Dramione - niechciany obrońca rozdział 7

Dramione - niechciany obrońca rozdział 7Byli tak podekscytowani, że prawdę powiedziawszy zapomnieli o jakimkolwiek zabezpieczeniu się, a pomimo magii na drugi dzień, kiedy Hermiona zdała sobie z tego sprawę, było już cokolwiek za późno. Zdążając z Weasleyami na misję, modliła się w duchu, by nie zaszła w ciążę.

- To tutaj — rzucił cicho Charlie. - Idziemy ostrożnie, nie wiemy co nas tam może czekać.
Szóstka osób kiwnęła mu głowami. Wszyscy byli mocno podenerwowani, wiedzieli, że jeden nieostrożny ruch czy decyzja i cała misternie planowana akcja, pójdzie w pizdu.
W sumie bez większych przeszkód podeszli do starego, opuszczonego domu, gdzieś na północy Anglii. Domisko rozpadało się lekko, strasząc strzaskanymi oknami, pourywanymi okiennicami i dziurawym dachem, stojąc pośrodku niegdyś pięknego ogrodu, teraz zarośniętego i zniszczonego. Opatuleni byli szalikami i grubymi pelerynami zarzuconymi na szaty, a i tak trzęśli się z zimna. Wnętrze domu też nie dało im ochrony przed zimnym powietrzem płynącym z pobliskich gór. Od razu po wejściu zauważyli, że zniszczoną drewnianą podłogę zaścielała gruba warstwa kurzu, zeschniętych liści i gdzieniegdzie również śniegu. W warstwie tej bardzo wyraźnie odcinały się lekko już zatarte ślady butów. Idący jako pierwszy profesor Flitwick, machnął krótko różdżką, mamrocąc zaklęcie mające ujawnić im, czy w budynku znajduje się ktoś jeszcze oprócz nich. Po kilku chwilach, gdy nic się nie stało, wiedzieli już, że są tam sami.
- Szukamy księgi. Być może ukryta jest przed naszym wzrokiem i może być tak, że znajdziemy ją tylko dzięki wibracji otaczającej jej magii — powiedział cicho. - Uważajcie na zaklęcia, które pewnie ją chronią, przypuszczam, że Sami - Wiecie - Kto nie szczędził środków. Wobec tego nawet nie próbujcie sami stawiać im czoła, wezwijcie resztę, razem jakoś przełamiemy tę magię — zarządził. - Hermiona idzie z Charliem na piętro, George penetruje kuchnię, Artur i ja salon i ten pokój przed nami, Wood, ty idziesz do piwnicy. Uważajcie na siebie.

Czarodzieje ostrożnie rozeszli się po budynku, trzymając różdżki w pogotowiu. Hermiona i Charlie weszli na piętro, starając się nie czynić hałasu skrzypiącymi schodami. Weasley wskazał ręką drzwi naprzeciw schodów i ruszyli w tamtym kierunku. Gryfonka sięgnęła do klamki i ostrożnie uchyliła ozdobne drzwi. Przyświecając sobie różdżkami, rozejrzeli się po przestronnym pokoju, który okazał się cudowną biblioteką. Zduszając w sobie przemożną chęć zostania tutaj i przeczytania każdej pozycji, Hermiona zaczęła przeglądać poszczególne półki, w poszukiwaniu jakiegoś niezwykłego tytułu. Po godzinie mozolnego szukania musiała przyznać, że w imponującym księgozbiorze, którego część z powodu magii nie da się dokładnie przeczytać, nie ma ani jednej książki, która choćby trochę przypominała ten starożytny wolumin. Odwróciła się więc zmęczona szukaniem, z zamiarem wyjścia na korytarz i zamarła przerażona. W progu drzwi, którymi tu przyszli stał wysoki, zamaskowany Śmierciożerca i celował do niej z różdżki. Charlie nawet go nie zauważył, tak bardzo pochłonięty był przeglądaniem ksiąg. Oceniając sytuację, Hermiona błyskawicznie sięgnęła po własną różdżkę, ale przeciwnik był dużo szybszy. Krzyknął "Expelliarmus", na co drewniana broń Gryfonów poleciała błyskawicznie w jego stronę. Dopiero to sprawiło, że Charlie zorientował się, że jeszcze ktoś tu z nimi jest. Cofnął się do Hermiony i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w kolejnych czterech mężczyzn, którzy pojawili się za plecami tego pierwszego.
- Idziecie z nami! - mruknął ten pierwszy, a magiczne sznury opasały dwójkę nastolatków. Upadli na podłogę z głuchym łoskotem i to właśnie ten rumor zaalarmował resztę czarodziejów. Kiedy wbiegali po schodach, natknęli się na ostrą reakcję Śmierciożerców i w obliczu śmigających im koło głów zaklęć, zmuszeni zostali do wycofania się. W ostatniej niemal chwili pan Weasley dostrzegł swego syna i Hermionę wziętych do niewoli, bo tuż po tym runął dach, odgradzając ich od sług Czarnego Pana.

Tuż po wylądowaniu w jakimś ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu pierwszym co Hermiona dostrzegła, był mnący w jej stronę oszałamiacz. Związana nie miała szans na unik, wobec czego upadła zemdlona na brudną podłogę. Nie miała więc szans wiedzieć, co działo się po porwaniu ich. A trzeba przyznać, że działo się całkiem sporo. Przede wszystkim Artur Weasley dostał ataku prawdziwej furii pomieszanej z histerią. Flitwickowi i Georgowi zajęło trochę czasu uspokojenie go i przetransportowanie do Nory. Trzeba przyznać, że atmosfera, jaka tam później zapanowała, przypominała coś w rodzaju stypy. Ron siedział przybity przed domem — nie mógł uwierzyć, że w jednej chwili stracił kolejnego brata i ukochaną i oczywiście o jej porwanie obwiniał za to cały świat, a nie siebie, reszta Weasleyów rozpaczała z powodu utraty kolejnego członka rodziny, Flitwick i Wood wyglądali jakby dostali po oszałamiaczu, a Harry, Slughorn i McGonagall byli przerażeni. Jedynie profesor Sprout wyglądała na najmniej zmartwioną i to właśnie ona wpadła na pomysł, by poinformować o sytuacji Kruma.
- Poczekajmy jeszcze chwilę — odezwał się niepewnie Harry.
- Potter, a na co ty chcesz jeszcze czekać? Aż znajdziemy ich zwłoki? Wtedy zaczniesz działać? - zirytowała się przysadzista nauczycielka.
Harry spojrzał na nią załzawionymi oczami i mruknął coś niewyraźnie.
- Co wtedy powiesz temu chłopakowi? - kobieta niemiłosiernie drążyła temat. - Nie znam go zbyt dobrze, ale z tego, co o nim słyszałam, podejrzewam, że jeśli dowie się, jaką informację przed nim zatailiście, niewiele obecnych tu osób będzie w stanie powstrzymać jego gniew. I wybacz mi, Harry, podejrzewam, że ty tego wtedy nie przetrwasz...
Nauczyciele spojrzeli na nią poważnie, a Minerwa odparła:
- Myślę, że tak i tak się wścieknie. Jest bardzo impulsywny.
- A to niech się wścieka — powiedział gniewnie Ron, podnosząc się z progu. - Wielki błąd zrobił, że mi ją odebrał, a jeszcze większy, że pozwolił jej na taką głupią decyzję. Pożałuje tego, że naraził Hermionę na niebezpieczeństwo spotkania Sami - Wiecie - Kogo.
- Ron — zaczął Harry polubownie — daj dziewczynie wreszcie spokój. - Jego głos stał się bardziej stanowczy. - Przykro mi, że po tylu latach naszej znajomości z Hermioną tak nisko ją oceniasz i traktujesz.
- O czym ty chrzanisz? - rozzłościł się rudzielec.
- Wiem dobrze, że nie zależy ci na Hermionie i chcesz ją mieć dla siebie tylko po to, by sprawić przyjemność twojej mamie.
- C-co t-ty? - wyjąkał zaskoczony Ron. Nigdy nie sądził, że ktoś, a już zwłaszcza Harry, mógłby odkryć jego prawdziwe zamiary wobec napuszonej Granger.
- Sądziłeś, że nie wiem, co chciałeś zrobić z Hermioną po waszym ślubie? Że marzy ci się przejęcie jej pieniędzy? Mówisz przez sen, Ron — powiedział dobitnie Potter. - Żałuję, że Viktor nie wpieprzył ci wtedy jeszcze mocniej. I wątpię, bym następnym razem go choćby próbował powstrzymać.

Hermiona obudziła się po kilku godzinach i rozejrzała dookoła, w totalnej ciemności dostrzegając jedynie niewyraźną sylwetkę leżącego na ziemi Charliego. Chciała wstać z podłogi, ale szybko się przekonała, że wciąż jest związana.
- Charlie - szepnęła, a kiedy się nie ocknął, zawołała go trochę głośniej. Jęknął, poruszając się niespokojnie i z trudem usiadł na ziemi, czego nie ułatwiały mu związane z tyłu ręce.
- Gdzie... Gdzie jesteśmy? - zapytał zachrypniętym głosem. Starał się rozejrzeć, ale ciemność pozwoliła dojrzeć mu tylko towarzyszkę niewoli.
- Nie mam bladego pojęcia — powiedziała cicho i niepewnie. - Myślę, że w jakimś zamku albo starym, opuszczonym dworze, bo jest tu bardzo wilgotno.
Charlie przejechał palcami po ścianie znajdującej się za nim i odparł:
- Chyba masz rację. Mam tylko nadzieję, że uda nam się stąd wydostać... Hermiono, powiedz mi... Ty naprawdę nie kochasz mego brata, tylko tego Bułgara?
- To chyba nie jest najodpowiedniejszy moment na tego typu rozmowy. W każdej chwili może ktoś tu przyjść i nas zabić!
- Wiem, dlatego chciałbym to wiedzieć. Znać przed śmiercią prawdę o twoich relacjach z Ronem.
W pomieszczeniu zapadła cisza, gdy siedemnastolatka zastanawiała się, w jakie słowa ubrać ma to, co chce przekazać koledze. W końcu się odezwała, mówiąc bezbarwnym głosem:
- Ron od zawsze był tylko moim kolegą, nikim więcej, chociaż wasza rodzina chciała byśmy byli parą. Ron jest rozkapryszony, ale sądziłam, że się zmieni. Pomyliłam się... Nigdy tego nikomu nie mówiłam, ale po śmierci Syriusza, Ron próbował wziąć mnie razu pewnego siłą. Zrzuciłam to wtedy na jego pijacki wybryk. Niedługo potem przeprosił mnie za swoje zachowanie, ale ja zaczęłam unikać sytuacji, w których musiałabym przebywać z nim sam na sam. Nie potrafię mu tak do końca zaufać. Gdy w moim życiu ponownie zawitał Viktor, zrozumiałam, że jedynym wyjściem od zaręczyn i ślubu z twoim bratem będzie związanie się z Viktorem... Pewnie zarzucisz mi, że oszukałam ich obu, tyle że ja naprawdę kocham Kruma i nie żałuję podjętej decyzji, chociaż wiem, że nie była ona delikatna.
Gdy skończyła mówić, w ciemności rozległ się szczęk powoli otwieranego zamka. Obydwoje zamarli, oczekując i nasłuchując. Nie mieli gdzie uciec ani jak się bronić.

Tymczasem w domu Weasleyów.
- Dlaczegu mnje tu ściągnęli? - mruknął groźnie Viktor, patrząc po twarzach zgromadzonych przez nią ludzi.
- Jest coś, co musisz wiedzieć, Viktorze — powiedziała miękko dobroduszna Molly. - Nasz syn - Charlie i Hermiona zostali porwani w czasie wykonywania misji. Zabrali ich Śmierciożercy. Niestety nie wiemy, czy zakładnicy żyją.
Na te słowa w jej oczach pojawiły się łzy, a w jego groźne błyski wściekłości.
- Co to ma znaczyć? Dlaczegu wy ne pilnowali Hermijony? - ryknął pełną piersią, aż zadzwoniły szkła w salonie. - Potter! To twoju wina! To ty namówił Hermijonę, by narażała dla ciebje życje!
- Uspokój się, Viktorze, odnajdziemy tę dwójkę i obiecuję ci, że ich odbijemy — powiedziała szorstko Minerwa McGonagall.
- To wy ne wjecie, gdzie ona teraz jest? - rozsierdził się jeszcze bardziej.
- Zapewniam cię, że już tam byśmy lecieli, gdybyśmy znali ich lokalizację — rzekł Wood. Krum spojrzał na niego, jakby dopiero teraz go zobaczył, kiwnął mu głową i powiedział:
- Ja ciebie znam... Ty grał przeciw mnie w meczu. Niezły obrońca.
- Dzięki — mruknął skonsternowany Wood.
- Viktor, znajdz... - zaczął Harry, ale Bułgar przerwał mu brutalnie.
- Potter! Lepiej szybku ją znajdźcie, bo nie ręczę za konsekwencje tegu, jak wy będziecie wyglądać, gdy ja z wami skończę! - wycelował oskarżycielsko palec w stronę chłopaka i syknął przez zaciśnięte zęby — Pamiętaj, Potter. Jeśli moju Hermijona zginie lub będzie mocno ranna, to nie Ten, Którego Imnienia Ne Wolnu Wymawjać, tylku ja będę twoju zgubą! Pamiętaj!

Z powrotem w celi Gryfonów.

Skrzypnęły otwierane drzwi i dwójkę jeńców oślepiło białe światło bijące z różdżek przybyszów. Hermiona i Charlie osłonili oczy, starając się dojrzeć kto wszedł ostatni. Dziewczyna dojrzała postawnego chłopaka o niemal białych włosach, który stanął zaskoczony na widok Granger.
- T-ty, ty t-t-tut-taj?
- A kogo się spodziewałeś? Gumochłona czy sklątki?
- Każdego, Granger, tylko nie ciebie... Ale to dobrze, przydasz mi się — powiedział spokojnie, gdy jego stalowoszare oczy przewiercały ją na wylot. - Zabrać ich do Czarnego Pana.
Gryfoni zbledli, słysząc słowa znienawidzonego Ślizgona, ale tylko Hermiona odezwała się zduszonym od emocji głosem:
- Zapłacisz mi za to, Malfoy! Jeszcze cię dopadnę, ty tleniona tchórzofretko!!!

1 976 czyt.
100%31
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 2140 słów i 12244 znaków, zaktualizowała 14 gru 2016.

1 komentarz

 
  • chaaandelier

    chaaandelier · 8 sie 2016

    Nie czytałam wszystkich część Pottera, ale Twoje opowiadanie jest zdecydowanie ciekawsze. Oby tylko udało się uwolnić Hermionę i nie myślałam, ze Ron jest aż tak podły.