Bronię się przed tobą cz.7

Biegiem ruszyłam do mieszkania. To kompletne szaleństwo. Szybko otworzyłam drzwi i wbiegłam do pokoju Edith.
-Obudź się!- skoczyłam na jej łóżko i zaczęłam nią szturchać.
Edith otworzyła oczy przestaszona.
-Pali się? Zdążmy uciec przez okno?
Zaśmiałam się, zmieniając swoją pozycję na siedzącą.
-Chodzi o list.- pomachałam przed nią zapisaną kartką.
Edith odetchnęła z ulgą i położyła się.
-Sophie! Nie strasz mnie. Już się bałam, że nie wyłączyłam gazu.- położyła rękę na czole. -Znowu ten tajemniczy koleś?
Skinęłam głową i podałam jej list. Edith zaczęła czytać, szeroko otwierając oczy.
-O cholera.- powiedziała.
-Powiedziałam to samo.- schowałam twarz w dłoniach.
-Pójdziesz?- spytała, przysuwając się do mnie.
Spojrzałam na nią.
-A co jeśli to nie Adam tylko jakiś psychopata?
Czarne myśli zaczęły mi przychodzić do głowy.
-Sophie, daj spokój. Poza tym to sławny Park w Londynie, ludzie tam będą, nie masz się czego bać.
Westchnęłam.
-A jak włoży mi knebel do ust, później worek na głowę i wepchnie do auta a obok nikogo nie będzie?- zaczęłam dramatyzować.
-Sophie!
-Albo...
-Sophie!- przerwała mi. -Za dużo filmów oglądasz.
Wyłożyłam ręce.
-Szybko ci to zaproponował.- stwierdziła.
Przytaknęłam.
-Może to jakiś chłopak z uczelni, nie Adam?
Wywróciłam oczami.
-A kto inny?
Wzruszyła ramionami.
-Nie zauważyłaś, żeby jakiś chłopak się na ciebie ciągle patrzył?- spytała.
-Nie zwracam na takie coś uwagi.
Westchnęła.
-A powinnaś. Wiesz ilu mamy przystojnych studentów?- w jej oczach pojawiły się iskierki.
-Ja nie zauważyłam żadnego.- wzruszyłam ramionami.
Prychnęła.
-Bo na nich nie patrzysz! Laski to się od nich nie mogą odkleić.- powiedziała.
Położyłam się na jej łóżku.
-No, ale nie powiesz, że chłopacy z medycyny nie są przystojni.- zapiszczała. -Szczególne Gregorio i Adriano.
-Dziwne imiona.- stwierdziłam, marszcząc brwi.
Edith puknęła się w czoło.
-Oni są z Włoch.
-Serio?- otworzyłam szeroko oczy.
-Sophie, załamujesz mnie. Gdzie nasza solidarność jajników? Największe ciacha na uczelni a ty nie wiesz o kim mówię?
Jęknęłam.
-Interesuję się swoim życiem, nie ich.
-A ten chińczyk z uczelni, kojarzysz?
Westchnęłam.
-Nie, nie kojarzę.
-To dobrze, bo akurat z nim cię wkręcałam.
Zmrużyłam oczy.
-Dzięki, Edith.
Zaśmiała się.
-Do rzeczy, idziesz jutro, ubierasz sukienkę i malujesz usta. Masz randkę w ciemno.- zaklaskała.
-Nie ma mowy, żebym ubrała sukienkę.
-To randka, sukienka jest koniecznością!
-Skoro jest z uczelni to widzi mnie cały czas w spodniach, więc zdziwiony nie będzie.- powiedziałam.
-Zrób mu niespodziankę.
-Wczoraj miałam sukienkę.
-To załóż ją jeszcze raz.
-Zobaczę.- mruknęłam.
Spojrzałam na Edith, wyglądała na śpiącą. Jej włosy powyginały się w każdą stronę i wyglądały przekomicznie. Do tego ta piżama w samochody.
-Gdzie ty w ogólę byłaś?- spytała, przecierając oko.
O kurczę, jeśli jej powiem, że z Elyasem to będzie mi nim suszyła głowę już do końca życia a jeśli skłamię...pogorszę tylko. Logan może jej się wygadać a wtedy ona mnie ukatrupi, że ukrywałam to przed nią. Sytuacja bez wyjścia.
-Na przejażdżce.- powiedziałam cicho.
Uniosła brwi.
-Z kim?
Westchnęłam.
-Z Elyasem.- powiedziałam zrezygnowana.
Edith otworzyła szeroko oczy a na jej twarzy pojawił się gigantyczny uśmiech.
-Sophie i Elyas? Sophie i Elyas! Sophie i Elyas!- nuciła.
-Przestań! Nic nas nie łączy, to tylko przejażdżka.
-Od tego się zaczyna.- puściła mi oczko. -Całowaliście się?
Przełknąłam ślinę.
-Gdyby do tego doszło, teraz leżałabym na OIOMIE.
Zaśmiała się.
-Was coś ciągnie do siebie.- stwierdziła. -Zauważyłam to.
-Kup sobie okulary w takim razie.
Aż żałuję, że powiedziałam jej prawdę, trzeba było skłamać, przynajmniej miałabym teraz spokój.
-Sophie i Elyas! Sophie i Elyas! Sophie i Elyas!- śpiewała.
Spojrzałam na nią groźnie.
-Edith! Umiem zabijać wzrokiem, zapamiętaj to.
-Wyobrażasz sobie, ty i Elyas i ja i Logan. To wręcz idealne.- powiedziała, uśmiechając się do siebie. -I ja i Logan bylibyśmy chrzestnymi waszych dzieci a wy naszych.- ucieszyła się.
-Żadnych małych Elyasów i małych Sophie nie będzie i błagam, nie truj mi nim głowy. Jutro mam randkę, pamiętasz?- próbowałam zmienić temat. Już wolę rozmowę o tajemniczym nadawcy listu niż o chorych wyobrażeniach Edith.
-A no tak.- zrobiła smutną minę. -Boisz się?
O jak bosko. Koniec tematu Elyasa, uśmiechnęłam się na tę myśl.
-Trochę.- szepnęłam.
Edith otoczyła mnie ramieniem.
-Pamiętaj: zero seksu na pierwszej randce.- spojrzała na mnie.
-Pocałunków też nie.- dokończyłam.
-Żadnych czułych dotyków pod spódnicę i pod żadnym pozorem nie dobieraj się do jego bokserków.- zagroziła.
Zaśmiałam się.
-Jest jedna osoba, którą te reguły nie obowiązują.- powiedziała dobitnie.
Uniosłam brwi.
-Kto?
-Elyas!- uśmiechnęła się.  
Wywróciłam oczami z irytacji. Wstałam i poszłam w kierunku drzwi.
-Będziesz teraz spać?- spytałam w progu.
-Tak a czemu pytasz?- zdziwiła się.
-Chcę odkurzyć dywan.
Edith opadła szczęka.
-Zaraz będzie 23.
Uśmiechnęłam się.
-Więc lepiej zatkaj uszy. Jutro będę przed kolejnym obliczem śmierci, nie mogę zostawić dywanu.
Moja przyjaciółka patrzyła na mnie jakbym powiedziała: "Namówiłaś mnie, od dziś razem z tobą będę wegetarianką".
-Sąsiedzi cię zjedzą.- stwierdziła.
-Trudno.- wzruszyłam rękami.  
-Jesteś szalona.- położyła się i przykryła. -Ale za to cię kocham.
Wyszłam z jej pokoju i otworzyłam szafę z lustrem, gdzie znajdował się odkurzacz. Wzięłam go i zaniosłam do swojego pokoju. Samo to, że jest już cisza nocna powinno mnie przekonać, żeby tego nie robić, ale jutro nie będę miała okazji ani czasu. Włączyłam odkurzacz i zaczęłam nim jeździć po dywanie.
-Sophie, zabiję cię!- usłyszałam głos Edith.
Zajmie mi to kilka minut, ale przynajmniej będę miała spokój na cały tydzień. Po skończonym odkurzaniu, odłożyłam go do szafy. Zero dobijających się sąsiadów, zero tupania w nasze ściany i zero policji o zagłuszanie ciszy nocnej, czyli nie wyszło aż tak tragicznie. Odkopałam moje piżamy i poszłam pod prysznic.
Czy boję się tego spotkania? Oczywiście, że tak. Do głowy przychodzą mi same złe myśli. Czy to rzeczwiście mógłby być Adam? Próbuję podpytać go jutro, niestety dziś nie miałam okazji, ponieważ ani na uczelni ani w pracy się nie pojawił.  
Wyszłam z łazienki, trzęsąc się z zimna. Lodowaty prysznic nie był najlepszym pomysłem. Migiem znalazłam się w łóżku, przykrywając się pod sam czubek głowy. Pocierałam dłonie na ramionach, gdzie zdążyła się już zrobić gęsia skórka.
Wzięłam torebkę z szafki i wyciągnęłam z niej telefon. Kilka nieodebranych połączeń od Edith i esemesów pod tytułem "Czy zostałaś uprowadzona? Mam wzywać policję czy trochę poczekać? Odpisz bo nie wiem jaki krok podjąć". Zaśmiałam się w duchu. Były jeszcze dwa esemesy, jeden od Elyasa o tym, żebym miała erotyczne sny, gdzie on będzie tam główną postacią, a drugi był od Adama. Szybko weszłam w wiadomość i zobaczyłam krótkie "Miłego snu, Sophie". Zdziwiłam się, Adam nigdy nie pisał mi esemesów, zawsze twierdził, że są przeżytkiem i o wiele ważniejsze są rozmowy, nawet te po północy. Teraz nie miałam zastrzeżeń, to musi być Adam.




Poczułam chłód na swoim ciele. Otworzyłam niechętnie oczy i zobaczyłam szalejącą firankę i otwarte okno. Szybko wstałam i zamknęłam je.  
-Edith! Otworzyłaś u mnie okno?- krzyknęłam.
-Sorki, przypaliłam tosty i muszę wywietrzyć całe mieszkanie.
Wywróciłam oczami, otwierając ponownie okno.
Otworzyłam szafę, wybierając jeansy i białą bluzę.
-Chyba w tym nie pójdziesz?- Edith pojawiła się w moim pokoju, wskazując palcem rzeczy, które chciałam ubrać.
-Jest zimno, poza tym mam godzinę po pracy, żeby wybrać coś innego.- wzruszyłam ramionami.
Edith spojrzała na mnie troskliwie.
-Będzie dobrze.
Spojrzałam na nią.
-Twoim zdaniem powinnam wziąć ze sobą jakiś karabin? Coś w stylu AK47? Albo gaz pieprzowy? Albo lakier do włosów? Tak na wszelki wypadek.- zapytałam.
Edith prychnęła.
-Myślę, że gdyby zobaczył cię z karabinem, to trochę by się wystraszył.- stwierdziła.
Westchnęłam.
-Ale przynajmniej nic by mi nie zrobił.
Poszłam do łazienki się ubrać. Spojrzałam w lustro, które przestawiało niewyspaną dziewczynę z workami pod oczami. Moje długie, kasztanowe włosy, były jak zawsze w nieładzie i gdzieniegdzie się falowały. Przeczesałam je, doprowadzając włosy do ładu.
Wchodząc do kuchni, poczułam gorzki i ostry zapach spalenizny. Z zatkanym nosem zrobiłam sobie jajecznicę i herbatę.
-Za 20 minut zaczynamy zajęcia.- krzyknęła Edith.
-Wiem.- spojrzałam na zegarek.
-Dzisiaj ja prowadzę.- powiedziała.
Westchnęłam. Jazda z Edith jako kierowcą, nigdy nie kończy się dobrze. Już kilka razy przetarła komuś samochód, ale zawsze jej to uszło bez mandatów i wściekłych kierowców, dbających o swoje auta. Jak to robi? Nie wiem, chyba chodzi o kobiecy urok i jej blond włosy. No i być może tym, że ma jeepa.
Odłożyłam brudne naczynia do zmywarki i poszłam ubrać buty. Edith już czekała, podekscytowana.
-Obym przeżyła.- szepnęłam, zamykając drzwi.
-Słyszałam to.

Wsiadłam do jej samochodu i zapięłam pas. Wspomnienie z wczorajszej przejażdżki nadal mnie trzymało. Edith, po załadowaniu całego tylnego siedzenia torbami, wsiadła do samochodu.
-Logan zaprosił mnie dziś do siebie.- oznajmiła, odpalając auto. Złapałam się mocno siedzenie, kiedy gwałtownie wycofała.
-To chyba dobry znak.- stwierdziłam.
Przytaknęła.
-Tym bardziej, że będziemy sami. Elyas jest w Glasgow.
Dziwne.  
-Nie na uczelni?- spytałam.
Wzruszyła ramionami.
-Co ile wiem w Glasgow mieszka jego ojciec z jakąś babą.
Nie wiedziałam, że rodzice Elyasa się rozstali.  
-A jego mama?- zapytałam.
Spojrzała na mnie.
-To wrażliwy temat, Logan nie chciał mi powiedzieć.- zahamowała pulsacyjnie na światłach. -Sorki.
Rozumiem, że nie jest z nią najlepiej.
Edith zaparkowała na parkingu i wyłączyła auto. Wyznanie Edith o Elyasu kompletnie mną wstrząsnęło, że siedziałam tam dobre pięć minut.
-Wychodzisz?- zapukała mi w szybę.
Otrząsnęłam się i wysiadłam z auta.


-Sophie!- usłyszałam, wchodząc do budynku. Adam! O kurczę. Spojrzałam kątem oka na Edith, która wzruszyła ramionami.
-Cześć, Adam.- odwróciłam się do niego. -Co tam?
-W porządku, jak zawsze. A u ciebie?- spytał, przyglądając mi się uważnie.
-Eeeeee...trochę się stresuję.- wyznałam, czujnie badając jego reakcję.
-Co przeskrobałaś?- zmarszczył brwi.
Uśmiechnęłam się.
-Nie, nic, tak po prostu.- wzruszyłam ramionami.
Weszliśmy do sali wykładowej i zajęliśmy miejsca.
-Adam.- zagadałam go.
-Hm?- zapytał, nie patrząc na mnie.
-Umówisz się ze mną?- zapytałam.
Edith i Adam otworzyli szeroko oczy, słysząc to. Przecież nie powiedziałam nic strasznego, to plan. Edith widząc moją reakcję, uśmiechnęła się, dając mi znak, że wie co kombinuję.
-Eeeeeee...- zaczerwienił się. Urocze. -Jasne a kiedy? Gdzie?
-Dziś o 20.- powiedziałam. -Otworzyli nową kawiarnię...
-Nie mogę o 20.- stwierdził. -Muszę dziś coś załatwić. Wybacz. Może inny termin?- powiedział, już mniej zestresowany.
Usłyszałam cichy śmiech Edith.
-Okej, nie ma sprawy.- uśmiechnęłam się. -Jutro po pracy?
-Już się nie mogę doczekać, Sophie.- odwzajemnił uśmiech. Wróciłam do zapisywania notatków. Nagle poczułam wibrację w telefonie. Wyjęłam go i zobaczyłam wiadomość od Edith.
"To on".
Odpisałam:
"Chyba masz rację".
Odłożyłam telefon. Sama zaczęłam się zastanawiać, czy to faktycznie był on? Czy to był zwykły przypadek? Spojrzałam na zegarek, tak czy inaczej za kilka godzin się tego dowiem.
Po skończonych zajeciach Adam zasugerował mi, że podwiezie mnie do pracy, tak czy inaczej wolę jeździć z nim, niż z Edith. Mniej stresu i walki o życie.
-Co masz dziś do załatwienia?- zapytałam.
-Sprawy z notatkami, laptop mi siadł a mam tam wszystko. Muszę go zawieźć do naprawy.  
Przytaknęłam.
Moje myśli w tym momencie wariują. Odblokowałam telefon, żeby zobaczyć godzinę. Za kilka minut trzynasta. To już za kilka godzin. Spojrzałam na Adama. Wyglądał na spokojnego i opanowanego, bardziej zwracał uwagę na drogę niż na to, że właśnie w tym momencie badam jego spokój.  
Adam zaparkował przy budynku i wyłączył samochód.
-Już chciałbym być fizjoterapeutą.- westchnął, wysiadając.
-Ja prawdopodobnie zajdę w ciążę, w trakcie studiów, ojciec mojego przyszłego dziecka będzie spał na pieniądzach a zamiast chusteczek do wycierania nosa będzie używał pieniędzy, do tego moja przyszła teściowa będzie mnie ganiać bym rodziła jej więcej wnuków, więc znowu mój przyszły facet będzie musiał uruchomić plemniki i mam nadzieję ze do mnie dotrze najlepszy, potem urodzę kolejne i kolejne, aż w końcu mój, jak już wspomniałam, bogaty, przyszły facet zamknie mnie w kuchni w bikini, zdradzając mnie z sąsiadką spod 5.- wyjaśniłam. -Albo spod 10, bo jeżeli będę mieszkać pod 3 to mogę się skapnąć, myjąc naczynia w kuchni, że często go widzę jak idzie do tej siksy. I tyle z mojego wykształcenia.
Adam przez chwilę stał i wpatrywał się we mnie jakbym powiedziała coś nadludzkiego.
-Sophie, gdybym cię nie znał, zapytałbym się co dziś brałaś.- uśmiechnął się.
-A za to ze mnie znasz, każ mi brać tego pół.
Zaśmialiśmy się i weszliśmy do budynku. Uśmiechnięta Lily przywitała nas w progu.
-Co to za uśmiechy?- zagwizdała. -A tak w ogólę jak wczorajsza randka?
Przełknęłam ślinę. Zapomniałam. Adam spojrzał na mnie pytająco.
-To nie była randka.- powiedziałam. -Elyas cię wczoraj wkręcał.
Lily zmarszczyła brwi.
-Czyli to ciacho co wczoraj po ciebie przyszło jest wolne?
Skinęłam głową.
Ucieszyła się, klaskając.
-Szepnij o mnie dobre słowo, jak go kiedyś spotkasz.- mrugnęła do mnie.
-Serio?- zdziwiłam się. -Jest bardzo klejący, może się do ciebie przykleić.
-Tym lepiej, poza tym ja nie szukam partnera, może być tylko seks, nawet grupowy.
Adam zakrztusił się wodą.
-Mam nadzieję, że rozpatrzy twoje podanie pozytywnie.- zaśmiałam się.
-Oby! Poza tym mam dar widzenia ludzi nago, nawet przez ubrania.- powiedziała śmiertelnie poważnie. -I muszę przyznać, że Elyas bez ubrań jest taki seksowny.
Adam otworzył szeroko oczy.
-Spokojnie Adam, ciebie też już oblukałam.
Adam zaczerwienił się i machnął ręką.
-Idę stąd, bo zaraz dowiem się gdzie mam pieprzyki.
Lily zaśmiała się.  
-W tamte miejsca się nie zagłębiajmy. Może po pracy porozmawiamy o tym przy jakiejś filiżance kawy?
-Bardzo chętnie. Już się na samą myśl stresuję.
Zaśmialiśmy się.
Poszłam do szatni, ubierając się w czarną bluzkę i czarne spodnie. Niestety takie procedury, każdy z pracowników nosi czarne ubrania i wygląda tak samo. Założyłam plakietkę z własnym nazwiskiem i poszłam do działu z farbami. Już wczoraj zapowiedziano mi, że będę musiała okiełznać farby zimne i farby ciepłe. To katorga, kiedy jesteś kobietą a rozróżniasz tyle kolorów co przeciętny facet. Do dzisiaj nie wiem co to indygo.
-Może ci pomóc?- usłyszałam głos Adama.
-Mam pytanie, może znając odpowiedź na nie moje życie się diametralnie zmieni.- spojrzałam na niego.
Słuchał uważnie.
-Jak wygląda kolor indygo?
Adam przez chwilę zastanawiał się.
-Mocny niebieski, wręcz prawie granatowy. Czy twoje życie się zmieniło?- uśmiechnął się, pomagając mi ukaładać wiadra z farbami.
-Czuję, że przytyłam.
Adam zaśmiał się.
-Sophie, jesteś wyjątkowa.- przez chwilę wpatrywał się we mnie. -Mam nadzieję, że nie skończysz jako zdradzana żona, zamknięta w kuchni, do tego półnaga.
Uśmiechnęłam się.
-Na zimę, myślę, że da mi chociaż sweter.





-Podwiozę cię.- zagadał do mnie Adam, kiedy wyszłam z szatni. Pomyślałam, że pewnie na mnie czekał.
-Zamierzałam się przejść, ale...
-Na dworze robi się coraz zimniej, nie powinnaś...- zdzwił się.
Westchnęłam.
-No dobrze.
Weszłam ponownie do samochodu Adama. Z powodu pracy kompletnie zapomniałam o spotkaniu z nieznajomym. Spojrzałam na zegarek. Mam prawie godzinę.
-Ten Ethan...- zagadał.
Uśmiechnęłam się.
-Elyas.- poprawiłam go.
Zmarszczył czoło.
-Tak, on i ty...- plątał się.
-Nie, to kolega przyszlego chłopaka Edith.
-Edith ma chłopaka?- zdziwił się.
-Jeszcze nie. To skomplikowane.  
Przytaknął.
Zaparkował obok mojego mieszkania.
-Dziękuję, Adam.- powiedziałam, wysiadając z samochodu.
-Nie ma za co. Miłego końca dnia.
Pomachałam mu. Oby taki był.
Biegiem ruszyłam do mieszkania.
-Edith!- krzyknęłam, otwierając drzwi.  
Usłyszałam ciszę. No tak, jest u Logana. Trudno. Szybko wzięłam prysznic, wylewając na siebie połowę mydła do kąpieli. Wyszłam i wytarłam się. Nago popędziłam do swojego pokoju po kosmetyki. Dobrze, że nie ma tu ukrytych kamer, bo nie chciałabym być główną atrakcją w programie "Goło i wesoło". Nałożyłam pomadę na brwi. O dziwo, wyszły mi nawet równe. Zabrałam się za oczy, które wyszczotkowałam mascarą. Chyba wyszło mi trochę za mocno, bo wyglądały jak nóżki pająka. W pośpiechu wzięłam wacik i nasączyłam go płynem do demakijażu. Spojrzałam na godzinę w telefonie. Zostało mi tylko pół godziny. Pomalowałam oczy jeszcze raz. Potem usta czerwoną szminką. Kurczę, chyba czas się ubrać bo stoję nago przed lustrem. Zadzwoniłam do Edith. Za pierwszym razem odebrała.
-Edith, co mam ubrać?
-Hmmm...- usłyszałam w telefonie. -Weź  z mojej szafy tą granatową spódniczkę, dobierz do tego szary lub czarny podkoszulek i ubierz jakąś kurtkę, bo na dworzu gorąco nie jest.
-Okej, dzięki. Pozdrów Logana.
-Loooooogan! Sophie cię pozdrawia.- usłyszałam krzykliwy głos Edith. -On też cię pozdrawia.
-Dziękuję. Dobra lecę.
-Pamiętaj o tym by wyeksponować dekolt.
-Pamiętam o tym, aby nie słuchać twoich rad.- westchnęłam rozbawiona.
-Sophie, jeżeli to Adam to cycki są jak najbardziej wskazane, myslisz że Adam kiedykolwiek je widział?
Zaburczałam.
-Edith, tracę zasięg...o nie...pa...- rozłączyłam się.
Zwariuję z nią. Pobiegłam do swojego pokoju, by ubrać jakąś bieliznę. Później wybrałam się do pokoju Edith, żeby pożyczyć spódniczkę. Po ubraniu jej pobiegłam do mojego pokoju, żeby wybrać bluzkę. Czuję się bardziej zmęczona niż po maratonie. Wybrałam skórzaną kurtkę z wieszaka i popsikałam się perfumami. Ubrałam botki i wyszłam z mieszkania. Biegiem ruszyłam po klatce schodowej.
-Gdzie się pani tak śpieszy?- zagadał do mnie sąsiad, widząc mój pośpiech.
-Mam randkę.- odpowiedziałam zdyszana.
-Oby był tego wart.- uśmiechnął się.  
Odwzajemniłam uśmiech.  
Wybiegłam z budynku. Wyjęłam telefon z kieszeni. Mam dziesięć minut, obym zdążyła.  
Zdyszana, zmęczona i pełna obaw szybkim tępem poszłam w kierunku parku. Dasz radę, tylko nie panikuj, to tylko randka. Umawiałam się na takie spotkania w czasie liceum i nie mogę powiedzieć, że były genialne, boskie i najwspanialsze. Do dziś pamiętam jak chłopak z starszej klasy oblał mnie przez przypadek colą a potem próbował dobrać mi się do majtek. Ciekawe czy na jego policzku wciąz widnieje odcisk mojej dłoni? Dochodząc, rozejrzałam się po parku. Na ławkach gdzieniegdzie siedziała para, tuląc się do siebie, ale nigdzie nie było samotnego chłopaka. Zresztą jeśli to nie Adam to jak go poznam? Będzie miał na czole wypisane "To ja, Sophie". Usiadłam na ławce, rozglądając się co chwilę. Boję się bardziej, niż na horrorze. Chociaż nie, w tym momencie może się okazać, że mój, tajemniczy nieznajomy to postać z krzyku, który stanie przedemną, pytając "What's up?". Przełknąłam ślinę, wyobrażając to sobie. Błagam, żeby to był Adam. Nie chcę umierać. Dobrze, że dywan odkurzyłam. Cóż, twierdzę, że Elyas byłby dumny. Spojrzałam na zegarek. Pięć minut po dwudziestej. Może nie ma gdzie zaparkować i szuka miejsca? Albo w tym momencie wybiera broń, która będzie adekwatna to zabicia mnie? Jeżeli tak, niech wybierze najlepszą. Nie chcę zginąć od policyjnego pistoletu. Westchnęłam, w parku nie było już żywej duszy. Prócz mnie, tylko nie wiem czy ja jeszcze żyję. Spojrzałam jeszcze raz na zegarek. Dziesięć minut po. Wiatr zaczął mocniej wiać, przez co bardziej okryłam się kurtką. W ogólę, nie pomyślałam, że mógłby mnie olać. Więc ten list to tylko zabawa? Już więcej nie dam się na takie coś nabrać. Poczekam jeszcze z dziesięć minut i pójdę do mieszkania. Ludzi jak nie było, tak nie było. Jestem tak okropnie naiwna i tak strasznie jest mi zimno, że jak będę przez to chora, to znajdę go w najgorszych czeluściach tego zimnego Londynu a potem zbeszczeszczę jego ciało i obrażę mową słowną, w najgorszym wypadku zamknę go w szafie i będę przetrzymywać, dopóki nie wyzdrowieję. Spojrzałam ponownie na zegarek, który wskazywał dokładnie tą godzinę o której miałam sobie pójść. Zrezygnowana wstałam z ławki i zaczęłam iść w stronę mieszkania.
-Sophie? Sophie Johnson?- usłyszałam za swoimi plecami. Odwróciłam się niepewnie w stronę tego głosu.

2 170 czyt.
100%162
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 3990 słów i 21894 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

2 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 28 cze 2018

    Nareszcie dywan odkurzony   
    Oj ja też nie mogę wybadać kim jest ten trzeci...trzymasz nas za mocno w napięciu. Teraz nie będę spał po nocach.

  • mydream2017

    mydream2017 · 28 cze 2018

    No proszę znów po powrocie do domu informacja o nowej części. O tak Sophie się rozbrykała i już widać, że 3 facetów walczy o jej względy. Kim jest ten nowy?