Bronię się przed tobą cz.19

Weszłam do klubu, lekko dygocząc. Należę do osób, które lubią ciepło i zawsze narzekam na zimę, choć uwielbiam tą porę roku.
Usiadłam przy barze i zamówiłam drinka z zieloną słomką, myśląc o słowach Vicky. Czyli razem z Elyasem planowali mnie pogrążyć? Prychnęłam, zgrzytając zęby. Cholera a już zaczynałam mieć o nim dobre zdanie. Niech tylko się do mnie zbliży a porachuję mu wszystkie kości.
Piję drink za drinkiem, czując ze sytuacja, w której się właśnie znajduję, nie jest warta zapamiętania. Co chwilę się rozglądam, mając nadzieję, że napotkam znajomy wzrok, ale bez rewelacji.  
Wyjęłam telefon, skrytego w staniku, gdyż nie mam żadnej kieszeni, czując wibrację.
Wiadomość od nieznanego numeru. Zmarszczyłam brwi, czytając:
"Sophie, pięknie wyglądasz. Nieznajomy".
Otworzyłam szeroko oczy. Skąd ma mój numer? Szybko wybrałam opcję 'zadzwoń'. I nic, nie odebrał. Spóbowałam się połączyć do niego chyba z dziesięć razy a on jak ściana. Napisałam szybko wiadomość do niego: 'Gdzie jesteś?'.
Nie musiałam długo czekać.
'W klubie'.
Żartowniś.
'A dokładniej?'
Drżącymi rękami trzymałam telefon, czekając na wiadomość. Z każdą sekundą coraz bardziej się niecierpliwiłam. Rozejrzałam się dookoła, szukając jakiegokolwiek chłopaka z telefonem, ale moje oczy nie wyłapały żadnego, prócz bawiących się ludzi.  
Lekko wystraszyłam się, kiedy poczułam wibrację.
'Obok ciebie'.
Przełknęłam ślinę, obracając za siebie.
Albo Nieznajomemu dopisuje dziś dobry humor, albo jestem ślepa. Nie widzę go, jestem tego pewna. Zresztą...nawet nie wiem jak wygląda. Wstałam, uważnie rozglądając się i mierząc każdego człowieka, który na mnie spojrzał. To chore, Sophie, jesteś wariatką.  
Mój mózg już dawno jest na oddziale psychiatrycznym i to jest jedyny fakt, który mnie nie dziwi.  
Czemu Nieznajomy nie podejdzie do mnie? Boi się? O Boże, czy to przez tą mocną szminkę? A może źle dobrane buty? Albo wzrost...może jest niski... Cóż, a może on tak naprawdę nie istnieje i jest jednym wielkim żartem? Ktoś podszywa się pod niego, robiąc ze mnie idiotkę.
Nie ma mowy, zero rozczarowań i jakiejkolwiek nadziei, że kiedyś spotkam się twarzą w twarz z Nieznajomym.
W ogóle czemu 'Nieznajomy'? Co to za nazwa? Czy nie może mieć normalnego imienia? Na przykład... Flaming?  
Jeżeli ta nazwa brzmi kiczowato, to znaczy, że już dawno powinnam pójść na chorobowe. Chociaż według internetu powinnam już nie żyć.
Spojrzałam na wyświetlacz, czując, że przyszedł kolejny sms.
'Szukasz mnie?'
Rozejrzałam się ponownie. Zwariuję a alkohol mi w tym pomaga.
'Skąd masz mój numer?'
To chyba nie jest normalne, prawda? Skąd ten człowiek tyle o mnie wie? Niedługo będzie wysyłał mi DM'y o treści jaką bieliznę mam na sobie albo w której minucie swojego życia krzywo zaparkowałam. To akurat klasyk, nie umiem perfekcyjnie parkować a co dopiero jeździć. Ufam sobie tylko na rowerze.
'To była najprostsza rzecz, jaką kiedykolwiek udało mi się zdobyć'.
Wywróciłam oczami. Czy ja swój numer mam wypisany na czole? Po chwili przyszła kolejna wiadomość:
'Chcesz mnie zobaczyć?'
Czy chce? To pytanie jest tak banalne, że aż głupie.
'Chcę'.
Oparłam się o ścianę, łapiąc chwilowo kontrolę nad swoim ciałem.
'Biała kanapa przy Dj za piętnaście minut'.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu tej charakterystycznej rzeczy. Biała kanapa, która przykuwała wzrok i obalała mit kiczowości.
Szybko udałam się do łazienki, w celu poprawienia makijażu.
Czy właśnie jest ten dzień, kiedy dowiem się kim jest Flaming? Czy tym razem uda mu się przemycić tu dostawce kwiatów? Czy może teraz postawi na hydraulika?  
Weszłam do łazienki, od razu dobierając się do niewielkiego lustra. Wyglądam...źle. Może nie źle, ale nie tak jakbym chciała. Makijaż już trochę jakby wyparowal a usta jakby wyblakły. Czułam nieopanowaną złość na siebie, że nie wzięłam kosmetyków. Na Edith nie ma co liczyć i nie muszę się tego domyślać, że wykupując pokój wcale nie zamierzali grać w monopoly.
Nagle ktoś z całej siły popchnął drzwi, robiąc przy tym okropny hałas.
-O, co za spotkanie.- wysyczała Vicky, widząc mnie.
-Daj sobie spokój, nie mam ochoty na rozmowę z tobą.- jęknęłam.
Uśmiechnęła się sarkastycznie. Obok niej stała dziewczyna, która mierzyła mnie wzrokiem.
-Sophie... Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że jesteś brzydka?- podeszła obok mnie. -Jeżeli nie, to niestety muszę zranić twoje uczucia. Jesteś cholernie brzydka!- krzyknęła.
Czułam się jakbym była w podstawówce, nie dam się sprowokować.
-Wiesz, czemu nadal jesteś dziwicą? Bo nikt nie chce tego z tobą zrobić!- parsknęła.
Jej koleżanka zaśmiała się cicho.
-Nie idę z pierwszym lepszym do łóżka.-wyznałam zirytowana.
Vicky wbiła we mnie wzrok. Poczułam, że jej zimne spojrzenie robi ze mnie totalnego bezdusznika.
-A czy ktokolwiek chciał to z tobą zrobić? Opócz Joe, on rucha wszystko co się rusza.- dodała.
Przełknęłam ślinę. Odpowiedziała jej głucha cisza.
-No właśnie.- okropny uśmiech ponownie pojawił się na jej twarzy. -Nie pokazuj się więcej w takich miejscach. Twoje jedyne życie to nauka, to chyba ci dobrze wychodzi.
-Nie twój interes, gdzie będę chodzić...
-Sophie, nikt cię tu nie lubi, zrozum. Jesteś dla nas nikim. Próbujesz wkupić się w łaski paczki, która kompletnie cię nie interesuje. Jesteś nudna i głupia. Rodzice pewnie nawet mają cię dość. Widząc ciebie nie chcieli kolejnego dziecka.- wybuchnęła śmiechem.
W moich oczach pojawiły się łzy, ale nie mogę pozwolić im spłynąć. Nie chcę dawać jej satysfakcji, że to co mówi mnie zabolało. Myśl o Vivien ponownie pojawiła się w moim umyśle.
-Rozbecz się.- podpuszczała mnie. -Elyas ma cię w dupie, rozumiesz? Podobno bardzo kiepsko całujesz, musisz mieć naprawdę spore braki, idiotko.
Dałam swoim nerwom upust i popchnęłam Vicky na płytki. Powiedział jej o pocałunku. Pieprzony idiota.  
Alkohol sprawił, ze stałam się bardziej odważniejsza i zimna na krytykę i ból, który mi sprawia, szczypiąc mnie po ręcach. Złapałam ją za bluzkę i powaliłam na ziemię, okładając ją pięściami.
-Deja vi, co? Kilka tygodni temu to ty mnie tak biłaś!- wydukałam.
-Zejdz ze mnie.- błagała.
Jej koleżanka widząc, że nie mam zahamowań, wybiegła z łazienki.
-Nie masz żadnego prawa mnie obrażać, rozumiesz?- krzyknęłam, ciągnąć ją za włosy. -Co ja ci takiego zrobiłam, co?  
Moja wściekłość mieszała się z łzami, które spływały po moich policzkach.
-Elyas...on woli ciebie.- krzyknęła. -Zawsze mi się podobał a kiedy w końcu zaciągnęłam go do łóżka, on mnie olał. Później ta pieprzona narzeczona...myślisz, że przypadkiem się rozstali? Poprosiłam Joego, żeby się z nią przespał. Co najlepsze wcale nie stawiała oporów.- krzyczała. -Rozpieprzasz wszystko, na co pracowałam. To moja rodzina a ty nieproszona wpieprzasz się w każdą imprezę.- zepchnęła mnie z siebie.
-Nie jestem ci nic dłużna, rozumiesz? Nie zasługuję na to, żebyś mnie tak traktowała.- powiedziałam, wycierając krew z warg.
-Robię to za nich, przyzwyczajam cię do bólu, który niedługo sama będziesz czuć.- jej wzrok ponownie zamroził moje wnętrze.
-Co się dzieje?- ochroniarz wszedł do łazienki.
Wywróciłam oczami.
No nie...
-Wiedziałem, że z tobą będą kłopoty.- wskazał na mnie. -Twój czas w tym klubie się skończył.
Otworzyłam szeroko oczy. On chce mnie wyrzucić?  
Po chwili obok niego pojawił się Elyas.
-Nie masz wstępu do tego lokalu!- krzyknął ochroniarz, biorąc mnie za rękę. -Nie ma bójek, dziewczynko. Nie w moim klubie.
-Ała, to boli.- syknęłam.
-Ona jest ze mną.- wtrącił się Elyas.  
Ochroniarz zmierzył go wzrokiem.
-W takim razie tobie też dziękuję. Albo wyjdziecie po dobroci, albo będę musiał użyć siły.
Wyswobodziłam się z jego ręki i wyszłam na powietrze. Po chwili dołączył do mnie Elyas.
-I żebym was tu więcej nie widział!- krzyknął, zamykając drzwi.
Pięknie! Usiadłam na zimnym schodku, ukrywając twarz w dłoniach.
Nie mam jak wrócić do domu, jest mi okropnie zimno, do tego wyglądam jakbym była seryjnym mordercą.  
-Linden.- usłyszałam spokojny głos Elyasa. Nie zareagowałam na jego słowo.
Poczułam, że przysiadł się obok mnie, zarzucając mi na plecy kurtkę.
-Cała się trzęsiesz.- stwierdził.
-Nie umiem określić czy to z emocji, czy z zimna.- powiedziałam w końcu.
Elyas milczał.  
Właściwie mówiąc, w tym momencie nie potrzebuję słów.
Potrzebuję nicości.
Nie chcę być taka jak oni.
Motocykliści.
Zimni, bez serca.
Odkryłam twarz, odsuwając od siebie lodowate dłonie.
-Zostaw mnie.- powiedziałam cicho.
Elyas uniósł brew.
-Nie.- powiedział krótko.
-Proszę.- powiedziałam błagalnym tonem. -Chcę zostać sama. Nie chcę czuć, że cię potrzebuję.
Elyas przysunął się bliżej mnie.
-Wiem, że gdybyś mnie nie znała, wszystko byłoby prostsze. Chcę to naprawić. Linden...ja...
-Nie.- krzyknęłam, przerywając mu. -Przestań! Nic nie naprawisz.
-Skąd wiesz?- zapytał.
-Bo już mnie wystarczająco popsułeś.
Elyas chwycił mnie za szczękę i skierował ją ku sobie, żebym na niego popatrzyła.
-Czemu powiedziałeś Vicky o pocałunku?- zapytałam.
Elyas uśmiechnął się delikatnie.
-To źle?
Mruknęłam.
-Podobno kiepsko całuję.- powiedziałam z wyrzutem.  
Brunet otworzył szeroko oczy.
-Nie wierz we wszystko co ona ci mówi.
-Ona cię kocha.- stwierdziłam.
Elyas westchnął.
-Nie kocha mnie, dla niej liczy się tylko seks.- bacznie mi się przyglądał.  
-Seks z tobą.- mruknęłam.
Zaśmiał się cicho.
-To już prędzej. Jak ją poznałem była skromna, dziecinna i nieśmiała. To ta grupa ją zmieniła.
-Co planowałeś z Vicky wobec mnie?
Westchnął ciężko.
-Ona chciała, żebym cię olał, żebyś nigdy nie podeszła do żadnego motocyklisty...
-A ty się zgodziłeś?
Uniósł brew.
-Gdybym się zgodził, ciebie w tym klubie by nie było.
-Właściwie...to mnie już w nim nie ma.- stwierdziłam.
To jest chyba mój najgorszy sen. Nie dość, że jest okropnie zimno, to jeszcze straciłam szansę poznania Flaminga. O cholera.
-Flaming! Muszę się tam dostać!- krzyknęłam, wstając.
-Jaki flaming?- spytał zdziwiony.
-Nieznajomy. Dziś miałam szansę go poznać.- wyznałam, waląc w drzwi. -Wpuście mnie!!!
Zaśmiał się.
-Twierdzisz, że dziś by się ujawnił?- powiedział pewny siebie.
-Tak mi napisał.
Chwyciłam za klamkę, szarpiąc ją do skutku.
-Zadzwonię do niego.- wyjęłam szybko telefon.
-Nie.- ostrzegł mnie. -Pomogę ci tam wejść.
Uśmiechnęłam się.
-To najmilsza rzecz jaką kiedykolwiek mi powiedziałeś.
Wzruszył ramionami, zadowolony.
-Za to mnie lubisz.



  
Elyas przez chwilę przyglądał mi się.
-Zepnij włosy.- polecił.
Związałam włosy w ciasny kok.
-Wejdź tylnym wyjściem. Tylko nie daj się złapać.
-Co z tobą?- spytałam, oddając mu kurtkę.
-Poczekam tu na ciebie.- uśmiechnął się.
-A jak to zajmie długo?
-Wątpię. Leć już, twój pisarz nie będzie wiecznie czekał.
Weszłam do klubu, próbując jak najszybciej znaleźć się obok białej kanapy.
Błądziłam między rozbawionym tłumem, znajdując mój cenny skarb.
Niestety nikogo nie było.
Nikogo, prócz mnie.
Nawaliłam, spóźniłam się.
Usiadłam na białej kanapie, chowając twarz w dłoniach.
-Sophie?- usłyszałam donośny głos.
Spojrzałam w jego kierunku, widząc uśmiechniętego faceta w czarnej koszulce.














Następna część przewiduję, że pojawi się w niedzielę.

1 575 czyt.
100%265
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2125 słów i 11904 znaków, zaktualizowała 14 wrz 2018. Tagi: #miłość #pocałunek

5 komentarzy

 
  • Lolalalalalalalala

    Lolalalalalalalala · 16 wrz 2018 · 211927086

    O której?? Bo czekam i czekam

  • Lolalalalalalalala

    Lolalalalalalalala · 16 wrz 2018 · 381259549

    Już nie mogę się doczekać!

  • shawn98

    shawn98 · 16 wrz 2018

    Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału. To wszystko jest tak wciągające, że o jejciu....czekam

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 15 wrz 2018

    Zatarg Sophie i Vicky tak szybko się nie zakończy ale trzymam kciuki za Sophie i czuję, że odegra się za wszystko z nawiązką. Pozostaje czekać do następnej części a teraz będę się głowił kim jest nieznajomy. Napisane lekko, przyjemnie i wciągająco. Po prostu arcydzieło z charakterem

  • mydream2017

    mydream2017 · 14 wrz 2018

    Oj ta Vicky to niezła awanturnica i kombinatorka. Czy ona nie potrafi się odczepić od Sophie? Do boju Sophie trzymam za Ciebie kciuki! Dynamika scen, prezentacja uczuć no po prostu genialna      Uwielbiam takie wieczory