Dramione - podwójne życie 6

- Malfoy, ty jełopie! – wrzasnęła rozjuszona Hermiona, starając się zetrzeć rozlany sok dyniowy z dopiero co napisanego eseju dla McGonagall.
- Przypadkiem! – jęknął blondyn. – Nie zrobiłem tego przecież specjalnie!
- Oczywiście – warknęła Gryfonka, czyszcząc pergamin za pomocą różdżki. – Masz szczęście, że magia potrafi zdziałać cuda! I przestań tak już wymachiwać tą gitarą, bo jeszcze nam krzywdę zrobisz...
- Wybacz – mruknął, odkładając instrument na podłogę obok siebie. Po chwili jednak chwycił ją ponownie i zerwał się z miejsca, przy okazji wzruszając całym stolikiem, przy którym siedzieli.
- Malfoy! Ja cię któregoś dnia zabiję, idioto jeden! – ryknęła za nim brunetka, gdy zniknął za drzwiami własnych komnat, a ona uchroniła rzeczy na stoliku przed niechybnym zniszczeniem. Zdenerwowana zabrała się za pisanie kolejnego wypracowania.
Kilka minut później podniosła jednak wzrok i oniemiała, widząc przed sobą Ślizgona ubranego całkowicie po mugolsku. W jeansy i skórzaną kurtkę, które dodawały mu swoistego uroku i niezłego pazura.
- Idziesz gdzieś? – zdumiała się, patrząc, jak chłopak zmierza w stronę drzwi.
- Tak, ale ciebie nie mam zamiaru zabierać, słońce! – puścił jej oczko, uśmiechnął się lubieżnie i opuścił pomieszczenie, zatrzaskując za sobą drzwi. Dziewczyna pokręciła zrezygnowana głową nad głupotą chłopaka i wróciła do pisania.
Była kolejna sobota, nad wyraz deszczowa i cieszyła się, że ma wolny wieczór i może podrabiać prace domowe, których nauczyciele zadawali im coraz więcej.
W tym roku nie pomagała już chłopakom w nauce, więc miała więcej czasu dla siebie.
Po jakimś czasie przeciągnęła się i odłożyła pióro, kończąc ostatnie wypracowanie. Rozejrzała się i zauważyła nieopodal miejsca, gdzie siedział Ślizgon, skrawek pergaminu zapisany niemal kaligraficznym pismem blondyna. Z lekkim wahaniem sięgnęła po kartkę i zapatrzyła się w słowa.
- Piosenka? – mruknęła sama do siebie, lekko oszołomiona znaleziskiem. – Malfoy, ty potrafisz być romantyczny?...

Rano obudziły ją ostre promienie słońca wpadające do komnaty przez niedokładnie zasunięte kotary oraz odległe łomotanie. Skrzywiła się, gdy zorientowała się, że odgłos ów dochodzi z dołu. Ubrała się więc szybko i zbiegła po schodach, w duchu obiecując sobie, że zatłucze Malfoya za te awantury z rana. Jakie jednak było jej zdziwienie, gdy na korytarzu stał nie blondyn, lecz rudzielec! Ronald Weasley we własnej zapijaczonej w sztorc osobie!... Hermiona omiotła go szybkim spojrzeniem, zauważając, że z kieszeni bluzy wystaje mi szyjka Ognistej Whiskey.
- Hermiona! – wystękał Ron radośnie, wtaczając się bez żadnego zaproszenia do pokoju dziewczyny.
- Ronald, idź spać! – warknęła, ze wszystkich sił starając się wypchnąć go z powrotem na korytarz, lecz wyższy od niej chłopak leciał jej przez ręce i stawiał dość silny opór, jak na tak pijanego. – Ron! Błagam cię! Weź się w garść...
- Kochanie ty moje! Gdzie ukrywałaś się przez całą sobotę? – zapytał, z impetem opadając na sofę. Gryfonka westchnęła ciężko, podchodząc do rozwalonego w niedbałej pozie chłopaka.
- Uczyłam się... Ty też wreszcie powinieneś zacząć!
- Kochanie! – zawył Ron, nie zważając na ostatnie słowa swojej dziewczyny. Pochylił się do przodu i nagle złapał mocno za nadgarstki brunetki, gwałtownie przyciągając ją do siebie. Uderzyła kolanami w jego kolana i jeszcze mocniej skrzywiła się z bólu. Tymczasem Ron objął ją władczym ruchem w pasie i szybko przesunął dłoń na jej pośladki. – Zawsze zastanawiało mnie, jaka też ty jesteś w łóżku! – powiedział, przyciągając ją sobie na kolana. Jęknęła, czując, jak Ron coraz mocniej ją obmacuje. Wsparła się dłońmi o jego tors, starając się od niego odsunąć. Nieprzyjemnie suche i gorące wargi Rona nagle dotknęły szyi Gryfonki. – Słodko smakujesz – wyszeptał, brutalnie rozpinając jej guziki piżamki.
- Ron, błagam cię – jęknęła, starając się, by jej nie pocałował.
- Chcesz więcej? - zapytał lubieżnie, źle odczytując jej prośbę.
- Nie, Ron, zostaw mnie w spokoju! – głos dziewczyny zdradzał, że była przestraszona. Chociaż nie. Słowo strach zupełnie nie oddawał tego, co teraz czuła. Najlepszym słowem opisującym to, co się w niej działo, było przerażenie. Od Drugiej Bitwy o Hogwart, a także całego zamieszania z poszukiwaniem i niszczeniem horkruksów nie była jeszcze tak przerażona, jak właśnie w tej chwili. Choć cały czas starała się opierać, to niestety podświadomie czuła, że nie zdoła z nim wygrać i może skończyć się to dla niej niezbyt przyjemnie. Odczucie się to w niej wzmogło, gdy pijany Ron bezceremonialnie wepchnął dłoń pod jej kuse spodenki, w których z zasady spała. Na całe dla niej szczęście, w momencie, gdy Ron miał najwyraźniej zamiar ściągnąć z niej to odzienie, drzwi od strony korytarza otwarły się gwałtownie i do salonu wszedł nie kto inny, jak tylko blond włosy Draco Malfoy. Arystokrata i mistrz kpin numer jeden. Zamarł, widząc parę, która zamarła w niedwuznacznej sytuacji. Ron wpity ustami we wcale nie mały biust dziewczyny i ona sama jakoś dziwnie odchylona od chłopaka. Uśmiechnął się perfidnie, źle interpretując sytuację, której mimowolnie stał się świadkiem.
- Malfoy! – warknęli oboje, patrząc na chłopaka. I to nie głos rudej Łasicy, której arystokrata szczerze nienawidził, tylko jej uświadomił mu, że coś jest nie tak. Usłyszał bowiem w nim ewidentny strach i błagalną prośbę o natychmiastową interwencję. Zmarszczył brwi, orientując się, że ten kretyn – Weasley, najwyraźniej chce zgwałcić swoją dziewczynę, a jego mętny wzrok podpowiedział mu, że chłopak jest nawalony jak Messerschmitt.
- Zostaw ją, śmieciu! – warknął, ostrożnie odkładając gitarę na podłogę i sięgając po różdżkę, cały czas nie spuszczając wzroku z twarzy przerażonej dziewczyny.
- Spieprzaj! – syknął Ron. – Bronisz szlamy, Malfoy?
- Bronię kobiety, łajzo! – poprawił go zimno blondyn, pewnie celując w chłopaka różdżką. – I jeśli jeszcze raz sprobujesz ją w ten sposób tknąć, własnoręcznie zawlokę cię przed Wizengamot! I lepiej proś Merlina, bym okazał się złym Prefektem i nie zawiadomił nauczycieli!
- Nie, Malfoy, proszę cię... – jęknęła Hermiona, patrząc na jasnowłosego chłopaka szeroko otwartymi oczami.
- Próbował właśnie cię zgwałcić – powiedział sucho.
- Wiem, ale Ron jest pijany... Nie zrobił tego specjalnie!
- Kogo ty próbujesz oszukać, Granger? – zdumiał się blondyn. Dziewczyna spojrzała na niego załzawionymi oczami, w których wciąż można było łatwo zauważyć strach. Ślizgon momentalnie spuścił z tonu.
- Wynoś się stąd, Weasley i znaj moją łaskę! – warknął w stronę chłopaka, ten jednak zmarszczył tylko gniewnie brwi i odparł cicho:
- Nie masz prawa mnie stąd wyrzucać! Przyszedłem do swojej dziewczyny!
- Nie pogrążaj się bardziej, zboczeńcu – syknął młody arystokrata, robiąc krok w jego stronę. Wtedy też odezwała się ponownie brunetka.
- Ron, idź już! – zażądała twardo, nawet nie patrząc na rudzielca. Ten mruknął coś niemiłego i niemal zrzucając Gryfonkę na podłogę, wstał, obrzucił obojga pogardliwym spojrzeniem i zataczając się mocno, wyszedł na korytarz, zatrzaskując za sobą głośno drzwi.
W salonie prefektów jeszcze przez jakiś czas panowała cisza, którą w końcu zdecydowała się przerwać roztrzęsiona dziewczyna.
- Draco...ja...ja dziękuję – powiedziała cicho, obejmując się nerwowo ramionami.
- Nadal uważam, że nauczyciele powinni się o wszystkim dowiedzieć. Przecież jest i pijany i o mały włos cię nie zgwałcił!...
- Wiem, co chciał zrobić, Malfoy. Byłam przy tym.
- Zauważyłem – mruknął, podchodząc do niej. – Nic ci nie zrobił?
- Nie – odparła, kręcąc głową. – Nie zdążył... Dzięki tobie... W pierwszej chwili myślałam, że...
- Że was wyśmieję, tak? – przerwał jej. – Cóż, taki widok nie jest tutaj codziennością... Jednak twój głos... Zrozumiałem, że coś ci grozi... Granger może i jestem byłym Śmierciożercą, ale nie jestem gwałcicielem, rozumiesz?
Kiwnęła mu głową i spojrzała w bok. Była roztrzęsiona i czuła się podle. Choć wiedziała doskonale, że Ton był pijany i tak sytuacja napawała ją obrzydzeniem.
- Granger, wytłumacz mi jedną rzecz, bo nadal czegoś nie rozumiem... Dlaczego nie chcesz go wkopać?
- Bo to mój chłopak – odparła.
- A mimo to chciał cię skrzywdzić. Czemu jesteś taka uparta?
- Bo kiedyś sobie coś obiecaliśmy...
- Co? – chciał wiedzieć?
- Draco! – warknęła, odwracając się w jego stronę i na moment odzyskując dawną werwę.
- No co? Jestem ciekawy! Poza tym właśnie uratowałem twoją cnotę i dumę... Mogłabyś mi to wytłumaczyć...
Gryfonka westchnęła i ponownie spojrzała w okno.
- Gdy szukaliśmy horkruksów i Ron jakiś czas nas opuścił, a potem wrócił, odbyliśmy szczerą rozmowę, w której wytłumaczyliśmy sobie, co do siebie czujemy... Wtedy też obiecaliśmy sobie, że cokolwiek by się między nami nie stało, nie odejdziemy od siebie...
- Co za głupota! – jęknął szczerze Ślizgon.
- Wcale nie! – zaprzeczyła. – To był nasz wspólny wybór...
- Oczywiście... Więc nawet gdyby Łasic wytłukł ci pół rodziny, ty nadal byś z nim była?
- To zupełnie co innego! – żachnęła się.
- Wmawiaj sobie – mruknął i skierował się wolno do swojej sypialni, po drodze zbierając z podłogi porzuconą gitarę i zostawiając dziewczynę samą ze swoimi pogmatwanymi myślami.

1 629 czyt.
100%92
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1726 słów i 9936 znaków.

2 komentarze

 
  • szalona12

    szalona12 · 9 lip 2017 · 196859682

    Zgadzam się

  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 22 maj 2017

    Geeeeeniusz!!!!!!