Dramione (miniaturka) Album ze zdjęciami cz 4 - wyskok Rona drogą do szczęścia, czyli jak zrobić z siebie idiotę i impreza Gryffindoru

Dramione (miniaturka) Album ze zdjęciami cz 4 - wyskok Rona drogą do szczęścia, czyli jak zrobić z siebie idiotę i impreza Gryffindoru- Ha! - ryknął wściekle Ron. - To tutaj się z nim spotykasz, całkowicie mnie olewając!
- Uspokój się, Ron — powiedział Harry, starając się odciągnąć przyjaciela od Hermiony, którą z kolei od rozzłoszczonego Gryfona oddzielał nie mnie wzburzony Ślizgon. Harry podejrzewał, że jeszcze chwila i Malfoy miotnie jakąś klątwę w Weasleya, której ten nie będzie w stanie odbić. Było powszechnie wiadome, że Ron nie jest zbyt mocny w zaklęciach. A przynajmniej nie wtedy, kiedy trzeba się bronić!
- Puść mnie, Harry!
- Nie, bo zrobisz jakąś głupotę! - zdenerwował się czarnowłosy, zapierając się mocno w piasku.
- Ona zdradza mnie z tym Ślizgonem! - wrzasnął Ron.
- Wcale cię nie zdradza, bo już z tobą nie jest, Ron. Wybrała jego i trudno ją za to winić, skoro jej dawny wróg potrafi być wobec niej bardziej fair, niż jej najlepszy przyjaciel i chłopak jednocześnie! - warknął rozeźlony Potter. - Daj już spokój, to i tak nic nie da!
- Dobrze, dam spokój! - skapitulował nagle rudzielec. Gdy Harry go puścił, ten nagle podbiegł na brzeg jeziora.
- Skoczę, Hermiono, jeśli z nim nie zerwiesz! - zagroził dziewczynie.
- To skacz. Zrobisz przynajmniej jakiś pożytek dla ludzkości! - zakpił z niego Malfoy.
- Ron, daj spokój! Nie wygłupiaj się! - jęknęła przestraszona jego pomysłem dziewczyna.
- Odejdź od niego, a nie skoczę!
- Ron! - warknęła Hermiona, coraz mocniej zdenerwowana. - Odejdź stamtąd! - patrzyła, jak rudzielec coraz bardziej zbliża się do wody. A w tym miejscu wbrew temu, co widziało się z brzegu, dno było grząskie i wcale nie było tu płytko! Wiedziała, że jeśli chłopak wejdzie do wody, to momentalnie zanurzy się cały. I choć dobrze pływał, to w tych wodach kryło się zbyt wiele dziwnych i niebezpiecznych stworzeń, by ze spotkania z nimi wyjść bez najmniejszego szwanku.
- Hermiono, zerwij z nim! - powtórzył Weasley.
- Wiesz co, Ron? - zdenerwowała się nagle na niego młoda Gryfonka. - Skacz, bo ja nie zrezygnuję z Draco!
Twarz Rona pobladła jeszcze mocniej. Zacisnął mocno szczęki i obejrzał się na wodę. Widział, jak ciemna była w tym miejscu.
- Skoro sobie tego życzysz — odparł cicho i niespodziewanie wskoczył do jeziora.
- Ron! - wrzasnęli jednocześnie Harry z Hermioną.
- Czekaj tu! - nakazał jej Potter i sam wskoczył do wody. Po chwili zniknął pod powierzchnią.
- Dwaj kretyni — skwitował ich pogardliwie Dracon.
- Zamiast tak stać i się patrzeć, pomógłbyś Harry'emu! - zirytowała się.
- Mam nastawiać kark dla tego rudego pacana? Mowy nie ma! Gdyby jeszcze był to sam Potter, to byłbym skłonny to przemyśleć, ale nie, gdy w grę wchodzi Łasic!
- Draco!
- Nie... - odparł twardo, ale w tej chwili na powierzchni pojawiła się czarna głowa Harry'ego.
- Pomóż! - jęknął do blondyna i zniknął pod wodą.
- Sprowadź jakąś pomoc — powiedział do Hermiony i z miną cierpiętnika wskoczył za Potterem. Tymczasem Gryfonka pobiegła ile sił w nogach do zamku. Już w sali wejściowej natknęła się na profesor McGonagall.
- Panno Granger! A cóż to za bieganie po zamku? - zdziwiła się nauczycielka.
- Potrzebuję pomocy, pani profesor. Harry i Draco wyciągają Rona z jeziora!
- Na brodę Merlina! Dlaczego?
- Ron zagroził, że jeśli nie zerwę z Draconem, to wskoczy do jeziora. Nie zgodziłam się — wyznała.
- Panno Granger, chce mi pani powiedzieć, że jest pani w związku z panem Malfoyem? - Minerwa wyglądała na niebotycznie zaskoczoną.
- Tak, ale teraz potrzebuję pani Pomfrey!
- Wyślę do niej patronusa, a my chodźmy nad jezioro! - zdecydowała kobieta i machnęła różdżką, z której wystrzelił srebrny kot. Następnie wybiegła z zamku wraz ze swą uczennicą. Podążyły brzegiem błoni ku majaczącej w oddali ciemnej tafli jeziora. Okrążając jego brzeg, dostrzegły, jak dwie przemoczone postacie niosą wspólnie trzecią. Zatrzymały się tuż przed nimi.
- Co z nim? - zapytała zdenerwowana nauczycielka.
- Jest nieprzytomny. Gdyby nie ta wielka ośmiornica, to prawdopodobnie nigdy nie opędzilibyśmy się od druzgotków i trytonów — wyjaśnił wyczerpany Harry.
- Tak, ten kretyn próbował uciekać! - wściekł się Ślizgon, wskazując na nieprzytomnego rudzielca.
- Chodźmy do zamku! - zakomenderowała McGonagall. Nieopodal drzwi wejściowych natknęły się na Pomonę Sprout i Poppy Pomfrey, które spieszyły im z pomocą. Razem zanieśli nieprzytomnego Gryfona do skrzydła szpitalnego. Jego dwaj wybawcy natychmiast dostali grube koce i po kuflu eliksiru pieprzowego na rozgrzewkę.
- Cóż za nieodpowiedzialne zachowanie! - zdenerwowała się dyrektorka. - Obawiam się, że będę musiała porozmawiać z jego rodzicami! To niedopuszczalne, takie zachowanie!... A wy zmykajcie już do swoich Pokoi Wspólnych!
Trójka uczniów natychmiast wyszła z sali szpitalnej, ale Harry szybko się ulotnił, korzystając z tajnych przejść.
- Jak się czujesz? - zapytała Hermiona, patrząc z ukosa na mokrego blondyna.
- Jak wyrżnięta szmata! Ten jełop nie dość, że chciał uśmiercić siebie, to jeszcze i nas! On doskonale wiedział, co robi. Płynął jak najgłębiej... - zirytował się Draco. - Mam przez niego całkowicie zniszczone szaty!
- Najważniejsze, że nic ci się nie stało — orzekła. - Jesteś moim bohaterem, Draco. Już dwukrotnym, jeśli dobrze liczę.
- Poproszę to na piśmie — zaśmiał się. Przystanęli na jakimś korytarzu, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że znajdują się w połowie drogi do Wieży Gryffindoru, a za ich plecami narasta szum, gdy uczniowie wracają z kolacji.
- Masz to jak w banku — odparła radośnie. Nachylił się nad nią, patrząc w te jej oczy barwy roztopionej czekolady. Objął ją w pasie i uśmiechnął się czule.
- Jesteś piękna — wyszeptał i nie dając jej czasu i możliwości na odpowiedź, zatopił swe usta w jej malinowych, słodkich wargach. Całując się namiętnie, całkowicie zapomnieli o otaczającym ich świecie, a zwłaszcza o zbliżających się do nich Gryfonach. Wrzawa, która jeszcze przed chwilą wypełniała korytarz, a której oni zdawali się całkowicie nie słyszeć, teraz nagle ucichła, jak nożem uciął. Ludzie wpatrywali się w całującą się z zapałem parę z szeroko otwartymi ustami. Nie mogli ot, tak po prostu uwierzyć w to, co właśnie widzą. Ktoś zrobił Hermionie i Draconowi zdjęcie.
Kiedy para oderwała się wreszcie od siebie, Hermiona spojrzała w oczy Ślizgona i dopiero wtedy kątem oka dostrzegła stojący za nią tłum kolegów i koleżanek, z których co najmniej połowa wyglądała, jakby była spetryfikowana. Niektórzy poruszali dziwnie ustami, jakby chcieli coś powiedzieć, ale nie dolatywał z ich ust żaden dźwięk. Zbladła przerażona tym, że w jednej chwili wszystko się wydało. Zdziwiony jej zachowaniem młodzieniec podążył za jej wzrokiem i znieruchomiał. Już widział oczami wyobraźni mknące w jego stronę klątwy, gdy wtem ludzi odblokowało i niespodziewanie zaczęli wiwatować. Hermiona zerknęła zdumiona na partnera, ale ten najwyraźniej też nie wiedział, o co tutaj chodzi. Dziki wrzask uczniów Gryffindoru sprowadził w końcu na piętro ich opiekunkę oraz czterech innych nauczycieli, w tym profesora Slughorna. Ten widząc w gromadzie uczniów swojego podopiecznego, natychmiast ruszył mu na ratunek, sądząc, że ten znajduje się w jakimś niebezpieczeństwie, ale w porę na miejscu usadziła go McGonagall, tłumacząc mu, o co chodzi.
Następnie Gryfoni zażądali od swej opiekunki pozwolenia na zabawę z udziałem Ślizgonów w Pokoju Wspólnym Domu Lwa. Po krótkich negocjacjach zgodziła się i w pół godziny później Wieża Gryffindoru gościła w sobie uczniów z Domu Węża, a po kolejnej godzinie już większość starszych klas z Hufflepuffu i Ravenclaw. W końcu za zgodą dyrektorki przeniesiono się do Wielkiej Sali. Draco i Hermiona zostali ogłoszeni królem i królową balu. Dziewczyny kilkoma sprytnymi zaklęciami zmieniły zwykły strój dziewczyny w balową suknię koloru ciemnego burgundu na cienkich ramiączkach, która odkrywała pół pleców i cudnie opinała jej zgrabne ciało, a jej rozczochrane włosy w wytworną, acz luźno upiętą fryzurę. Chłopcy zajęli się Ślizgonem, odziewając go w gustowny czarny garnitur. No i przede wszystkim go wysuszyli.
Impreza została uświetniona balonami, butelkami Piwa Kremowego i Ognistej Whisky, a także górami jedzenia, które przygotowały im uczynne skrzaty domowe. Hermiona i Draco w jej połowie wymknęli się cichaczem do łazienki.
- Pięknie wyglądasz — powiedział miękko, opuszkami palców gładząc ją po policzku. - Mam coś dla ciebie.
Machnął różdżką, a w jego ręku zmaterializowała się biała koperta. - Proszę — podał jej ją i odszedł na drugi koniec łazienki. Oparł się o umywalkę i wlepił w nią swoje szare oczy.
Hermiona wyciągnęła ze środka ozdobny pergamin zapisany wysokim niemal kaligraficznym pismem. W słowach pięknego wiersza, Draco wyznawał jej miłość! I cholera, oświadczał się jej! W oczach dziewczyny zaczęły wzbierać łzy, gdy spojrzała na blondwłosego chłopaka. Ten dopadł natychmiast do niej i przytulił ją mocno.
- Wyjdziesz za mnie? - wyszeptał jej do ucha. Nie odpowiedziała, tylko przytuliła się mocno do niego, a następnie pocałowała go zachłannie w usta. Nie potrzebował innej odpowiedzi. Z kieszeni garnituru wyciągnął pierścionek — prostą obrączkę z białego złota, na której środku znajdował się diament otoczony maleńkimi rubinami. Wsunął go jej na palec, mrucząc:
- Pamiątka rodziny Blacków. Prezent od mojej babki. - a następnie ją pocałował. Radośni wrócili na zabawę, która przeciągnęła się do godziny czwartej rano. Później co poniektórzy budzili się wprost na śniadanie. Mocna kawa pobudziła wszystkich skacowanych delikwentów. Naprawdę cieszyli się, że jest sobota i jutro nie muszą jeszcze iść na lekcje, bo wątpili szczerze w swoje zdolności nauczenia się czegokolwiek i niezaśnięcia. Nauczyciele patrząc na tę trzeźwiejącą czeredę w duchu dziękowali Merlinowi, że nie muszą już jutro ich uczyć.
Korzystając z tego, że śniadanie coraz mocniej się przedłużało, aż w końcu dania te zostały zamienione na obiad i praktycznie wszyscy wyglądali już, że doszli do siebie po całonocnym pijaństwie, Draco wstał od swego stołu, pewnym krokiem podszedł do Hermiony i czystym głosem poprosił wszystkich, by łaskawie zamknęli na chwile swe rozgadane jadaczki. W Wielkiej Sali zapadła cisza i nawet nauczyciele wyglądali na szczerze zainteresowanych.
- W nocy oświadczyłem się kobiecie, którą kocham. Hermiona zgodziła się zostać moją żoną i od tej pory na jej ręce błyszczeć będzie pierścień zaręczynowy rodu Blacków — oznajmił wpatrzonym w niego uczniom i nauczycielom. Zarumieniona ze szczęścia Hermiona obserwowała reakcje otoczenia i musiała przyznać, że Draconowi udało się wszystkich zaskoczyć jeszcze bardziej, niż dnia poprzedniego. Nawet nauczyciele zaniemówili. A w chwilę potem całym zamkiem zatrząsł tak potężny ryk radości, że spłoszył on ptaki w Zakazanym Lesie. Leżący w skrzydle szpitalnym Ron zastanawiał się właśnie, co się stało na dole i w życiu by nie przypuszczał, że jego przyjaciółka zaręczona jest z ich wspólnym wrogiem i to po niecałych trzech tygodniach chodzenia ze sobą! Bardziej obstawiał to, że McGonagall odwołała OWUTEM-y...

- Nie uwierzysz, Draco, ale mnie jeszcze przez tydzień dzwoniło w uszach po tamtym aplauzie — zaśmiała się szczęśliwa pani Malfoy, patrząc na zdjęcie, na którym się całują tuż po gratulacjach, jakie złożyła im wtedy McGonagall i Slughorn. Oboje ze łzami szczęścia w oczach.
- A ja wtedy codziennie rano musiałem pić eliksir trzeźwiący, bo kiedy tylko rozstawałem się z tobą, kochani koledzy poili mnie Ognistą — przyznał się z łobuzerskim uśmiechem na ustach.

3 977 czyt.
100%62
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2136 słów i 12160 znaków.

2 komentarze

 
  • EloGieniu

    EloGieniu · 3 lis 2016 · 200823671

    Kobieto ależ ty to ukoloryzowała. Ron samobójca. XD Tak szybko te zaręczyny? W to że Gryfoni sami z siebiezaprosili Slitherin nie uwieże. A jeszcze bardziej w to że w ich pokoju wspólnym to się wydażyło ponieważ większość uczniów nie miała pojęcia o umiejscowieniu pozostałych domów i tak właśnie miało być. Ale oprócz tego nie mam żadnychzastrzeżeń.

  • Freya

    Freya · 21 wrz 2016 · 287366670

    Ładnie napisane...ciekawa historyjka uwalniająca w wyobraźni pokłady nostalgii i sentymentu. Szkoda, że jest wyłącznie zdjęciem z albumu, który jest ograniczony do życia postaci pewnej "pozycji" księgarskiej