Dramione - Podwójne życie rozdział 31

Kilka godzin później, gdy Draco tańczył akurat z jakąś swoją kuzynką, do stolika, przy którym siedziała nieco zmordowana tańcami Hermiona, dosiadł się wcięty już Ron.
- Jak się bawisz? – wychrypiał w jej stronę.
- Wspaniale! – odparła natychmiast twardo, nie patrząc nawet na niego. – Masz do mnie jakąś sprawę, czy przyszedłeś mnie tylko zdenerwować?
- Ejże, coś taka nieprzyjemna? – zmarszczył brwi. – Jesteśmy przecież przyjaciółmi!
- Przestaliśmy nimi być, gdy zdecydowałeś się mnie tak perfidnie oszukać! – syknęła w jego stronę, wstając szybko ze swego miejsca.
- Nie żartuj, że nadal masz do mnie o to żal, Granger – powiedział szorstko, również się podnosząc.
- Mam, bo zachowałeś się jak totalny cham i prostka, Ronald! I nigdy ci tego nie zapomnę!
- Naprawdę dałabyś sobie spokój, bo to robi się już śmieszne...
- Nie mam zamiaru z tobą o tym już więcej rozmawiać, Ronald!
- Problem w tym, że ja nie skończyłem, Granger – syknął, zastawiając jej drogę, gdy chciała odejść.
- Gdy kobieta nie ma ochoty na rozmowę, należy dać jej spokój – powiedział naraz ostro Lucjusz, stając za plecami Rona. Ten odwrócił się w jego stronę szybko.
- Granger nie jest kobietą, tylko zwykłą dziwką! – wycedził mściwie przez zęby.
- Przesadziłeś – warknął Lucjusz, łapiąc go mocno za kark i popychając w stronę wyjścia z namiotu. Po chwili dołączyli do nich Draco, George i Zabini. A do wstrząśniętej i zasmuconej Hermiony dosiadła się z kolei Ginny i przytuliła ją bez słowa.
- Ja już pójdę – mruknęła jej w ramię panna Granger.
-Mowy nie ma! To Ron sobie stąd pójdzie! – syknęła rozzłoszczona Ginny, gładząc przyjaciółkę po plecach.
- Właściwie to już sobie poszedł – powiedział Lucjusz, podchodząc do nich. Wyglądał na mocno zdenerwowanego.
- CO z nim zrobiliście? – zainteresowała się Ruda.
- Ja nic. Draco z Zabinim i George mu dołożyli... Całkiem dosłownie – uśmiechnął się wrednie. – Jego panienki o wątpliwej reputacji też już tu nie ma... Zatańczymy, kochanie? – zwrócił się do Ginny.
- Pewnie – uśmiechnęła się i wkrótce zniknęli w tłummie gości. Hermiona znów została sama. Choć nie darzyła już Rona żadnym uczuciem, mimo wszystko przykro jej było, że jej dawny przyjaciel tak bardzo się zmienił.
- Nie przejmuj się tym idiotą, Hermiono – powiedział naraz Draco, siadając przy niej. Westchnęła tylko i uśmiechnęła się do niego niewyraźnie. – Naprawdę, Miona. Nie masz czego żałować. On nie jest już tym chłopakiem, którego ja także pamiętam. Ja nigdy nie grałbym z ukochaną na dwa fronty i nie wyrzekłbym się ojcostwa, gdyby coś takiego mnie spotkało...
- Bo ty jesteś zupełnie inny, Draco – wyszeptała.
- Cieszę się, że to zauważyłaś – ucałował czule jej dłoń. Zarumieniła się mocno i spuściła wzrok. Draco uśmiechnął się wrednie i przywołał do nich kieliszki szampana. – Zdrowie młodych!

Hermiona wpiła się zachłannie w cudownie słodkie usta Dracona, kompletnie zapominając w tamtej chwili o Wiktorze. Teraz liczył się tylko ten zimny, blondwłosy arystokrata. Oboje byli tak nawaleni, że mieli niejaki problem z wejściem do dawnej sypialni Draco w Malfoy Manor. Nie przeszkadzało im to jednak, chichotali coraz bardziej, rozbierając się wzajemnie.

Westchnęła przez sen, wtulając się przez sen w śpiącego Draco i z przyjemnością wyczuła jego mocne perfumy.
- Dzień dobry, kochanie – mruknął zaspanym głosem jakiś czas później, otwierając jedno oko i obrzucając ją zachwyconym spojrzeniem. – Cudownie wyglądasz z tymi rozkopanymi włosami.
- Draco – jęknęła, podnosząc się na łokciu.
- No co tam, śliczna? – uśmiechnął się, całując ją czule.
- To... Draco, nie powinniśmy...
- Przesadzasz, Hermiono – odparł z szerokim uśmiechem zadowolenia. – I zdaje się, że to już drugi raz pocieszam cięw bardzo podobny sposób po tym, jak ten kretyn cię wystawił, Hermino... I powiem szczerze, że bardzo mi to pasuje, aczkolwiek nie przeczę, że wolałbym, abyś została już ze mną, kochanie.
- Draco, ja naprawdę nie mogę – powiedziała, starając się nie patrzeć mu w te hipnotyzujące oczy. Westchnął ciężko i opadł na poduszki.
- Już nigdy mnie nie pokochasz, prawda? – zapytał w końcu cicho, patrząc w sufit.
- Draco, przecież mam chłopaka... To jego kocham...
- Więc odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie, dobrze? – zirytował się nieco. – Powiedz mi, jak to się dzieje, że to w moim łóżku lądujesz za każdym razem, gdy on cię wystawia? Dlaczego to moje imię krzyczysz, szczytując? Jeśli mnie nie kochasz, to kim, na brodę Merlina dla ciebie jestem? Zwykłym pocieszeniem? Odegraniem się na Krumie?
- Przepraszam, Draco – wyszeptała ze łzami w oczach, zabrała swoje ubrania i uciekła do łazienki.

Pół godziny później po krótkim pożegnaniu z Ginny, teleportowała się do domu Wiktora. Czuła się parszywie i ledwie mogła spojrzeć swojemu chłopakowi w oczy. Na całe szczęście ten był tak zajęty sprawami czarodziejów w Bułgarii, że nie bardzo zwracał uwagę na jej zachowanie.
Dwa dni później przyszykował jej jednak romantyczną kolację.
- Witaj, skarbie – powiedział miękko, wchodząc do biblioteki, w której raczyła się czytaną książką. Spojrzała na niego nieco zdumiona, bo przecież mówił, że będzie dłużej w pracy, a tu proszę! Taka niespodzianka...
- O, Wiktor! – ucieszyła się.
- Kochanie wyszykujesz ty się na później, da? – poprosił, całując ją czule.
- A co? Idziemy gdzieś? – zainteresowała się natychmiast.
- Da. Do naszego salonu – zachichotał. – Porywam ciebie na romantyczną kolację za dwie godzinu.

Psiknęła się jeszcze swoimi ulubionymi perfumami i z delikatnym uśmiechem na ustach weszła w chwilę później do salonu. Przy pięknie zastawionym stole czekał już na nią zadowolony Wiktor. Założył nawet na tę okazję garnitur, który kupił na ślub Ginny.
- Pięknie wyglądasz – uśmiechnął się, całując ją namiętnie.
- Dziękuję, skarbie.
Kolacja okazała się wyśmienita, rozmawiali swobodnie i Hermiona czuła się niemal jak księżniczka.
- Skarbie – mruknął w końcu, dosiadając się do niej i obejmując ją ramieniem. – Kocham cjebje nad życie, ty wjesz? Jesteś mi taka bliska.
- dziękuję, Wiktor – uśmiechnęła się zarumieniona.
- Niet, ty nie musisz dziękować... Chciałbym ja jednak zadać ci pytanie. I ja bym chciał, żebyś odpowiedziała na nie szczerze.
- Dobrze, skarbie – mruknęła, zastanawiając się, o co Wiktorowi może chodzić. Nie spodziewała się jednak tego, co po chwili nastąpiło. Wiktor uklęknął bowiem obok jej krzesła i wyciągnął z kieszeni aksamitne pudełeczko.
- Kochanie – mruknął, biorąc jej dłoń w swoją. – Ja cię mocno kocha, wjesz, da? Ty dajesz mi szczęściu. Ja sobie nie wyobraża życia bez ciebie... Proszu, Hermijona, czy ty zostanie moją żoną?
Gryfonkę zatkało kompletnie. Wpatrywała się tylko w niemym szoku w cudny pierścionek trzymany przez Bułgara i kompletnie nie czuła żadnego podniecenia związanego z tak ważnym pytaniem. Naraz przed oczami stanął jej Draco ze swoim ironicznym uśmiechem, blond włosami, wysportowanym ciałem. Jęknęła w duchu, zdając sobie sprawę, że to, co czuła początkowo do Wiktora, to nie była miłość, lecz idiotycznie głupia chęć dopieczenia Malfoy’owi.
- Hermijona? – zapytał łagodnie Krum, wyrywając ją z tego letargu. Przymknęła na moment oczy i odetchnęła głęboko.
- Przykro mi, Wiktor, ale nie mogę zostać twoją żoną – powiedziała cicho, patrząc na niego smutno.
- Dlaczegu? – zapytał sucho. – Ja sądził, że ty tegu chcesz...
- Wiktor, wybacz, ale zrozumiałam, że cię nie kocham – wyszeptała, spuszczając wzrok.
- Co? – warknął nieprzyjemnie, wstając i patrząc na nią ponuro. – Ty mnu nie kocha? Ale jak to?
- Naprawdę... Przykro mi.
- Przykro! – syknął, krążąc po pokoju jak ptak drapieżny. – Ja sądził, że ty już zapomniała o tamtym chłopaku, ale ja najwyraźniej mocno się mylił...
- Nie, Wiktor, to nie chodzi o Dracona! – jęknęła, kłamiąc, by nie rozzłościć go jeszcze bardziej.
- Nie wie, co ja sądził, sypiając z tobu... Wynoś ty się stąd, Granger! Ja nie chcu cię więcej znać!

646 czyt.
100%121
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1480 słów i 8522 znaków, zaktualizowała 1 maj o 15:17.

1 komentarz

 
  • Kanna

    Kanna · 7 maja · 230360602

    Kiedy kolejną część  ?