Bronię się przed tobą cz.11

Minęły dwa tygodnie od tego feralnego zdarzenia. Adam jest coraz bliżej mnie i nie jest to zasługa zimnego miesiąca. Czuję się zagubiona, tym bardziej, że nieznajomy także milczy, jak Elyas. Co do Elyasa to się wcale nie dziwię. Spieprzyłam po całości, nawet nie mam odwagi, żeby go przeprosić. Głupi sms albo rozmowa telefoniczna jest dla mnie jak pocisk. Dobrze, że wyjechał z Londynu, bo bałabym się spotkać z nim twarzą w twarz. Logan mówił, że pewnie pojechał do matki, ale sam tego nie jest pewien. Chyba pierwszy raz pokazuję uczucia, co jest dla mnie nowe, ponieważ dwa tygodnie gryzą mnie od środka, kiedy ja i Elyas milczymy. Wyrzuty sumienia biorą w górę a ja nawet się im nie sprzeciwstawiam. Powiedziałam, że go nienawidzę, co jest nieprawdą, ale w tamtym momencie miałam słowotok. Szkoda, że teraz nie mam.  
Weszłam do mieszkania, ztyrana jakbym walczyła z Pudzianem. Rozkładanie towaru do późna jest koszmarnie męczące i jedyne o czym marzę to gorący prysznic. Edith pojawiła się w przejściu.
-Wyglądasz jak po okropnym seksie.- stwierdziła, rozbawiona.  
A no tak, są również i plusy (albo minusy) tych dwóch tygodni. Edith i Logan są parą. Wszem i wobec. Kilka dni po grillu zdecydowali to w końcu zrobić- czyli pocałunek, bez wchodzącego Elyasa czy wywracającej oczy mnie.  
Wzdrygnęłam się.  
-Jestem po pracy, Edith.- powiedziałam oschle.
-Nie męcz jej.- obok Edith pojawił się Logan, przytulając ją od tyłu.
-Cześć, Logan.- powiedziałam, zdejmując buty.
Kiwnął głową w moim kierunku.
Weszłam do pokoju. Moje nogi aż same pchały się na skok do łóżka, ale rozum podpowiadał mi, że to nie jest dobry pomysł, tym bardziej, że w moim pokoju panował jeden, wielki chaos. Usiadłam przy biurku i odpaliłam laptopa, w celu wejścia na pocztę. Ostatnio moja uczelnia zwariowała na temat reklam kursów medycznych i tym podobnym. Obejrzałam wszystkie i odpisałam na zaległe wiadomości.
-Sophie!- usłyszałam głos Edith.
Wywróciłam oczami, zamykając laptopa.
Blondynka momentalnie znalazła się w moim pokoju, trzymając kopertę z uśmiechem na ustach.
-Co to?- wskazałam na kawałek papieru.
-A jak myślisz?- spytała, odwracając ją. Na przodzie widniał napis: 'Dla Sophie'.  
Nieznajomy.
Logan pojawił się w przejściu, opierając się o futrynę.
-Przeczytaj!- nalegała.
Wzięłam list. Pewnie napisał, że sobie kogoś znalazł i nie chciał mi dawać jakichkolwiek namiarów, będąc nie fair wobec niej. Albo napisał, że jednak jest gejem a ja ani trochę nie przypominam chłopca, więc rezygnuje z tej zabawy. Chyba, że napisał odnośnie moich zarobków. Wzdrygnęłam się.  
-Sophie!- Edith machnęła ręką przed moimi oczami.
-Już, już.- powiedziałam, delikatnie zrywając klejącą część.
Westchnęłam i zaczęłam czytać:

'Witaj, Sophie.
Sam nie wiem od czego mam zacząć. Może zacznę od złamanej obietnicy, którą było pisanie listów do ciebie raz w tygodniu. Przepraszam za to, ale to nie ostatnie moje przeprosiny tutaj.
Musiałem sobie parę rzeczy przemyśleć. Ty pewnie też czujesz się zagubiona tak jak ja. Właściwie mówiąc, pisałem do ciebie ten list z tysiąc razy, ale zawsze lądował w koszu. Chciałbym ci napisać, że pięknie dziś wyglądasz, mimo, że cię dziś nie widziałem. Ale wiem to, zawsze pięknie wyglądasz. Chciałbym ci polecić jakąś książkę, ale nie znam twojego gustu. Chciałbym ci pokazać dobry film, ale nigdy nie obejrzę go z tobą. I również chciałbym patrzeć na ciebie jak zasypiasz, uwierz, że wtedy umarłbym szczęśliwy. Chciałbym, żebyś wiedziała, że te tygodnie bez wiadomości od ciebie były dla mnie straszne, mordercze, a nawet śmiertelne. Czy gdybym cofnął czas, zmieniłbym cokolwiek? Myślę, że nie. Nawet jestem tego pewien. Chciałbym, żebyś myślała tak samo. Przepraszam cię za wszystko, Sophie.'

Odłożyłam list. Moje myśli przez chwilę szukały sensownej drogi, ale skupiały się tylko na szoku, jaki dostałam, po przeczytaniu tych słów.  
-Mogę go przeczytać?- odchrząknął Logan.
Zmarszczyłam brwi, kiwając głową. Logan przebiegnął wzrokiem po liście i odłożył go, nic nie mówiąc. Edith również go przeczytała.
-To jakiś poeta.- stwierdziła. -Lubisz takich.
Uśmiechnęłam się.
-Nic nie rozumiem z tego listu.- spojrzałam na Logana, który bacznie mi się przyglądał.
-Nie musisz. Napisz do niego, że chcesz się z nim spotkać, ale nie z doręczycielem kwiatów.- powiedziała Edith.
-To nic nie da.- skomentował Logan.
-Skąd wiesz?- spojrzała na niego.
-Po prostu wiem.
-Chyba zrobię sobie drzemkę.- powiedziałam.
-Chcesz spać w takim momencie?- zdziwiła się. -Ten list to prawie jak oświadczyny!
-Edith.- zwrócił się do niej Logan. -Daj jej się przespać. Jest zmęczona.
W duchu dziękowałam Loganowi.
Edith westchnęła i odkładając list, wyszła z pokoju.
-Tylko ty umiesz ją poskromić.- zażartowałam.
-Powoli się tego uczę.- mrugnął do mnie okiem i wyszedł.
Przeczytałam list. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I kolejny. Otworzyłam ponownie laptopa, logując się na myspace. Nieznajomy był niedostępny. Otworzyłam pasek wiadomości i napisałam do niego:

'Czemu się nie ujawnisz? Gdy to zrobisz będzie zapewne prościej. I dziękuję za list, który przeczytam jeszcze z tysiąc razy'.

Zamknęłam laptopa. Pogoda diametralnie się zmieniła, stawiając na deszcz i burzę. Idealnie, nieidealnie. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się w łóżku, biorąc do ręki laptopa. Nadal cicho. Poczułam jak moje powieki powoli się zamykają. Tym razem im się nie sprzeciwiałam, w celu obejrzenia całej serii odcinków mojego, ulubionego serialu.




Obudziłam się. Chętnie zostałabym jeszcze w łóżku, ale mój burczący brzuch mi na to nie pozwala. Chwiejąc się z niewyspania, poszłam do kuchni. Edith siedziała przy stole z laptopem.
-Śpioch.- skomentowała, widząc mnie.
Wywróciłam oczami, otwierając lodówkę. Mój brzuch podpowiada mi, żebym wzięła dżem, tak też robię. Kanapki z dżemem to moja ostatnia deska ratunku, widząc, że w lodówce coraz bardziej zaczyna brakować miejsca od sałatek Edith.
-Elyas przyjechał do Londynu.- powiedziała delikatnie, kiedy przysiadłam się obok niej z kanapkami.
Przęłknęłam ślinę zbyt głośno.
-Ta Vicky to naprawdę suka.- skomentowała.
Elyas wrócił.
Co ja teraz zrobię?
Dwa tygodnie to za mało, żeby oswoić się z tą sytuacją.
Co ja mówię? Przecież to ja go oskarżyłam a potem unikałam jego tematu jak kot psa.
Westchnęłam.
-To dziwne, że Thomas z nią chodzi.
Spojrzałam na Edith, błagam zmieńmy temat.
-Logan już wyszedł?- spytałam.
Oczywiście, że wyszedł.
-Tak, bo Elyas do niego zadzwonił.
No i znowu wracamy w temat. Cholera.
-Dawno temu zadzwonił?
-Godzinę temu.- powiedziała.
Zjadłam kanapki. Edith westchnęła, widząc w jakim teraz egzystencjalnym stanie jestem.
-Nie czuj się winna. Każdy by tak pomyślał. A zresztą Elyas zamiast zaprzeczyć to uciekł na dwa tygodnie.- stwierdziła.
-Edith, nie wiesz co mu powiedziałam.
Zmarszczyła brwi.
-Ze go zabijesz?- zapytała.
Uśmiechnęłam się. To planuję odkąd go poznałam.
-Że go nienawidzę i nigdy nie będzie dla mnie kimś ważnym.- przypomniałam sobie słowa, które teraz sprawiały mi ból.
Edith wzruszyła ramionami.
-Ludzie w złości mówią nieraz takie rzeczy.- powiedziała.
-No tak, ale on nie zawinił.
Wyłożyła ręce w bezradności. Szczerze mówiąc, zrobiłabym to samo. Wszystkie moje myśli i zachęty prowadzą do nikąd.
-Idę się przejść.- oznajmiłam, wstając od stołu.
-Zawsze, kiedy chcesz coś przemyśleć, to idziesz się przejść.
Wzruszyłam ramionami.
-Ciężkie życie artysty.
Ubrałam na siebie kurtkę i buty.  
Właściwie mówiąc jest dosyć późno i ciemno. Koniec listopada zawsze stwierdza, że o szesnastej to idealna pora, żeby ściemnieć. Otóż nie, mimo, że listopad i grudzień to moje, ulubione miesiące. Szłam chodnikiem, otulając się jesienną kurtką. Chyba to czas zmienić ją na zimową. O nie, czyli czekają mnie kolejne zakupy?  
Dobrze, że lampy oświetlają ulice a ozdoby choinkowe z lampkami i wielką choinką na placu doprowadzają do tego, że moje serce powoli się rozkrusza. Chyba co roku robię generalny remont swojego serca, bo przychodzą święta. Jutro chyba wpadnę do sklepów pokupować prezenty moim bliskim, nie zapominając o mojej mamie dla której prezent mam dość wyjątkowy i specyficzny. Malowankę antystresową.
-Panienko, zgubiłaś się?- usłyszałam.
Właściwie mówiąc, kompletnie nie mam pojęcia na jakiej ulicy się teraz znajduję.
-Nie, dzięki.- odburknęłam.
Trzech postawnych facetów pojawiło się obok mnie.
-Na pewno, maleńka?- jeden z nich przybliżył się do mnie, chuchając dymem papierosów.
-Tak.- odpowiedziałam, z zamiarem przejścia obok nich, ale jeden złapał mnie za kurtkę, przygwożdzając do muru.
-Odpieprzcie się.- wysyczałam.  
Bałam się tak cholernie, że moje serce zdawało się zaraz wyskoczyć.
-Pyskata.- zagwizdał jeden. -Tym razem będziesz musiała być grzeczna.
-Masz jakieś pieniądze?- zapytał drugi, dotykając moich włosów.
-Nie mam.
Nawet gdybym miała to bym im nie dała.
-Zaraz to sprawdzimy.- oznajmił jeden, kiwając do drugiego.
Ten zaś przybliżył się do mnie i przetrzepał wszystkie kieszenie kurtki.
-Sprawdź w spodniach.- krzyknął.
Dobrze, że nie wzięłam ze sobą telefonu.
-Puśćcie mnie.- krzyczałam, próbując wyswobodzić się z ich rąk.
Facet dorwał się do moich kieszeni w spodniach.
-Ała, to boli.- krzyknęłam, kiedy jego pięść uderzyła w moje biodro.
-Krzyknij jeszcze raz a zaboli cię jeszcze bardziej.
-Pomocy! Ratunku!- krzyczałam co sił w płucach. Zaczęłam szarpać się z nimi jeszcze bardziej a w oczach pojawiły mi się łzy.
-Zasłoń jej usta!- krzyknął trzeci, przyglądając się mi z okropnym wyrazem twarzy.
Moje nadgarstki zostały mocno ściśnięte i wykręcone przez pierwszego. Już nie miałam sił, by się bronić. Cholernie mnie wszystko bolało i cholernie się bałam.
-Zostaw ją.- usłyszałam głos, który dochodził z ciemności.
Faceci poluzowali ucisk, ale wciąż mnie trzymali.
-Co do kurw...- zapytał jeden.
-Puść ją, kurwa!- głos zdawał się coraz bliższy.
To Elyas?
Zaraz. To niemożliwe.
-To twój chłoptaś?- prychnął jeden, zwracając się do mnie.
Sylwetka Elyasa była dla mnie częściowo widoczna. Wszystko widziałam jak przez mgłe a to z powodu okropnych łez w moich oczach.
Elyas, uratuj mnie, proszę.
-Jest moją dziewczyną i radzę ci ją zostawić w tym momencie.- Elyas brzmiał groźnie, ale nie na tyle by poskromić trzech facetów.  
-Milles, pierdol się.- powiedział pierwszy, popychając mnie dobitnie o mur. Osunęłam się na ziemię.
-Zacznij pilnować swojego brata, bo ma u nas spory dług.- wysyczał trzeci.
-Nie mój interes.- odrzekł Elyas.
-Ale w twoim interesie jest ta panna, więc radzę ci przekazać mu tą wiadomość.
Faceci poszli, zostawiając po sobie okropny zapach idiotycznego strachu.
-Linden.- Elyas przybliżył się do mnie, pomagając mi wstać.
Przez moment moje kości i ból stawiały opór, przez wstawanie, które musiałam poćwiczyć kilka razy.
-Elyas dziękuję.- skrzywiłam się z bólu. -I przepraszam.
-To nieważne.- machnął ręką. -Odprowadzę cię.
Uniosłam brew.
-Nie trzeba.
-Wiem, że sobie poradzisz, ale w takich sytuacjach nie zawsze będę szedł przypadkiem.- powiedział dobitnie.
-Spokojnie, na jakiś miesiąc nie wyjdę z mieszkania po tym incydencie.- stwierdziłam.
Uśmiechnął się.
-Po prostu nie wychodź tak późno na spacer.
Przytaknęłam.
Przez chwilę próbowałam uspokoić swój oddech.
-Gdyby nie ty...- zaczęłam, rozpaczliwie myśląc co by było, gdyby Elyas mnie nie uratował.
-Nie myśl o tym teraz.
-Twój brat ma z nimi na pieńku?- spytałam.
Pokiwał głową.
-I to spore.
-Dlatego cię znają.- powiedziałam.
Westchnął.
-Chodźmy już.
Przytaknęłam.  
Szliśmy krok w krok, milcząc.
-Elyas, naprawdę chcę cię przeprosić za tamto...ja nie wiedziałam...to ta okropna Vicky...ja...ja...ja...przep...- zaczęłam.
-Nic się nie stało.- wszedł mi w słowo.
-Poczekaj, chcę dokończyć. Więc, ta Vicky rozpowiedziała o tym, że że sobą spaliśmy, bo w nocy rzekomo szukałam twojego pokoju.
-Linden.- powiedział dobitnie. -Vicky taka jest, nie gadajmy o tym.
-Znasz ją? Też uważasz, że jest okropną...okropną i straszną kreaturą? Że wydłubanie oczu i wsadzenie jej gałek ocznych do uszu to jest najlepszy pomysł na jaki mogłabym wpaść?- spytałam.
Elyas zaśmiał się cicho.
-Myślę, że tak, to najlepszy pomysł jaki mogłaś wpaść do tej pory.
Odwzajemniłam uśmiech. Czy to oznacza, że jesteśmy pogodzeni? Jeżeli tak, to jakoś lżej mi na moim skamieniałym sercu. Świadomość, że brakowało mi docinków Elyasa przez te dwa tygodnie wcale mnie nie dziwiła.
Elyas zadomowił się w mojej duszy, ale nigdy nie przejdzie do serca.  
Chyba.
-Słyszałem, że Logan i Edith są razem.- jego twarz nabrała ciepłych kolorów.
-Tak.- wywróciłam oczami. -Radzę ci sprawdzić dobrze twoje łóżko i zapas prezerwatyw.
Zaśmiał się.
-Mimo, że przed chwilą zostałaś napadnięta to i tak twoje żarty się trzymają.- skomentował, rozbawiony.
Skrzywiłam się.
-Próbuję o tym nie myśleć.- stwierdziłam cicho. -Gdzie wyjechałeś na tak długo?
Elyas przez chwilę milczał.
-Byłem w Ameryce.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Łał, zazdroszczę.- powiedziałam z zachwytem.
-Nigdy nie byłaś?- zapytał, spoglądając na mnie.
-Nie i zapewne za szybko tam nie pojadę.- westchnęłam. -Będziesz się za semestr bronił, prawda?
Przytaknął.
-Nie lubisz prawa, więc nie warto w to iść dalej, nawet dla ojca.- stwierdziłam.
Powiedziała ta, która wybrała studia specjalnie dla swojej własnej matki.
-Ty też mnie nie lubisz a jakoś wpadamy na siebie.- powiedział, kiedy dotarliśmy pod mój blok.
Zmarszczyłam brwi.
-Elyas to co powiedziałam wtedy, to... Wcalę tak nie myślę...Ja...ja...cię lubię.- bacznie badałam jego reakcji, jąkając się.
Brunet wyglądał na trochę zaskoczonego i smutnego zarazem. Myślałam, że przez moje gardło nigdy nie przejdzie 'lubię cię', skierowane do Elyasa. Widocznie, moje życie potrafi jeszcze zaskoczyć.
-Leć spać.- powiedział, odchrząkając.
-Ej.- zrobiłam smutną minę. -Ja ci tu wyznaję, że cię lubię, mimo, że prawdopodobnie więcej niż miesiąc temu ten czasownik nie przeszedłby przez moje gardło a ty mnie wyganiasz do łóżka.- paplałam.
Elyas zaśmiał się cicho i miękko.
-Też cię lubię, Linden.  
Jego głos brzmiał w moich uszach jak zapętlona kaseta.
-Dziękuję ci, że mnie dziś uratowałeś.- powiedziałam, otwierając drzwi do klatki.
-To ja dziękuję, ze to ty uratowałaś mnie...

1 781 czyt.
100%174
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2698 słów i 15056 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

4 komentarze

 
  • Kmicic

    Kmicic · 22 lip 2018

    Kolejna wybitna cześć wybitnego opowiadania, fajnie że między Sophie i Elyasem znów jest dobrze i wiemy też że Elyas ma brata  co może otworzy nowy wątek. Może moja teoria ze złym bratem bliźniakiem Elyasa się potwierdzi...
    Dziękuję za  dodanie kolejnej części, z niecierpliwością oczekujemy na kolejne  

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 22 lip 2018

    No w końcu mu powiedziała to czego nie chciała. I najpiękniejsze, że ją zrozumiał. Tak się rozkręca ta miłość i jedynie Adam może jeszcze pokrzyżować plany Sophie...Kawa wypita, nakarmiony życiem Linden i mogę zaczynać tydzień. No jeszcze sprawa Adama i nieznajomego będzie chodzić mi po głowie   
    Humor, miłość w genialnym wydaniu. Wielkie brawa za tak emocjonujący przekaz

  • mydream2017

    mydream2017 · 22 lip 2018

    Nareszcie! Cóż za romantyczne oddanie sceny   
    Miałem cichą nadzieję, że Elyas pozna prawdę. Wspaniała część

  • Lolissss

    Lolissss · 22 lip 2018 · 211660575

    Aa w końcu! Mam nadzieje ze kolejna szybko się pojawi i oby w końcu coś między nimi pozytywnego zaszło!