok.- dokończyłam. Cholerny rok.
-Rok.- powtórzył, patrząc mi w oczy. -Pamiętam, jak wtedy cię potraktowałem, ale...- przerwał na chwilę. -Tylko ty mnie naprawdę znałaś. Wkurza mnie ta niewiedza, co się działo, dlaczego zrezygnowałem ze studiów, czy byłaś przy tym, jak zmarła moja matka i o co chodziło z nami.- wyliczał, a mi robiło się coraz cieplej od złości.
-Teraz? Po roku czasu przychodzisz i myślisz, że ci wszystko opowiem?- krzyknęłam. Moje policzki zrobiły się okropnie gorące. -Przez rok unikałeś mojego tematu i nie chciałeś się dowiedzieć, co nas łączyło? Wyrzuciłeś mnie ze szpitala, w tak okrutny sposób, że nie pojawiłam się już tam więcej. Wmawiałeś sobie, że byłam na jedną noc, miałeś gdzieś to, co wtedy czułam, że byłam przy tobie, modliłam się, żebyś się obudził, obwiniałam się o twój wypadek, a ty potraktowałeś mnie jak idiotkę!
Próbowałam oddychać spokojnie.
-Obwiniałaś się o wypadek?- zmarszczył brwi.
-Elyas!- podeszłam do niego bliżej. -Dlaczego teraz, co? Dlaczego nie rok temu?
Chłopak spuścił wzrok i odsunął się ode mnie.
-Nie rozumiesz. Obudziłem się i nie wiedziałem kim jesteś, dlaczego tu leżę i co się stało. Od lekarza dokładnie dowiedziałem się, że miałem wypadek, a od rodziny, że jesteś moją dziewczyną. Było mi cholernie ciężko...
-Tobie było ciężko?- przerwałam mu. -Chciałeś, żebym cierpiała tak samo, jak ty?
-Byłem okropną osobą, niezdolną do kochania kogokolwiek.- wyznał, broniąc się.
-Ale pokochałeś mnie.- powiedziałam płaczliwie. -Kochałeś, znałeś to uczucie.
-Przykro mi, ale nie pamiętam cię. Wspomnienia nadal nie wróciły, a mnie już denerwuje ta niewiedza.- oparł się o budynek.
-Czemu mnie tak potraktowałeś?- zapytałam, choć bałam się odpowiedzi.
-Musiałem. Robiłbym ci tylko krzywdę, dając ci nadzieje, że między nami mogłoby kiedyś coś wyjść. Zresztą znałem siebie i nieważne, czy z tobą byłem inny, wiedziałem, że musisz o mnie zapomnieć. Zrobiłem to dla ciebie.- spojrzał ponownie na mnie. -Sprawiłem ci ból tylko raz, wiedząc, że gdybym tego nie zrobił, raniłbym cię jeszcze bardziej.
-A teraz chcesz się dowiedzieć tego, czego nie pamiętasz i przychodząc tu, myślisz, że ci pomogę?- zakpiłam.
-Wyjechałem na pół roku do Belfastu. Chciałem zacząć od nowa, od zera, ale przeszłość cholernie się za mną ciągnie.- wyznał, nie patrząc na mnie. -Nie wiem, kim jestem, kim byłem.- nasze spojrzenia ponownie się spotkały. -Dużo randkowałem, ale czułem, że czegoś mi brakuje. Chcę wiedzieć, co się wydarzyło, po tym jak ciebie poznałem. Chcę znać prawdę.
-To czemu przedtem nie chciałeś?- bacznie przyglądałam się jego reakcji.
-Wydawało mi się, że tak będzie lepiej.- powiedział cicho. -Wczoraj, kiedy ciebie zobaczyłem, stwierdziłem, że jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc...
-Nie, Elyas.- pokręciłam głową. -Nie pomogę ci.
Brunet wyglądał na zaskoczonego moją odpowiedzią.
-Nie możesz mi opowiedzieć, co się działo, przed tym jak straciłem pamięć?
Ponownie pokręciłam głową.
-Dlaczego?- odepchnął się od muru i podszedł do mnie.
-Żyj sobie w tej niewiedzy.- powiedziałam ochle.
-Potrzebuję cię teraz.- powiedział zrezygnowany.
-A gdzie byłeś, kiedy ja ciebie potrzebowałam?- przełknęłam ślinę.
Chłopak ciężko westchnął.
-Nie nachodź mnie, proszę. Już wystarczająco zrobiłeś.- odsunęłam się od niego i weszłam do budynku.

1 829 czyt.
100%309
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2000 słów i 11013 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

9 komentarzy

 
  • Iga21

    Iga21 · 2 czerwca

    No i gdzie jest ?

  • Iga21

    Iga21 · 31 maja

    Kiedy następna część ?

  • Ela

    Ela · 31 maja · 284352576

    O dalszą część

  • Ela

    Ela · 31 maja · 284352576

    Blagam

  • Paula2115

    Paula2115 · 29 maja · 352317556

    Uwielbiam megaa 😍❤😱

  • Ela

    Ela · 27 maja · 284352576

    Super Część ale dalej czuje niedosyt

  • Lula

    Lula · 26 maja

    Czyli aż tak dobrze głupka nie potrafi grać 😁

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 26 maja

    Sophie powinna być dobrym wzorem do naśladowania dla Elizy   
    Co do Elyasa...wydaje mi się, że wypadek i jego konsekwencje są czymś na co nie miał wpływu. Odnoszę wrażenie, że swoim przyjściem chciał zadziałać na Sophie, aby dała mu jeszcze jedną szansę. Nie mam żadnych wątpliwości, że umysł Linden i jej serce nie dadzą jej spokoju. Przewiduję odrodzenie w tym związku

  • AlexAthame

    AlexAthame · 26 maja

    No tak...Co tu dużo pisać. Zobaczymy co jest w sercu Sophie.