Dramione - podwójne życie 20

Hermiona obudziła się w miękkiej pościeli. Natychmiast poczuła się niczym królowa. Obróciła się i momentalnie zatopiła się w spojrzeniu Wiktora.
- Ty się wyspała? – zapytał szeptem, głaszcząc ją po policzku.
- Tak – przyznała. Przysunęła się do niego i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku. Bułgar przewrócił ją na plecy i przejechał dłonią po jej gładkim udzie. Hermiona jęknęła cicho i znów pozwoliła się rozebrać.

- Hermijona, ja cię proszu, ty zostań ze mnu, da? – powiedział jakiś czas później, gładząc ją po odkrytych ramionach.
- Ja mam jeszcze szkołę, Wiktorze. Muszę wracać, bo zaczną w końcu mnie szukać. Jestem Prefektem Naczelnym, nie mogę zawalać zajęć. Nawet dla ciebie – powiedziała, uśmiechając się delikatnie.
- Nu dobrzu – skapitulował. – Ale ty przyjedź w weekend, da? – mruknął.
- W następny? – chciała wiedzieć.
- Da – przytaknął.
- Dobrze, przyjadę, o ile nie będę mieć zbyt dużo zajęć. Gdybym nie dała rady, wyślę ci list.

Gdy późnym popołudniem wróciła do szkoły, Draco już tam był. Trzeźwy i wściekły czekał na nią we wspólnym salonie Prefektów.
- Gratuluję wyboru! – warknął w jej stronę, gdy tylko weszła do pomieszczenia.
- Spadaj! – odfuknęła się, natychmiast kierując się w stronę swojej sypialni, lecz drogę zastawił jej blondyn. – Czego? – zapytala wściekła.
- Powiedz mi, on czasem myśli? Ta kupa mięsa? – zapytał.
- Odwal się ode mnie i od niego! – odparła zła.
Zaśmiał się nieprzyjemnie i powiedział wolno:
- Przez cały koncert zastanawiałem się, jak cię przepraszać. Teraz wiem, że to byłoby bezcelowe, skoro tak łatwo wskoczyłaś mu do łóżka!
Hermiona pobladła, by w chwilę później jej twarz przybrała kolor amarantu. Zamachnęła się porządnie i wymierzyła chłopakowi solidnego plaskacza w policzek. Nie przewidziała jednak jego następnego ruchu. Złapał ją za ramiona i odwrócił tyłem do siebie.
- Powiedz mi – zaczął złowieszczo, a ją przeszedł dreszcz trwogi, bo takiego tonu jeszcze u niego nie słyszała. – Kto cię lepiej pieprzył, co? Ten kutas, który nie potrafi złożyć poprawnie prostego zdania, czy ja? Powiedz! – wrzasnął. Zdrętwiała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- On – wyszeptała. Teraz to on zdrętwiał i przez chwilę miała wrażenie, że coś jej zrobi. Coś, co mocno ugodzi w jej dumę. Puścił ją jednak i wyminął bez słowa. Załkała, gdy trzasnęła za nim drzwi jego sypialni i starając się choć trochę uspokoić, uciekła do własnej…
Nazajutrz rano przy śniadaniu dopadła ją Ginny.
- Gdzie ty zniknęłaś? – zapytała. – Martwiłam się o ciebie!
- Byłam z Wiktorem – odparła brunetka, siadając przy stole Gryfonów.
- Tyle czasu?... A zresztą! To nieważne. Ważne jest to, że Lucjusz jest wściekły, chce wydziedziczyć Draco. Mam nadzieję, że zdołam powstrzymać go od tego pomysłu…
- Nie interesują mnie te fretki…
- Nie obrażaj mojego narzeczonego! – fuknęła Ginny.
- Proszę bardzo. Możemy w ogóle nie rozmawiać, jeśli bierzesz stronę Malfoy’ów!
- Stój! – Ginny złapała ją za rękaw i szarpnięciem usadziła ponownie na ławie. – Nie biorę strony Draco. Też jestem zdania, że zachował się wtedy jak totalny idiota. Lucjusz też tak twierdzi. Nie mniej jednak teraz chodzi o to, że jeśli blondas straci cały majątek i wsparcie ojca, może być problem.
- Ginny, powiedziałam ci, że mnie to kompletnie nie obchodzi! Niech ten kretyn robi ze sobą, co mu się żywnie podoba. Nawet gdyby ode mnie zależało, czy mam mu uratować życie, gdy tonie, odwróciłabym się w drugą stronę i pozwoliła mu zniknąć pod powierzchnią!
- Hermiono! – zgorszyła się Ruda. – Co się stało? Nigdy nie byłaś na niego aż tak zła! Broniłaś go wręcz!
- Bo byłam totalną idiotką, Ginny. Dotarło do mnie, że ten kretyn nigdy się nie zmieni, że dla niego liczy się tylko status krwi. Nigdy byśmy do siebie nie pasowali – odparła stanowczo Hermiona, kończąc jajecznicę na boczku – jedno z popisowych dan wykonywanych przez skrzaty w hogwarckiej kuchni.
- Hermi, czy ten tleniony blondas coś ci zrobił? – zaniepokoiła się Wiewióra, patrząc poważnie w oczy przyjaciółki. Ta jednak odwróciła szybko wzrok i mruknęła:
- Urodził się!
- Miona, zaczekaj! – krzyknęła za nią Ginny, lecz brunetka uciekła z Wielkiej Sali, odprowadzana wieloma zdumionymi spojrzeniami uczniów i jednym wielce pogardliwym. Panna Weasley momentalnie wychwyciła wzrok Malfoy’a i posłała mu jadowite spojrzenie. Uśmiechnął się do niej drwiąco i ruszył powoli w stronę Sali Wejściowej, zmierzając na pierwszą tego dnia lekcję.
Hermiona natomiast, która rozpłakała się gdzieś w okolicach pierwszego piętra, nagle wbrew sobie i swojej namiętności do nauki, postanowiła tego dnia zrezygnować z zajęć. Wiedziała jednak, że McGonagall wpadłaby w szał, gdyby jej wzorowa uczennica i chluba Hogwartu ot tak bez podania powodu nie pojawiła się na lekcjach, wobec czego udała się do pani Pomfrey. Tam lekko tylko symulując ból głowy i lekką depresję, poprosiła pielęgniarkę o zwolnienie z lekcji. Kobieta po uważnym przebadaniu młodej czarownicy udzieliła jej odpowiedniej dyspensy i odesłała ją do dormitorium, po czym zawiadomiła dyrektorkę o stanie psychicznym uczennicy. Hermiona niezwłocznie zaszyła się w swojej sypialni i nawet usilne prośby Ginny na nic się zdały. Nie dała się wyciągnąć ani na obiad, ani na kolację, a swój patrol odbębniła „na łebka”, nie bardzo po raz pierwszy w życiu przejmując się tym, że uczniowie czwartych i piątych klas całkiem sporo rozrabiali w zamku.
Następnego dnia również została w komnacie, co lekko zaniepokoiło nauczycieli. Kolejnego już poważnie zirytowało dyrektorkę, która w końcu przyszła dowiedzieć się, co dzieje się z jej uczennicą. Widok zapuchniętej od płaczu i zakopanej pod pierzyną i w tonach chusteczek dziewczyny nieco rozczulił twardą nauczycielkę.
- Co się stało, panno Granger? – zapytała Minerwa, siadając na brzegu łóżka dziewczyny.
- Miałam fatalny tydzień, pani profesor – wymruczała Gryfonka, starając się ukryć za kołdrą. – Podejrzewam, że dopadła mnie depresja.
- Ciebie? – zdziwiła się szczerze nauczycielka transmutacji. – Jest pani najtwardszą dziewczyną, jaką miałam możliwość uczyć, panno Granger. Nie wierzę, że depresja mogła panią dopaść w tym stopniu, by zawaliła pani z rzędu trzy dni nauki. I chyba złe samopoczucie nie jest prawdziwym powodem tych łez, prawda?
- Możliwe, że dopiero teraz odreagowuję zdradę Rona i wszystko, co wydarzyło się w czasie poszukiwania Horkruksów i po walce z Voldemortem – powiedziała Hermiona, wyglądając zza pościeli. Minerwa spojrzała na nią uważnie i westchnęła.
- Rozumiem, że był to dla ciebie bardzo ciężki okres. Być może tak szybki powrót do szkoły nie był dla ciebie ukojeniem i faktycznie właśnie organizm się poddał… Zezwalam, byś do końca tygodnia pozostała tutaj, ale od poniedziałku pragnę widzieć panią na moich zajęciach. Pani obowiązki Prefeka Naczelnego chwilowo przejmie jeden z prefektów domu Lwa. Proszę doprowadzić się do porządku i nie dawać się wodzić za nos złym humorom, panno Granger… Ani nikomu innemu – dodała po namyśle i opuściła sypialnię Hermiony.

879 czyt.
100%10
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1321 słów i 7547 znaków.

Dodaj komentarz