Bronię się przed tobą cz.64

Bronię się przed tobą cz.64Siedziałam na pomarańczowej kanapie, ubrana w za duże rzeczy Adama. Przez chwilę wmawiałam sobie, że tak naprawdę nie zepsułam ślubu mojej przyjaciółki, a Elyas nigdy nie istniał i tak naprawdę omijając Joe'go, to byłam przez cały ten czas singielką.
-Czekaj...- zaczął Adam, spoglądając na mnie z niedowierzaniem. Ruth uśmiechnęła się do mnie, podając szklankę wody. -Rzucałaś się weselnym tortem z Elyas'em na ślubie Edith? Czy ja coś źle zrozumiałem?
Westchnęłam.
-Wszystko dobrze zrozumiałeś.
Gdybym mogła cofnąć czas, to nigdy bym na to nie pozwoliła. Jak mogłam zepsuć najważniejszy dzień mojej przyjaciółki? Jeszcze na dodatek uciekłam z uroczystości i zostawiłam cały ten bałagan. Czy ja kiedykolwiek spojrzę jej w oczy? Chyba to już czas.
Czas się wyprowadzić na inny kontynent.
-Takie rzeczy się zdarzają.- próbował mnie pocieszyć.
Prychnęłam.
-Oczywiście. Ludzie często rzucają w siebie tortem na ślubie.- wywróciłam oczami.
Ruth usiadła obok mnie i poklepała mnie po plecach.
-Edith na pewno już o tym zapomniała.
Spojrzałam na zegarek.
Minęły trzy godziny od tego zdarzenia.
Nie, nie zapomniała.
To niemożliwe.
Wzięłam do ręki swoją brudną suknię i wstałam.
-Adam, oddam ci jutro ubrania.- spojrzałam na niego.
Uśmiechnął się i machnął ręką.
-Nie śpiesz się.
-Dziękuję wam, ale muszę już wracać. Myślę, że nie spotkam na swojej drodze Elyas'a. Przynajmniej mam taką nadzieję.- powiedziałam.
-Jakbyś jednak go spojrzała, to nie rozszarp go. Nie chcemy odwiedzać cię w więzieniu.- zaśmiał się.
Przytaknęłam i wyszłam z mieszkania.
W głowie wciąż szumiały i nie dawały mi spokoju zdarzenia związane ze ślubem. Okazałam się okropną idiotką, a to wszystko przez Elyas'a. Gdyby on dał mi spokój i unikał mnie, to do niczego by nie doszło.
Po dwudziestu minutach znalazłam się na swoim osiedlu. Ostrożnie zaparkowałam i wyszłam z samochodu. Czułam się naprawdę jak szpieg. Zobaczenie na swojej drodze Elyas'a byłoby najgorszym koszmarem i wtopą, dlatego starałam się być ostrożna.
Znalazłam się na korytarzu i już miałam otwierać drzwi, kiedy poczułam czyjąś dłoń na swoich plecach.
Odwróciłam się...
-Zawał!- odetchnęłam z ulgą. -Niech pan mnie nie straszy.
Mój sąsiad zaśmiał się tylko.
-Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła. Właśnie wracam od naszego nowego sąsiada, Elyas'a.- rzekł. -Bardzo miły chłopak, koniecznie musisz go poznać.
Prychnęłam.
-Znam go.
Sąsiad wyglądał na zainteresowanego.
-Nieźle zna się na mechanice. Zaproponował mi naprawę samochodu za darmo, to naprawdę złoty chłopak. Takiego nam tu było trzeba!- pokiwał głową.
Jak to jest możliwe, że wszyscy byli zachwyceni Elyas'em, a kiedy ja pierwszy raz tu zamieszkałam, to każdy mnie zbywał i traktował jak powietrze?
W sumie, niewiele się od tego czasu zmieniło. Nadal jestem dla nich powietrzem, albo co gorsza - połowa sąsiadów nie wie, jak mam na imię albo nie są pewni czy jeszcze żyję.
-Tak.- przytaknęłam. -Elyas to naprawdę świetny sąsiad. Takiego mieć, to skarb.- powiedziałam sarkastycznie.
Przez chwilę staliśmy w ciszy, przez co czułam się strasznie niezręcznie, ale...
-Mimo jego przeszłości...- wywróciłam oczami, mówiąc do siebie.
Sąsiad zmrużył oczy.
-Jakiej przeszłości?- zainteresował się.
Westchnęłam.
-Zrobił coś złego, według mnie powinien siedzieć w więzieniu minimum do mojej siedemdziesiątki.- prychnęłam.
Otworzył szeroko oczy.
-Czy on był w więzieniu?- iskierki w jego oczach momentalnie zmieniły się w pożar.
-Eeee...- zawahałam się.
Nie był, ale...
-Za co siedział i ile siedział? Wiesz, tutaj mieszkają również dzieci i nie pozwolę, żeby cokolwiek się im stało.
Typowe.
Sąsiad ochroniarz. Co ile wiem, akurat on pracował jako stróż prawa i dorabiał w muzeum, chodząc w nocy z latarką i oglądając eksponaty.
-On...złamał...złamał...- mi serce. -Znaczy włamał się do...banku.
Sąsiad spojrzał na mnie, jakbym właśnie powiedziała, że Elyas siedział w więzieniu, bo włamywał się do banków. Cholera. To właśnie się stało.
-Znaczy...to też i handlował czymś.- próbowałam wybrać mniejsze zło, ale czułam, że skopałam. Topiłam się we własnych kłamstwach. -I napadał na sklepy.
Jeny! Czy ktoś mi może założyć kaganiec na twarz? Czy ktoś może pozbawić mnie mowy? Byłabym naprawdę dobrym człowiekiem, gdybym była niemową.
Sąsiad uścisnął mnie.
-Dziękuję, że mi powiedziałaś. Przez ten cały czas miałem go za uczciwego, ale teraz? Muszę wszystkich ostrzec.
O nie.
-Nie, nie, nie.- krzyknęłam, ale było już za późno.
Weszłam do mieszkania podwójnie zła. Zdecydowanie powinnam sobie odciąć tlen i wdychać melisse na uspokojenie. Może za bardzo się martwię? Sprawa pewnie ucichnie, zanim Elyas zacznie cokolwiek podejrzewać.
Zresztą to mógł wymyślić każdy - nie tylko ja.
Wzięłam gorący prysznic i zjadłam coś na szybko. Zdarzenie ze ślubu wciąż nie dawało mi spokoju - czy ja byłam naprawdę taka zła?  







Kolejny dzień i kolejne złe decyzje. Dziś nie zamierzałam wychodzić z łóżka, sprawiając jednocześnie to, że nie narobię nikomu krzywdy i nie będę rozpowiadała głupot. Zamierzałam obejrzeć jakiś film, jeść chipsy i pić coca colę. Ten dzień miałam wolny od pracy, na szczęście. Kate niedługo wraca, a Eliza zostaje z nami na stałe, więc nie powinno być tak źle, bo przez pewien czas byłam kompletnie sama na barze. Ubrałam się na sportowo i założyłam wygodne trampki.
Chyba powinnam schudnąć. Tylko kilogram.
Albo dwa.
Ewentualnie trzy.
Dobra, cztery. Schudnę cztery.
Było grubo po dwunastej, więc stwierdziłam, że po bieganiu zajrzę do zwykłego sklepu po niezdrowe jedzenie.
Wyszłam z mieszkania i zamknęłam drzwi.
Starsza kobieta, która mieszkała tu całe życie, zobaczyła mnie i przestraszona uciekła na górę.
Co jest? Zawsze była dla mnie niemiła, ale teraz? Może stwierdziła, że zamiast powietrzem, to będę jakimś pierwiastkiem radioaktywnym?
Wyprowadzę się stąd. Przysięgam.
Tylko najpierw znajdę faceta.
A potem zajdę w ciążę.
Moja kondycja była naprawdę kiepska, skoro po samym wyjściu z klatki schodowej, czułam, że na dziś już starczy biegania.  
Przebiegłam truchtem kilometr.
Jeżeli kilometr oznaczałby jeden kilogram mniej, to bym pokusiła się o przebięgnięcie jeszcze trzech, ale to tak nie działało. Brzuch strasznie mi burczał, więc wracając do mieszkania, wstąpiłam do małego sklepu z żywnością.
Resztę drogi przeszłam, stwierdzając, że od dzisiaj biegam codziennie. Mistrzem maratonu i tak nie zostałabym, ale przynajmniej miałabym kondycję, żeby móc uciekać przed Elyas'em i szczekającymi psami.
Weszłam do mojego bloku. Trzy kobiety stały pod moimi drzwiami i szeptały coś do siebie, spoglądając na mnie z odrazą.
-Coś się stało?- zdziwiłam się.  
Czy one nie mają swojego życia?
Wywróciły oczami i zeszły na dół po schodach.
-Śpi z kim popadnie, to ma. Nic dziwnego, że nie ma żadnego chłopa!- usłyszałam, celowy, głos jednej z sąsiadek.
Co? Przez moment zastanawiałam się, czy to było o mnie, ale to zdawało się niemożliwe.
Weszłam do mieszkania i rozpakowałam jedzenie z siatki. Prócz tego, że kupiłam same niezdrowe jedzenie i to co spaliłam, zwiększę podwójnie, to nie zamierzałam się tym martwić. Jutro też pójdę pobiegać.
I jutro też kupię chipsy.
Usiadłam na łóżku i włączyłam na internecie przypadkowy, romantyczny film.
Zamierzałam się tylko i wyłącznie wkurzyć na to, że w filmach każda romantyczna para kończy w łóżku, potem mają dziecko i umierają, a ja jedyne co osiągnęłam w życiu to, kupienie miksera i zamontowanie okapu nad zlewem.
Wyłączyłam film w połowie, czując, że będę płakać.
Nienawidziłam płakać, tym bardziej na filmach.
Przejrzałam kilka portali społecznościowych i ciekawostek, które były tak dziwne, że stwierdziłam, iż rozwalą moje wyobrażenie na temat świata, więc skończyłam na jednej.
Wyprane ubrania Adama włożyłam do torby i ubrałam na szybko buty.
Wychodząc z mieszkania wręcz błagałam, żebym tylko nie trafiła na Elyas'a. Życie byłoby znacznie prostsze, gdybyśmy mieszkali w innych budynkach. Na szczęście na korytarzu nikogo nie było. Szybko przemknęłam się na parking.
-Sophie!- usłyszałam głos sąsiada, któremu wczoraj wcisnęłam kit o Elyas'u.
Czy on rozpowiedział to wszystkim? Oby nie.
-Chciałem tylko zapytać, czy to jest zaraźliwe przez dotyk albo przebywanie w tym samym pokoju z tą osobą.- powiedział, trzymając spory dystans między nami.
Zmarszczyłam brwi.
-Nie rozumiem.
Facet rozejrzał się na około.
-No...rzeżączka. Twoja choroba.- zciszył głos.
Rzeżączka? Co?
Otworzyłam szeroko oczy. Kto mógł pomyśleć, że mogłabym być zarażona! Zaraz...
-Kto panu takich bredni nagadał?- podeszłam bliżej, ale facet się odsunął.
-Nie wiem. Cały blok o tym mówi.
Cholera. Więc dlatego ludzie traktują mnie tu gorzej, niż zazwyczaj.
-To nieprawda. Nie mam żadnej rzeżączki.- wytłumaczyłam się. -A! I Elyas nie był w więzieniu.
Ruszyłam w stronę budynku i weszłam na trzecie piętro. Rzeżączka? Naprawdę?
Ominęłam starsze małżeństwo i powiedziałam głośno:
-Nie mam rzeżączki, jakby co.
Spojrzeli na mnie, jak na wariatkę.
Nie zamierzałam nawet pukać, tylko otworzyłam drzwi do mieszkania Elyas'a i trzasnęłam nimi. Więc jednak wieść o więzieniu do niego dotarła, cóż, dlatego postanowił się zemścić i rozpowiedział plotkę o mojej niby rzeżączce.
-Elyas!- krzyknęłam, ale odpowiedziało mi echo.
Jego mieszkanie było znacznie większe, niż moje. Zresztą niektórzy mają korytarz większy, niż całe moje mieszkanie.
O dziwo, nie było bałaganu, nawet kurzu. Weszłam do kuchni, która była połączona z salonem, a na środku stał duży telewizor i ogromna kanapa. Cholerny farciarz. Ta kanapa nie zmieściłaby się u mnie nawet na korytarzu.
Zajrzałam do jego sypialni, ale Elyas'a też tam nie było. Czyżby nadal rozpowiada ploty na mój temat i stara się nie pominąć żadnego mieszkania?
Zero porozwalanych bokserek, zużytych prezerwaryw i porozwieszanych staników. Zadziwiające.  
Usłyszałam otwieranie drzwi i zamarłam. Mogłabym wyskoczyć teraz ze spiną, związać go i namawiać go, żeby wszystko odkręcił, ale to ja zaczęłam. Rozpowiedziałam, że Elyas był w więzieniu, choć wcale tak nie było.
Ale rzeżączka?
To już przesada.
Elyas zaczął cicho gwizdać i przeszedł do kuchni. Czułam się naprawdę nieswojo.
Nie byłam w swoim mieszkaniu, śledziłam każdy jego ruch przez dziurkę od klucza i nasłuchiwałam. Miałam nadzieję, że nie zacznie się przy mnie rozbierać.
Wyszłam z sypialni i przeszłam do kuchni. Chłopak przez chwilę wydawał się zdziwiony, po czym uśmiechnął się zadziornie.
-Rzeżączka?- wybuchłam.
-To ty zaczęłaś.- wzruszył ramionami, pijąc spokojnie wodę.
-Ale to przypadkiem!- próbowałam się wytłumaczyć.
-Ja też...przypadkowo.- prychnął, bacznie mnie obserwując. -Co ty robisz w ogólę w moim mieszkaniu?
-Próbuję cię okraść.- rzekłam sarkastycznie.
Zaśmiał się miękko.
-Nie wiem, czy powinnaś być w moim mieszkaniu. Możesz przenieść na mnie jakąś zarazę.
Zacisnęłam pięści.
-Co ile wiem, rzeżączką można się zarazić uprawiając seks, więc jeżeli bym ją miała, to tylko i wyłącznie od ciebie.- wysyczałam.
Chłopak przez chwilę analizował to, co przed chwilą powiedziałam.
-Robiłaś to tylko ze mną?
Włożyłam ręce do kieszeni.
-Niestety.- powiedziałam niegrzecznie.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-I jak było?
Otworzyłam szeroko oczy. Jak było?!
-Beznadziejnie. Dobrze, że niewiele pamiętam.
Zaśmiał się ponownie.
-Mogę ci przypomnieć.
Nie, nie, nie.
-Nie rób mi tego. Zafundowałbyś mi wizyty u psychologa do końca życia.- powiedziałam z odrazą.
Uśmiechnął się, po czym odstawił pustą szklankę i podszedł do mnie.
-Mogę cię zarazić.- wywróciłam oczami. -Lepiej się nie zbliżaj.
-Ty nie uciekasz przede mną, a przecież...okradłem bank razem z fundamentem, handlowałem narkotykami i napadałem na sklepy.- wyśmiał moje plotki, które sama wymyśliłam.
-Dzwoniłeś do Logan'a?- zmieniłam temat.
Odkaszlnął.
-Pakują się na wyjazd do Grecji.- powiedział obojętnie.
-Są źli?- bałam się tej odpowiedzi.
Uśmiechnął się.
-Jak cholera.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Babcia Logan'a zaprasza nas za tydzień do siebie na grilla.- rzekł. -Od razu po przyjeździe Edith i Logan'a.
Przełknęłam ślinę.
-Babcia Logan'a?
Przytaknął.
Dziwne, zresztą weekend z Elyas'em nie był najlepszym pomysłem.
-Tylko pozbądź się tej rzeżączki.- parsknął.
Zmarszczyłam brwi.
-A ty złej przeszłości.

1 100 czyt.
100%2210
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2348 słów i 13111 znaków. Tagi: #miłość #przyjaźn #love #problemy

10 komentarze

 
  • Dla

    Dla · 21 lipca · 284352576

    O jak fajnie. Czekam podkarpackie burza

  • Dla

    Dla · 21 lipca · 284352576

    Dodasz dzisiaj następna część plis

  • AlexAthame

    AlexAthame · 20 lipca

    Sophie zwariowała czyli jest na dobrej drodze żeby wszystko się dobrze z nimi skończyło.  

  • Iga21

    Iga21 · 19 lipca

    No to kiedy następne ?

  • Ela

    Ela · 19 lipca · 284352576

    Dałaś. czadu

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 19 lipca

    Nie spodziewałem się, że Sophie skłamie tak poważnie na temat Elyas. Myślałem, że takie gierki nie są w jej stylu. Wydaje mi się, że przesadza z tym zapuszczeniem, ale nie wiem czy się nie przejadała lodami po rozstaniu z Elyasem...  
    Doszło do powrotu do niego i będzie miała dla kogo się nabiegać, więc łatwiej osiągnie cel. Myślałem, że dojdzie do tego na weselu, ale pogodzili się zgodnie z moimi przewidywaniami.
    Gdyby wszystkie dziewczyny miały takie poczucie humoru jak Sophie     

  • Agaaa

    Agaaa · 18 lipca · 211927099

    Jak zawsze super rozdział
    Fajnie, że miedzy Sophie a Elyas'em coś zaczyna się dziać. I czuje że na tym grillu u "babci" coś ciekawego zapewne się wydarzy, z niecierpliwością czekamy na rozwój akcjiii

  • Ela

    Ela · 18 lipca · 284352576

    Super super super

  • Paula2115

    Paula2115 · 18 lipca · 278333594

    Jezuu ale się uśmiałam przy tej części 😂😅🤣❣️💋 Uwielbiam 🔥❤️ Czekam na kolejną cześć 😍

  • aztec

    aztec · 18 lipca · 193629763

    Więcej, więcej, więcej!!!!!!!!!!!!