Dramione (miniaturka) Album ze zdjęciami cz 8 - Bal Walentynkowy i niespodzianka Dracona

Dramione (miniaturka) Album ze zdjęciami cz 8 - Bal Walentynkowy i niespodzianka Dracona- W co ubierzesz się na bal? – zapytała Hermionę podekscytowana Pansy. – Walentynki to w końcu czas zakochanych i pasowałoby, żebyś olśniła wszystkich, a przede wszystkim Smoka!
Hermiona roześmiała się ubawiona paplaniną przyjaciółki.
- O to akurat się nie martw – odparła. – Draco sprawił mi cudowną suknię. Na pewno kosztowała krocie, ale jest tak śliczna, że nie mam serca jej zwrócić i na pewno w niej pójdę. Jedynie dodatki, fryzurę i makijaż dobiorę sobie sama.
- A właśnie, co do fryzury... To jak się uczeszesz? – zainteresowała się Ginny.
- Myślałam o czymś wytwornym... Jakimś koku lub eleganckich falach.
- Kok, wybierz kok, bo rozpuszczone włosy, to masz zawsze – zaśmiała się Gryfonka, która doskonale wiedziała, jaką suknię wybrał Draco, bo chłopak skonsultował swój wybór z obydwiema dziewczynami.
- Zastanawia mnie jednak, dlaczego McGonagall szykuje aż tak wielką fetę – mruknęła Hermiona. – Przecież te ozdoby na korytarzach są jeszcze bardziej eleganckie niż te z Balu Bożonarodzeniowego w czwartej klasie!
- Być może chce nam umilić czas przed zakuwaniem do egzaminów – odparła Pansy.
- Może... – zgodziła się kasztanowowłosa. – Nie mniej jednak jutro wszystkiego się dowiemy...
- I całe szczęście – szepnęła cichutko Ginny, która powoli zaczynała mieć dość tej całej konspiracji, okłamywania Hermiony i pilnowania, by dziewczyna nie dowiedziała się o niczym przed czasem.
- Co mówiłaś? – zapytała ją przyjaciółka.
- Że też się z tego cieszę – skłamała szybko Ruda.
- Ja również – przyznała Hermiona. – Bo to moje pierwsze Walentynki, które obchodzić będę z ukochanym.
Dziewczyny zaczęły się śmiać i zupełnie niespodziewanie rzuciły się na Gryfonkę. Rozpoczęła się bitwa na poduszki. Po około godzinie, kiedy połowa pokoju zasłana już była pierzem, do pokoju weszli roześmiani chłopcy i widząc, co się dzieje, stanęli jak wryci.
- Yyyy... Hermiono? – zaczął Draco, opędzając się od fruwającego w powietrzu pierza. – O co poszło?
- O nic – odparła dziewczyna, broniąc się przed „napastniczkami”. – To zwykła zabawa! – zaśmiała się, niespodziewanie atakując Pansy.
- Właśnie widzimy – skwitował to uradowany Harry i ku zaskoczeniu wszystkich, dołączył do zabawy. Dziewczyny popatrzyły na siebie i jednocześnie zaatakowały chłopaka, wobec czego Ślizgoni musieli przyjść mu z pomocą.
Wobec niestety przeważającej siły chłopaków dziewczyny musiały niechętnie się poddać, pomimo tego, że Ginny próbowała niedozwolonych chwytów w postaci czarów.
- Do zobaczenia jutro! – rzucił na odchodnym Blaise. – Wyśpijcie się przed balem, miśki!
- Idź już! – mruknął Draco, u którego znów rozpoczęła się nerwówka. Schylił się, podnosząc pierwszą z leżących na ziemi poduszek i delikatnie położył ją na łóżku. Wyciągnął różdżkę i kilkoma machnięciami sprawił, że porozrywana pościel ponownie napełniła się pierzem i zszyła, powracając na swoje miejsca w pokoju.
- Niezła zabawa – powiedziała zaróżowiona od emocji dziewczyna, wychodząc z łazienki i siadając na łóżku. Zapatrzyła się na swego mężczyznę maślanym wzrokiem.
- To prawda – przyznał chłopak, całując ją w czoło. – Nie sądziłem jednak, że jesteś aż tak zażarta!
- W końcu przynależność do Gryffindoru do czegoś zobowiązuje, co nie?
- Oczywiście, moja księżniczko – odparł z szerokim uśmiechem. – Kocham cię, wiesz?
- Wiem. Czuję to z dnia na dzień coraz mocniej. Przykre jest jednak to, że wcześniej tak mocno ze sobą walczyliśmy...
- Kochanie... Ja wiem, że to część naszego życia i nijak nie wymażemy tego epizodu z naszej pamięci, ale teraz jesteśmy z e sobą szczęśliwi i nie chciałbym tego psuć przez przykre wspomnienia – przytulił ją mocno. – Kocham cię i obiecuję, że nic nigdy nas nie rozdzieli!
- Dziękuję, Draco...

Nazajutrz rano w całym zamku panowało ogromne pandemonium, bo w Balu uczestniczyć mieli wszyscy uczniowie od trzeciej klasy wzwyż. Wobec tego, co chwilę zza drzwi dochodziły Hermionę i Dracona podniecone głosy kolegów i koleżanek lub te mniej życzliwe, gdy dziewczyny nagle odkrywały, że koleżanka ma identyczną suknię... Słychać też było od czasu do czasu jakieś niekontrolowane wybuchy, a następnie wrzaski, co świadczyć mogło o tym, że co poniektórzy próbują poprawić swój wygląd za pomocą czarów. Pani Pomfrey miała tego dnia mnóstwo pacjentów, którym trzeba było przywrócić zęby, kości lub nosy czy uszy.
Hermiona zajęta szykowaniem się do Balu, nie zauważyła nawet, że chłopak z godziny na godzinę zaczyna zdradzać coraz większe zdenerwowanie, które najpewniej skończyłoby się jakoś tragicznie, gdyby nie niezapowiedziana wizyta Blaise’a, który widząc, w jakim stanie znajduje się jego przyjaciel, zaproponował mu, by napił się Ognistej...
- Dzięki – mruknął Smok, biorąc szklankę od przyjaciela. Ręce trzęsły mu się tak bardzo, że od razu wypił pół zawartości, by nie wychlapać jej sobie na swoją białą koszulę, którą już miał na sobie.
- Stary, zaczynam się o ciebie poważnie martwić! – powiedziała poważnie Diabeł. – Przecież ty jesteś kłębkiem nerwów! Idź do pani Pomfrey, niech da ci coś na uspokojenie, bo nam tam padniesz, a to nie będzie zbyt dobrze wyglądało... Jesteś pewny, że dasz radę?
- Muszę, Blaise... Muszę, bo inaczej totalnie się zbłaźnię! Przecież wszystko już jest poszykowane, nauczyciele we wszystko zaangażowani, no nie mogę tego teraz odwołać!
- Masz rację, nie możesz – przyznał drugi Ślizgon. – Ale zbłaźnisz się tam, jeśli pójdziesz na Bal tylko w koszuli, gaciach i skarpetkach... Gdzie ty masz spodnie?!
- O na gacie Merlina! Faktycznie! – zreflektował się blondyn i pognał do sypialni. Zabrał je stamtąd tak szybko, ze Hermiona właściwie nie zauważyła, ze w ogóle wszedł do sypialni! – Myślisz, że wszystko pójdzie dobrze? – zapytał, gdy wrócił do przyjaciela i zajął się naciąganie ich.
- No jasne! – odparł beztrosko czarnoskóry chłopak. – Dlaczego cokolwiek miałoby nie wypalić? Wszystko mamy pozapinane na ostatni guzik!... A teraz wybacz, muszę już iść, bo jak wpadnie tu po mnie Pansy, to nie będzie co zbierać. Ona też jest strasznie dzisiaj zdenerwowana. Podobno Ruda także. Potter mówił, że już dwukrotnie dostał dzisiaj od niej upiorogackiem!
- Zadziorna ta mała! – zaśmiał się Draco. – Ale faktycznie już idź, bo do zabawy nie zostało zbyt wiele czasu...
Gdy wszedł do sypialni, jego narzeczona właśnie kończyła się malować. Jej makijaż nie był mocny, lecz bardzo elegancki, bo podkreślał delikatność jej cery i głębię jej spojrzenia. Włosy upięte miała w wytworny kok, który wedle relacji Rudej, Wiewióra miała w ostatniej chwili przyozdobić... Tak bardzo spodobała mu się jej dzisiejsza uroda, że oniemiał, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami. Ona jednak zinterpretowała to inaczej, bo bąknęła nieśmiało:
- Nie podoba ci się? – zapytała z lekkim smutkiem.
- Przeciwnie... Jestem oczarowany – powiedział, całując ją po dłoniach. – Cudnie wyglądasz. Żadna dziewczyna na sali nie będzie mogła ci się równać!
- Dziękuję – uśmiechnęła się do niego szczerze. – Ty również wyglądasz bardzo przystojnie. Ten delikatny zarost dodał ci kilka lat.
- To źle?
- Niee... Wspaniale. No i ten kolor twoich włosów. Powiem ci, że nie byłam wcale przekonana co do tego, byś je przyciemnił, ale teraz muszę przyznać, że do twarzy ci z takim kolorem – zaśmiała się.
- Dzięki – mruknął lekko zażenowany. – Pomóc ci założyć suknię?
- Nie, dziękuję... Poradzę sobie.

Godzinę później natknęli się na swoich przyjaciół stojących przed wejściem do Wielkiej Sali. Ku zaskoczeniu Gryfonki, jej przyjaciółki miały na sobie prawie identyczne suknie, ale dziewczyna zrzuciła to na karb przypadku.
- Wchodzimy? – zapytał niemal natychmiast Harry.
- Oczywiście – odparł Draco i poprowadził ukochaną na zabawę.
- Ale pięknie! – zachwyciła się szczerze Hermiona. W powietrzu unosiły się pozapalane świece, ale zupełnie inne od tych, które zawsze towarzyszyły uczniom podczas posiłków. Teraz były w kształcie serduszek i wydzielały przyjemny dla nosa różany zapach. Ściany ozdobione były niezliczoną ilością serduszek, ale wszystko zrobione było ze smakiem. Po Lewej stronie od wejścia stał długi stół z przystawkami. Środek sali był pusty i to na nim miano tańczyć, a resztę wolnej przestrzeni zajmowały niewielkie kwadratowe stoliki dla sześciu osób.
- Dziękuje, panno Granger – powiedziała z uśmiechem McGonagall, podchodząc do grupki przyjaciół. – Panie Malfoy... Chciałabym prosić pana na słówko.
I nie czekając na jego reakcję, ruszyła ku środkowi sali.
- Wszystko gotowe. Każdy wie, co ma robić, a czego nie. Myślę, że tak za około godzinę będziemy mogli już wszystko zaczynać, bo uczniowie mają przykazane, że przyjść tutaj mają w ciągu najbliższych piętnastu minut jeszcze, a potem drzwi zostaną zamknięte.
- Dziękuję – odparł przejęty blondyn.
- Panie Malfoy, proszę się rozchmurzyć, nie idzie pan na ścięcie! I niech pan przestanie się tak stresować, osobiście wszystkiego dopilnuję!
- Jeszcze raz dziękuję. – z trudem wymówił te słowa, bo czuł, że coraz większa gula rośnie mu w gardle. – To ja już pójdę.

Wrócił do przyjaciół, kazał im znaleźć odpowiednie miejsce, a sam pociągnął dziewczynę do tańca.




- Hermiono? Możemy cię na chwilę porwać? - zapytała Ginny, nerwowym ruchem zakładając kosmyk włosów za ucho, kiedy zakochana para przetańczyła już trzy, cztery piosenki.
- Jasne — uśmiechnęła się do niej dziewczyna i dała się poprowadzić przyjaciółkom do Sali Wejściowej. Tam stanęła jak wryta, ze zdumieniem patrząc na swoich rodziców i dziadków.
- A-ale c-c-co wy tu-t-taj robicie? - wyjąkała całkowicie zbita z tropu. - Jakim sposobem się tu znaleźliście? Nie działa na was czar? - była tak zaaferowana ich obecnością w Hogwarcie, że nawet nie zauważyła, że wielgachne drzwi do Wielkiej Sali zostały jakby konspiracyjnie zamknięte.
- Twoja dyrektorka wszystko załatwiła — wyjaśniła promiennie pani Granger. - Miałaś rację, córeczko, tutaj jest niesamowicie.
- Prawda? Ale na Merlina! Co tutaj robicie? - dopytywała się Gryfonka.
- Ojej! Już późno! Musimy iść — rzekła pani Granger i nie wyjaśniając nic córce, zostawiła ją z tatą dziewczyny i jej przyjaciółkami.
- Tato, możesz mi powiedzieć, co tutaj się dzieje? - lekko zdenerwowała się kasztanowowłosa dziewczyna. - Co to za jakieś dziwne tajemnice?
- Żadne tajemnice, córeczko — uśmiechnął się do niej łagodnie, obejmując ją delikatnie. - Promieniejesz... To ten chłopak tak na ciebie działa, prawda?
- Tato...
- Nie musisz nic mówić — zaśmiał się. - Rozmawialiśmy z jego mamą. To naprawdę wspaniała kobieta.
Kiedy toczyli tę rozmowę, dziewczyny chyłkiem wślizgnęły się z powrotem na Salę.
- Zatańczymy, moja gwiazdeczko?
- Gwiazdeczko? - zdziwiła się Hermiona. - Dawno mnie tak nie nazywałeś... Ostatni raz, gdy miałam iść do Hogwartu! Coś kombinujesz? - teraz to ona się zaśmiała.
- Po prostu mam ochotę zatańczyć z ukochaną córką... To wszystko.
- No dobrze — zgodziła się i pozwoliła poprowadzić tacie ku drzwiom Wielkiej Sali, a gdy te się otwarły, całkowicie oniemiała, patrząc na to, jak bardzo zmienił się wystrój sali. Teraz z wystających zdobień zwisały białe muśliny, stoliki były teraz ośmioosobowe i okrągłe, szwedzki stół zmienił wystrój na biały ze złotymi, srebrnymi i czerwonymi dodatkami, a tam, gdzie zazwyczaj stał długi stół nauczycielski, ustawiono niewielkie podium, a za nim stolik dla czterech osób podświetlony magicznymi światełkami, nad którym unosiło się białe serduszko. Hermiona zerknęła na przyjaciółki, ale wtedy Ginny niespodziewanie machnęła trzymaną w dłoni różdżką i suknia Hermiony zmieniła swą barwę na nieskazitelnie białą, w jej włosach pojawił się welon, a w ręce przepiękny bukiecik frezji. Zdumiona dziewczyna zamrugała kilkakrotnie, bo nie bardzo zdawała sobie jeszcze sprawę z tego, co się właśnie dzieje, ale nie zdążyła nijak zareagować, bo oto na postument wszedł niski czarodziej, a Draco w asyście Blaise'a i Harry'ego stanął nieopodal podwyższenia. Pan Granger zdecydowanym krokiem ruszył w stronę Dracona i reszty, a zachwycony tłum wpatrywał się w zupełnie oniemiałą Gryfonkę. Kiedy doszli do zestresowanego blondyna, ręka Hermiony powędrowała ku wyciągniętej dłoni chłopaka i dopiero wtedy zaskoczenie zniknęło z jej twarzy i oczu, a zajęły jego miejsce miłość i radość tak wielkie, że w oczach dziewczyny ukazały się łzy.

Ceremonia ku uciesze dziewczyny była krótka, ale pełna uczuć i wzruszeń. Draco docenił pochodzenie swojej wybranki, zamawiając piękne obrączki z białego złota oraz kilkadziesiąt mugolskich potraw.
Składanie życzeń przez tak niezliczoną ilość gości nie stanowiło dla młodej pary jakiegoś poważnego problemu, bo oboje cieszyli się, że do siebie należą i nic ich nie rozdzieli. Uśmiech nie schodził im z ust, a po pewnym czasie, Draco musiał zaczarować jedno z pudeł, by dało się do niego pomieścić wszystkie zgromadzone prezenty, a były ich straszne ilości.
Naraz Hermiona została zamknięta w niedźwiedzim uścisku silnych ramion, a nad swoim uchem usłyszała tak dobrze znany sobie męski głos z silnym bułgarskim akcentem:
- Wszystkiegu najlepszegu, Hermijonina — powiedział Wiktor Krum, którego Malfoy również zaprosił na wesele — niespodziankę.
- Wiktor! Jak cudownie cię tu widzieć! - Gryfonka rozpromieniła się jeszcze mocniej, a następnie niemal cała zginęła za wiązanką pięknych kwiatów. - Dziękuję — wydyszała, z ledwością utrzymując bukiet w rękach.

Tego wieczoru Bal Walentynkowy zmienił się w uświetniony miłością bal weselny, a goście bawili się wesoło aż do południa następnego dnia, chociaż młoda para zmęczona po licznych emocjach, udała się na odpoczynek gdzieś około szóstej trzydzieści rano.

3 793 czyt.
100%9
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2520 słów i 14596 znaków.

Dodaj komentarz