Bronię się przed tobą cz.28

Minął tydzień odkąd nie ma przy mnie Elyasa. Każda moja część powoli się rozkrusza, robiąc przy tym okropny zawód. Mimo, że to on mnie oszukiwał, to czuję, że źle zrobiłam. Brakuję mi go i cholernie nie mogę się z tym pogodzić.
Cały tydzień był dla mnie pod górkę, tym bardziej, że nic się nie układło. Nawet w pracy.
Myślałam, że dorosłość jest odrobinę łatwiejsza.
-Co? Chyba żartujesz?- jęknęłam, widząc uśmiechniętą Vicky w szatni.
-Podobno dostała pracę biurową, ma znajomości.- Lily wzruszyła ramionami.
Odkąd Adam zwolnił się z pracy, wiedziałam, że przyjmą kogoś nowego.
Nigdy nie sądziłam, że trafię tu na Vicky. Zresztą ona tu? W firmie z farbami i gwoździami?
-To niemożliwe.- stałam nieruchomo. To sen, raczej koszmar, który zaraz zniknie.
-Znasz ją?- spytała, przyglądając się mi.
-Niestety. Biłam się z nią.- wyjęłam z ciężarówki kilka pudeł.
-Co? Biłaś? Wow!- była pod wrażeniem.
-Pierwszą walkę przegrałam.- burknęłam. -A drugą...też przegrałam. Ochroniarz mnie wyrzucił.
Lily zachichotała.
-Zaraz zacznę się jej bać.
-Z pewnością nie powinnaś jej ufać.
Weszłam do sklepu.
-Sophie.- usłyszałam śmiech Vicky.
-Czego chcesz?- wysyczałam.
-Jak groźnie. Gdzie twój obrońca?- parsknęła.
-Na pewno nie w twoim łóżku.- uniosłam brew i odeszłam od niej.
-Sophie.- krzyknęła. -Uwierz mi, że jeśli znajdzie się w twoim, będziesz pamiętała i żałowała tego do końca życia.
Odwróciłam się do niej.
-Czemu tu pracujesz? Nie możesz mi dać spokoju? Nie wiem o co ci chodzi.
-Nie pracuję tu, bo chcę ci uprzykrzać życie, tylko chodzi wyłącznie o pieniądze. Potrzebuję ich.
-Każdy potrzebuje, tak samo, jak spokoju.- burknęłam.
Zaśmiała się szyderczo.
-Radzę ci być dla mnie miłą, przypominam ci, że teraz tu ja tobą rządzę.- puściła mi oczko, wylewając kawę na płytki. -Ups, posprzątaj to.
Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, w to co się stało.  
-Jesteś niemożliwa.- powiedziałam złowrogo.
Uśmiechnęła się.
-Nie wygrasz, Sophie. Zawsze będziesz na dnie.






Weszłam do maleńkiej kuchni, trzaskając drzwiami.
-Hola! Co jest?- zapytała zdziwiona Lily.
-Ja z nią tu nie wytrzymam!- wlałam wodę do czajnika.
-Z tą Vicky? Wydaje się miła.- zdziwiła się.
-Dla ciebie tak, dla mnie niekoniecznie. Wylała przede mną kawę na podłogę i kazała mi to zetrzeć. Podła małpa.- zalałam melissę.
-Grubo. Powinnaś ją olać.
-Nie mogę.- jęknęłam. -Ona jest wyżej, niż ja.
Usiadłam obok Lily.
-Powiedz szefostwu.- zaproponowała, dopijając kawę.
-To nic nie da.- westchnęłam.
Nie dość, że moje życie to jeden wielki kabaret, to jeszcze główną ozdobą w moim teatrze jest Vicky.
-Nie wiem o co jej chodzi.- wzięłam łyk gorącej herbaty. -Czuję, że zaraz wybuchnę.
-Czemu się biłyście?- zapytała.
-O Elyasa.- westchnęłam.
-Tego twojego niby chłopaka?- uniosła brew.
-Tego co wtedy...
-Tak, tak.- przerwała mi. -Tego przystojniaka, za którego miałam się zabrać.- zaśmiała się.
Do kuchni weszła Vicky.
-Sophie, możesz przyjść?- powiedziała, próbując zabić mnie wzrokiem.
-Przerwę mam.- wzruszyłam ramionami.
-To ja decyduję, kiedy masz przerwę, a kiedy nie.- zmarszczyła brwi. -Za dwie minuty bądź przed wyjściem.
I wyszła.
-O kurwa.- Lily otworzyła szeroko oczy. -Miałaś rację.
Wywróciłam oczami i wyszłam z kuchni.
Czemu zwołuje mnie na dwór?
-Co mam zrobić, szefowo?- powiedziałam sarkastycznie.
Vicky uśmiechnęła się.
-Umyjesz okna.
Przełknęłam ślinę.
-Jest zima.- przyznałam.
-Koniec lutego prawie, więc im szybciej zaczniesz, tym szybciej skończysz.
-Każesz mi na mrozie myć okna, dobrze wiesz, że są pokryte lodem.- burknęłam.
-Weź ciepłą wodę.- wzruszyła ramionami.
-Tu jest za dużo okien, nie wyrobię się.
-To zostaniesz po godzinach. Jeżeli godzisz studia i pracę, to nie będzie miało to dla ciebie dużego znaczenia.- prychnęła zadowolona. -Jutro poproszę cię o wysprzątaniu całego magazynu i dobrze by było umyć samochody dostawcze.
-Wiesz, nie wiem o co ci chodzi, ale przeginasz.- zdenerwowałam się.
Jej okropny uśmiech powiększał się.
-Nie robiłaś takich rzeczy jeszcze? Sprzątanie jest dla ciebie czymś obcym? Może przeniosę cię z działu Magazynier na dział sprzątania?- zakpiła.
-Chcesz się na czymś odgrać...nie wiem.- zdziwiłam się.
-Proszę cię, za dobrze miałaś w tej pracy. Nie chodzi o to, żeby zrobić ci tu piekło, ale żebyś nie myślała, że wszystko masz rozdane na tacy, Księżniczko.- odparła.
Księżniczko?
-Nic o mnie nie wiesz, a wypowiadasz się jakbyś wiedziała o mnie wszystko.- krzyknęłam.
-Pyskuj tak dalej, a uwierz mi nie będę taka łaskawa.- powiedziała.
-A niby teraz jesteś?- powiedziałam z sarkazmem.
-Tak. Ciesz się, że cię nie zwolniłam jeszcze.
-Nie masz takiego prawa, nic nie zrobiłam.
-Myślisz, że dostałam tą pracę za dobre doświadczenie? Znajomości mam spore i jedno moje zdanie i stąd wylatujesz.
-Nie szantażuj mnie.- ostrzegłam.
-To weź się do roboty.- krzyknęła.  
Moja cierpliwość powoli się kończyła.
-Nie wytrzymam tu z tobą.- przyznałam.
-To zacznij szukać innej pracy.- puściła mi oczko, wchodząc do budynku.
Oparłam się o mur, czując, że moja skóra nabiera bladego koloru, było mi tak okropnie zimno. Wiem, że dam jej satysfakcję tym, ale nie pozwolę sobie na jej towarzystwo.
Weszłam do budynku i pobiegłam do pokoju szefa.
-Sophie, jestem zajęty.- przyznał, próbując mnie wygonić.
-Chcę złożyć wypowiedzenie.- powiedziałam poważnie.
Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Nie mam ochoty na żarty.
-To nie żart. Zwalniam się.
-Jaka jest przyczyna?- spytał, odkładając faktury.
-Vicky.
-Nie dogadujecie się?- zdziwił się. -Ze względu na takie coś, chcesz rzucić pracę?
Przytaknęłam, nie bardzo wiedząc, czy robię dobrze.
-Sophie, nie mogę cię zwolnić. Potrzebuję cię.- wyłożył ręce.
-Z pewnością Vicky potrzebuje pan bardziej.- powiedziałam sarkastycznie.
Westchnął i wyciągnął plik kartek.
-Wypełnij to.- podał mi świadczenie.
Szybko wypełniłam to i oddałam mu kartkę.
-Sophie, jesteś zbyt chaotyczna.
Nikt nie będzie mnie poniżał. Tym bardziej, że na to nie zasługuję.
-Pieniądze dostaniesz na koncie, tak jak zawsze. Na początku miesiąca.
Wyszłam z budynku i poszłam na parking. Powietrze było coraz zimniejsze.
Weszłam do auta.
Co ja teraz zrobię? Zwolniłam się z pracy. To kompletna dziecinada, robiąc coś takiego, ale nie miałam wyjścia.  
Moje życie się wali, więc czemu nie miałabym mu dowalić problemów?
Po chwili mój telefon zaczął dzwonić.
Lily.
-Chyba zwariowałaś!- usłyszałam w słuchawce.
-Nie, nie zwariowałam.- westchnęłam, opierając głowę o szybę.
-Sophie, rusz tyłek i cofnij to.- poleciła.
-Nie ma mowy.- powiedziałam stanowczo.
-Co ty teraz zrobisz? Gdzie jesteś?
-W aucie.
-Na parkingu?
-Tak.- odpowiedziałam.
-Nie ruszaj się, zaraz tam będę.- rozłączyła się.
Włączyłam samochód, żeby się nagrzał. Po kilku minutach przybiegła do mnie Lily.
-Kobieto, zabiję cię.- wyznała, wchodząc do auta.
-Daj mi chwilę, muszę napisać testament.
-To nie jest śmieszne!- powiedziała poważnie.
-No jasne, że nie. To jest bardzo dobry pomysł.- przyznałam.
-Sophie! Najpierw Adam, potem ty.- jęknęła.
-Spokojnie, niedługo tą firmę będzie odwiedzało tłum motocyklistów w skórach, będący jej kochankami.- wywróciłam oczami.
-To akurat atut.- westchnęła. -Zresztą, co teraz zrobisz? Jesteś bez pracy, bez środków do życia.
-Jeszcze do mnie to nie dociera.- stwierdziłam.
-JESTEŚ BEZ PRACY!!!-krzyknęła.
-Muszę znaleźć inną.- westchnęłam, wiedząc, że to nie będzie takie proste.
-Mogę ci coś polecić, ale i tak jestem na ciebie zła.
Spojrzałam na nią.
-Drinkers.- powiedziała sucho.
-Mam sprzedawać alkohol w barze?- zdziwiłam się.
Wzruszyła ramionami.
-Szukają barmanki.
-Nie, nie ma szans.- odpowiedziałam krótko.
Rozłożyła ręce.
-Jesteś spłukana!
-Jak na studenta przystało.- uśmiechnęłam się.
-Dlaczego ty masz taki dobry humor? Zwolniłaś się z pracy.- zdziwiła się.
-Wiem, ale...
-Za satysfakcję nie opłacisz czynszu na mieszkanie.- westchnęła, przerywając mi.
Przełknęłam ślinę. Rodzice nie chcieli, żebym pracowała, ale chciałam im pokazać, że potrafię sobie poradzić w życiu. Byli ze mnie dumni, a teraz? Wylądowałam na bruku.
-Zadzwonię tam.- westchnęłam.
-Do Drinkersa?- zmarszczyła brwi.  
Przytaknęłam.
-Zobacz w necie, ogłoszenie powinno nadal być. Dobra ja lecę, bo szef mnie poćwiartuje.- powiedziała. -Właściwie mam newsa. Wiem, czemu Adam już tu nie pracuje.
Spojrzałam a nią, przełykając ślinę.
-Chciał, żebyś dobrze się czuła w pracy.
Zmarszczyłam brwi.
-To bez sensu. I tak widzimy się na uczelni.
-To nie to samo. Od kilku miesięcy Adamowi proponowano dobrze płatną pracę, w szpitalu, jako stażystę.- przyznała.
-On chce być lekarzem. Czemu od razu na to nie przystał?- zdziwiłam się.
-Chciał być bliżej ciebie.
Na moim ciele pojawił się zimny dreszcz.
-Pokłóciliście się?- zapytała.
-Można tak powiedzieć.- powiedziałam cicho.
Położyła swoją dłoń na moim ramieniu.
-Lecę, Sophie. Powodzenia.
Uśmiechnęłam się blado.





Zaparkowałam ulicę dalej, po tym jak błądziłam między zapełnionymi parkingami.
Wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę baru.
Zadzwoniłam tam od razu po wyjściu Lily i zostałam umówiona na dzień próbny.
Chwilę się wahałam, zanim weszłam do pomieszczenia przepełnionymi młodymi ludźmi.
-Johnson?- spytał facet z lekkim zarostem, kiedy podeszłam do baru. Był po czterdziestce.
-Tak.- westchnęłam.  
-Proszę za mną.- wskazał ruchem ręki, żebym weszła za bar.
-Pracowałaś jako barmanka?- facet zaprowadził mnie do pomieszczenia z winami.
-Nie, jeszcze nie. Pracowałam w magazynie.- powiedziałam speszona.
-Więc to będzie twój pierwszy raz.- uśmiechnął się. -Takie są najgorsze, choć przyznam, że chciałbym osobę bardziej doświadczoną w takiej pracy.- westchnął. -Ile masz lat?- zapytał, lustrując mnie.
-Niedługo dwadzieścia.
Mruknął.
-Uczysz się?
-Tak, studiuje.- przełknęłam ślinę. Czuję się trochę jak na policji.
-Muszę mieć twój plan, żeby wyznaczyć ci godziny pracy.
Przytaknęłam.
-Zobaczymy jak pójdzie ci dzień próbny.- uśmiechnął się.
-Mam nadzieję, że dobrze.
-Też mam taką nadzieję.
Facet zaprowadził mnie do baru.
-Tu masz wykaz alkoholu, jak który się robi i tak dalej.- wręczył mi kartę. -Kate!- krzyknął.
Dziewczyna w rudych włosach przybiegła do nas.
-To jest Kate, a to jest Linden.- przedstawił nas.
-Właściwie to Sophie, nikt na mnie nie mówi pierwszym imieniem.
Prócz rodziców i Elyasa, oczywiście.
-Miło mi cię poznać, Sophie.- uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Pokaż Sophie jak tu się odnaleźć. To jej dzień próbny.- facet zwrócił się do dziewczyny.
-Jasne. Chodź za mną.- poleciła.
Przez moment zaczęłam żałować, że podjęłam taką pochopną decyzję o zwolnieniu się z pracy.
-Jest trochę pracy, klienci są oporni i niezdecydowani, ale atmosfera jest okej.- przyznała.
Przełknęłam ślinę. Co znaczy, że 'klienci są oporni'?
-Tu masz piwo, tu wina, a tu dodatki do drinków i jakieś ozdoby.- wskazała.
-Wygląda na trochę trudne.- przyznałam.
-Tydzień i dojdziesz do wprawy.
Tydzień i mnie tu już nie będzie- pomyślałam.


Przez ponad dwie godziny próbowałam nauczyć się robić skomplikowane napoje z alkoholem, ale to gorsze, niż egzamin z genetyki.
-Widzę, że już lepiej ci idzie.- uśmiechnęła się Kate.
Odwzajemniłam uśmiech.
Jedyne co wiem, to to, że idzie mi gorzej, niż beznadziejnie.
-Wyjdę zapalić. Palisz też?- spytała.
-Nie.
-To zaraz wracam.- uśmiechnęła się.
Spojrzałam jeszcze raz na kartę z napojami, próbując ogarnąć o co w nich chodzi. Kto w ogólę wpadł na taki świetny pomysł, żeby drinki miały śmieszną nazwę?
-Co za spotkanie.- usłyszałam znajomy głos.
Niechętnie spojrzałam w jego kierunku.
-Śledzisz mnie?- wysyczałam.
Joe uśmiechnął się.
-Pracujesz tu?- zdziwił się. -Nigdy nie sądziłem, że możesz tak nisko upaść.
Uniosłam brew.
-A widzisz, zaskoczyłam cię.- wywróciłam oczami.
-Polecisz coś?- wziął kartę z alkoholem.
-Specjalnie dla ciebie? Rozpuszczalnik, ewentualnie trutkę na szczury.- prychnęłam.
-Za mocne.- zaśmiał się. -Może drink o nazwie 'sex on the beach'.
-A nie 'sex in car'? Zdaję mi się, że jesteś w tym niezły.
-Uszczypliwa jak zawsze.- uśmiechnął się. -W którym momencie klienci wkładają ci banknoty pod spodnie?
Zmrużyłam oczy.
-Zdaję mi się, że źle trafiłeś. To bar, nie burdel.- burknęłam.
-Sophie, wiesz o czym mówię. Nawet gdybyś chciała zrobić z tego święte miejsce i tak, Drinkers nie kojarzy się tu dobrze. Bijatyki, pijani klienci...
-Popracuję tu dopóki nie znajdę innej pracy.- wyznałam.
Zaśmiał się.
-Oczywiście. Tylko pamiętaj, żeby nie sprzedawać alkoholu nieletnim.- ostrzegł.
-Wiem, nie musisz mnie uczyć.- wywróciłam oczami.
-Zresztą, co u ciebie, Sophie?- oparł się o blat.
-Bardzo dobrze. Mam narzeczonego, trzeci tydzień ciąży i dom na przedmieściach.- wzruszyłam ramionami.
Uśmiechnął się.
-Czyli nadal bez zmian, cieszy mnie to.- zakpił.
-A u ciebie?- zażartowałam.
-Też bez zmian. Nikt nie jest w stanie zastąpić mi ciebie.
Spojrzałam na niego.
-Moje kondolencje.
Zaśmiał się.
-Śmieszne. Dobrze, że dałaś sobie spokój z Elyasem.- powiedział.
Przełknęłam ślinę.
-Nigdy nie byłeś dla mnie tak ważny, jak on.- powiedziałam poważnie.
Jego wzrok zmienił barwę na ciemniejszą.
-Co?- zapytał zmieszany. -Zakochałaś się w nim?
Chciałabym go trochę powkręcać, ale to prawda. Kocham Elyasa.
-Jest dla mnie ważny.- przyznałam.
-Cholera.- zaklnął. -Nie spałaś z nim, prawda?
Zmarszczyłam czoło.
-A co cię to obchodzi?- zakpiłam.
-Sophie.- podszedł do mnie szef. -Dziękuję na dziś. Odpocznij. Jutro podpiszemy umowę o pracę.
-Okej. Dziękuję.
-Weź kartę z napojami, poduczysz się trochę.- powiedział.  
-Okej. Do widzenia.- wyszłam z lady.
-Sophie, spałaś czy nie.- obok mnie pojawił się Joe.
-A co, umrzesz jak ci nie powiem?- prychnęłam.
-I tak się dowiem.
Ubrałam kurtkę i wyszłam z baru.
-A niby od kogo? Zresztą nie jesteśmy już razem, więc nie powinno cię to obchodzić.- szłam w kierunku samochodu.
Joe szedł obok mnie.
-Wkrótce zrozumiesz.- powiedział sarkastycznie.
Pokazałam mu środkowy palec i wsiadłam do auta.

1 749 czyt.
100%238
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2685 słów i 14813 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

8 komentarzy

 
  • Lolissss

    Lolissss · 22 paź 2018 · 193629786

    Ehh w takim momencie 😅 ciekawie się robi  
    Mam nadzieje ze jak najszybciej pojawi się kolejna cześć bo urwać w takim momencie to skandal 😅❤️

  • Lula

    Lula · 22 paź 2018 · 211927242

    No w takim momencie.  . .a ja się załamie normalnie 😂😂 kiedy kontynuacja?

  • Kara123

    Kara123 · 21 paź 2018 · 211927113

    Wspaniałe opowiadanie .Kiedy next  

  • Kmicic

    Kmicic · 21 paź 2018

    Po przeczytaniu tej części mam takie uczucie jak gdy po skończonym odcinku ulubionego serialu masz niedosyt i chcesz więcej    
    Stawiam dyche że te "znajomości" Vicky opierają się o łóżko    
    Aj aj aj Joe znowu na scenie, publiczność zainteresowana i nieco zmieszana...  
    Oczywiście kolejny wspaniały rozdział, akcja poszła mocno do przodu, sporo się wydarzyło i pewnie jeszcze się stanie ! Dziękuję za dodanie kolejnej części tego wspaniałego opowiadania, oczywiście liczę na więcej i życzę duuuuuuuużo weny  

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 21 paź 2018

    Ale się porobiło. Nawet w pracy macki Vicky czepiają się Sophie. Szkoda zostawić dobrą koleżankę ale to była dobra decyzja. Czasem ktoś musi ustąpić by oszczędzić sobie nerwów. Praca w barze ma wiele atutów od nowych znajomości to poznawania plotek od innych. Sophie jest bystra i sobie poradzi.  
    Poczucie humoru Sophie zawsze mnie rozbraja a ja nie mogę przestać się śmiać dobrze, że czytam bez popijania kawy bo w klawiaturze miałbym nie tylko okruszki na później ale też kawę gdyby mnie suszyło po obejrzeniu Familiady. Wspaniałe popołudnie przy czytaniu tak wspaniałej pisarki jest idealnym suplementem diety gdyby miała nadejść kogoś jesienna chandra- polecam w ramach profilaktyki! Chapeau bas  

  • mydream2017

    mydream2017 · 21 paź 2018

    Vicky i Sophie w tej samej pracy? Słuszna decyzja naszej bohaterki choć dla Vicky to mała wygrana. Bar też nie jest zły szczególnie dla studentki. No i ten Joe...
    Teraz tyle możliwości przed Sophie, że będę rozmyślał co w następnej części z wielką niecierpliwością. Genialnie

  • niutria

    niutria · 21 paź 2018 · 201432698

    Intrygujące ,  Czekam na więcej!  

  • PLMatrix

    PLMatrix · 21 paź 2018

    Zobaczymy od kogo Joe dowie się czy Spała z Elyasem