Bronię się przed tobą cz.41

Wzięłam kubek z gorącą herbatą i przyłożyłam do ust. W wyobraźni siedziałam w swoim maleńkim mieszkaniu i oglądałam nudny serial w telewizji, ale niestety to nie przekładało się na rzeczywistość.
Byłam u Elyas'a, siedząc przy stole, okryta kocem i celowo próbując unikać wzroku jego mamy.
Z boku musi wyglądać to naprawdę komicznie. Co ja sobie wyobrażałam, wchodząc tutaj? Że Elyas będzie siedział na kanapie i jadł chipsy? Albo lepiej, będzie stwarzał pozory i zaprosi do siebie inną dziewczynę? Zatrzęsłam się.
Jednak widok jego mamy nie jest taki zły.
Delikatnie podniosłam wzrok na nią. Uśmiechnęła się do mnie, biorąc łyk wina.
-Fizjoterapia jest bardzo dobrym kierunkiem, przyszłościowym.- przerwała tą namolną ciszę.
Przyszłościowym? O nie, nie mogę powiedzieć jej, że wybrałam ten kierunek tylko dlatego, że nie wiedziałam na co iść i zmusiła mnie do niego moja własna matka.
-Tak, też tak sądzę.- wydusiłam.
Spojrzałam ukradkiem na Elyas'a, który bawił się pustym kieliszkiem.
-Wybacz mi za moją śmiałość, Linden, ale podziwiam twoją wiarę.- uśmiechnęła się, dopijając kieliszek.
Co? Spojrzałam na Elyas'a, ale on był wpatrzony w swoją matkę, lustrując ją.
-Mamo, przestań.- powiedział.
Przez moment czułam się, jakby mówili o kimś innym.
-Wiarę? To znaczy?- zdziwiłam się.
-Właściwie mówiąc zdziwiłam się, że nie mieszkacie razem. Rozumiesz, prawda?
-Nie bardzo.
-Mamo.- Elyas był coraz bardziej niecierpliwy.
-Elyas mi powiedział, że jesteś wierząca, dlatego nie chcesz mieszkać z nim przed ślubem.- powiedziała delikatnie.
Otworzyłam szeroko oczy i z trudem przełknęłam ślinę. Spojrzałam złowrogo na Elyas'a. Specjalnie to wymyślił, żeby nie tłumaczyć się, dlaczego nie mieszkamy razem. Mógł powiedzieć wprost - chodziło mi tylko o seks, dlatego jej tu nie ma.  
Poza tym biorąc to, jak się dziś ubrałam, mało prawdopodobne jest, żeby uwierzyć w te bzdury. Półnaga katoliczka!
Elyas zmieszany był całą tą sytuacją.
-Właściwie to tak...jestem katoliczką.- powiedziałam jednym tchem.
Mój były chłopak spojrzał na mnie, zdziwiony.
-Stosujesz się do wszystkich reguł?- zapytała.
-Tak. Współżycie po ślubie, mieszkanie razem po ślubie, zero horoskopów, niedzielne msze, jestem w chórze...
-Miło mi to słyszeć.- zamrugała kilka razy. -Może sprowadzisz mojego syna na dobrą drogę.- zaśmiała się cicho.
-Właściwie to...Elyas też jest mocno wierzący.- uśmiechnęłam się.
Kobieta spojrzała na swojego syna.
-Co?
Elyas milczał przez moment.
-Może zmieńmy temat?- zaproponował.
Zagryzłam usta, sam zaczął kłamać, więc czemu miałabym to skończyć?
-Elyas, jestem z ciebie dumna.- poklepała syna po plecach.
Brunet odkaszlnął.
Triumfowałam, choć nie podobała mi się ta sytuacja.
-Ja pójdę się już położyć.- wstała od stołu. -Linden śpij dziś u nas, jest już późno, nie ma sensu, żebyś wracała o tej godzinie do domu, jutro Elyas cię odwiezie.- uśmiechnęła się serdecznie.
Przytaknęłam i otuliłam się bardziej kocem.
-Cieszę się, że w końcu mogłam cię poznać.- dodała.
-Ja Panią również.
Patrzyłam jak znika mi z pola widzenia i wchodzi do łazienki.
-Przepraszam, za tą grę.- usłyszałam.
Elyas'owi naprawdę było przykro.
-Czemu nie powiedziałeś prawdy?- zmrużyłam oczy.
Wzruszył ramionami.
Westchnęłam.
-Czemu wróciłaś?- spojrzał na mnie, czujnie badając moją reakcję.
-Sama nie wiem.- powiedziałam zupełnie serio. -Może wciąż dajesz mi w kość.
Uśmiechnął się delikatnie.
-Z jednej strony to niedobrze.- wyznał, przysuwając się do mnie.
-Wiem.- westchnęłam. -Powinnam cię nienawidzić.
-Powinnaś.
Spojrzałam na niego.
-Podoba mi się to, że całe moje zdanie potrafisz scementować w jedno.
Zaśmiał się.
-Serio zostajesz dziś na noc?
Przełknęłam ślinę.
-Nie. Myślę, że rano powinieneś powiedzieć jej prawdę, że nie jesteśmy razem. Sama się pewnie tego domyśla, widząc jak jestem ubrana.
-Ten strój nie pasuje do ciebie.- odsłonił lekko koc z moich ramion.
-Tak samo jak te ułożone włosy do ciebie.- uśmiechnęłam się.
Mama Elyas'a wyszła z łazienki i podeszła do nas.
-Synku pościelisz mi łóżko, chciałabym chwilę porozmawiać z Linden.- położyła swoją dłoń na jego ramieniu.
Elyas przytaknął i poszedł do sypialni, w której kiedyś spałam codziennie.
Czułam, że serce podchodzi mi do gardła, kiedy mama Elyas'a złapała mnie za rękę i delikatnie ją ścisnęła.
-Możesz mi coś obiecać?- powiedziała poważnie, a mi momentalnie zrobiło się sucho w ustach.
Przytaknęłam.
-Zaopiekuj się moim synem.- powaga w jej głosie była niepokojąca.
Nie, nie mogę tego obiecać... Nie po tym co się wydarzyło. Tak bardzo chciałam, żeby ona znała prawdę, tak bardzo nie chciałam posuwać się dalej w te kłamstwa.
Przytaknęłam, mając w świadomości, że robię błąd.
-Obiecujesz?
Jej oczy były tak hipnotyzujące, jak jej syna. Obietnica to za duże słowo. Zbyt wielkie.
-Obiecuję.- westchnęłam.
Elyas pojawił się w salonie z poduszką i zwiniętym kocem.
-Już.
Kobieta podeszła do niego i pogłaskała go po policzku.
-Dobranoc.- powiedziała, idąc do sypialni.
Czekałam, aż zamknie drzwi.
-Na pewno nie chcesz zostać?- spytał, kiedy usłyszeliśmy zamykanie drzwi.
-Na pewno, musisz jej powiedzieć.- wstałam i zrzuciłam z siebie koc.
-Okej, powiem.- odłożył koc z poduszką na kanapę.
-Jutro, jak się obudzi.
Elyas zmarszczył brwi.
-Dobrze.
-Nie powinnam tu przychodzić.- usiadłam na małych schodkach i ubrałam buty.
-Dobrze, że przyszłaś.- powiedział, przyglądając się moim ruchom.  
Wzięłam torebkę i chwyciłam za klamkę. Nacisnęłam ją i usłyszałam głośny huk, dochodzący z sypialni. Momentalnie poczułam, jak przez całe moje ciało przechodzi okropny dreszcz.
-Mamo, wszystko w porządku?- Elyas krzyknął.
Odpowiedziało mu milczenie.
Puściłam klamkę.
Brunet szybkim krokiem poszedł do sypialni.
Cierpliwie czekałam na jakiś odzew, reakcję, czy choćby śmiechy. Sekundy trwały wieczność, a ja chciałam wyjść z poczuciem, że wszystko jest okej. Może spadł jakiś wazon, mimo, że pamiętałam, że w tym pomieszczeniu żadnego wazonu nie było.
Zdjęłam buty i poszłam do sypialni. Drzwi były lekko uchylone, gdzie było widać, że w pomieszczeniu jest kompletnie ciemno.
Otworzyłam je szeroko i zobaczyłam na podłodze mame Elyas'a. Zakryłam ręką usta, żeby stłumić krzyk i zapaliłam światło.  
Chłopak stał nieruchomo, nieodrywając wzroku od kobiety. Przez chwilę wpadłam w panikę, czując, że cokolwiek zrobię będzie złe.
Wyjęłam z torebki telefon i zadzwoniłam na pogotowie. Jąkałam się, chodząc w kółko i błagając, żeby ktoś tu się natychmiast pojawił. Rozłączyłam się, dostając potwierdzenie, że mają wszystkie informacje i za pięć minut bedą pod blokiem.
Podeszłam do Elyas'a i potrząsnęłam nim dobitnie.
-Elyas!- krzyknęłam.
Jego smutne oczy spojrzały na mnie. Jego wzrok był zimny, wymarły...
-Mama.- szepnął i opadł na kolana. Sprawdził jej puls, ale przez jego trzęsące dłonie i ciało, wszystko wskazywało na najgorsze.
Sekundy trwały wieczność, a widok chłodnej mamy Elyas'a rozłożonej na podłodze mroziło mi krew w żyłach. Obok jej głowy pojawiła się czerwona ciecz, która wskazywała, że musiała źle upaść.
-Krew.- przeraziłam się.
W mieszkaniu zrobił się hałas, przez moment głosy dochodzące z salonu wydały mi się coraz głośniejsze.
-Pogotowie.
Wybiegłam z sypialni. Kilku facetów w uniformach spojrzało na mnie i momentalnie znaleźli się w sypialni. Elyas nadal siedział na kolanach, trzymając swoją mamę za rękę.  
Facet podszedł do kobiety i przyłożył dwa palce do krtani. Odczekał kilka sekund i kiwnął porozumiewawczo do pracowników. Spojrzał na nas i westchnął.
-Przykro mi.
Przełknęłam ślinę i zacisnęłam usta, żeby się nie rozpłakać.
Ona zmarła.
Nie, to niemożliwe. Nie tak nagle.
Spojrzałam kątem oka na Elyas'a, który ponownie stał jak wryty.
-Rodzina?- zapytał lekarz.
Pokręciłam przecząco głową.
-A Pan?- zapytał Elyas'a.
-Tak, to syn.- powiedziałam, widząc, że nie wydusi z siebie żadnego słowa.
-Powinien Pan pojechać z nami.- oświadczył.
-Zaraz tam będziemy.- powiedziałam.
Widząc, jak zabierają mamę Elyas'a czułam się okropnie słabo. Nie mogłam nadal w to uwierzyć, że tak nagle się to wszystko wydarzyło.
Faceci wyszli, zostawiając za sobą otwarte drzwi.
-Musimy tam jechać.- powiedziałam, ponownie szturchając Elyas'a.
Chłopak spojrzał na mnie.
-Ty nie musisz.- powiedział zimno.
-Piłeś, nie możesz jechać. Gdzie masz kluczyki?- rozejrzałam się po pokoju. -Gdzie masz kluczyki?- powiedziałam głośniej, nie panując nad swoimi emocjami.
Chłopak wyjął z kieszeni plik kluczy i rzucił na podłogę.  
Sięgnęłam po nie.
-Chodź.

1 915 czyt.
100%236
blondeme99

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1647 słów i 9129 znaków. Tagi: #miłość #pocałunek

6 komentarzy

 
  • niutria

    niutria · 26 lutego · 201432688

    Teskniłam bardzo za Tobą ciesze się ze wróciłas i to w tak pięknym stylu ! Nie mogę się doczekać kolejniej części.  Dużo weny przesyłam !  

  • Kmicic

    Kmicic · 25 lutego

    Kolejny wspaniały rozdział, wszystko z takiej małej kompromitacji Linden przeszło w tragedię dla Elyasa.  
    Oczywiście Linden wraca w wielkim stylu  , ahh co za ulga 😌  
    Stało się tak wiele i mało za razem, szkoda jego mamy.  
    Dziękuję za dodanie kolejnego rozdziału 😘, mam nadzieję że na kolejny poczekamy troszkę krócej niż na ten    
    Kolejna świetna części naszej ulubionej opowieści o Linden

  • Mikki

    Mikki · 25 lutego · 230360659

    No no potrafisz poprawić humor 😀 super opowiadanie jak zawsze :-) kiedy mam się spodziewać następnej części

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 24 lutego

    "Półnaga katoliczka"...są takie? Chętnie poznam   
    "Tak. Współżycie po ślubie, mieszkanie razem po ślubie, zero horoskopów, niedzielne msze, jestem w chórze... " Sophie w pełnej krasie. Moja żartobliwa dziewczyna wróciła  
    Przynajmniej dostała wsparcie od teściowej...czyżby tragedia dała im nowy początek?

    Sesja się skończyła to nasza Sophie zawitała na lol. A człowiek tak wyczekiwał i się nie zawiódł. Z wielką tęsknotą wyczekiwałem za kolejną częścią ale warto było bo czuję, że będzie się działo     

  • Lula

    Lula · 24 lutego

    Cudownie że nie zrezygnowalas z pisania bo juz się tego trochę obawiałam ale jest rewelacja i czekam z niecierpliwością 😙

  • Speker

    Speker · 24 lutego

    Śmierć będzie początkiem związku? Na tym dramatycznym przeżyciu zbudują relację? Ciekawa część.