Bronię się przed tobą cz.58

Conor badawczo mi się przyglądał, kiedy zajadałam się kawałkiem ciasta z białą czekoladą.
-Czuję się niezręcznie.- uśmiechnęłam się.
Odwzajemnił uśmiech.
-Przepraszam, ale nie mogę nadziwić się, ile miejsca ma jeszcze twój żołądek.
-Też go podziwiam.- przyznałam rozbawiona. -Pójdę na chwilę do toalety, okej?- zakomunikowałam.
-Czy to jest pretekst, żeby uciec z randki?- uśmiechnął się szelmowsko.
-Nie uciekam z randki przez okna łazienkowe.- zaśmiałam się.
-Okej. Będę czekał.
Wstałam i poszłam w kierunku toalet. Sama nie wierzę w to, ale dobrze się czuję przy Conor'ze. Moje doświadczenia z facetami nabierają tempa, co mnie cieszy, bo po randce z Daniel'em myślałam, że jestem skazana na dupków, przez co jedyną opcją byłaby - samotność.
Umyłam ręce i poprawiłam makijaż. Moje odbicie w lustrze było niewyraźne. Sama nie wiem, ale zawsze, gdy przeglądałam się w lustrze, miałam wrażenie, że widziałam osobę, która ciągle wygląda tak samo. Czy to dobrze? Czy to oznacza, że jeszcze się nie starzeję? Mój portfel stanie się grubszy, jeśli nie będę kupować kremów przeciwzmarszczkowych i toników odmładzających?
Co dziwne, nadal piwo bez dowodu sprzedać mi nie chcą.
Jeny, jeżeli wyjdzie na to, że moja skóra się cofa z wiekiem, to znaczy...
Zaraz... Conor na mnie czeka.
Wychodząc, niechcący uderzyłam kogoś drzwiami. Jeżeli ta osoba trzymała drinka, bądź cokolwiek, to prawdopodobnie mnie zabije.
-Przepraszam.- wydukałam, zamykając drzwi.
Chłopak stał tyłem do mnie, mrucząc coś niezrozumiałego. Musiałam naprawdę mocno go tymi drzwiami uderzyć. Po chwili się do mnie odwrócił, sprawiając, że momentalnie straciłam głos.
Nogi się pode mną ugięły, a całe ciało przeszył dreszcz, przez co zrobiło mi się cholernie zimno.
Zmienił się i to bardzo. Na jego rękach widoczne były tatuaże. Był znacznie szczuplejszy, niż go zapamiętałam. W końcu obciął włosy, przez co teraz nie wchodzą mu na oczy i nie miał zarostu.
Jego ubiór nadal był w tonacji - biały, szary, czarny. Patrzył na mnie tymi swoimi bursztynowymi oczami z wymuszonym uśmiechem.
-Nic się nie stało.- odpowiedział ochryple.
Cóż, przynajmniej głos mu się nie zmienił.
Jak to możliwe, że znowu stajemy sobie na drodze? Przez rok unikałam go tak bardzo, że pamięć o nim coraz szybciej gasła. Nie widząc go, czułam się lepiej.
Teraz była we mnie tylko złość i rozczarowanie. Przytaknęłam, odwróciłam wzrok i ominęłam go.
Czy on mnie pamiętał? Widział mnie raz, od razu po przebudzeniu i wątpię, żeby...
-Poczekaj.- odwrócił się do mnie. -My się już kiedyś nie widzieliśmy?
Przełknęłam ślinę. Udaj, że go nie znasz.
Nie całowałaś się z nim.
Nie spałaś z nim.
Nie chodziłaś z nim i co najważniejsze, nie byłaś nigdy w jego życiu kimś ważnym.
Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć i nałożyłam fałszywy uśmiech.
-Słaby tekst na podryw, tym bardziej, że właśnie jestem na randce.- próbowałam udać oburzoną.
Na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.
-Nie podrywam cię, sam jestem teraz na randce...
Jest na randce? Poczułam ulgę, z drugiej strony stary Elyas nie chodził na randki. Czy ta dziewczyna jest tą, która naprawiła go na stałe? Jest czarodziejką? A może jest motocyklistą - bardzo prawdopodobne.
-Ale kogoś mi przypominasz.- dodał.
Zacisnęłam usta.
-Wiele razy to słyszę.- powiedziałam obojętna. -Czekaj...Sandra Bullock? Angelina Jolie? Drew Barrymore? Londyńska listonoszka? Pani ze Starbucks'a? Albo wiem.- udałam, że się zastanawiam. -Tak masz rację, przypominam Królową Elżbietę.
-Nie.- zaprzeczył. -To ty...ze szpitala.
Zrobiło mi się momentalnie duszno.
-Nie pracuję w szpitalu, musiało ci się coś pomylić.- stwierdziłam.
-Nie.- ponownie zaprzeczył. -Mam rację, to ty. Scarlett? Samantha? S...
-Sally.- odparłam. -Jestem Sally.
Kłamczucha!
Zmarszczył brwi.
-To nieważne.- odparł. -Jak się trzymasz?
Zaraz, co?
Jak się trzymasz?
Po roku kompletnego unikania siebie, on, jedyne co ma mi do powiedzenia to - jak się trzymasz?
-Świetnie, a teraz przepraszam, chłopak na mnie czeka.- wysyczałam i odwróciłam się.
-Jasne.- wzruszył ramionami.
Błagam! Niech ktoś mnie teraz uszczypnie! Z jednej strony dobrze, że mnie nie pamięta. Im mniej wie, tym lepiej.
Nawet nie zna mojego imienia, cóż za szczęście. Ale z drugiej mógłby się bardziej wysilić - jak się trzymasz? Czy on myśli, że nadal rozpaczam?
-Już.- powiedziałam, siadając przy stoliku.
-Długo cię nie było, naprawdę zacząłem myśleć, że uciekłaś.- Conor kończył swoje jedzenie.
-Dobrze mi przy tobie, dlaczego miałabym to robić?- posłałam mu serdeczny uśmiech, ukrywając swoje emocje, które gotowały się we mnie w środku.
Odwzajemnił uśmiech, robiąc się delikatnie czerwony.
Czemu Conor nie pojawił się w moim życiu rok temu? Jaka byłabym szczęśliwa, gdybym nigdy nie poznała...
-Sophie, przypomniałem sobie twoje imię.- usłyszałam jego ochrypły głos obok siebie. Niechętnie spojrzałam na Elyas'a. -Zgubiłaś to.- podał mi puder do twarzy.
Wzięłam go, próbując nie dotknąć dłoni bruneta i schowałam puder do torby.
-Dzięki.- powiedziałam znudzonym głosem.
Niech on sobie pójdzie, zniknie, potrzebuję dystansu, potrzebuję o nim zapomnieć. Cholera! Było tak blisko!
Elyas uśmiechnął się i odwrócił ode mnie wzrok, spoglądając na Conor'a.
-Masz szczęście, Sophie to naprawdę świetna dziewczyna.- zwrócił się do niego.
Conor odchrząknął.
-Wiem.
Siedziałam, przyglądając się ich wymianie zdań. Na twarzy Elyas'a ponownie zagościł uśmiech, który bardzo dobrze znałam. Wiedział, że górował nad Conor'em, a przynajmniej chciał to wiedzieć.  
Zawsze chciał czuć się lepszy, ważniejszy.
-Myślę, że powinieneś już iść.- powiedziałam obojętnie.
Spojrzał mi w oczy i wyprostował się.
-Jasne. Ktoś na mnie czeka.- odparł i odwrócił się. -A! Jeszcze jedno, bo przypomniałem sobie coś...
Zmrużyłam oczy.
-W naszej dzielnicy listy roznoszą faceci, więc nie mogłabyś być podobna do nich.- posłał mi szelmowski uśmiech i odszedł.
-Kto to?- zapytał Conor.
-Chodziłam z nim...do przedszkola. Zawsze zabierał mi samochodziki i straszył mnie dinozaurami.- skłamałam.
-Bawiłaś się samochodzikami?- wydawał się tym faktem rozbawiony.
-Taa.- zacisnęłam usta. -Można tak powiedzieć.
-To naprawdę urocze.- przyznał.
Rozejrzałam się po sali, mając nadzieję, że Elyas już wyszedł. Na szczęście jego sylwetka nie rzuciła mi się w oczy.
-Tak uważasz?- uśmiechnęłam się.
-Tak, pewnie niezły z ciebie kierowca wyrósł.- zagwizdał.
Otworzyłam szeroko oczy. Ja i dobry kierowca? O nie, gdybym mogła, zakrztusiłabym się własną śliną. Przyłożyłam dłoń do ust i zaczęłam się śmiać.
-Niestety nie, ja i samochód to kiepskie połączenie.- machnęłam ręką. -Musisz mi uwierzyć na słowo.
Pokręcił głową, posyłając mi swój setny już uśmiech, który z każdą sekundą podobał mi się coraz bardziej.





-Sophie, było naprawdę miło.- odparł szczerze. -Mam nadzieję, że ty też się dobrze bawiłaś.
-Tak.- uśmiechnęłam się. -Dzięki tobie, zmieniłam nastawienie do randek.
-Miło mi.- spojrzał mi w oczy.
-Nie całuję się na pierwszej randce.- zaznaczyłam od razu. -Wiesz, nie mam pewności, czy nie jesteś psychopatą, który ma w bagażniku pełno łopat z imieniem swoich ofiar, a w domu nie trzymasz ich kosmyków włosów w foliowym woreczku.
Conor zaśmiał się, łapiąc mnie za ramiona.
-Wyglądam na takiego?
Pokręciłam głową.
-Postaram się, żebyś nie czuła się dziwnie skrępowana, kiedy będziemy się całować. Tylko co ja zrobię z tymi wszystkimi łopatami?- udał, że się zastanawia.
Szturchnęłam go, rozbawiona.
-Conor!
Przytulił mnie i pogłaskał po plecach.
-Śpij dobrze, Sophie i do następnego razu, oczywiście jeśli chcesz...- zaczął się uroczo tłumaczyć.
-Chcę i to bardzo.- przyznałam i odwróciłam się w stronę parkingu. -Również śpij dobrze i zrób coś z tymi łopatami.
-Obiecuję.
Na parkingu zrobiło się naprawdę ciasno. Czy ci ludzie nie mają domów? Dlaczego teraz? Nawet nie pamiętam miejsca, w którym zostawiłam samochód.
Schowałam dłonie do kieszeni jeansowej kurtki i weszłam w głąb parkingu.
1. Muszę znaleźć mój samochód.
2. Muszę jeszcze wyjechać z parkingu.
3. Muszę przerzucić się na rower.
Zaszłam na koniec parkingu i znalazłam moje czarne auto, ale kompletnie mnie to nie ucieszyło, widząc, że jest pomiędzy dwoma towarowymi busami.
-No nie!- krzyknęłam. -Przecież ja nawet nie wejdę do tego auta!
Dlaczego? Wszystko, tylko nie to.
-Uuuu.- usłyszałam gwizdanie za swoimi plecami. -Ale cię zastawili.
Odwróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam Elyas'a siedzącego na masce swojego samochodu.
-Dobra! Masz mnie!- krzyknęłam, patrząc się w niebo. -Cofam to, wyjazd z parkingu nie jest taki zły, możesz już zabrać stąd Elyas'a.
Usłyszałam jego śmiech.
-Chyba Bóg cię nie usłuchał. Pomóc ci?- odepchnął się od maski.
-Przecież wyjadę, możesz być spokojny.- wzruszyłam ramionami.
-O ciebie się nie martwię, tylko o te busy, które staranujesz.- skrzyżował ramiona.
Ledwo przecisnęłam się, żeby wejść do środka. Czy to była aluzja, żebym schudła? O nie, nie mogę tak myśleć!  
Odpaliłam samochód i spojrzałam w lustro. Elyas stał i obserwował moje poczynania.
Cofnęłam do tyłu, ciągle patrząc się na pewny uśmiech chłopaka. On wiedział, że nie dam rady, zresztą ja też to wiedziałam.
-Może ci jednak pomóc?- powiedział głośno, żebym go usłyszała.
Przyhamowałam gwałtownie, zrezygnowana. Elyas podszedł do mnie i otworzył lekko drzwi.
-Idź na tamto siedzenie, pokażę ci coś.- powiedział pewny siebie.
Przesunęłam się na siedzenie obok i skrzyżowałam ramiona. Elyas szybko i sprawnie wycofał, nie uszkadzając aut, po czym spojrzał na mnie.
-Po co ci takie duże auto, skoro...
-Nauczę się do niego.- wzruszyłam ramionami. -Dzięki, ale muszę już jechać do domu.
Przytaknął i wyszedł z samochodu.
-Do usług.- powiedział i poszedł do swojego auta.
Szybko przesiadłam się na miejsce kierowcy i odjechałam z piskiem opon.
W mieszkaniu byłam szybciej, niż to oszacowałam. Zaparkowałam tak, jak zwykle, czyli beznadziejnie.
-Edith, przyjedź.- zadzwoniłam do przyjaciółki, wchodząc do mieszkania.
-Coś się stało? Masz głos jakby tuzin słoni cię goniło, albo komornik.- przeraziła się.
-To coś innego. Musisz przyjechać.
-Zaraz będę.


Edith pojawiła się po kilku minutach, gdzie ja rozpracowywałam cały plan mojej przemiany, życia i tego, co jej powiem.
-Już jestem! Gdzie on jest?- Edith wparowała do kuchni.
-Kto?- zdziwiłam się.
-No ten komornik.
Wywróciłam oczami.
-Musisz mnie pomalować.- odparłam, po chwili żałując tej decyzji.




-Nie wierć się.- poprosiła piąty raz już.
-Moje życie nie ma sensu, wewnętrznie jest mi źle, cała dygoczę, myślisz, że to, co robię, jest zgodne z prawem? Czy nie powinnam teraz siedzieć za kratami? Moja arkadia, ona już nie istnieje, stałam się zwykłą skałą, która...
-Sophie, ja ci jeszcze nawet farby nie nałożyłam, a ty już przeżywasz.- wywróciła oczami.
-Ciężko mi z tym, ale chcę to zrobić. Nie po to ją kupywałam.- spojrzałam na pudełko farby z szeroko uśmiechniętą kobietą. -Myślisz, że zmusili ją do tego uśmiechu.- zapytałam Edith.
-Myślę, że jak nie przestaniesz, to pomaluję ci również skórę.
Otworzyłam szeroko oczy, czując dziwną ciecz na swoich włosach.
-Kładziesz farbę?- spytałam przerażona.
-Tak.
-A test na skórze czy nie jestem uczulona? A badania? A przeczytanie całej instrukcji...
-Proszę cię, nikt tego nie robi.- machnęła ręką.
-A co, jeśli mam alergię i zrobię się cała czerwona?
-To wtedy okaże się, że miałaś rację.
Przełknęłam ślinę.
-Nie wypali mi to włosów?- spytałam niepewnie.
-Nie.
-Myślisz, że włosy zaczną się łamać, kruszyć, znikać...
-Nie, ty ich nie rozjaśniasz, tylko przyciemniasz.
-A co, jak mnie nikt nie pozna?
Im dłużej zaczęłam myśleć, tym coraz gorzej zaczęłam się czuć. Czy da się jakoś wyłączyć mózg?
-Sophie, farbuję ci tylko włosy, a nie robię operację plastyczną.- powiedziała zrezygnowana. -Już zaraz kończę.- dodała.
-Boli mnie głowa.- przeraziłam się. -Szczypie.
-Nie powinna, jest bez amoniaku.- zdziwiła się.
-O nie, nie, nie, nie. Moje włosy!- zaczęłam nerwowo bawić się dłońmi.
-Wytrzymasz trzydzieści minut.- próbowała dodać mi otuchy, ale na nic się to zdało. Byłam przerażona!
-A jak ten kolor nie będzie mi pasował?- zmartwiłam się.
-To obetniesz się na łyso i zaczekasz na swoje.- powiedziała rozbawiona.
-Edith!- szturchnęłam ją.
Nie sądziłam, że właśnie dziś jest koniec mojego życia, w toalecie, na kuchennym krześle.
-Włączamy stoper i czekamy.- ucieszyła się. -Chyba powinnam zostać fryzjerką.
W tym całym oczekiwaniu opowiedziałam jej o randce z Conor'em, ale celowo ukryłam zdarzenie z Elyas'em. Uznałam, że tak będzie lepiej. Zawsze jest lepiej, kiedy nie ma go w pobliżu.
-Czas to zmyć.- wskazała na piszczący stoper.
-Myślisz, że moje włosy nadal są na miejscu?- spytałam.
-Trochę ich powinno być.- poklepała mnie po plecach.
Zaszłam do łazienki i nachyliłam się nad prysznicem.
-Czemu ta woda jest czarna?- otworzyłam szeroko oczy.
-Spłukujesz farbę.- skrzyżowała ramiona i obserwowała moje poczynania.
Wytarłam włosy ręcznikiem, a Edith włączyła suszarkę.
-Wow.- zagwizdała, kończąc modelować mi włosy. -Wyszło mega.
Szybko wstałam i podeszłam do lustra.
Włosy były...czarne, jak smoła, sprawiając, że moja cera stała się jeszcze bledsza, niż naprawdę była.
-Wyglądam jak czarownica!- krzyknęłam, przyglądając się w lustrze.
-Wcale nie, wyglądasz...kobieco. Ten kolor podkreśla twoje oczy.- powiedziała, patrząc na mnie w odbiciu. -Czyli za miesiąc znowu koloryzacja?- uśmiechnęła się.
-Co?
-No a odrosty? Przecież włosy ci rosną, je też musimy farbować.
-Błagam, powiedz, że to żart.

2 742 czyt.
100%3210
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2621 słów i 14424 znaków, zaktualizowała 15 maj o 20:48. Tagi: #miłość #pocałunek

10 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 25 maja

    Sytuacja z Conorem się rozwija,a tu nagle Elyas powraca. O co chodzi?

    "Czy to oznacza, że jeszcze się nie starzeję? Mój portfel stanie się grubszy, jeśli nie będę kupować kremów przeciwzmarszczkowych i toników odmładzających?"
    Na co takiej dziewczynie takie wynalazki? Oj Sophie   

    -Chodziłam z nim...do przedszkola. Zawsze zabierał mi samochodziki i straszył mnie dinozaurami.- MEGA!        

    Zmiana koloru włosów to nie wszystko. Wydaje mi się, że jedynym wyjściem jest wyjazd. Przewiduję, że ona nie zostawi tak tej sprawy. Będzie drążyć do momentu, aż pozna całą historię kiedy jej nie było przy boku Elyasa. To jeszcze nie koniec, a ten odcinek uświadomił mi dlaczego warto tu wracać. Dzieje się sporo i z niecierpliwością się czeka na to co będzie.

  • Ela

    Ela · 25 maja · 284352576

    Kiedy kiedy

  • Lala

    Lala · 21 maja · 193629810

    Kiedy kolejny?

  • Lula

    Lula · 18 maja

    😂😂😂znowu petarda scena farbowania włosów obłędna 😍😍 a spotkanie z tym dupkiem no lepszego nie mogło być 😊 ciekawe czy na nowo się poznają 😙😙

  • Kmicic

    Kmicic · 17 maja

    A więc znów się zaczęło 😂
    Elyas zmiana wyglądu, jestem ciekaw kim jest ta dziewczyna z którą był na randce 😜
    Sophie i Connor, nie próbuje nawet zgadywać jak to się skończy,ostatnio Daniel okazał się być psychopatą 😨
    Szczerze liczę że Elyas odzyska pamięć, wtedy by się działo hehe 😍

    Linden ma czarne włosy! Wooooooo, ciekawe jak zareaguje Connor. Albo Elyas, z resztą wszyscy będą zdziwieni 😲  

    Dziękuję za dodanie kolejnego rozdziału, historia poszła do przodu gigantycznie mimo że znowu stało się tak dużo i mało zarazem.  
    Powodzenia z dalszymi rozdziałami tej wspaniałej przygody!  
    Pozdrawiam i trzymaj się!

  • Wiki♡♧

    Wiki♡♧ · 16 maja · 211637633

    Wiedziałam że on wróci musiał !!!

  • sylwinkap

    sylwinkap · 16 maja · 193945666

    Za krótko

  • Lala

    Lala · 16 maja · 193629810

    Coś czuję że Stary Elyas się zakocha w naszej Sophie 😜 On zawsze dostaje tego czego chce 😂

  • AlexAthame

    AlexAthame · 15 maja

    Tylko mi nie mów ze to się zacznie od nowa.Co prawda jako autorka możesz wszystko.Moze zanik pamięci usunęli z jego głowy ze ja kocha.Bie mowie kochal bo ta choroba jest nieuleczalną. Mówię o KOCHAM.No cóż zobaczymy.

  • Agaaa

    Agaaa · 15 maja · 211927243

    Wiedziałam, że Elyas prędzej czy później się pojawi. Noi jest super rozdział