Dramione - niechciany obrońca rozdział 11

Tymczasem w okolicach Nory

- Czego tu chcesz, Krum? - warknął Ron, patrząc na przeciwnika wściekłym wzrokiem.
- Nie domyślasz ty się, Weasley? - zapytał Bułgar, zbliżając się do niego kocim krokiem. Odkąd przestał zawodowo latać na miotle, jego chód znacznie się poprawił.
- Nie, nie mam pojęcia — odparł tamten, wyciągając różdżkę w stronę byłego zawodnika Quidditcha.
- Tu ty jesteś głupcem, Weasley. Ja to zobaczył już pierwszy raz w Hogwarcie. Ja ne mógł wtedy zrozumieć, jak ty zdołał tak bardzu urazić Hermijonę. Teraz tylku się przekonał, że jesteś śmieciem — warknął Viktor, również celując w przeciwnika różdżką. - Ne pokonasz ty mnje. Ja już raz cię powalił. Teraz mji się akurat ne chce.
Weasley spurpurowiał na twarzy tak mocno, że wyglądało, jakby skóra zlała mu się z włosami.
- Wiesz, że jesteś bezczelny? - syknął Ron.
- Wjem. Ale gdy ja odzyskam Hermijonę, ty odejdziesz z jej życia, Weasley. Ne będziesz ty się z nią wjęcej spotykał, jasne? Dasz jej wreszcie spokój!
- A jeśli nie?
- W Durmstrangu ja mjał dobregu nauczyciela od transmutacji. Ja cię mogu zamjenić w coś, cu twoju matka rozdepcze... - groźba zawisła w powietrzu. Atmosfera pomiędzy dwójką młodych mężczyzn była tak gęsta, że można było ją niemal kroić nożem. Oboje w milczeniu sztyletowali się wzrokiem, choć Ron miał świadomość, że stoi na przegranej pozycji, zwłaszcza patrząc na wciąż wycelowaną w jego głowę różdżkę Bułgara, którą ten się delikatnie bawił. Ron zacisnął mocno szczęki. Widać było, że intensywnie myśli nad postawioną mu propozycją.
- A jeśli ja pierwszy ją znajdę? - zapytał w końcu.
- Ta decyzja będzie należeć wtedy do Hermijony — odparł lekceważąco Krum. - Ale nie wolnu ci ją do niczego zmuszać! Zgoda?
- Zgoda!... Kurwa, no zgoda!!! - ryknął wpieniony rudzielec.
- Pamiętaj ty o tym przyrzeczeniu, Weasley. Chyba że chcesz zginąć pod butem własnej matki! - Krum zaczął wycofywać się tyłem, by cały czas widzieć przeciwnika. W końcu deportował się do swego domu, a wtedy rozwścieczony Ron odetchnął z niebywałą ulgą i mruknął:
- Zabiję cię, Krum! A wtedy Hermijona znów będzie moja!
Odwrócił się na pięcie i starając uspokoić, ruszył w stronę domu.

Trzy tygodnie później w salonie Dracona.

- Granger! - Ślizgon wpadł jak wicher do komnaty. Jego zwykle starannie ułożone włosy teraz były potargane, a w oczach jawił się istny obłęd. Dziewczyna wybiegła z niewielkiego pokoiku.
- Coś się stało? - zapytała, patrząc, jak blondyn rygluje drzwi.
- I to dużo! Jak dobra jesteś w oklumencji? - zapytał, łapiąc ją za ramiona i potrząsając nią mocno.
- Ała! To boli! - poskarżyła się.
- Granger! Nie wkurzaj mnie, tylko mów!
- McGonagall szkoliła mnie w tym. Snape kiedyś próbował wedrzeć się do mego umysłu, ale mu się nie udało — odparła trzęsącym się głosem.
- Więc spróbuj mnie powstrzymać! - mruknął. - Legillimens!
Hermiona poczuła, jak niebywale silne zaklęcie wnika wewnątrz jej jestestwa. Zacisnęła powieki, koncentrując się na jednej rzeczy. W końcu sprawiło to, że Dracon nie był w stanie odczytać jej myśli i musiał się niechętnie wycofać.
- Po co to było? - pisnęła cichutko, z trudem łapiąc oddech.
- Czarny Pan urządza przyjęcie. Twierdzi, że jeszcze tydzień lub dwa i zdobędzie Księgę — odparł ponuro Ślizgon. - Mam cię tam zabrać ze sobą.
Przerażona jego słowami Hermiona cofnęła się w popłochu i uderzyła plecami w ścianę. Już wiedziała, czemu ten wyniosły arystokrata jest w takim stanie, ale nie rozumiała, dlaczego ją chroni.
- Jeśli zdobędzie Księgę, będzie niepokonany! Co wtedy stanie się ze mną?
- Nie mam pojęcia, ale postaram się wyjednać, byś dalej była moją służką, Granger — powiedział i usiadł ciężko na ciemnoszmaragdowej kanapie.
- Czemu mi pomagasz? - zainteresowała się.
- Mówiłem ci, że to nie twój interes! - warknął blondas. - Ważne natomiast jest jeszcze coś... Jesteś dziewicą?
Hermiona spojrzała na niego, jak na wariata i zamierzyła się na niego swą niewielką dłonią. Zdołał ją powstrzymać i gwałtownym ruchem przysunął ją do siebie?
- Jesteś, czy nie? Bo mogę cię rozdziewiczyć, aczkolwiek wątpię, by Krum przepuścił taką okazję — powiedział cicho, chłodnymi palcami muskając jej gorącą szyję i schodząc niżej, na obojczyk. - Więc jak?
- Nie, nie jestem — szepnęła, czerwieniąc się, jak pomidorek. Draco spojrzał na nią, lekko przekrzywiając głowę i zaśmiał się cicho.
- Tak sądziłem, aczkolwiek nie powiem, bym nie był leciutko zaskoczony... Sądziłem, że Panna Wiem - To - Wszystko pozostanie dziewicą aż do dnia własnego ślubu!
- Jak wiesz, mój ślub z Ronem się nie odbył.
- Tak... Głównie dzięki tobie i Krumowi... Dziwi mnie natomiast to, że Bułgar jeszcze cię nie uwiązał przy sobie.
Dziewczyna szarpnęła się mocno, próbując znów go uderzyć.
- Granger! - huknął na nią. - Jestem cierpliwy, ale do czasu! Nie wnerwiaj mnie! Twoje życie głównie w tej chwili zależy ode mnie, więc radzę ci być grzeczna!... Ej, Granger, coś ty nagle tak zbladła?
Zaskoczony puścił ją. Gryfonka zerwała się na równe nogi i puściła się pędem do łazienki utrzymanej w zielonym wystroju. Wyhamowała ostro przed toaletą.
Siedząc w salonie, Draco usłyszał, jak dziewczyna wymiotuje i skrzywił się mimowolnie na ten nieprzyjemny odgłos. Słysząc spuszczaną wodę, wstał i ruszył w stronę drzwi, z których właśnie wyszła blada i ledwo żywa Hermiona. Spojrzał na nią i niemal w tej samej chwili schwycił ją omdlałą w swe umięśnione ramiona. Z łatwością uniósł ją i ułożył wygodnie na kanapie. Wezwał swego skrzata domowego.
- Ściągnij mi tutaj jakiegoś magomedyka! - warknął do przestraszonego stworzonka. - Już!
- Wedle życzenia, sir! - pisnął skrzat i deportował się z głośnym trzaskiem.


- Wiemy już, gdzie przetrzymują Charliego i Hermionę — powiedziała tymczasem profesor Sprout do zgromadzonych wokół niej czarodziei i czarownic.
- I gdzie to jest? - zniecierpliwił się blady jak płótno Harry.
- W zamku Czarciej Mgły na północnym stoku Gór Śmierci na Wyspie Rozpaczy — odparła niechętnie nauczycielka zielarstwa. Wśród zebranych zapadła głucha cisza. Slughorn zatkał sobie usta dłonią, pani Weasley zbladła tak gwałtownie, że Artur musiał podtrzymać ją, by nie zemdlała, a Ginny krzyknęła przerażona. To miejsce było przecież przeklęte, nawiedzone i sam Merlin wie co jeszcze i nawet sam Salazar Slytherin obawiał się tam przebywać! Jak więc Voldemort się tam osiedlił? Jak zdołał opanować lub uwięzić przebywające tam duchy i zjawy i jak przede wszystkim pokonał ciążące nad tym miejscem klątwy i przekleństwa? Problem polegał jednak na tym, że pomimo tego, iż wiedzieli o tej wyspie, nikt nigdy nie sprecyzowałw żadnych zapiskach, gdzie ona się znajduje, a niewielu ośmielało się tam zapuszczać...
- Jak ją stamtąd wyciągniemy? - zapytał drżącym głosem Ron.
- Ją? - zdziwił się Percy — Nasz brat cię nie obchodzi?
- Co?... Oh, tak, oczywiście. - rudzielec wyraźnie się zmieszał. Chrząknął i kontynuował. - Jak więc ich odbijemy? Podejrzewam, że on tam ma wszystkie dostępne świństwa tego świata!
- Tego jeszcze nie wiemy — odparła poważnie McGonagall. - Ale pewne jest, że ich uratujemy. Powiedzmy o tym Viktorowi.
Na słowa nauczycielki Ron tylko prychnął pod nosem, ale łatwo było to wziąć za atak kichania.


- Jest pan medykiem, czy nie, do cholery?
- Jak tak panicz będzie nade mną non - stop chodził, to nie zbadam panienki! - zirytował się starszy człowiek, wykonując nad nią serię skomplikowanych ruchów różdżką, z której sączyło się delikatne białe światło. Wreszcie jego pomarszczoną twarz rozjaśnił szczery, aczkolwiek lekko zażenowany uśmiech.
- Nic jej nie jest, ale przez jakiś czas musi odpoczywać! Nie wolno jej się przemęczać, bo może zagrozić to jej zdrowiu — rzekł, patrząc poważnie na zniecierpliwionego ślizgona.
- Ale co jej jest? Czemu nie wolno się jej denerwować? Co się dzieje? - zapytał, patrząc na śpiącą Gryfonkę.
- Jest... - zaczął mężczyzna, ale przerwało mu natarczywe pukanie do drzwi.

2 436 czyt.
100%21
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1518 słów i 8476 znaków, zaktualizowała 14 gru 2016.

1 komentarz

 
  • Lovcia

    Lovcia · 29 sie 2016

    Kiedy następna?