Dramione - niechciany obrońca rozdział 12

Dramione - niechciany obrońca rozdział 12Draco odwrócił się gwałtownie do drzwi i ryknął pełną piersią:
- Wlazł!
Do środka wsunął się ojciec Dracona i Teodor Nott, przyjaciel młodego Malfoya.
- Ohoho! Coś ty zrobił tej szlamie, że ją magomedyk bada? - zainteresował się starszy blondyn.
- Nic — odparł prawdomównie Draco. - Zemdlała, nie wiem czemu. Właśnie miałem się dowiedzieć co jej jest, to żeście tu przyleźli! - zirytował się nagle.
- Co się wkurzasz, stary? Dowiemy się wspólnie co jej jest — zdziwił się Nott.
Ślizgon spojrzał krzywo na swego przyjaciela i zwrócił się do magomedyka:
- No? I co jej jest?
- Panicz wybaczy, ale nie mogę wyjawić tego przy postronnych osobach — mruknął mężczyzna.
Zirytowało to starszego Malfoya, który rozeźlony podszedł do niego i syknął przez zęby:
- Wyrzucasz nas?
- Pan wybaczy, panie Malfoy, ale to pański syn mnie tu wezwał, poza tym rzecz dotyczy jego służącej i tylko jemu mogę przekazać te informacje — wyglądał na przestraszonego, ale i nieugiętego.
- Poczekajcie na zewnątrz, co?... No? Powiesz wreszcie, o co ten cały cyrk? Co jest tej idiotce?
- Panna Granger jest przy nadziei.
- Co? - Draco wyglądał, jakby całkowicie nie zrozumiał, co się do niego mówi.
- Paniczu Malfoy, mówię, że Granger jest w ciąży. Zostanie pan ojcem, gratuluję!
- Jakie gratuluję, jaka ciąża? Odwaliło ci człowieku? O czym ty w ogóle gadasz? Ona nie może być w ciąży!
- No ale jest! Nic na to nie poradzę. Co prawda to wczesny stan, ale nie ma co do tego żadnych wątpliwości!
- Ja pierdolę, Granger! W coś ty nas, idiotko wciągnęła!?
- A więc to panicz jednak jest ojcem?
- Nie! - ryknął na niego. - Nie jestem. Ale wszystko mi skomplikowała!
- Przykro mi... To ja już odejdę, jeśli można.
- Można, spieprzaj, ale bądź cały czas dostępny! Kiedy się wybudzi?
- Nie dalej za pół godziny — wyjaśnił jeszcze i wyszedł z komnaty. Na korytarzu skłonił się obydwu Śmierciożercom i oddalił się nierównym krokiem.
W tym samym czasie Dracon usiadł ciężko na sofie, na której leżała już Hermiona. Spojrzał na nią wściekły. Miał ochotę ją udusić!
- Jak tam? - usłyszał za sobą.
- Dupiato — powiedział ponuro i zgodnie z prawdą.
- A to czemu? - zainteresował się Ted. - Co ten magomedyk ci powiedział?
- Coś, co jest tylko i wyłącznie moją sprawą i nic wam do niej. Sam sobie poradzę... Czego chcecie, tak w ogóle?
- Ejże! Nie powiesz nam?
- Nie! - zirytował się blondyn. - Chcecie czegoś ode mnie czy przyszliście tak tylko, truć mi dupę?
- Synu! Uważaj, do kogo się zwracasz! - zagrzmiał wzburzony starszy Malfoy.
- Uważam, mówię do mego przyjaciela i popieprzonego ojca, na którego nigdy nie mogłem liczyć! W żadnej sprawie! Nic ode mnie nie chcesz? To wypieprzaj, nie mam ochoty na tępą rozmowę z tobą! Żałuję, że matka nie żyje, ona jedna zawsze mnie rozumiała!!! - wybuchnął nagle młody Ślizgon.
- Nie wspominaj przy mnie tej zdradliwej suki! Nie mogę uwierzyć, że nas zdradziła i chciała przejść na stronę Pottera! - Lucjusz wyglądał, jakby za chwilę miał się zagotować z wściekłości. Wyszarpnął swą różdżkę z ozdobnej laski, którą zawsze ze sobą nosił i wycelował w syna. Nott cofnął się zaskoczony, ale nie z Draco takie numery. Błyskawicznie rozbroił swego rodziciela, za pomocą potężnego zaklęcia rzucając białowłosym mężczyzną o ciemnozieloną ścianę, po której osunął się ciężko.
- Wynoś się stąd, kretynie! - warknął, kolejnym machnięciem różdżki, otwierając drzwi do komnaty. Gdy ten wyszedł, Draco zwrócił się do swego przyjaciela. - Po co żeście tu przyleźli?
- Pan wzywa na kolejną naradę. Podobno ktoś wydał Potterowi miejsce przetrzymywania naszych jeńców. Podobno jest wściekły — rzekł ponuro Ted, patrząc poważnie na przyjaciela. - Nie mam pojęcia o kogo chodzi.
Draco zbladł gwałtownie, ale starał się zachować swą maskę obojętności.
- A więc wkrótce okaże się, kto jest tym bezczelnym szczurem — powiedział, odwracając się do leżącej na kanapie dziewczyny. - O której zebranie? - zapytał jeszcze przez ramię.
- Za godzinę - usłyszał odpowiedź.
- Będę - skinął głową. Przyjaciel poklepał go jeszcze po ramieniu i wyszedł z komnaty.
- Musimy porozmawiać, Granger — mruknął Dracon, machając różdżką w stronę dziewczyny. Otworzyła oczy i usiadła na kanapie, trzymając się za głowę.
- Co się stało? - zapytała.
- Zemdlałaś.
- Dlaczego?
- Bo jesteś w ciąży!

Tymczasem w Norze w pokoju Ginny.
- Harry, musisz wreszcie sobie wybaczyć! To, że tak ciągle się zamartwiasz, nic ci nie pomoże, a wręcz jeszcze mocniej zaszkodzi — powiedziała Ginny, starając się go pocieszyć. - Odkąd Hermiona zniknęła, nie robisz nic innego, jak jeszcze mocniej o wszystko się obwiniasz. Wpadniesz przez to w depresję.
- Ginny, to moja wina, że twój brat i nasza przyjaciółka zostali porwani — rzekł ponuro, targając swoje czarne, wiecznie zmierzwione włosy.
- Harry, dajże już spokój! - zirytowała się Wiewióra i trzepnęła go w ten czarny łeb.
- Ginny, to nie tak... Miona jest dla mnie kimś więcej, niż tylko przyjaciółką — szepnął Harry, patrząc na swoją dziewczynę spode łba wzrokiem wyrażającym smutek i pełną niewinność.
- Co ty gadasz, kretynie?
- Ginny, ja... Ja ją kocham. Co prawda nie tak, jak ciebie, ale ją kocham — wyznał.
- Co proszę? - syknęła rudowłosa. Harryego przebiegł dreszcz. Nie lubił denerwować swojej dziewczyny. Od zawsze kończyło się to dla niego źle.
- Przepaszam — szepnął. - Nie chcę cię skrzywdzić, ruda. Kocham cię i nigdy nie przestanę. Tylko ty jesteś dla mnie ważna. Hermiona jest moją przyjaciółką i to, że ją kocham nie znaczy, że zostawię cię dla niej, rozumiesz?
- Nie, nie rozumiem — zdenerwowała się, zrywając się na równe nogi.

- Viktor, wiemy gdzie jest twoja dziewczyna — powiedziała spokojnie McGonagall. Podpity Bułgar spojrzał na nią podkrążonymi oczami.
- Co? - zapytał ochrypniętym głosem. Ledwo siedział na kanapie, kiwał się z boku na bok, a większą część podłogi i stolik przed nim zaścielały puste butelki po Ognistej i Brandy.
- Krum, wiemy gdzie jest Hermiona! - powiedziała głośniej nauczycielka, potrząsając nim mocno za ramię. Młody mężczyzna chrząknął coś niewyraźnie i zwalił się na puch kanapy. Po chwili dobiegło ją głośne pochrapywanie. Spał rozwalony w niedbałej pozycji.

Ponownie w zamku Voldemorta.
- Coś ty powiedział? - Hermiona wpatrywała się w blondyna jak sowa.
- To, że jesteś w ciąży, kretynko! Czy ty zdajesz sobie sprawę, w jakiej sytuacji nas postawiłaś? Wszyscy pewnie będą teraz sądzić, że to mój bachor! Ponadto niebezpieczeństwo wzrosło dwukrotnie! - warknął, łapiąc ją za ramiona i potrząsając nią mocno. - Granger, czy ty zawsze musisz być taka głupia? Dałaś się zaciążyć temu kretynowi?
- J-ja nie mia-a-ałam pojęcia — jęknęła. Nie mieściło jej się w głowie to, co przed chwilą usłyszała od chłopaka. Przecież to po prostu było niemożliwe! - Skąd o tym wiesz?
- Wezwałem zaprzyjaźnionego magomedyka, on stwierdził twoją ciążę — powiedział ponuro i zerknął na zegarek. - Teraz muszę już iść. Radzę ci poważnie zastanowić się co z tym fantem zrobić.
Pełnym obrzydzenia gestem wskazał na płaski brzuch dziewczyny i zamaszystym krokiem wyszedł z pomieszczenia.
Dziewczyna została sama. Nagle poczuła na piersi zimno. Spod koszulki wygrzebała łańcuszek, na którego końcu wisiało srebrne serduszko. Obejrzała je uważnie i nagle dojrzała niewielkie zawiaski. Ostrożnie otwarła wisiorek i ujrzała w środku jej i Viktora zdjęcie zrobione niedługo po tym, jak opuściła Rona. Z jej oczu popłynęły jej gorące łzy.

2 961 czyt.
100%2
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1430 słów i 7944 znaków, zaktualizowała 14 gru 2016.

Dodaj komentarz