Dramione - niechciany obrońca rozdział 28

Draco schował się za jedną z kolumn, pociągając za sobą Rudą. W ten sposób uchronił ich oboje przed paskudnym zaklęciem wymierzonym z nich przez Percy’ego. Mała Wiewióra była wściekła na swojego starszego brata i wyraźnie było widać, że gdyby tylko mogła, to zemściłaby się na nim dość dotkliwie.
- Później go zabijesz! – mruknął jej do ucha, uśmiechając się wrednie. – Już ja się o to postaram... Tylko mi tu nigdzie nie zgiń, bo Potter mnie zatłucze...
Wyjrzał zza tymczasowego schronienia i strzelił Avadą w Mcnaira, który raz za razem atakował Lovegood. Śmierciożerca padł martwy na posadzkę. W komnacie rozległ się wrzask wściekłości Voldemorta, gdy ten dojrzał padającego towarzysza, lecz McGonagall, Slughorn i pan Wesley skutecznie uniemożliwiali mu zaatakowanie dzielnego Ślizgona.
Komnata, choć swą wielkością nie umywała się w żadnym wypadku do Wielkiej Sali, też dawała nieźle pole do popisu, wobec czego obie strony miały wyrównane szanse. A trzeba było przyznać, że Zakon atakował naprawdę zawzięcie i ostro, używając wielu Niewybaczalnych, pod których wpływem padało coraz więcej Śmierciożerców. Jednakże i oni nie pozostawali dłużni, Draco widział zemdlonych Lovegood, Cho Chang i Wooda, i rannych Georga Weasley’a i Nevilla Longbotoma, których niewalczący jeszcze czarodzieje wyciągali na korytarz.
Skrzywił się, widząc, że jego ojciec wciąż niestety walczy i nadal jest szaleńczo groźnym przeciwnikiem. Dwukrotnie strzelił w niego oszałamiaczem, lecz dwukrotnie chybił.
- Nie pokonasz mnie, synu! – warknął starszy Malfoy.
- Żebyś się nie zdziwił! – odkrzyknął Draco. – Serpensortia!
- Tylko na tyle cię stać? – zadrwił arystokrata, leniwym ruchem likwidując wyczarowane przez syna węże. – Drędwota!
- Impervius!
- Przyłóż się, chłopcze! – prychnął rozjuszony postawą Dracona, Lucjusz. – Avada Kedavra!
- Eure!* – ryknął Draco. Powietrze wokół niego zafalowało, pochłaniając czarnoksiężną klątwę. Młodzieniec zachwiał się, osłabiony działaniem magii. Oparł się barkiem o kolumnę, by nie upaść.
- Jesteś słaby! – Lucjusz, choć zaskoczony obroną chłopca, nie zrezygnował z ponownego zaatakowania go. Zamysł ten udaremnił mu jednak Krum.
- Incendio! – wrzasnął, podpalając szatę blondyna i pomógł ustać na nogach Draconowi.
- Błahe sztuczki, kretynie! – syknął Lucjusz, gasząc płomienie i atakując Bułgara. – Avada!
- Eure! – krzyknął ponownie Ślizgon, chroniąc chłopaka przed niechybną śmiercią. Wiktor nie zdołał go jednak utrzymać i blondyn osunął się ciężko na kolana. Zaskoczony Lucjusz zaniechał obrony, co momentalnie wykorzystał bułgarski szukający, obezwładniając dumnego arystokratę.
- Pradawne zaklęcia! – wysyczał naraz podekscytowany Voldemort, a na jego płaskiej twarzy pojawiło się cos na kształt zwycięskiego uśmiechu. – drogi Draconie, zadziwiasz mnie... Jakimś niepojętym dla mnie sposobem poznałeś moc pradawnych zaklęć. Jestem doprawdy zdumiony twoim osiągnięciem... A teraz... zanim zginiesz, wyjawisz mi wszystko, co o nich wiesz! – powiedział cicho, jednym machnięciem różdżki odpychając od siebie walczących z nim Bill’a Weasley’a, Flitwicka, McGonagall i Pomonę Sprout. Czwórka czarodziei uderzyła głucho o przeciwległą ścianę i zsunęła się ciężko na ziemię. Krum widząc maszerującego w ich stronę Pana Ciemności, wycofał się do członków Zakonu, zostawiając na pastwę czarnoksiężnika osłabionego blondyna. Na ten widok Hermiona aż zgrzytnęła zębami z bezsilnej wściekłości!
- Niczego się od niego nie dowiesz, Marvolo! – rzucił Harry, podbiegając do Ślizgona i osłaniając go własnym ciałem. – Nie mam pojęcia, skąd on zna te zaklęcia, i choć go nie lubię, nie dopuszczę do tego, by wpadły one w twoje brudne łapska!
Wściekły Voldemort zatrzymał się być może z dziesięć metrów od dwóch szukających, a jego poplecznicy ustawili się za nim półkolem. Zakon wykonał podobny manewr. Nikt już nie walczył, wszyscy zrozumieli, że oto przyszedł czas na ostateczny pojedynek. Na śmierć i życie.
- Jesteś bezczelny, jak zawsze, Harry Potterze! – syknął Czarny Pan.- Ośmielasz się stanąć na mej drodze do pełni władzy... Cóż, powiem szczerze, że aż boli mnie ta twoja głupota, by sądzić, że ze mną wygrasz.
- Ja nie sądzę... ja to wiem! – rzucił buńczucznie Harry, odpychając lekko Malfoya.
- Odsuń się, Potter! – warknął cicho blondyn i chwiejąc się, stanął na nogi.
- Nie! Jesteś wykończony... idź!
- To moja walka!
- Nasza! – poprawił go równie cicho Bliznowaty, cały czas nie odrywając wzroku od przeciwnika.
- Obaj jesteście głupami! I obaj zginiecie! – machnął różdżką, unieruchamiając wszystkich w miejscu, łącznie ze swymi ludźmi i za wyjątkiem przestraszonego Draco. Podszedł do niego i zacisnął mu swoje długie palce na szyi. – A teraz mi wszystko wyznasz... Legillimens!
Draco skrzywił się mimochodem, starając się wypchnąć wężoustego ze swego umysłu. Trudno było mu z nim walczyć, bo coraz mocniej brakowało mu powietrza. Z rozpaczą jawnie wymalowana na twarzy zwrócił wzrok ku ukrytej za magiczną barierą Hermionie. Jak przez mgłę słyszał szydercze śmiechy Śmierciożerców i przestraszone okrzyki Pottera i jego bandy, którzy niewiele mogli zdziałać. A właściwie to nic. Pomyślał o ukochanej i o tym, że jeśli zginie, to nikt nie cofnie zaklęcia, które ją chroni, a co za tym idzie, nikt jej nie znajdzie, a ona tam umrze.
- Chcesz wejść do mojej głowy? – zapytał nagle Czarnego pana i bez strachu spojrzał mu w czerwone ślepia węża. – Więc przyszykuj się na niecodzienne doznania! – powziąwszy szaleńczy pomysł, wpuścił czarnoksiężnik do swego umysłu, kierując go dokładnie tam, gdzie chciał i pokazał mu to, o czym w danej chwili myślał.
- Ty! – ryknął Voldemort, a jego oczy otwarły się szeroko, gdy poznał zamysł chłopaka. Próbował się wycofać i wyrwać, ale ten schwycił go jakimś nieznanym zaklęciem tak mocno, że nawet on, największy czarnoksiężnik wszech czasów nie miał dość siły, by się uwolnić.
- Nigdy nie opanowałbyś tych zaklęć, Riddle – warknął Draco, uwalniając się od jego uścisku nieprzyjemnie zimnych dłoni. – Jesteś przegranym i nigdy w twej historii nie miało być zwycięstwa. A teraz sczeźnij na wieki! Mortaddin!**
Nagle całe pomieszczenie wypełniło przeraźliwe wycie, a Voldemort zwinął się na podłodze z niewyobrażalnych mąk. Zaklęcie krępujące czarodziei przestało działać, przez co ci z impetem polecieli do przodu.
- Horkruksy! – pisnął przerażony Ron, z przejęciem wsłuchując się w wycie.
- Umierają – szepnęła Luna, podchodząc do rudzielca.
- Nieee!!! – wrzask młodej kobiety zagłuszył na chwilę agonalne krzyki umierających cząstek duszy Czarnego Pana. Spomiędzy odrętwiałych Śmierciożerców wypadła naraz Parvati i rzuciła się w stronę leżącego na podłodze Riddle’a. Polożyła mu sobie głowę na kolanach, zanosząc się spazmatycznym płaczem. A jego ciało robiło się coraz bardziej przezroczyste. Wszyscy mogli wtedy dostrzec, że od środka wygląda tak, jakby było żywcem wypalone. Aż nagle rozpadło się w drobny pył. Gdy krzyki ucichły, Śmierciożercy, do których wreszcie dotarło, co się wydarzyło przed chwilą, zaczęli w panice uciekać, nieomal tratując ciężarną dziewczynę. Rzucili się w stronę poukrywanych w ścianach drzwi, lecz wtedy do akcji wkroczyli, jak zwykle spóźnieni Aurorzy.

Draco rozejrzał się uważnie i z ulgą spostrzegł, że jego najlepszy przyjaciel jest cały i zdrowy i ze skruszoną miną rozmawia z McGanagall, a z Zakonu nikt nie zginął. Odwrócił się, chcąc zlikwidować zaklęcie chroniące Hermionę, gdy nagle otrzymał potężne uderzenie w szczękę. Zdumionym wzrokiem spojrzał na niewiele niższego od siebie Bułgara i zapytał:
- Co ci odpierdala, Krum?
- Gdzie jest moju Hermijona? – warknął rozsierdzony szukający.
- W bezpiecznym miejscu! – odszczeknął się drugi zawodnik Qudditcha.
- Ty! – ryknął Wiktor. – Ty, zwróć mi ją, bo...
- Bo co? – przerwał mu Draco. – Widziałeś, co zrobiłem z Voldemortem... Jesteś pewny, że chcesz się ze mną zmierzyć w pojedynku?
- Ja... Malfoy, ja tylku chcę ją odzyskać... Tu wszystko. Ja za nią tęsknił. Nie widział ja jej tyle miesięcy.
- Wiem – burknął Draco i wyminął przybitego chłopaka. Wymamrotał jakąś formułkę zaklęcia. Po chwili wszystkim ukazała się cala i zdrowa Hermiona, ale bez brzucha, co oznaczać mogło, że Ślizgon go jeszcze z niej nie zdjął.
- Hermijona! – wrzasnął Wiktor i puścił się biegiem w jej stronę. Dopadł do niej i porwał ją w ramiona, całując zachłannie, a po jego policzkach spływały obficie łzy.



* Eure - Potężne zaklęcie wytwarzające magiczną tarczę, która pochłania moc wszystkich czarnomagicznych zaklęć. Tarcza ta jednak nie oddziałuje na inne zaklęcia poza czarnomagicznymi i te po prostu przelatują przez nią, jakby nie istniała.  
** Mortaddin - bardzo potężne zaklęcie uśmiercające. Prawie nigdy nie udaje się go odbić, ma taka moc, że mogło by zabić 300 smoków za jednym razem. Jest o wiele mocniejsze niż Avada Kedavra.
Obydwa zaklęcia wymyślone są przez J.K.Rowling

2 041 czyt.
100%31
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1598 słów i 9565 znaków, zaktualizowała 16 sty 2017.

1 komentarz

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 16 sty 2017

    Ojej! Super! Ale chyba nie masz jeszcze zamiar tego kończyć? Bo było by naprawdę szkoda.