Dramione - podwójne życie rozdział 28

Następny dzień przyniósł Hermionie szok i zdenerwowanie. A konkretnie ranek tego dnia. Pierwszym bowiem, co usłyszała tuż po przebudzeniu się w nie swojej sypialni, były słowa wypowiedziane z uczuciem wprost do jej ucha:
- Kocham cię.
Hermiona pisnęła przestraszona i wyskoczyła spod kołdry.
- Malfoy?!
- W nocy inaczej mnie nazywałaś – mruknął zadowolony, wpatrując się w nią z uśmiechem.
- Czego się gapisz?
- Bo jesteś piękna z tymi rozczochranymi włosami...i naga!
- Co?! – dopiero wtedy zauważyła, że faktycznie nie ma nic na sobie! – odwróć się! Muszę coś na siebie założyć!
- Tyle że mnie w ogóle nie przeszkadza widok twego nagiego ciała, Hermiono – powiedział podniecającym szeptem, wstając. On również był kompletnie goły.
- Malfoy! – zasłoniła oczy, odwracając się i starając czymś zakryć. Ale Draco podszedł do niej od tyłu i przytulił ją mocno.
- Nie pozwolę ci odejść po raz drugi – wyszeptał. – Zawaliłem wtedy i nie mam zamiaru zawalić teraz, rozumiesz? A ta noc pokazała, że mimo wszystko nie jestem ci obojętny. Ty nadal coś do mnie czujesz. Wiem to!
- Byłam zła na Wiktora! – jęknęła, drżąc w jego objęciach.
- Gdybyś była na niego zła i chciała się tylko na nim odegrać, wybrałabyś kogokolwiek innego. Nie mnie! Znam cię, Hermiono.
- Nieprawda! Nic o mnie nie wiesz! – wrzasnęła, wyrywając się z jego objęć.
- Tak sądzisz? – zapytał cicho. – Wiem, jaki dżem na grzankach lubisz, ile łyżeczek cukru sypiesz do porannej kawy. Wiem, że gdy śnią ci się koszmary, próbujesz wyłamać mi rękę. Wiem, że uwielbiasz lawendę i kokos, a nienawidzisz olejku różanego... Hermiono, ja naprawdę wiem, jaka jesteś. Kocham cię. Tak naprawdę nigdy nie przestałem – ponownie wziął ją w czułe objęcia. – Wczoraj nie dałaś mi w pysk, gdy cię pocałowałem, a gdybyś naprawdę była na mnie zła, właśnie tak byś zareagowała...
- Draco, jestem z Wiktorem! – jęknęła ponownie.
- Naprawdę? To dlaczego tę noc spędziłaś w moim łóżku, krzycząc moje imię, gdy szczytowałaś? Gdyby ten kretyn naprawdę o ciebie dbał, zrobiłby wszystko, żeby wczoraj zaciągnąć cię do pokoju i pozbawić cię tych ciuszków. Ale najwyraźniej jest na tyle głupi, że nie widzi, jakie szczęście ma przed sobą. Błagam, daj mi szansę! Ostatni raz, a obiecuję, że cię nie zawiodę! Będziesz najszczęśliwszą kobietą na świecie.
- Draco, ile szans już zawaliłeś? – zapytała cicho i z bólem w sercu.
- Wiem, że kilka, ale teraz już tak nie będzie. Obiecuję! Miona, błagam... chcesz, to złożę Przysięgę Wieczystą! – klęknął przed nią.
- Zwariowałeś?! Umrzesz, jeśli jej nie wypełnisz! – przestraszyła się.
- A więc umrę – odparł, tuląc się do niej. – Bo moje szczęście kończy się o krok od ciebie!
- Draco, ja... Przepraszam, ale nie potrafię...
Spojrzał na nią z miną zbitego psa i podniósł się z kolan.
- Rozumiem – kiwnął tylko głową. – Ale musiałem spróbować.
- Przepraszam cię – wyszeptała jeszcze i wybiegła z jego sypialni, po drodze zgarniając swoje ciuchy. Nieco zmartwiony Ślizgon usiadł na łóżku. Czy to możliwe? Czyżby faktycznie go nie kochała? Dlaczego więc co innego widział w jej oczach podczas tej upojnej nocy? A może po prostu to on się pomylił? Może tylko chciała się odegrać na tamtym idiocie? Ale przecież ona taka nie była! Nie potrafiła być wredna i dwulicowa! Nie jego Hermiona. Jego? Czy była jeszcze szansa na to, żeby kiedykolwiek była jego? Miał taką nadzieję, lecz palącą się coraz słabszym ogniem...
Hermiona tymczasem oparła się ciężko o drzwi swojej sypialni, oddychając niespokojnie. Była przestraszona i kompletnie ogłupiała słowami Ślizgona.
Kochał ją? Ale jak to? Sądziła, że jej nienawidził, że... No właśnie. Co? Przecież przysłał jej te wszystkie piękne kwiaty, co do tego nie miała żadnych wątpliwości, w nocy szeptał jej czułe słówka, był takim romantycznym kochankiem... A Wiktor? On lubił na ostro. Nigdy też nie powiedział jej w czasie seksu, że ją kocha. To bolało, choć starała się nie zwracać na to zbytniej uwagi. Ale prawda była taka, że jej obecne przerażenie wynikało z tego prostego faktu, że kompletnie nie czuła żadnych wyrzutów sumienia!
- Cholera, Draco – wyszeptała. – Coś ty narobił?!

Pierwszy tydzień egzaminów minął nadzwyczaj szybko. Ze względu na późną porę OWUTEM-ów, Prefekci Naczelni zostali zwolnieni ze swoich obowiązków, by do reszty poświęcić się nauce i powtarzaniu materiału. Wobec tego dwójka byłych kochanków miała dość okazji, by poprzebywać sam na sam. Ale praktycznie do tego nie dochodziło. Hermiona niemal zawsze uciekała, gdy tylko Ślizgon zjawiał się w pobliżu niej.
Nie zrażało to bynajmniej Draco, który wynajdywał najróżniejsze powody, by ją o coś zagadnąć i najczęściej był to materiał powtórkowy. Uwielbiał słuchać jej głosu, gdy tłumaczyła mu dany fragment. I choć wiele z tego już umiał, nigdy nie odmawiał sobie przyjemności, jaką dawała mu ich wspólna nauka... Dodatkowo cieszył go fakt, że od czasu ów feralnej randki, Hermiona ani razu nie spotkała się z Wiktorem. Głównym tego powodem był brak czasu z jej strony, ale nawet na miłosne listy Bułgara nie odpowiadała z takim entuzjazmem, jakiego możnaby się spodziewać po zakochanej osobie... A że Bułgar najwyraźniej postanowił przebłagać swoją dziewczynę za pomocą nieudolnie pisanych wierszy, które produkował w zastraszającym tempie, przysyłając jej minimum jeden na dzień, zirytowało to w końcu samą Hermionę. Wysłała mu, ku oczywistej uciesze Ślizgona, całkiem porządnego Wyjca! Po tym nie otrzymała już od chłopaka ani jednego listu, co pozwoliło jej wreszcie konkretnie skupić się na nauce.

- Mam dość – powiedziała w końcu Hermiona, opadając bez życia w piątkowy wieczór na kanapę w Pokoju Wspólnym Gryfonów z Ginny u boku.
- To po co wybierałaś sobie tyle przedmiotów? – zaśmiała się Ruda. – Mogłaś wybrać te, co ja...
- Ale ty nie będziesz musiała pracować przy Malfoy’u, bo zapewni ci wszystkie wygody.
- No ale nie powiesz mi chyba, że Krum tobie nie? Jako Minister Magii musi mieć przecież kupę kasy!
- Nie jestem z Wiktorem ze względu na pieniądze, Ginny!
- Ja z Lucjuszem też nie! – zauważyła Wiewióra chłodno.
- Wiem, Ginny... Wiem – westchnęła ciężko.
- Ej, co się dzieje? Nie układa wam się?
- Sama nie wiem... Ta odległość, która nas dzieli jest dość...niekomfortowa. Chciałabym mieć go przy sobie cały czas, a nie wtedy, kiedy on może... Mam wrażenie, że to jest takie jakieś...upodlające. Że wzywa mnie tylko, kiedy ma ochotę na seks.
- Więc powiedz mu, że nie zgadzasz się na coś takiego.
- Powiedziałam, to się obraził, a potem próbował mnie przebłagać tymi idiotycznymi wierszykami.
- Udało mu się? – zachichotała Ruda.
- Wysłałam mu Wyjca, żeby przestał, ale...
- Ale co? Hermiono, przecież widzę, że coś jest na rzeczy.
- Chodzi o Draco – bąknęła, chowając twarz w dłoniach.
- No i?
- Mogłabyś mnie nie popędzać? – zirytowała się brunetka. – To nie jest łatwe... Cholera, Ginny, on powiedział mi, że żałuje tego, że pozwolił mi odejść, że chce spróbować jeszcze raz, bo teraz już niczego nie popsuje...
- To wspaniale! – wykrzyknęła Ginny, a przyjaciółka spojrzała na nią w tej chwili mało przyjaźnie.
- Powiedział też, że mnie kocha.
- Co powiedział? – wydarła się tak, aż spojrzało na nią kilka osób w Pokoju Wspólnym, ale Ginny bynajmniej się tym nie przejęła. – Co powiedział? – powtórzyła ciszej, ale wciąż w szoku.
- Że nadal mnie kocha, Ginny – jęknęła. – Na gacie Merlina...
- No dobrze, a ty?
- Co ja?
- Kochasz go?
- Przecież jestem z Wiktorem!
- Który ostatnio potężnie cię denerwuje – zauważyła beznamiętnie Wiewióra.
- To fakt...
- No właśnie. Więc się ciebie pytam. Kochasz Wiktora, czy Draco?
- Nie wiem, Ginny... Ja...ja się z nim przespałam – wyznała zarumieniona.
- No to raczej normalne, skoro jesteście parą.
- No właśnie nie jesteśmy.
- To zerwałaś z Wiktorem? To, czemu nie lecisz do Draco?
- Nie, nie zerwałam, o czym ty mówisz?
- No to ja już zupełnie nie rozumiem tego, że wstydzisz się przyznać, że spałaś z własnym chłopakiem.
- Ginny...
- Nie, ja z tobą nie wytrzymam! Chodź! – pociągnęła ją w stronę dziury pod portretem Grubej Damy, a potem korytarzem do jakiejś pustej klasy. I pozwoliła się jej odezwać dopiero, jak zamknęła za nimi drzwi. – A teraz gadaj po ludzku, a nie tak, jak gęś z prosięciem! Składnie i po kolei. Z kim się przespałaś i dlaczego?
- Z Draco!
- O kurczę!
- No właśnie – Hermiona usiadła sobie na jednej z ławek. – A rano powiedział, że mnie kocha. I ja...ja mu chyba wierzę, Ginny. Zastanawiałam się nad tym naprawdę długo i wydaje mi się, że raczej nie kłamał.
- Ale, Hermiono... Jak to się w ogóle stało? Wziął cię siłą, czy jak?
- Nie – pokręciła stanowczo głową. Zapatrzyła się w okno, milcząc przez chwilę. W końcu jednak zaczęła opowiadać. O tym, jak Ślizgon ją pocałował przed jej randką z Wiktorem, o tym, jak się czuła, siedząc na tym nieudanym spotkaniu. Że Wiktor w ogóle nie rozumiał jej pretensji. W końcu doszła do nocy spędzonej z blondynem w jego łóżku i rozpłakała się rzewnie.
- Wiesz, co w tym wszystkim jest najgorsze? – chlipnęła w końcu.
- Co takiego, skarbie? – Ginny objęła ją czule, głaszcząc po włosach.
- Po tym wszystkim nawet nie miałam wyrzutów sumienia! – załkała.
- Bo najwyraźniej nie kochasz Wiktora. Gdyby tak było, nigdy nie poszłabyś do łóżka z Draco, Hermiono.
- I co według ciebie powinnam teraz z robić? – zapytała beznadziejnie smutno.
- Zerwać z Wiktorem i wrócić do Draco – odparła natychmiast młodsza Gryfonka.
- Merlinie, Ginny, jakie to u ciebie wszystko proste!
- Bo takie właśnie jest! Nie kochasz Wiktora i dobrze o tym wiesz, tylko nie chcesz się do tego przyznać... Prawda jest taka, że ty nigdy nie przestałaś kochać fretki...
- A jeśli znowu mie skrzywdzi?
- Hermiono, uwierz mi, że ten jełop dobitnie zrozumiał, jakim szczęściem dla niego byłaś. Więc weź i zrób mi tę przyjemność i kopnij tego bułgarskiego młotka w tyłek, dobrze? On na ciebie nie zasługuje!
Hermiona westchnęła rozdzierająco i spojrzała w okno, mrużąc oczy przed rażącymi promieniami powoli zachodzącego słońca. Jej myśli pędziły jak oszalałe, gdy analizowała to wszystko w swej głowie.

552 czyt.
100%141
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1977 słów i 10820 znaków.

1 komentarz

 
  • joy

    joy · 8 lutego · 201425555

    piszesz na pesi?