Dramione - podwójne życie rozdział 34

- Ej, zobacz, piszą o Krumie – powiedział Draco pewnego dnia, podsuwając jej proroka.
- Nie obchodzi mnie ten człowiek – prychnęła.
- Mnie też nie bardzo, ale jak doskonale wiesz, bardzo się cieszę z każdego jego nieszczęścia.
- A co? Zrobił jakiejś dziewczynie dziecko?
- No nie, choć z tego też byłbym zadowolony. Nie, został jednak usunięty z pozycji Ministra Magii – wyjaśnił spokojnie.
- Co? – zaskoczona spojrzała na niego, tym samym przerywając malowanie się. – Naprawdę? Dlaczego?
- Piszą tutaj, że zaczął olewać swoje obowiązki – mruknął, wzruszając ramionami. – I że nawet musieli zająć się nim magomedycy.
- I co, sądzisz, że to rozstanie ze mną tak nim rozchwiało?
- Nie wiem, myszko i w sumie mało mnie to obchodzi.
- Mnie też, po prostu się zastanawiam – uśmiechnęła się, powracając do poprzedniej czynności.
- To dobrze, kochanie, bo mogę zacząć być zazdrosny – mruknął zawadiacko. Rzuciła w niego poduszką. Zaczął się śmiać jak debil i pocałował ją w głowę.
- Wiesz, że cię kocham, prawda?
- Czasami wiem – wyszczerzyła się, zakładając w końcu sukienkę.
- Wow! – zachwycił się, patrząc na nią z podziwem.
- No co? Coś źle?
- Granger, czy tobie ta szopa na głowie uniemożliwia myślenie? Jesteś wspaniale! – prychnął, biorąc ją w ramiona i patrząc jej głęboko w oczy. – Cholernie mi się podobasz.
Zarumieniła się uroczo, od czego natychmiast zrobiło mu się dużo cieplej.
- Idziemy? Nie wypada się spóźnić... – wyszeptała, wpatrując się w te jego hipnotyzujące oczyska.
- Idziemy – przytaknął, uśmiechając się półgębkiem. Szybko deportował ich w pobliże sceny. Zespół już czekał. Hermiona dostała plakietkę, dzięki której mogła wejść za kulisy i stamtąd obserwować występ swojego chłopaka.

- Byłeś wspaniały! – krzyknęła, rzucając mu się z impetem na szyję i całując go energicznie po całej twarzy. Zaśmiał się nieco zmęczony, tuląc ją czule do siebie.
- Dziękuję kochanie – wyszeptał, całując ją w głowę. – Wracamy do domu?
- Nie zostaniecie na imprezie? – zainteresował się basista.
- Jeśli chcesz, to możemy, mnie to nie przeszkadza, Draco.
- No dobrze, ale dosłownie na chwilę – zgodził się.

- Nooo, nie wiedziałem, że z ciebie taki duch imprezy, Hermiono – mruknął o trzeciej nad ranem, rozbierając śpiącą i nawaloną dziewczynę z sukienki. – Ale i tak cię kocham, myszko.

- Dzień dobry, kochanie. – Draco uśmiechnął się promiennie do wchodzącej właśnie do kuchni Hermiony.
- Mógłbyś przestać być wredny i mówić ciszej? – zapytała ciszej, biorąc sobie szklankę wody. – Łeb mi pęka.
- Wcale się nie dziwię... Po takiej dawce alko, jaką wypiłaś – zaśmiał się, podając jej kufel eliksiru. – Masz, powinno ci zaraz przejść.
- Dziękuję – bąknęła, wypijając od razu połowę zawartości.
Przekrzywił lekko głowę, patrząc na nią z kpiną i chichocząc, poszedł do łazienki.

Dwa miesiące później.
- Hermiono, chciałbym na dzisiejszy wieczór zaprosić cię do restauracji – powiedział, podając śniadanie do stołu.
- Oh, a co to za okazja? – natychmiast uśmiechnęła się lekko.
- Bez okazji, po prostu chcę zabrać moją dziewczynę do restauracji. Pasuje?
- Oczywiście, skarbie – rozpromieniła się.
- No to wspaniale. Bądź więc gotowa na dwudziestą.

Piętnaście minut przed umówionym czasem wyszła z łazienki. Draco odwrócił się w jej stronę i zamarł.
- O kurwa – wyszeptał.
- Co? Stało się coś? Poplamiłam się gdzieś? – obróciła się szybko, oglądając sobie sukienkę.
- Nie... Po prostu wyglądasz wystrzałowo – mruknął nisko, szczerząc się.

- I jak podobała ci się kolacja, Hermiono? – zapytał czule Draco, gdy o północy wyszli z restauracji i wolnym krokiem snuli się wśród skąpo oświetlonych uliczek Londynu, trzymając się mocno za ręce.
- Było naprawdę fantastycznie – odparła szeptem, uśmiechając się szeroko.
- Bo ty jesteś fantastyczna, kochanie – wymruczał uwodzicielsko. I choć nie mógł dostrzec tego w mroku, dziewczyna zarumieniła się uroczo.
- Dziękuję, skarbie.
- Hermiono, powiedz mi, czy jakieś twoje marzenie nie zostało jeszcze spełnione? – zerknął na nią, szczerząc się lekko.
- Owszem – miauknęła.
- A mogłabyś zdradzić mi jakie? – zapytał.
- Chciałabym kiedyś założyć rodzinę – wyszeptała, coraz mocniej ściskając go za rękę.
- Naprawdę?
- No tak... Marzę o mężu i dzieciach. – w tym momencie czuła, że jej policzki najpewniej zaraz spłoną.
- No widzisz, to doskonale się składa, bo ja również o tym marzę – wyszeptał jej do ucha, pociągając ją na najbliższą ławkę w parku, przez który właśnie szli. Objął ją czule ramieniem i powiedział. – Marzę również o pewnej upartej, pięknej i niebywale utalentowanej dziewczynie, która jest ze mną pomimo mojego totalnego skretynienia, przez który już kilka razy ją straciłem. Marzę, by budzić się i zasypiać przy niej, by być z nią każdego dnia. By z dumą i radością patrzeć, jak rośnie jej ciążowy brzuszek... Kochanie – wyjął z kieszeni bordowe pudełeczko i klęknął przed nią. – Skarbie mój, uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz najpiękniejszą i najwspanialszą panią Malfoy? – otworzył wieczko, ukazując wzruszonej Gryfonce drogocenny pierścionek. Delikatnie ujął ją za rękę, oczekując jej decyzji, a serce biło mu jak oszalałe.
- Tak – chrypnęła wzruszona, wpatrując się w niego ze łzami w oczach. To właśnie były oświadczyny, których oczekiwała całe życie! Draco wsunął jej pierścionek na palec i pocałował ją namiętnie. Świat zwolnił dla nich do jednego uderzenia serca na minutę. Nikt inny się w tym momencie nie liczył, byli tylko oni. I ten pocałunek, w który Draco przelał całą swoją miłość, jaką darzył Hermionę oraz wszystkie niewypowiedziane dotąd przeprosiny. Złapała jego twarz w swoje drobne dłonie, oddając pocałunki z pasją i ogromnym szczęściem, który ogarnął ją cały.
Wciąż całując się namiętnie, deportowali się do domku Hermiony...

408 czyt.
100%4
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1083 słów i 6272 znaków.

Dodaj komentarz