Bronię się przed tobą cz.21

Wciągnęłam brzuch, nie zwracając na docinki Edith.
-Przytyłaś.- zauważyła, męcząc się z suwakiem.
-Były święta.- przypomniałam jej. -Nie sądzę, żebym przytyła aż tak dużo, zresztą nie widzę żadnej różnicy.
-Ah tak.- powiedziała. -Masz policzki jak chomik.
-Edith!
Zaśmiała się.
-Dobrze wiesz, że żartuję. Zresztą, gdyby nie te okoliczności, to stwierdziłabym, że jesteś w ciąży.
-Chyba w spożywczej.- wywróciłam oczami. -Przytyłam tylko dwa kilo.
-I dobrze, twoja waga nie zmieniała się od lat a tu bum.- stwierdziła.
Wciągnęłam powietrze, czując, że robi mi się słabo.
Od kilku dni jestem w Londynie. Odkąd wróciłam całe moje życie powróciło do swojej rutyny. Przynajmniej zdałam egzamin, który kosztował mnie naukę przez całe święta.  
Westchnęłam cicho, wiedząc, że nie zmieszczę się w balową suknię Edith. Kilka miesięcy temu Adam zaprosił mnie na ślub swojej siostry i właśnie dziś jest ten dzień.  
Rzadko bywałam na ślubach, szczególnie jako osoba towarzysząca. Mam cichą nadzieję, że nic nie nabroję.
-Tylko pamiętaj, nie łap kwiatów. Nawet nie podchodź do tej konkurencji. Podobno jak złapiesz to zostaniesz kolejną panną młodą a następnie kurą domową.
Zaśmiałam się.
-A jak mnie zmuszą do tej konkurencji?
-To udawaj, że jesteś niewidoma.- Edith westchnęła cicho, dopinając zamek sukienki. -Udało się! Teraz musisz się nauczyć nie oddychać.
-Bardzo śmieszne.- wypuściłam powietrze.
Edith zmierzyła mnie.
-Ślicznie ci w niej.- skomentowała, siadając na moim porozwalanym łóżku.
Uśmiechnęłam się, przeglądając swój wygląd w lustrze.
-W końcu.- pisnęła. -Widzę twój uśmiech. Odkąd wróciłaś do Londynu, zachowujesz się jak człowiek, któremu zostało tylko kilka dni życia. Nawet zdany egzamin cię nie ucieszył.- zauważyła.
Odwróciłam się do niej.
Zostawienie ponownie rodziny nie jest głównym powodem mojego smutku i Edith dobrze o tym wiedziała.
-Coś cię gryzie.- przechyliła głowę w bok.
-Korniki.- powiedziałam krótko.
-Ej. To nie jest śmieszne.- zmrużyła oczy. -Kiedy zadzwoniłam do ciebie w Nowy Rok też byłaś jakaś nieobecna.
-Egzamin.- powiedziałam, biorąc kosmetyki.
-Elyas.- trafiła w samo sedno.
Westchnęłam, próbując ukryć, że słysząc jego imię, moja twarz zmieniła wyraz.
-Podobno miało go nie być.- powiedziałam z sarkazmem, biorąc kryjący podkład.
-Taa.- Edith oglądała moje porozwalane notatki, które leżały na łóżku. -Logan do niego zadzwonił i przypadkiem się wygadał, że tu jesteś, dlatego przyjechał.
Jasne, zmrużyłam oczy nakładając cienie na powieki. 'Odrzucił cię'- mój mózg znowu przywołał to okropne wspomnienie.
-Przyjechał dla ciebie, Sophie.
Widziałam jej niepewny wzrok w lustrze.
  -Czemu mi nie powiedziałaś o pocałunku?- mruknęła.
Wywróciłam oczami.
-Wiedziałam, że prędzej czy później się dowiesz. Elyas nie umie trzymać język za zębami.- wysyczałam.
-Tak czy siak, całowaliście się.
-To on mnie pocałował.- broniłam się.
-A ty go odrzuciłaś?
Nasze spojrzenia spotkały się w lustrze.
-Nie.
Edith wstała.
-Czemu się tak bronisz przed nim?- zapytała.
Bronię? Przecież chciałam go pocałować.
Wzięłam klej i przykleiłam sztuczne rzęsy, zamykając przy tym oczy.
-Możemy nie gadać o nim? Temat już zamknięty.
-To on cię trapi. Wiedziałam.
Westchnęłam, malując brwi. Lekki róż i bronzer nie powinien zaszkodzić, tym bardziej, że dziś mogę poszaleć z makijażem.
-Sophie, jeśli będziesz przed nim uciekać, to w końcu stracisz jakąkolwiek szansę. Potem może być za późno.
-Ty nie rozumiesz.- w mojej głowie, wciąż tkwił napis odrzucenia.
-Rozumiem. Ktoś cię kiedyś zranił i teraz uciekasz przed każdym. To niezdrowe!
-Edith!
-Elyas stara się, ciągle o ciebie pyta a ty? Uciekasz, unikasz i jeszcze ukrywasz to, że się całowaliście.- wyrzuciła.
-Edith, do cholery!- próbowałam ją uspokoić.
-Czemu nie chcesz mu dać szansy?- usiadła po turecku obok mnie.
-Dałam.- powiedziałam cicho, patrząc na siebie w lustrze. -Ale on mnie odrzucił.
Edith otworzyła szeroko oczy.
-Co?
-W Sylwestra pokazałam mu, że nie jest mi obojętny a on to olał.
-To niemożliwe.- zdziwiła się. -Powiedziałaś mu, że go kochasz?- spytała.
Spojrzałam na nią.
-Nie.
-Czyli nie do końca dałaś mu znak, że możecie spróbować. Może kolejna próba?- zasugerowała.
-Ty nie rozumiesz.- zdenerwowałam się.
Im dłużej o nim gadamy, tym czuję się coraz gorzej.
-To mi wytłumacz. Co mu powiedziałaś, że twoim zdaniem cię odrzucił.
-Nic.- wyłożyłam bezradnie ręce.
Uniosła brew.
-Nie mogę ci powiedzieć.- wróciłam ponownie do swojego odbicia w lustrze.
-Jesteśmy przyjaciółkami!- wymachiwała rękami.
-Edith, proszę cię, daj spokój.- poprosiłam.
Błagam, skończmy to.
-Dlaczego unikasz tematu Elyasa? Zawsze to robisz, uciekasz przed niewygodnymi pytaniami, uciekasz przed nim i uciekasz też przede mną.- stwierdziła, wstając. -Czemu nie chcesz mi powiedzieć? Nie ufasz mi? Bardzo się zawiodłam.- ruszyła ku wyjścia.
Westchnęłam.
-Chciałam go pocałować.- wydusiłam to z siebie.
Edith stanęła, patrząc w moje odbicie w lustrze.
-A on...cię odrzucił?- zdziwiła się. -Nie chciał cię pocałować?
Wzruszyłam ramionami.
-To dziwne.- stwierdziła.
-I proszę, lepiej mi będzie, kiedy skończymy jego temat.- mój głos powoli się łamał.  
-Przepraszam, Sophie.- przytuliła mnie.
-Za chwilę przyjdzie Adam.- odsunęłam się od niej delikatnie.
Przytaknęła.
-Bawcie się dobrze.



Adam stał jak wryty. Czarny garnitur i biała koszula sprawiały, że wyglądał na kolesia pewnego siebie i szarmanckiego.
-Sophie, wyglądasz pięknie.- wydusił z siebie po pięciu minutach ciszy.
-Nawet nie wiesz jakie mieliśmy problemy z tą suknią.- Edith oparła się o drzwi, przyglądając nam.
Adam podał mi ramię i razem wyszliśmy z mieszkania.
-Powinnaś się tak codziennie ubierać.- stwierdził.
-Ledwo weszłam w tą suknie.- zaśmiałam się.
Mocno przytrzymywałam się jego ramienia, ponieważ szpilki i schody to dla mnie kolejne wyzwanie, którego sama nie potrafiłabym wykonać.
Weszliśmy do auta i ruszyliśmy z parkingu.
-Ładny naszyjnik.- skomentował.
Przełknęłam ślinę. Zdjęłam go w Nowy Rok i nie zakładałam go aż do dzisiaj. Stwierdziłam, że ładnie będzie wyglądał z pudrową sukienką, ale to nie był główny powód.
Chciałam go założyć.
-Dziękuję.
-Dostałaś go na święta?- zapytał.
Przytaknęłam.
Całą drogę do kościoła przebyliśmy bez słów. W radiu leciała smutna piosenka 'tears in heaven', która na samą myśl sprawiała, że miałam dreszcze.
-Gotowa?- zapytał, parkując.
Przytaknęłam, przełykając ślinę.
W co ja się wpakowałam. W oddali zobaczyłam latającego po całym Kościele fotografa z kamerzystą.
-Będą nas kamerować?- spytałam, trzymając się jego ramienia.
Adam uśmiechnął się.
-Przecież wiesz. Taką pamiątkę warto mieć.
Westchnęłam. Zapewne po moim pechu zamiast wzruszającej pamiątki, będzie 'funny moments Sophie'.
Weszliśmy do Kościoła i zajęliśmy miejsce w ławce na samym końcu.
Nie mogłabym być sławna, fotografowie i kamerzyści przerażają mnie.
W wielkim pomieszczeniu, pokrytym świętymi malowidłami i portretami zabrzmiał marsz Mendelsona.
Przy ołtarzu stał pan młody wraz ze świadkiem a panna młoda, trzymając ojca za ramię, wolnym krokiem zmierzała ku ołtarzowi.
Wyglądała przepięknie. Jej blond włosy gdzieniegdzie się falowały, tworząc piękną otoczkę ślicznie wymalowanej twarzy. Adam jest bardzo do niej podobny. Biały, długi welon trzymały małe dziewczynki, uśmiechając się do siebie.
Usiedliśmy w ławce, słuchając przysięg narzeczonych.  
Westchnęłam cicho, rozmyślając o tym, czy ja kiedykolwiek będę na jej miejscu, mając naprzeciw osobę, z którą będę pewna, że chcę spędzić całe swoje życie.
Czy ktoś kiedyś roztopi mój lód, który ponownie powstał?


Wyszliśmy z kościoła, patrząc jak młoda para wsiada do białej limuzyny, całując się.
-Jedziemy za nimi?- zapytałam.
-Taki zwyczaj.- wzruszył ramionami.
Westchnęłam. Ciekawe co by było, gdyby kierowca zrobił wszystkim pranka i zamiast na salę weselną zaprowadziłby nas do McDonalda albo KFC.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy za parą młodą.
-Twoja siostra wygląda obłędnie.- stwierdziłam.
Uśmiechnął się.
-Jest perfekcjonistką. Wszystko musi być zapięte na ostatni guzik.- spojrzał na mnie.
-To tak jak ty.- zauważyłam.
-Racja.
Z Kościoła do sali trafiliśmy bardzo szybko. Ludzi było sporo, więc na parkingu błądziliśmy dobre pół godziny.
Szybko weszliśmy do sali, wręczając prezenty parze młodej i zasiedliśmy do stołu.
-Jedzenie.- uśmiechnęłam się.
Adam zaśmiał się, spoglądając na mnie.
-Wyglądasz jakbyś z miesiąc nie widziała jedzenia.
-Przytyłam.- westchnęłam. -Ale dieta dopiero od następnego miesiąca.
-Nie przytyłaś.- pocieszył mnie.
Kapela zaczęła grać romantyczną i wolną muzykę a na parkiecie pojawiła się para młoda.  
Pan młody delikatnie objął swoją partnerkę i ruszył z nią, zatapiając w pięknym tańcu.
-Widać, że bardzo się kochają.- powiedziałam, nie spuszczając z nich wzroku.
-Początki mieli trudne.- westchnął.
-To znaczy?- zapytałam zaciekawiona.
-Moja siostra zanim poznała Davida, była z innym dobre parę lat, planowali nawet ślub. A David wtedy też miał inną. I kiedyś przypadkiem moja siostra i David znaleźli swoich partnerów w łóżku.
-Żartujesz?- zdziwiłam się. -To brzmi jak dobra komedia.
-To prawda, ale tak się oto poznali. Czasami warto przeżyć ból, żeby potem było dobrze.- otoczył mnie ramieniem.
Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił.



Goście na początku trzymali dystans, ale z czasem dali się porwać muzyce i tańcom. Zasiadali do stołu, żeby tylko coś przekąsić albo odpocząć.
-Sophie, wyglądasz olśniewająco. Mój syn wiele o tobie opowiadał.- mama Adama zagadała do mnie, siedząc naprzeciwko ze swoim mężem.
-Mam nadzieję, że same dobre cechy wymienił.- posłałam jej serdeczny uśmiech.
-Oczywiście.
Adam złapał mnie za rękę, spoglądając mi w oczy.
-Zatańczysz ze mną?
-Wiesz, że ja kiepsko tańczę?- ostrzegłam go.
-Nie wierzę.
Adam zaprowadził mnie na środek parkietu, kładząc dłoń na mojej tali.
-Opowiadałeś o mnie rodzicom?- zapytałam.
-Jesteś zła?
-Nie.- uśmiechnęłam się.
Adam bardzo dobrze tańczył, ciągle, niby przypadkiem zerkał na mnie i uśmiechał się.
-Sophie, dziękuję ci, że tu ze mną jesteś.- powiedział szczerze.
-Zaprosiłeś mnie.
-No tak.- powiedział niepewnie. -Bałem się, że odmówisz.
-Nigdy. Bardzo dobrze się bawię.
Każdy kolejny taniec z Adamem był wyjątkowy, ale tańczyliśmy tylko przy wolnych i romantycznych piosenkach. Powoli zaczynałam czuć, że daję Adamowi nadzieję na coś więcej, niż przyjaźń. Nie chciałam tego robić, ale też nie chciałam go odrzucać.
Para młoda zaczęła się zbierać. Wszyscy zebrali się wokół nich.
-Już się zbierają?- zdziwiłam się.
-Chcą pobyć ze sobą.- otoczył mnie ramieniem.
Spojrzałam na nich. Wyglądali na takich szczęśliwych.
Siostra Adama odwróciła się do nas tyłem i rzuciła w naszym kierunku kwiaty. O nie, pamiętaj słowa Edith. Nie łap, nie łap. Nim się spostrzegłam bukiet białych kwiatów wylądował w moich dłoniach.
-O nie. Edith mnie zabije.- powiedziałam sama do siebie.
Goście zaczęli klaskać, patrząc na mnie.
-To teraz będziemy czekać za kolejnym ślubem.- uśmiechnęła się starsza pani, patrząc na mnie i Adama.






Zagryzłam usta, pozbawiając ich ostatnich barw szminki. Na kolanach trzymałam bukiet białych róż, które z każdą sekundą zaprawiały mi myśl o wierzeniach i zabobonach.
-Odprowadzę cię pod drzwi.- Adam wyłączył samochód i spojrzał na mnie.
Przytaknęłam, wysiadając z auta.
Na dworze było okropnie zimno i ciemno. Jak na Londyn jest to dość znajome, ale samo to, że jestem zmarźluchem nie pomaga mi w tym.  
Adam odprowadził mnie do klatki schodowej.
-Dziękuję ci za dzisiaj.- złapał mnie za rękę.
Spojrzałam na nasze złączone dłonie a potem na Adama. Wyglądał na pewnego nadziei i dumy. Dłonią odgarnął mi niesforne kosmyki włosów, które niezamierzanie wylądowały na mojej twarzy.
-Sophie, jesteś taka piękna.- szepnął a ja czułam, że drętwieję. Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, co dopiero sprzeciwu. Wiem co się zaraz wydarzy, ale nie mogę...
Adam przymknął powieki, zbliżając się powoli do moich ust. Kiedy dzieliły nas minimetry i czułam na swoich ustach jego oddech.
-Nie mogę.- powiedziałam cicho.
Adam otworzył oczy, zmieszany. Wyglądał jakbym mu wsadziła nóź w plecy. Tak okropnie było mi go żal.
-Przepraszam.- nie spuszałam z niego wzroku.
Adam milczał. Po chwili odsunął się ode mnie.
-To przez Elyasa, prawda?- zapytał. W oczach miał coś co mieszało się ze złością i rozczarowaniem.
-Nie...- wydusiłam, czując, że zaraz się rozpłaczę.
-Zawsze pokazywałem ci, że nie jesteś mi obojętna, Sophie. I wszystko było dobrze, dopóki nie pojawił się on. Kochasz go? Powiedz!- krzyknął.
-Nie...- ukryłam twarz w dłoniach.
-On mi cię zabrał.- powiedział smutno.
-To nie tak.- powiedziałam, łkającym głosem. -Pocałunek zniszczyłby naszą przyjaźń.
-To ty zawsze traktowałaś mnie jak przyjaciela.- jego głos powoli się łamał.
-Mówisz to tak, jakbyśmy nigdy nie byli przyjaciółmi.
Mam nadzieję, że sąsiedzi nas nie słyszą.
-Jesteśmy nimi, Sophie, ale ja chcę czegoś więcej. Nie zauważyłaś tego?
Zaprzeczyłam ruchem głowy, choć wiedziałam, że jest inaczej.
-Adam...przepraszam...- jęknęłam.
-Nie masz za co, przecież nie masz kontroli w kim się zakochujesz.- odepchnął się od ściany i wyszedł z bloku.
Skuliłam się, opierając o ścianę i zaczęłam cicho płakać. Tracę grunt pod nogami, wszystkich, na których mi zależało tracę i odpycham od siebie. Jak mogłam zrobić Adamowi takie świństwo. Nie zasługiwał na to. Wycierając łzy, doszłam do wniosku, że on w tym momencie czuje się tak jak ja, kiedy Elyas odrzucił mnie.
Ten sam ból, ból po odrzuceniu.
Zraniłam go, spieprzyłam.
Sprawiłam, że poczuł się tak jak ja.  
Bez serca.
Bez miłości.
Bez nadziei.

1 931 czyt.
100%249
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2661 słów i 14576 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

9 komentarzy

 
  • Lola991

    Lola991 · 23 wrz 2018 · 202236304

    Ciekawe czy tylko ja sprawdzam co chwilę czy dostałaś nową część 😎

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 20 wrz 2018

    "Ciekawe co by było, gdyby kierowca zrobił wszystkim pranka i zamiast na salę weselną zaprowadziłby nas do McDonalda albo KFC" padłem    
    Złapała welon     
    No jestem ciekawy kto ją poślubi.  
    Takie popołudnia rozumiem kawa, sernik no i genialne poczucie humoru mojej ulubionej bohaterki choć koniec mocno smutny ale po każdej burzy jest słońce   
    Sophie wierzę w Ciebie   
    Ukłony z mojej strony

  • mydream2017

    mydream2017 · 20 wrz 2018

    Sophie przytyła czyżby objadała się słodyczami radząc sobie w ten sposób ze smutkami?    
    Ma dobrą przyjaciółkę a jednak sama z tym wszystkim walczy. Zabawnie i z wyczuciem jak zawsze niezawodnie napisane no i Tears in heaven   

  • Lula

    Lula · 20 wrz 2018 · 194008874

    Kolejna cudowna część 😘

  • Lolissss

    Lolissss · 19 wrz 2018 · 194008880

    Miało być pięknie a jednak wyszedł trochę smutny rozdział przez sytuacje z Adamem  
    Ale bądźmy dobrej myśli ze i się pogodzą i będzie jednak z elyasem i szybko będzie kolejny rozdział 😅😀

  • shawn98

    shawn98 · 19 wrz 2018

    Kolejny super rozdział😉 Dawaj kolejny🔥😁

  • Lola991

    Lola991 · 19 wrz 2018 · 202236304

    Fajnej nie że dodalas następna część super opowiadanie byle tak dalej .Kiedy następna część?

  • Kmicic

    Kmicic · 19 wrz 2018

    Szkoda Adama, ale serce nie sługa. Mam nadzieję że wszystko się jakoś wyjaśni a Sophie sobie z tym poradzi. Ale przynajmniej mamy pewność że Linden wkrótce wyjdzie za mąż *, chyba że magiczna moc bukietu nie zadziała. Dziękuję za dodanie kolejnego rozdziału, powodzenia z kolejnymi.

  • Iga

    Iga · 19 wrz 2018 · 287366629

    Kmicic jeśli moc bukietu zadziała to Linden raczej wkrótce wyjdzie za mąż niz ożeni się 🙂 Super opowiadanie no pisz dalej. No to kiedy mamy się spodziewać następnej części? 🙂