Bronię się przed tobą cz.63

Bronię się przed tobą cz.63

Próbowałam uspokoić swój oddech, który z każdą sekundą zdawał się być coraz bardziej niepokojący. Stresowałam się, jakbym to ja miała dzisiaj brać ślub, a przecież byłam tylko zwykłą świadkową.
Otworzyłam drzwi od samochodu, czując, że zaraz się roztopię, a wtedy nici z uroczystości i czekoladowych ciast. Podwinęłam suknię, która sięgała mi do kostek, tak, żeby było mi wygodnie.
Przyjechałam zdecydowanie za wcześnie i zdecydowanie za bardzo się rzucam w oczy. Nie jestem przyzwyczajona do długich sukien, szczególnie z rozcięciem na jedną nogę, gdzie prawie widać mi majtki. Dobrze, że nie odwaliłam gafy i założyłam je w kolorze sukni - jasny róż. Byłoby dość kiepsko - założyć czarną bieliznę i jasną suknię.
Włosy miałam tak ciasno upięte, że niemal słyszałam ich krzyk, żeby uwolnić je od tego lakieru i czarnych spinek, które były niewidoczne w moich ciemnych włosach. Nie chciałam myśleć o tym i celowo omijałam lustro, ale na mojej głowie pojawiły się lekkie odrosty, które oznaczały ponowne malowanie. Nie chciałam tego ponownie przechodzić.
Spojrzałam na godzinę w telefonie. Jeszcze kilka minut i powinni się zjeżdżać. Ponownie zaczęłam się lekko denerwować. Ciekawe, jak to będzie, kiedy ja będę brała ślub? Zapewne bez karetki się nie obędzie. Zresztą...ja i ślub? Czy to kiedykolwiek będzie miało miejsce?
Moje życie uczuciowe od jakichś dwóch lat jest uwiązane z niedokończonym związkiem, z Elyas'em. To on ciągnie mnie na dno, sprawiając, że nie mogę wzbić się w górę.  
Kilka samochodów pojawiło się na parkingu. Postanowiłam wysiąść z auta i pójść w stronę urzędu.
-Ty musisz być Sophie.- podeszła do mnie starsza kobieta z burzą siwych loków na głowie. Wyglądała dość przyjaźnie. -Jestem Elizabeth, babcia Logana.
Oh, to o niej tyle opowiadała mi Edith.
-Wyglądasz cudownie.- uśmiechnęła się do mnie serdecznie.
Przyjmując jakiekolwiek komplementy, czułam się naprawdę głupio.
-Dziękuję.- powiedziałam cicho.
-Mój pierwszy wnuk się żeni.- powiedziała, spoglądając na mnie. -Denerwuję się, jak cholera.
Otworzyłam szeroko oczy, słysząc przekleństwo z ust starszej kobiety.
-Ja też.- uśmiechnęłam się.
Weszliśmy do budynku i zajeliśmy miejsca. Tak się złożyło, że świadkowie siedzieli najbliżej pary młodej na osobnych krzesłach, rozstawionych po bokach sali, przez co myśl, że byłam prawie na widoku, wcale nie pomagała mi ze stresem.
Na sali pojawiła się najbliższa rodzina Edith, którą dobrze kojarzyłam.
-Piękna suknia.- podeszła do mnie mama Edith.
-Dziękuję.- poczułam, że moje policzki zaczynają robić się czerwone.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Edith wybrała cię na świadkową.- położyła mi dłoń na ramieniu.
-Też się cieszę.- posłałam jej serdeczny uśmiech.
Na sali zrobiło się dość głośno, kiedy rodzina Edith zapoznawała się z rodziną Logan'a. Rozejrzałam się wokoło, kogoś mi brakowało.
Gdzie, do cholery, był Elyas?
Na miejscu pojawili się Edith i Logan. Cała rodzina podeszła do nich, składając życzenia. Przyglądałam się temu z boku i nie mogłam zaprzeczyć, że bardzo im zazdrościłam.
-Wszyscy już przybyli?- zapytał ojciec Logan'a.
-Elyas jeszcze.- powiedziałam, wywracając oczami.
Edith podeszła do mnie, trzymając mały bukiet kwiatów.
-Ta suknia jest boska!- zmierzyła mnie wzrokiem, uśmiechając się.
Odwzajemniłam uśmiech.
Edith uparła się i kupiła za ciasną suknie, z zamierzeniem przerobienia jej u krawcowej, i co najlepsze, opłaciło się. Wyglądała naprawdę przepięknie.
-Dzwoniłem do Elyas'a, ale nie odbiera.- rzekł Logan, podchodząc do nas.
-Czemu mnie to nie dziwi?- prychnęłam niegrzecznie.
Edith westchnęła i nerwowo spojrzała na swojego narzeczonego.
Jeszcze narzeczonego.
-Zawsze się spóźnia.
Do sali wparował Elyas, o mało nie przewracając ojca Logan'a.
-Jest nasza zguba.- zachichotał jego przyjaciel. Widać było po nim, że lekko się denerwował.
-Wybacz. Za późno wyjechałem.- powiedział Elyas ochrypłym głosem.
Miał na sobie czarną koszulę, dopasowaną z czarnymi spodniami i paskiem. Chowając za materiałem swoje tatuaże, wyglądał niepozornie i dość przychylnie.
Nasze spojrzenia niestety spotkały się ze sobą, ale szybko odwróciłam wzrok.
-Możemy zaczynać.- dał znak urzędnik stanu cywilnego i poprosił narzeczonych, żeby podeszli bliżej. Wszyscy usiedli na wyznaczonych miejscach.
-Drodzy państwo. Zebraliśmy się tutaj, aby być świadkami tego, jak państwo młodzi przysięgać sobie będą miłość, wierność i uczciwość. Proszę wstać.- powiedział urzędnik, wyuczoną przez siebie regułką. Spojrzał na Logana, po czym powiedział:
-Proszę powtarzać za mną. Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Edith Moore i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.
Logan spojrzał na Edith i z czułym uśmiechem na ustach wypowiedział przysięgnę małżeńską.
Gdyby nie to, że byłam u kosmetyczki i zapłaciłam sporo pieniędzy za makijaż, to uroniłabym kilka łez. Kątem oka spojrzałam na Elyas'a, który wpatrywał się w parę młodą z lekkim uśmiechem.
-Teraz Pani.- urzędnik zwrócił się do Edith.
Z zapartym tchem słuchałam przysięgi z ust Edith, która z każdym słowem posyłała serdeczny uśmiech Logan'owi. Patrząc na nich, możnaby stwierdzić, że byli dla siebie stworzeni. Oba wielkie wulkany energii, które łączą się ze sobą w jedność. Złapałam się na tym, że od kilku sekund wgapiałam się w nich z uśmiechem.
Poczułam na sobie wzrok Elyas'a, ale celowo nie spojrzałam w jego stronę.
Po zbyt długim pocałunku Edith i Logan'a, i nałożeniu sobie obrączek, zasiadłam z nimi, podpisując akt małżeństwa. Wciąż nie wierzyłam w to, że Edith była już mężatką. Chyba będę musiała zacząć przesiadywać na forach dla wegetarianów.
Wszyscy wyszli na zewnątrz i ponownie zaczęli obcałowywać Edith i Logan'a po policzkach, życząc im bogatego i wiecznego małżeństwa.
-Witaj, Sophie.- usłyszałam ochrypły głos za sobą. Nie musiałam się odwracać, żeby spojrzeć do kogo należy ten okropny głos.
-Cześć.- powiedziałam obojętnie, wpatrując się w przeciskający się tłum, żeby wycałować parę młodą.
Babcia Logan'a spojrzała na mnie i posłała mi serdeczny uśmiech. Odwzajemniłam go.
-Idziesz na uroczystość?- zapytał, stojąc obok mnie i wpatrując się w ten sam punkt.
-Tak, na chwilę, a ty?- spytałam, mając nadzieję, że jednak nie przyjdzie.
-Też, na chwilę.
Westchnęłam.
Restauracja mieściła się naprzeciwko urzędu, także nawet nie przeparkowywałam samochodu, co było dla mnie zdecydowanie plusem.
Usiadłam pomiędzy Edith, a jej mamą. Cóż, chyba to tak wyglądało, że świadkowie siedzieli obok pary młodej.
Ilość ślubów na których byłam, mogłabym policzyć na jednej ręce. Nigdy nie uważałam się za osobę towarzyską, dlatego unikałam ich, jak tylko mogłam.
-Przynieść wam kawę?- podszedł do nas Elyas.
Przez chwilę się wahałam, ale ostatecznie pokręciłam głową.
-Nie, dziękujemy.- Edith posłała mu serdeczny uśmiech.
Elyas odwzajemnił go, spojrzał przelotnie na mnie i odszedł.
-Czarny mu pasuje.- stwierdziła, patrząc jak odchodzi.
-Ironia. Po prostu się przyzwyczaja, wie, że w przyszłości czeka go kąpiel w smole i uciekanie przed diabłem.- powiedziałam kąśliwie.
Edith zachichotała.
-On się zmienił, Sophie.
Spojrzałam na nią, jakbym usłyszała, że właśnie wyrasta mi trzecia noga.
-Zmienić to można oponę w samochodzie. Elyas nie wie, co to zmiana, takie słowo nie istnieje w jego jakże bogatym słowniku, za to widnieją tam numery telefonów od skąpo ubranych lasek, które nie mają imienia, bo oczywiście, po co pamiętać czyjeś imię, skoro można nazwać je po numerku, prawda?- rzekłam ironicznie, gotując się cała w środku.
Edith szturchnęła mnie, uśmiechając się szeroko.
-Możecie być przecież przyjaciółmi.
Przyjaciółmi? Mam oglądać horrory z Elyas'em, potem jeść lody do późna i opowiadać o nieudanych związkach, jak na przykład nasze?
-Nie.- pokręciłam głową. -Nie możemy.
-Niektórzy zasługują na drugą szansę.- dodała.  
Zacisnęłam mocno szczękę, żeby nie wybuchnąć.
-Drugą tak, ale nie dziesiątą.- przypomniałam jej.
Zawsze, jeśli chodziło o Elyas'a, to Edith przemieniała się we wróżkę "Pokój na świecie" i próbowała mi wmówić, jaki to Elyas jest cudowny, świetny, przystojny, że się zmienił...i inne duperele, a prawda jest taka, że gdyby Logan zachowywał się tak samo, to do ślubu by nawet nie doszło.
-Ty trafiłaś dobrze, więc nie wiesz, co czułam, kiedy Elyas zawsze odchodził, kiedy mnie wyrzucił ze szpitala i co z tego, że stracił pamięć. Przez rok go nie było i był spokój, a teraz...- zawahałam się.
-Elyas jest po prostu skomplikowany.- rzekła.
-Głupi.- stwierdziłam. -Chyba to miałaś na myśli.
Zaśmiała się cicho.
-Gdyby Logan się tak samo zachowywał, myślę, że pierwsze, co by dostał w drzwiach to fakturę za psychiatrę, psychologa i wszystkich lekarzy razem wziętych.- wypaliła.
Uśmiechnęłam się.
-Pójdę po jakieś ciasto, przynieść ci?- zapytałam, wstając od stołu.
Pokręciła głową.
Weszłam do pomieszczenia, które zapełnione było ciastami i różnymi przekąskami. Czy ta restauracja była samoobsługowa? Jeśli tak, to wydawało mi się to dobrym pomysłem. Kelnerstwo było już przereklamowane, dlatego każdy powinien tego w życiu spróbować, żeby później nigdy nie wrócić do tego zawodu.
Wybrałam kawałek ciasta z białą czekoladą i bitą śmietaną. Moje plany względem schudnięcia kolejny raz miały się nie powieść.
Odwróciłam się na dźwięk otwieranych drzwi.
E L Y A S. Typowe.
Powróciłam do szukania kolejnych ciast, które wyglądały naprawdę smacznie i jeżeli spowodowałyby przybycie dziesięciu kilogramów na wadze, to i tak bym je zjadła.
Próbowałam nie patrzeć się i zachowywać naturalnie przy obecności Elyas'a, ale cała dygotałam w środku i nie mogłam przestać. Ten chłopak zdecydowanie powinien mieć zakaz zbliżania się do mnie, bo to skutkowało same kłopoty.
Ruszyłam ku wyjścia, wtedy Elyas postanowił mi w tym przeszkodzić i zastawić drzwi.
-Co jest?- zdziwiłam się.
-Chciałbym z tobą chwilę porozmawiać.- wyznał. Jego głos diametralnie się zmienił sprzed godziny, teraz wydawał się skruszony.
-Tutaj?- rozejrzałam się, wskazując ręką pomieszczenie z wielką ilością jedzenia, gdzie każdy może tu w każdej chwili wejść.
-Tak.- zniecierpliwił się. -Logan mi sporo powiedział. Nigdy nie sądziłem, że będę na tyle idiotą, żeby zrobić ci coś takiego.
Zmarszczyłam brwi.
-Co dokładnie, bo wiesz sporo tego było.- odłożyłam swój talerz i skrzyżowałam ręce.
-Zakład.- rzekł. -Miałem cię...
-Tak, wiem.- przerwałam mu, przywołując okropne zdarzenie z kamerą. -Teraz już wiesz, jakim byłeś dupkiem.- powiedziałam oschle.
Westchnął i spojrzał na mnie.
-Możesz mi coś powiedzieć? Naprawdę mnie to męczy, czy...- przerwał na chwilę. -Byłaś w ciąży?
Odsunęłam się od niego.
-Nie byłam, ale mam podejrzenie, czemu ci się to śni, zresztą mówienie tego Conor'owi stawia mnie w złym świetle, tym bardziej, że byłam z nim na randce.- wyznałam, po czym doszło do mnie, co ja właśnie zrobiłam. -Zresztą już nic.
-Co?- otworzył szeroko oczy. -Powiedział ci? Zresztą na jakiej randce, skoro on jest gejem?
-Nie interesuj się.- próbowałam go wyminąć, ale nadal stał w drzwiach, zabierając mi dostęp nawet do klamki. -Odsuń się!
-Nie. O co chodziło z Conor'em, co?- niecierpliwił się.
Wiedząc, że nie mam siły Pudziana, przestałam próbować go przepchnąć.
-Dobra, Conor miał cię wykurzyć z mieszkania i udawał geja, żebyś się przestraszył.- powiedziałam całą prawdę, badając jego reakcję.
Jego źrenice znacznie się powiększyły, zacisnął mocno szczękę i spojrzał na mnie zły. Przez moment naprawdę mogłabym przyrównać go do byka, który tylko czeka, żeby mnie zaatakować.
-Ty to wymyśliłaś, tak?- powiedział oschle.
-Tak.- rzekłam. -I się nie udało.
Zaśmiał się sarkastycznie.
-Myślałem, że jesteś normalna.- wyznał. Moje wszystkie mięśnie nagle się spięły. Normalna?
Prychnęłam.
-Specjalnie wprowadzasz się obok mnie i oczekiwałeś, że tak to zostawię?
-Wcale nie.- tłumaczył się. -To mieszkanie było wolne i w dobrej cenie, więc czemu miałem nie skorzystać?
Otworzyłam szeroko oczy, czując, że zaraz wybuchnę.
-Znalazłeś jedno wolne mieszkanie w całym Londynie i o dziwo, tam, gdzie ja mieszkam i teraz mi mówisz, że wcale nie wiedziałeś, że ja tam będę?- zagryzłam usta.
Gdyby Elyas był kartką, to momentalnie bym go zgniotła i wyrzuciła do kosza. Podły kłamca!
-Tak było, zapomniałem, że tam mieszkasz. Dopiero dotarło to do mnie, kiedy zobaczyłem twój samochód na parkingu, więc stwierdziłem, że nie będę wchodził ci w drogę.- stał w miejscu z założonymi rękoma.
-Szlachetne z twojej strony, naprawdę.- powiedziałam sarkastycznie. -A teraz mnie przepuść, bo chcę przejść!- tupnęłam nogą. Elyas widząc to, zaczął się śmiać.
-Cokolwiek byś nie zrobiła i tak nie opuszczę tego mieszkania.- powiedział pewny siebie. -Mam nadzieję, że to dotarło do ciebie i nie będziesz mi nikogo zsyłać i bawić się w tą dziecinadę.
Dziecinadę?
-Że co? Dziecinadę, tak? No proszę, jaki poważny! Ludzie z Belfastu nauczyli cię w końcu pokory? A może po prostu udajesz, a w środku nadal jesteś tym samym aroganckim bucem?- bacznie się mu przyglądałam.
-Aroganckim bucem? To nie ja nasłałem na ciebie udawanego geja, równie dobrze też mógłbym próbować wykurzyć cię z tego mieszkania.- rzekł neutralnie z głupim uśmiechem.
-Ja byłam tam pierwsza!- zdenerwowałam się. -I ja miałam do niego pełne prawo.
-Ja również. Mam umowę.- wzruszył ramionami.
Zawarczałam.
-Przepuść mnie.- podeszłam do niego bliżej i zaczęłam okładać go pięściami, wywołując przy tym śmiech ze strony Elyas'a. -Co jest takie zabawne?
-Ty.- odpowiedział szybko. -Wystarczyłoby poprosić.
Poprosić?
-Dobrze.- uspokoiłam się. -Weź przesuń swój wielki tyłek, bo nie mogę przejść, a bardzo chcę być daleko od ciebie.- spojrzałam złowrogo na niego. -Proszę.
-Nie przyjmuję czegoś takiego, małolato.- uśmiechnął się zuchwale.
-Małolato?- zdenerwowałam się. Podobnie nazwał mnie w szpitalu, kiedy mnie z niego wyrzucał. Nienawidziłam tego zwrotu, nawet jeśli był on powiedziany w żarcie, to i tak czułam się zaatakowana i wyzwana.
Spojrzałam kątem oka na kremowy tort i z premedytacją wzięłam kawałek do ręki i rzuciłam ciastem w Elyas'a, zaskakując nie tylko go, ale i również siebie.
-Jesteś wariatką!- stwierdził i również wziął kawałek ciasta i rzucił nim w moją suknię.
-Nie dopiorę tego!- wkurzyłam się i zaczęłam psuć cały tort i rzucać w Elyas'a. Chłopak zrobił kilka uników, ale i tak na jego czarnych ubraniach widniały odciśnięte kawałki śmietany, zresztą on nie pozostawał mi dłużny i również rzucał we mnie ciastem, uporczywie celując we włosy i suknię.
-Uh.- warknęłam. -Wiesz co ci powiem?
-Cholernie się nie mogę doczekać.- powiedział ironicznie, rzucając ciastem w moją twarz.
-Elyas!- krzyknęłam. -Zapłaciłam za ten makijaż połowę swojej wypłaty!
Zaśmiał się.
-Jesteś...jesteś...uhhh!- zacisnęłam mocno pięści.
-No, powiedz.- podpuszczał mnie.
-Tchórzem! Idiotą! Mścicielem i cholernym dawcą plemników!- wykrzyczałam, rzucając w niego ciastem.
-Dawcą plemników? Przepraszam cię bardzo, ale nie mam jeszcze dziecka.- powiedział zuchwale.
-Dzięki Bogu! Być może dlatego, że twoje plemniki same wiedzą, że byłbyś totalnie okropnym ojcem i same zawracają!- zacisnęłam szczękę tak bardzo, że zaczęła mnie boleć.
-Oh.- zaśmiał się. -Czasami twoje odzywki są naprawdę zabawne.
Nagle drzwi od pomieszczenia się otworzyły, a po drugiej stronie stało pół rodziny Edith i Logan'a, patrzących na nas, jak na dziwaków. Cóż, musiało to wyglądać naprawdę strasznie - my cali w torcie państwa młodych, do tego patrzących na siebie wilkiem.
-Co tu, do cholery, się stało?- krzyknęła Edith, wchodząc pomiędzy mnie i Elyas'a.
-To wszystko jego wina.- powiedziałam smutno. Teraz zdawałam sobie sprawę, co narobiliśmy. Zepsuliśmy ślub naszych przyjaciół.
-Moja?- zdenerwował się. -To ty zachowałaś się jak dziecko.
-Ja?- prychnęłam. -Trzeba było trzymać się ode mnie z daleka i nie łazić za mną, jak zakochany szczeniak.
-Zakochany?- wyśmiał to. -Jeżeli miałbym być w tobie zakochany, to musiałbym być głuchy!
-Zaraz mogę spełnić twoją prośbę!- zacisnęłam pięści.
-Stop!- krzyknął Logan. -Co jest z wami?
-Logan!- oburzyła się babcia chłopaka. -Nie przerywaj! Przynajmniej oni nie siedzą na tym ślubie, jak na stypie. Psujesz widowisko.
Wszyscy spojrzeli na starszą kobietę, która jako jedyna dobrze się bawiła.
-Sophie, czemu rzucaliście się naszym tortem?- spytała Edith, patrząc na mnie ze współczuciem.
Sama nie znałam na to odpowiedzi i jedyne czego chciałam, to znaleźć się już  domu.
-Muszę już iść.- powiedziałam, otrzepując się z kawałków ciasta. -Strasznie was przepraszam za ten tort, ale to nie był dobry pomysł, żebym tu przychodziła.- spojrzałam ostatni raz na rodzinę Edith i Logan'a i poszłam w kierunku wyjścia.
-Ja tak samo, mam nadzieję, że Sophie nie zepsuła wam uroczystości i mimo wszystko bedziecie się lepiej bawić bez nas.- powiedział Elyas.
Nie odwróciłam się i postanowiłam nie reagować na jego wypowiedź. Wyszłam z restauracji i przeszłam na drugą stronę ulicy. Byłam na siebie cholernie zła, że pozwoliłam sobie na sprowokowanie się przez Elyas'a. Zepsułam im, możliwe, że najważniejszą uroczystość ich życia. Nawet nie chciałam wiedzieć, jak teraz musieli się czuć.
-Sophie!- usłyszałam głos Elyas'a za sobą.
-Spadaj.- powiedziałam smutno. Jeśli kiedykolwiek będę czuła, że mam dobry humor, a będę chciała go zepsuć, to koniecznie wpadnę do mieszkania Elyas'a, bo nikt mi nie zepsuje dnia, tak jak on.
-Uwierz mi, też nie czuję się z tym dobrze.- dogonił mnie.
-Doprawdy? To ty masz uczucia, czy też wyparowały razem z twoją pamięcią?- powiedziałam oschle, wiedząc, że przegięłam, ale nie mogłam przestać.
Na jego twarzy pojawił się grymas.
-Sophie...
-I jeszcze jedno.- przerwałam mu. -Mam na imię Linden.
Zmarszczył brwi.
-To czemu każdy mówi na ciebie Sophie?- zdziwił się.
-Nie każdy. Ty nie mówiłeś. Sophie to moje drugie imię.- powiedziałam, wchodząc na parking obok urzędu.
-Nie możesz mieć do mnie pretensji, że czegoś nie pamiętam, skoro sama nie chcesz mi nic powiedzieć.- wyrzucił, idąc za mną.
-To może nie wiem...przeprowadź się, zmień imię i nazwisko, przefarbuj się i daj mi spokój?- odwróciłam się do niego.
-Dałem, ale nie sądzisz, że zasługuję na to, żeby się dowiedzieć kim byłem sprzed roku?- stanął naprzeciwko mnie.
-Byłeś dupkiem, takim jak teraz.- wzruszyłam ramionami. -Zadowolony?- odwróciłam się.
-Widzisz? Taka rozmowa z tobą.- westchnął i ponownie zaczął za mną iść.
-Nie łaź za mną.- czepiałam się.
-Też zaparkowałem tam.- wkurzył się. -Gdybym wiedział, że tak to się potoczy, to bym tu nie przyjeżdzał.
-To byłaby pierwsza twoja porządna decyzja.- powiedziałam z irytacją w głosie.
-Widzę, że sarkazm to twoje drugie imię.- prychnął.
-Moim drugim imieniem jest Sophie.- przypomniałam mu.
-Oh no tak. Linden.- zagwizdał.
Spojrzałam na swój samochód i momentalnie zrobiło mi się gorąco.
-Co za pacan zaparkował tak blisko mnie?
Elyas stanął obok mnie i włożył ręce do kieszeni.
-Okazuje się, że tym pacanem jestem ja.
Spojrzałam na niego kątem oka.
-Dlaczego? Przecież specjalnie zaparkowałam na dwóch miejscach, żeby nikt obok mnie nie stanął, bo tym wielkim samochodem nie mogę nigdy wyjechać.
Zaśmiał się.
-Tylko to miejsce było wolne, poza tym mogłem domyślić się, że to ty tak nieumiejętnie zaparkowałaś.
-Wyjedź pierwszy.- nakazałam mu.
-Ani mi się śni.- pokręcił głową. -Będę stał i patrzył, jak się męczysz.
-Elyas!- krzyknęłam i bezradnie rozłożyłam ręce. -Wiesz, że uszkodzę twój samochód, kiedy zacznę wyjeżdzać.
-To jak ty zdałaś prawo jazdy? Wygrałaś je w chipsach?
Znowu to robił. Próbował wytrącić mnie z równowagi.
-Gdybym była podła, to z twojego samochodu zrobiłabym przenośny dywan.- ostrzegłam go, wsiadając do auta.
Zaśmiał się.
-Spróbuj go nie uderzyć, a będę w ciężkim szoku.
Odpaliłam samochód i zaczęłam cofać. Cholerne samochody, z tyłu ludzie zaparkowali jakby byli najważniejsi na tym parkingu, który był przerażająco mały i auta niestety były bardzo blisko siebie. Doświadczony kierowca zapewne poradziłby sobie z tym bez problemu, ale ja? Jedyne co mogę tu zrobić bez problemu - to zdemolować wszystkie auta na parkingu.
Nie obyło się bez cofania, prostowania kierownicy, jazdy do przodu i znowu do tyłu. Próbowałam olać postać Elyas'a, ale jego głupkowaty uśmiech wciąż widniał w mojej wyobraźni.  
Po wielu mękach i ilości nerwów, w końcu, wyjechałam.
-No proszę.- zagwizdał. -Udało ci się.
Westchnęłam i odjechałam z piskiem opon.

10 komentarze

 
  • Lala

    Lala Przedwczoraj o 13:06 ip:94254155

    Kiedy kolejna? ^¬^

  • Paula2115

    Paula2115 2 dni temu ip:85221148

    Uwielbiam to 😍😍🥰🤩 czekam z niecierpliwością na kolejne części kochana 💋😈

  • dreamer1897

    dreamer1897 5 dni temu

    Sophie w swojej kreacji musiała robić wrażenie. Wyobrażam sobie nawet jak się wyróżniała w tłumie   
    "Ironia. Po prostu się przyzwyczaja, wie, że w przyszłości czeka go kąpiel w smole i uciekanie przed diabłem"         
    I babcia Logana, lubi widowisko    . Też bym je chętnie zobaczył
      
    Moje przypuszczenia nie sprawdziły się w tym odcinku, ale czekam na dalszy rozwój wydarzeń.

  • Lula

    Lula 5 dni temu

    Babcia Logana najlepsza 😂😂😂

  • Mikki

    Mikki 6 dni temu ip:37248163

    Jeju wróciłaś a ja tak dluuugo czekałam wszystkie części przeczytane za jednym zamachem wspaniale piszesz jesteś najlepsza 🥰  mam nadzieję że Sophie jednak się przełamie do eliasa lubię tego chłopaka 😀😀

  • Ela

    Ela 6 dni temu ip:18814740

    Ale czyta się twoje opowiadanie z zapartym tchem ja czytam pierwszy raz szybko potem wracam jeszcze raz nieraz łapie się na tym że myślę o tym co ja bym zrobiła na jej miejscu ale pisz kochana i dodawaj bo jest ekstrapozdrawiam

  • Xxxx

    Xxxx 6 dni temu ip:5173248

    Sophie zachowuje się strasznie infantylnie, momentami już przesadza

  • AlexAthame

    AlexAthame 6 dni temu

    Bardzo fajnie napisane. Szkoda ze nie można tego tortu spróbować. No cóż ja tam wiem swoje.Sophie wciąż go kocha tylko nie chce tego wiedzieć. A Elyas musi się całkowicie poddać. Bo nadal jest trochę sobą. Miłość ma swoje prawa, przynaniej ta prawdziwa.

  • Ela

    Ela 11 lip 17:27 ip:18814741

    Super pisz dalej czekamy

  • ZZw

    ZZw 11 lip 17:17 ip:517317

    Trochę za krótkie te rozdziały😥