Dramione - niechciany obrońca rozdział 5

Dramione - niechciany obrońca rozdział 5- Hermijona! Na brodu Merlina! Tak bardzo się ja bałem! - wykrzyknął Viktor, podbiegając do ukochanej, gdy ta wróciła do domu. Wziął ją w ramiona i nie wypuszczał z nich przez kilka dłuższych minut. - Tak bardzu ja się o ciebie martwił... Nie rób tego więcej, proszu...
- Przepraszam, że nie dawałam znać, ale baliśmy się, by nasze wiadomości nie zostały przechwycone — odparła z wyraźną skruchą w głosie, z przyjemnością wtulając się w jego szeroką klatkę piersiową.
- Rozumiem — powiedział, składając na jej malinowych ustach słodki, namiętny pocałunek. - Chodź... Ja ci przygotuju ciepłą kąpiel, dobrzu? A potem wszystku mi opowiesz. Możu być?
- Oczywiście — uśmiechnęła się do niego promiennie, pomimo potężnego zmęczenia.
Kilkanaście minut później z przyjemnością zanurzyła się w ciepłej wodzie, która upojnie pachniała uwielbianą przez nią lawendą. Naprawdę cieszyła się, że Viktor pamiętał, co ona lubi. Zamknęła oczy, rozkoszując się ciepłem wody. Po chwili jednak usłyszała, jak jej ukochany wchodzi po cichu do obszernej łazienki. Momentalnie zanurzyła się jeszcze mocniej, jednocześnie otwierając oczy. Spostrzegła, że Bułgar przyniósł jej wysoką szklankę z piwem kremowym.
- Ja sobie pomyślał, że chcesz się odprężyć. Przyniosłem piwu kremjowe, pasuju?
- Jasne — wyszczerzyła się i pocałowała go w policzek, gdy pochylił się nad nią delikatnie. - Dziękuję.
- Cieszu się... Czekam w salonie — mruknął jeszcze i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Hermiona wyszła z kąpieli po pół godzinie. Odniosła do kuchni pustą szklankę po piwie i ruszyła do gustownie urządzonego salonu, w którym czekał na nią Viktor z jakimś drinkiem w ręce opartej na kolanie. Uśmiechnął się szczerze, gdy zobaczył, jak wchodzi do pokoju.
- Opowiesz mi? - poprosił, gdy usiadła tuż przy nim.
- W sumie, to niewiele do opowiadania. Dowiedzieliśmy się, czego teraz szuka Sam - Wiesz - Kto.
- Czegu? - zainteresował się Viktor.
- Jakichś pradawnych zaklęć. Nie wiemy jednak jakich dokładnie, bo Morgana nie chciała nam powiedzieć, o jakie chodzi, twierdząc, że Sam - Wiesz - Kogo nikt nie pokona, nawet Harry...
- Spotkaliście wy Morganę? Jak? - zdziwił się mężczyzna.
- Niemal nas zaatakowała, gdy tylko zbliżyliśmy się do Zamku Czaszek... Czy w Durmstrangu uczyli was czegoś o tych zaklęciach?
- Ne pamiętam... Raczuj ne... Wjesz, nas uczyli tylko tych, które mogliśmy opanować... Ale... Nu, wjesz, niektórzy mówili, że my byśmy ich nie opanowali. Tych starych, bo mówili, że takie istniały...
- Czy mówili dlaczego?
- Ne...
- W takim razie będę musiała sama czegoś poszukać — mruknęła zrezygnowana.

Tydzień później, mieszkanie Viktora.
- Hermiono, chyba już wiemy, gdzie szukać tych zaklęć — powiedział nieco zrezygnowany Harry.
- I gdzie to jest? - zainteresowała się Gryfonka, opierając się plecami o kanapę, na której siedziała. Za sobą miała Viktora, który z niekoniecznie szczęśliwą miną obserwował chłodnych Anglików, którzy najprawdopodobniej znów planowali narazić jego ukochaną na poważne niebezpieczeństwo.
- Kolejna misja? - mruknął.
- Tak.
- Chcu ja iść z wami — rzekł ostro.
- Nie — zaoponowała McGonagall. - Sam - Wiesz - Kto może chcieć wykorzystać jedno z was, by dotrzeć do drugiego. Wtedy łatwiej będzie mu też wydobyć informacje o tym, co już wiemy... Nieee, nie narazimy was i nas na takie niebezpieczeństwo. W tym naszego informatora.
- Viktor, nic mi nie będzie, spokojnie — odparła Hermiona, głaszcząc go po ręce, którą trzymał na jego ramieniu.
- Co ja ci ostatnio mówił?
- Że mam uważać. Będzie dobrze.
- Viktor, wiem jak kochasz Hermionę i cieszę się z tego, właśnie ze względu na nią, bo to dobra dziewczyna. I wierz mi, że tylko przez to, że to jej broniłeś wtedy w Norze, nie dostałeś ode mnie oszałamiaczem — rzekł poważnie Harry, patrząc na Bułgara. Ten kiwnął mu głową z uśmiechem na ustach, ale nic nie powiedział.
- Akcję rozpoczynamy pojutrze, musisz przygotować się na to, że nie będzie tam łatwo i przyjemnie — zaznaczyła nauczycielka.
- Przyślemy tu po ciebie Charliego i Perciego, będziesz mieć obstawę i twój chłopak nie zejdzie przez to na zawał — zdecydował profesor Flitwick. Na te słowa Gryfonka kiwnęła tylko głową.
- Za zadanie będziecie mieć odnalezienie księgi, w której te zaklęcia są spisane, ale ostrzegam, że mogą ich strzec jakieś wymyślne pułapki, być może dementorzy, Śmierciożercy lub inferiusy.
- Lub wszyscy na raz — mruknęła dziewczyna.
- Dokładnie.
- Rozumiem.

W sumie gadali jeszcze pół godziny, po czym goście zostawili ich w końcu samych.
- Kochanie, szykuj ty się na jutro — rzekł Viktor, całując ją w szyję.
- Dlaczego? - zainteresowała się Hermiona.
- Zrobiu kolację dla nas dwóch, kochana.
Spojrzała na niego zaskoczona, ale przytaknęła mu uradowana.

Przez resztę czasu jednocześnie szykowała się do misji, ćwicząc zaklęcia i czytając nieliczne wzmianki o tych starożytnych oraz do wspomnianej kolacji, biorąc odprężającą kąpiel, a także przez dłuższy czas jęcząc, że nie ma co na siebie włożyć. W końcu zdecydowała się na biała sukienkę i rozpuszczone, lekko falowane włosy, zaczesane na jedną stronę.
W czasie kiedy się szykowała, Viktor dopieszczał w kuchni ostatnie potrawy, a stół w salonie zastawiony był w sposób mistrzowski.
Właśnie ustawiał na nim półmisek z sałatką, kiedy do pomieszczenia weszła rozpromieniona Hermiona. Viktor zaniemówił na jej widok, bo tak pięknie nie wyglądała ani na Balu Bożonarodzeniowym, ani na ślubie Fleur i Billa.
- Pięknie wyglądasz — wykrztusił wreszcie z siebie, podchodząc do niej z szerokim uśmiechem i szarmancko całując ją w dłoń. - Chodź — poprosił miękko, prowadząc ją do stołu.
- Pięknie — zachwyciła się szczerze.
- Dziękuję. Ja się naprawdę starał, by było miło.

I tak faktycznie było. Viktor wspiął się bowiem na wyżyny swoich zdolności kulinarnych, bo potrawy były znakomite, a smaku dopełniało białe wino, którego Hermiona co prawda wypiła niedużo, bo nie była przyzwyczajona do alkoholu, ale musiała przyznać, że jej smakuje.
Po kolacji wyszli na taras. Mężczyzna objął dziewczynę od tyłu i przytulił się do niej mocno, zanurzając twarz w jej pachnących włosach.
- Hermijono, wiesz, że ja cię kocham. Tak bardzo chcu z tobą być - szepnął jej do ucha, z przyjemnością wyczuwając jej subtelne perfumy.
- A ja chcę być z tobą — odparła radośnie.
- Dlategu mam dla ciebje mały prezent, żebyś ty już zawsze o mniu pamiętała — rzekł, z kieszeni spodni wyciągając pudełeczko obite aksamitem. Dziewczyna aż zakryła usta ręką.
- Hermijono, proszu weź ten naszyjnik. Chcu, żeby przypominał ci o nas. - powoli otworzył wieczko, ukazując łańcuszek z ozdobnym wisiorkiem. Wyjął go i zapiął ukochanej na szyi. Pisnęła z radości i pocałowała go namiętnie, wkładając w niego całe swe uczucie do dwudziestolatka. Odpowiedział jej równie gorąco, podnosząc ją do góry. Stopy nastolatki zadyndały kilkanaście centymetrów nad ziemią.
- Zróbmy to — szepnęła mu namiętnie w usta. Bułgar oderwał się od niej z głupim wyrazem twarzy.
- Chcesz tegu? - zapytał.
- Bardzo!
Postawił ją na ziemi, a następnie gwałtownie porwał na ręce i prawie biegiem ruszył do sypialni. Delikatnym ruchem położył ją na aksamitnej pościeli i kropnął się obok niej, całując ją po szyi i ostrożnie schodząc coraz niżej. Z przyjemnością jęknęła, kiedy poczuła jego gorące usta tuż powyżej swoich piersi. Prawie na oślep sięgnęła do guzików białej koszuli i drżącymi palcami zaczęła ją rozpinać. Viktor przewrócił ją na bok i delikatnym ruchem rozsunął sukienkę dziewczyny, a potem zsunął ją z niej. Uśmiechnął się, widząc nagie jej ciało, osłonięte w strategicznych miejscach białą, koronkową bielizną.

1 985 czyt.
100%32
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 1465 słów i 8160 znaków, zaktualizowała 14 gru 2016.

2 komentarze

 
  • Subfire_anon

    Subfire_anon · 2 sie 2016 · 214436639

    "Wziął ją w ramiona i nie wypuszczał z nich przez kilka dłuższych minut." Ile sekund ma dłuższa minuta?

  • chaaandelier

    chaaandelier · 31 lip 2016

    Nie sądziłam, że Krum może być taki uczuciowy.