Dramione - podwójne życie 17.

- Spóźniłaś się — powiedział Lucjusz beznamiętnie, patrząc na stojącą przed nim Weasley'ównę.
- Nie moja wina — odparła ta natychmiast — Tylko tego tlenionego palanta — wskazała na Dracona.
- Ej! - oburzył się chłopak. - To mój naturalny kolor włosów, rudzielcu!
- Spokój! - syknął starszy Malfoy. - Granger, czego chciał od ciebie ten przygłup?
- Pamiętaj, kochany, że ten przygłup zostanie twoim szwagrem! - warknęła Ginny, lecz oczy jej się śmiały.
- Bardzo będziesz zła, jeśli pozbawię cię jednego z braci? - zapytał Lucjusz, sadzając sobie dziewczynę na kolanach.
- Jakoś chyba to przeżyję...
- To dobrze. No, Granger, więc czego chciał? - zapytał ponownie.
- Stwierdził, że popełnił ogromny błąd, zdradzając mnie i wiąząc się z tamtą kobietą — westchnęła i usiadła naprzeciw przyszłego teścia. - Powiedział nam również, że nie widzi się już w roli tatusia i chciałby do mnie wrócić...
- Mówiłem, że to przygłup! - Lucjusz pokręcił zrezygnowany głową. - I sądząc po zadowolonej minie mojego syna, poinformowałaś o tym Weasley'a w jakiś widowiskowy sposób, prawda? - zaśmiał się.
- Prawda — przytaknęła Gryfonka i również się roześmiała. - Trochę poczarowałyśmy z Ginny.
- Zachowanie godne Ślizgona — mruknął Lucjusz, składając na ustach rudowłosej namiętny pocałunek. - A jak było na zakupach?
- Miło. Co prawda nic jeszcze nie kupiłam, ale mam kilka sukienek na oku. Pewnie w niedługim czasie którąś z nich wybiorę — powiedziała Wiewióra.
- Dobrze i pamiętaj, że masz się nie bać, wydawać pieniędzy. Moja żona ma mieć wszystko, co najlepsze.
- Lucjuszu, dobrze wiesz, że nie zależy mi na bogactwie, tylko na tobie — odparła Ginny. - Gdyby to ode mnie zależało, cały majątek przepisałabym na blondaska.
- Cieszę się więc, że mam tu jeszcze coś do powiedzenia...
- Merlinie ratuj — jęknął Draco, za co natychmiast został obdarowany wściekłymi spojrzeniami swojego ojca i przyszłej macochy. - Dobra, ale zmieniając temat. Ojcze, co robicie w przyszły weekend?
- Jeszcze nic nie zaplanowaliśmy, a dlaczego pytasz? - zainteresował się Malfoy senior.
- Mam wtedy koncert w Londynie i byłbym naprawdę szczęśliwy, gdybyście zjawili się tam wraz z Ginny — wyjaśnił Smok.
- A co z Hermioną? - zapytała Ruda.
- Moje szczęście jedzie tam ze mną dwa dni wcześniej.
Weasley'ówna spojrzała pytająco na narzeczonego. Lucjusz uśmiechnął się do niej łagodnie i powiedział:
- Pójdziemy. Ale chciałbym spotkać się też z twoimi kolegami — zwrócił się do syna.
- Po co? - zdumiał się tamten.
- Zależy mi na twoim bezpieczeństwie, synu, jak również na karierze...
- Bezpieczeństwie? - zapytała Hermiona. - Myśli pan, że chłopcy wciągną Draco w jakieś niebezpieczne zabawy, typu narkotyki?
- W świecie czarodziejów nie ma aż tylu niebezpieczeństw, co u mugolii, Granger. Wiem, że pewnie uchronisz Draco w odpowiednim czasie przed jakimś zagrożeniem, ale i tak byłbym spokojniejszy. Wtedy, w czasie nagrywania płyty nie miałem zbyt czasu przyjrzeć im się uważniej, wszyscy byli zabiegani, lecz teraz będę mieć okazję...
- Tato, teraz też będzie bieganina — mruknął niezbyt zadowolony Ślizgon. - Poza tym nie mam siedmiu lat, byś musiał prowadzić mnie za rękę! Zresztą nawet wtedy tego nie robiłeś...
- Popełniłem błąd, który teraz chcę choć trochę naprawić. Postaram się, by nie narobić ci wstydu. W końcu jestem dobrze wychowany...
- Wiem, ojcze... Wybacz.
- Rozumiem twoje wątpliwości, Draco — zaśmiała się Ginny. - I wierz mi, przypilnuję twego ojca, by nie narobił obciachu.
- A dostanę nagrodę, jak będę grzeczny? - wyszeptał jej starszy Malfoy do ucha.
- Tato! - wykrzyknął Draco, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Och, przestałbyś — skarciła go Hermiona z uśmiechem. - Poza tym — dodała konspiracyjnym szeptem — ty też dostaniesz nagrodę, jeśli postarasz się w czasie koncertu.
Draco słysząc to, uśmiechnął się w iście malfoy'owsko - ślizgońskim stylu i wymienił z ojcem dumne spojrzenia.

Gdy wieczorem cała trójka wróciła do Hogwartu, a Hermiona i Draco znaleźli się już w komnatach Prefektów Naczelnych, młody arystokrata wyskoczył do Gryfonki z pretensjami:
- Musiałaś się wtrącać? - warknął.
- O czym ty mówisz? - zdumiała się.
- O tym, że sam dałbym sobie radę z moim ojcem!
- Błagam cię — jęknęła. - Ta wasza sprzeczka była całkowicie niepotrzebna i gdybym wam jej nie przerwała, skończyłoby się pewnie na pojedynku!
- Nie mniej jednak nie masz prawa wtrącać się w nie swoje sprawy! - syknął, zaciskając dłonie w pięść.
- Nie mam prawa tak? - zapytała cicho ze złością. - Świetnie! A ty nie masz prawa mnie dotykać! - ryknęła na niego i szybko wbiegła po schodach do swojej komnaty. Rozzłoszczony blondyn patrzył na drzwi, za którymi zniknęła, jeszcze przez kilka chwil, by następnie również umknąć do swojej sypialni. Gdzieś z tyłu kłowy nieznośnie kołatała mu się myśl, że prędzej czy później pożałuje tych słów. Nie zwracał jednak zbytniej uwagi na ostrzeżenia rozumu. Z głuchym warknięciem przebrał się w szkolne szaty i wyszedł z powrotem do salonu, gdzie czekała na niego smutna Gryfonka. Widząc go, natychmiast przybrała na twarz maskę obojętności.
- Ruszamy na patrol? - zagaiła go dość swobodnym tonem, lecz lekkie drżenie jej głosu popsuło cały efekt.
- Tak — odparł tylko blondyn i nie czekając na nią, wyszedł na korytarz i od razu ruszył na obchód zamku. Hermiona ruszyła za nim jak kiepski automat, tępo wpatrując się w jego plecy.
- Cholerny palant! - mruknęła zła.
- Ja to słyszałem, Granger! - dobiegło ją zza rogu. Jego ton głosu był lodowaty. Gryfonka skuliła się w sobie.
- To już nie "Hermiono" czy "skarbie", tak? - pomyślała z bólem w sercu. Postanowiła jednak stanowczo, że nie będzie po nim płakać...
Przez cały dyżur nie odezwali się do siebie ani słowem, zamek przemierzając w milczeniu. Po obchodzie rozeszli się do swoich pokoi, nawet nie zaszczycając się jednym spojrzeniem.
Hermiona długo nie mogła zasnąć, zastanawiając się, gdzie popełniła błąd i dlaczego tak bardzo dała się zwieść Malfoy'owi... Przecież już kiedyś dobitnie pokazał jej, że jej nie szanuje... Załkała cicho w poduszkę, utyskując nad własną głupotą. Zasnęła niemal nad ranem, dlatego na śniadaniu wyglądała bardzo mizernie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zajęła miejsce przy stole Gryffindoru, nie jak wcześniej Slytherinu. Nie uszło to uwadze uczniów i nauczycieli. Najbardziej zaniepokoiła się o nią oczywiście Ginny, która widząc stan przyjaciółki, zagadnęła ją szybko:
- Hermiono? Co się stało?
- Malfoy to dupek — wyrzuciła z siebie brunetka. - Będziesz mieć wspaniałego syna!
- Chyba nie bardzo rozumiem... - zdumiała się Ruda. - Czy blondas coś ci wczoraj zrobił?
- Zrobił? Nie, Ginny, on po prostu ze mną zerwał... Czy raczej ja z nim — wyjaśniła starsza Gryfonka, uśmiechając się blado.
- Na brodę Merlina, dlaczego?!
- Nie krzycz, błagam... Powiedział, że nie mam żadnego prawa wtrącać się w jego życie.
- Wtrącać w życie? - oniemiała Ginny. - Co mu odwaliło?
- Nie miałam prawa odzywać się w czasie jego rozmowy z twoim narzeczonym...
- Nie żartuj, błagam! Naprawdę tak powiedział? Nic z tego nie rozumiem, przecież nie zrobiłaś nic złego... Nie przejmuj się, porozmawiam o tym z Lucjuszem. Powinien przemówić temu tlenionemu kretynowi do rozsądku!
- Nie, Ginny. Zostaw. Najwyraźniej się mną znudził, więc nie będę błagać go, by do mnie wrócił. Znajdę sobie innego faceta, który od samego początku będzie mnie szanować — powiedziała stanowczo Hermiona, patrząc na Malfoy'a, który właśnie wszedł do Wielkiej Sali. Ich spojrzenia spotkały się i to młoda Geyfonka wygrała ten pojedynek.

970 czyt.
100%101
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1480 słów i 8121 znaków.

1 komentarz

 
  • Margo1990

    Margo1990 · 27 kwi 2018

    Kiedy kolejna część?