Dramione - niechciany obrońca rozdział 4

Dramione - niechciany obrońca rozdział 4- Wynoście się stąd! - widmo kobiety zatrzymało się nieopodal nich ze strasznym wyrazem twarzy. - Nie jesteście tu mile widziani! Wynocha!!!
- Poczekaj, pani - odezwała się spokojnie Hermiona, wychodząc przed mężczyzn. Duch Morgany spojrzał na nią krótko i twarz mu złagodniała. Włosy opadły na ramiona, suknia, w którą była ubrana unosiła się teraz delikatnie na niewidocznym wietrze.
- Czego tu chcecie? - zapytała spokojnie.
- Odpowiedzi na kilka pytań.
- Mianowicie?
- Co powiedziałaś Czarnemu Panu?
- Chodzi wam o tego czarodzieja, którego przybycie przepowiedziałam Salazarowi, tak? - skrzekliwy głos martwej kobiety świdrował im nieprzyjemnie w uszach.
- Tak, dokładnie.
- Dlaczego on was obchodzi?
- Bo trzeba go powstrzymać przed odnalezieniem Excallibura! - zirytował się George.
- Skąd wiecie o mieczu? - zdziwiła się kobieta.
- Mamy swoje sprawdzone źródła. A ty teraz nie możesz się wyprzeć tego, że mu o nim powiedziałaś! - odezwała się chytrze Gryfonka. - Powiedz nam to, co jemu... Proszę.
- I tak go nie powstrzymacie. Jest na to zbyt silny. Nikt go nie powstrzyma przed władzą nad światem.
- Co mu powiedziałaś?! - zniecierpliwił się Slughorn.
Półprzezroczysta niewiasta uśmiechnęła się szyderczo, mówiąc:
- By szukał pradawnych zaklęć.
- Przecież nimi nikt nie potrafi się już posługiwać - zdziwiła się siedemnastolatka.
- Jesteście dobrze poinformowani - niechętnie przyznała Morgana, a zwracając się bezpośrednio do Hermiony, rzekła. - Wydajesz się być cwaną i rozsądną czarownicą i jestem pewna, że daleko zajdziesz, zaufaj tylko komuś, kogo do tej pory uważałaś za wroga... Nie mniej jednak, to potężny czarodziej i jestem pewna, że sobie poradzi... Widzicie? Mówiłam wam przecież, że nie dacie mu rady.
- Harry go pokona! - rzucił buńczucznie George.
- Mówisz o tym czarnowłosym chłystku? - ryknęła niepowstrzymanym śmiechem. - Ha!!! Nie rozśmieszaj mnie, rudzielcu! To, że tyle razy wymknął się śmierci, nie znaczy, że jest potężny czy zdolny! Oczywiście, może sobie walczyć z Vol...
- Nie! - ryknęli wszyscy, powstrzymując ją przed wypowiedzeniem pełnego imienia. Morgana spojrzała na nich, nic nie rozumiejąc.
- O co wam chodzi? - zapytała.
- To imię jest TABU. Nie wolno go używać, bo ściągnie na nas niebezpieczeństwo. - Slughorn pospieszył z wyjaśnieniami.
- Pfff... Jestem duchem, więc nie wiąże mnie magia żywych.
- Jednak nie zaryzykujemy - rzekł poważnie pan Weasley.
- Niech i tak będzie... Powiem wam coś... Ten wasz Harry może sobie do upadłego walczyć z największym czarnoksiężnikiem tych czasów, ale prędzej dokona tego wróg czarnowłosego, niż ten chłystek z blizną na czole - powiedziała dobitnie. - Jeśli chcecie, możecie szukać prastarych zaklęć, lecz wśród waszej czwórki nie ma nikogo, kto mógłby poszczycić się o próby z tymi zaklęciami.
- O jakie zaklęcia dokładnie chodzi? - dociekała Hermiona.
Spokojna twarz Morgany wykrzywiła się nagle w grymasie wściekłości.
- Wynoście się stąd! - ryknęła, machając w ich stronę kościstą dłonią. Jakaś nieznana im, niewidzialna siła poderwała ich niespodziewanie do góry i z nadzwyczajną mocą wyrzuciła poza bramę starego zamku.
- Co to było? - zapytał zdezorientowany pan Weasley, gdy z wolna podnosili się z ubitej ziemi.
- Przypuszczam, że jakaś stara magia - mruknęła Hermiona, stając wreszcie na nogach.

1 838 czyt.
100%4
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 625 słów i 3500 znaków, zaktualizowała 14 gru 2016.

Dodaj komentarz