Dramione - niechciany obrońca rozdział 23

- Zgadza się — przytaknął. - Tylko błagam cię, musisz tę informację ukryć głęboko w swoim umyśle i pod żadnym pozorem przenigdy do niej nie wracać. Nawet w myślach... Bo jeśli on się o tym dowie, to każe ci zapewne patrzeć na to, jak mnie żywcem patroszą... A potem zabije również ciebie, jak i dziecko — położył dłonie na jej pięciomiesięcznym brzuchu. - A ja chciałbym doczekać narodzin tej małej paskudy...
- To dlatego tak o mnie dbasz! - wykrzyknęła, gdy odblokowało ją wreszcie.
- Ciii... Tak, dlatego.
- A... A masz jakieś wiadomości o Wiktorze? - zapytała nieśmiało, nie patrząc mu w oczy. Twarz Draco spochmurniała gwałtownie. Z przykrością przypomniał sobie, że dziecko, które nosi w sobie Hermiona spłodził ten bułgarski zawodnik. Gryfonka natychmiast zauważyła zmianę zachowania partnera.
- Przepraszam — wyszeptała. Pokręcił przecząco głową.
- Nie musisz. Doskonale pamiętam, że to on jest ojcem twojego dziecka — powiedział cierpko. - Krum stał się nałogowym alkoholikiem. Nie może przeboleć, że cię porwano i podobno pije na umór. I podobno coraz rzadziej o ciebie pyta.
Hermiona zwiesiła smętnie głowę. Nie podejrzewała, że Bułgar tak szybko z niej zrezygnuje. A to bolało, pomimo tego, że obecnie jej serce należało do tego zimnego, blondwłosego arystokraty o niemal kamiennym sercu. Sercu, które z kamienia było dla wszystkich, tylko nie dla niej i jej nienarodzonego jeszcze dziecka.
- Kocham cię, Hermiono i bez względu na to, co będą ci mówić o naszym związku przyjaciele, ja nigdy, przenigdy cię nie opuszczę i zawsze będę murem stać za tobą — wyszeptał jej czule do ucha, tuląc ją delikatnie do siebie. - Stałaś się całym moim światem, podobnie jak to dziecko i nie zrezygnuję z was, choćby miało oznaczać to pojedynek z Krumem!
Hermiona spojrzała na niego lekko zdziwiona, a potem powiedziała cicho:
- Jesteś cudowny... Przepraszam za te dni, kiedy byłam taka nieznośna. Przeraziłam się, że z taką łatwością zgodziłeś się mnie torturować. - łzy pojawiły się natychmiast w jej brązowych oczach. - Wystraszyłam się, że być może tak naprawdę wcale mnie nie kochasz, że te tortury kiedyś się powtórzą...
- Już dobrze, kochanie. Obiecuję ci, że nigdy już cię nie skrzywdzę. Będziesz ze mną bezpieczna... Wyciągnę cię stąd i zrobię wszystko, by uratować Charliego.
- Dziękuję, Draco — rozpłakała mu się na ramieniu, mocząc śnieżnobiałą koszulę.
- Jestem przy tobie, maleńka. Już ci nic nie grozi...

Tydzień później.
- Jak się dzisiaj czujesz? - zapytał Draco, patrząc na budzącą się partnerkę. Uśmiechnęła się lekko.
- Niekoniecznie wyspana — wyznała. - Dziecko mocno kopało... Cieszę się, że jest całe i zdrowe.
- I ja również — odparł blondyn, całując ją w czoło. - Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby przeze mnie lub – co gorsza – z mojej ręki spotkała je jakaś krzywda!
- Teraz to wiem — przyznała, z przyjemnością wtulając się w jego ramiona.
- Hermiono... Musimy porozmawiać — zaczął powoli.
- A o czym? - zainteresowała się.
- O twojej ucieczce stąd. Nie będzie to łatwe zadanie, bo nie mam tutaj nikogo, komu mógłbym zaufać w tej sprawie i muszę działać sam.
- Kiedy się stąd wydostanę?
- Nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana. To trzeba na spokojnie przemyśleć i właśnie się nad tym głowię. Nie możemy działać pochopnie, bo szybko zostaniemy zdemaskowani... Widzisz, obecnie niemal wszyscy Śmierciożercy na czele z nim szukają księgi oraz miecza, a w zamku wdrożone są dodatkowe środki ostrożności na wypadek, gdyby Potter z Zakonem chcieli nas zaatakować. Nie jest to więc najlepszy czas na ucieczkę, zwłaszcza że wciąż jestem bacznie obserwowany i muszę odzyskać choć trochę jego zaufania, by tym samym uśpić jego czujność.
- A jak chcesz to uczynić?
- Jeszcze nie wiem... Powinno być to coś spektakularnego, by sprawić mu radość. Najlepiej jakieś widowiskowe spalenie mugolskiej wioski, ale wiem, że po czymś takim nigdy się już do mnie nie odezwiesz... Podejrzewam jednak, że w końcu będę musiał to zrobić, bo jeszcze mocniej się na mnie wścieknie... - powiedział nad wyraz smętnie. - Zastanowię się nad tym, a tymczasem najważniejsze jest wasze bezpieczeństwo...
- A kiedy te środki ostrożności zostaną zdjęte? - zapytała go.
- Tuż przed Balem Bożonarodzeniowym. To wielka uroczystość, w której zawsze uczestniczą wszyscy Śmierciożercy. Zamek jest wtedy... - oczy Dracona rozszerzyły się nagle z wyraźnego podniecenia. - To jest szansa! Hermiono, jesteś genialna! Potter i jego zgraja będą mogli zaatakować nas po zabawie, gdy większość z nas leczyć będzie potężnego kaca! W tym zamieszaniu bardzo łatwo wyprowadzę cię z zamku i deportuję w bezpieczne miejsce! - ożywił się nagle i chwycił ją w ramiona. - Dobra jest, teraz tylko będę musiał dopracować ten plan, ale to nie jest wiele roboty. A potem zrobię coś, by mu się przymilić, to przestanie zwracać na mnie uwagę!
- Draco?...
- Tak, najmilsza?
- Boję się...
- Czego? - zapytał ją całkowicie zbity z tropu.
- Że cokolwiek byśmy nie wymyślili i jakkolwiek do tego się nie przygotowali, to on i tak o wszystkim się dowie.
- Spokojnie. On widzi mnóstwo rzeczy, ale miłość i poświęcenie dla kogoś zawsze mu umykają. Ne dostrzegł gierek mojego wuja, to i nie dostrzeże moich. To ja jestem mistrzem oklumencji, to mnie powinien się obawiać — rzekł pewnie, całując ją czule na pocieszenie.

2 162 czyt.
100%32
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1001 słów i 5653 znaków.

2 komentarze

 
  • Lillly

    Lillly · 14 lis 2016

    Świetne, tylko czemu takie krótkie haha

  • EloGieniu

    EloGieniu · 14 lis 2016 · 194066545

    Czytałaś już najnowszego Harrego Pottera? Bo coś czuję że niektórymi rzeczami się z niego zainspirowałaś. XD