Dramione (miniaturka) Podróże w czasie część 5

- Może wreszcie przestałbyś się tak na mnie gapić, Malfoy, tylko byś mi pomógł, co? – warknęła zmęczona Gryfonka, taszcząc do pokoju Clarysy wielki pakunek, który zawierał nowe kreacje dla dziewczyny. Rozradowany jej nieudolnymi próbami Ślizgon, stał w bezpiecznej odległości i obserwował wszystko z bezczelnym uśmiechem.
- Nie należy to do moich obowiązków, Granger – odparł spokojnie. – Fajnie jest patrzeć, jak tak ciężko pracujesz...
- Wal się! – burknęła, przechodząc koło niego z wysoko podniesioną głową.
- Nie jestem żadnym masochista, mała Gryfonko! – parsknął śmiechem.
- Zamknij się! – syknęła, przystając. – Chcesz, by ktoś zorientował się, że nie pochodzimy z tych czasów? Przecież tu Gryffindor żyje i jeszcze najpewniej nie wie, że będzie współzałożycielem największej szkoły magii w tej części Europy!
- Jesteś przewrażliwiona – powiedział cicho, podchodząc do niej.
- A ty pijany, Malfoy – odparła, marszcząc nos, gdy doleciał ją odór alkoholu.
- To akurat jest tu dzisiaj normalne... Połowa szlachty wciąż leży na dole pijana w sztorc... Twoja księżniczka pewnie też jeszcze sobie trochę pośpi, sądząc po ilości wypitego przez nią wczoraj trunku....
- Ja naprawdę nie wiem, jak ty możesz należeć do arystokracji... – zgłosiła swoje wątpliwości, gdy Ślizgon beknął nieprzyzwoicie.
- Od zawsze moja rodzina do niej należała, Granger... I pamiętaj, co ustaliliśmy. Jestem tu twoją jedyną deską ratunku, więc zachowuj się wobec mnie przyzwoicie...
- Kretyn z ciebie, Malfoy – powiedziała z pogardą, z trudem otwierając ciężkie drzwi do komnaty.
- Ale jakże przystojnym... – usłyszała jeszcze, nim zatrzasnęła drzwi. Pokręciła głową nad głupotą chłopaka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Clarysa spała w najlepsze, a obok jej łóżka stało wiadro niemal po brzegi wypełnione wymiocinami dziewczyny. Hermionie śniadanie podeszło do gardła, gdy tylko pomyślała o tym, że będzie musiała to wyrzucić...

- Uśmiechnij się – powiedział Draco, kiedy kilka dni później siedzieli razem nad jeziorem.
- Nie potrafię – odparła smętnie, wpatrzona w spokojną toń.
- Z powodu bury, jaką dostałaś od księcia? Dajże spokój, to, że nie upilnowałaś tej rozkapryszonej gówniary, to nie twoja wina... Dziewczyna jest zwykłą latawicą, a jej zawszony tatulek po prostu tego nie dostrzega, bo tak mu wygodnie, zwalając winy za przewinienia córeczki na służbę... Mówię ci, nie martw się, jeśli zajdzie taka potrzeba, to znajdziemy inny zamek...
- Gdzie? – zapytała beznadziejnie smutno, obserwując, jak Gryffindor opowiada coś zupełnie niezainteresowanej rozmową Clarysie. Dziewczyna wyglądała, jakby miała zaraz się rozpłakać. – Jesteśmy otoczeni przez mugoli, nie mamy gdzie się udać... Tak bardzo chciałabym wrócić już do naszych czasów.
- Do Grzmottera i Łasica? Upadłaś na głowę? Bez nich ten świat jest piękniejszy i przede wszystkim dużo cichszy, nie sądzisz? – Draco obdarzył ja anemicznym uśmiechem, tylko trochę wrednym, jak na niego.
- Być może i jest, ale trudno jest przyzwyczaić mi się do myśli, że faktycznie to urodzę się dopiero za jakieś jedenaście wieków, a nawet moja rodzina powstanie dopiero za jakieś dziewięć, dziesięć wieków...
- Histeryzujesz! – skarcił ją cicho Ślizgon.
- Wcale nie! Tyle że nas tu teraz w ogóle nie powinno być! Skąd wiesz, czy przez to nie zmienimy swojej przyszłości.?
- Gdy wrócimy, to się okaże, czy wszystko jest tak, jak było kiedyś...
- A jeśli nie wrócimy?
- To uczniowie w Hogwarcie zapamiętają nas jako jednych z największych czarodziei wszech czasów! – szepnął jej do ucha, gdy zauważył zbliżającego się do nich od strony zamku strażnika. Mężczyzna wyglądał na bardzo podenerwowanego, ale z całych sił starał się profesjonalnie spełnić powierzone mu zadanie, informując, że książe oczekuje całej czwórki z jakaś ważną wiadomością.
Po usłyszeniu tego, Clarysa natychmiast ruszyła w stronę zamku, ana jej twarzy malowała się wielka ulga. W chwilę później Godryk dołączył do młodzieży i razem podążyli za niezadowoloną księżniczką.
Gdy tylko dotarli na miejsce, ciężkie drzwi sali tronowej zostały zamknięte, a z ukrytego pomieszczenia przy owej komnacie wyłonił się tuzin zbrojnych, którzy natychmiast oddzielili trójkę czarodziei, od władców.
- Co to ma znaczyć? – zapytał gniewnie Gryffindor, gd skierowały się ku nim ostrza mieczy.
- Zamilcz plago nieczysta! – pisnął książę, choć starał się mówić głosem pełnym autorytetu. Odchrząknął i kontynuował. – Cała wasza trójka splugawiona jest mocami demonów, choć długo trwało, nim sam uwierzyłem w pogłoski krążące po okolicy. Dałem dopiero temu wiarę, gdy w waszych łachach znalazłem to!
Na wyciągniętej dłoni błysnęły trzy wypolerowane różdżki. Hermiona spojrzała przerażona na blondyna, ale ten nie odwrócił się do niej, pełnym nienawiści wzrokiem spoglądając na mugola.
- Odłóż to, miłościwy panie, jako że nie zdajesz sobie sprawy, co takiego trzymasz w dłoni! – powiedział cicho Godryk.
- Jak mogłeś mnie tak oszukać, mój luby? – krzyknęła Clarysa, zasłaniając oczy rękami w teatralnym geście rozpaczy. Gryffindor spojrzał jednak na nią pogardliwie i rzekł:
- Zamknij swe plugawe usteczka, ladacznico, albo przytnę ci twój wielce sprawny język za pomocą sprytnego zaklęcia... Oddaj to, mój panie – ponownie zwrócił się do księcia, który słysząc obelgę skierowaną do córki, o mało nie dostał apopleksji.
- Oddaj to! – syknął, robiąc krok w stronę księcia, ale w miejscu osadziły go ostre czubki mieczy.
- Jesteście jako i ja? – zapytał zdumiony Godryk, zwracając się do nastolatków.
- Tak, ale nie pochodzimy ani stąd, ani z tego czasu – odparła szybko Hermiona. – To dość długa historia...
- Zaraz mi ją opowiecie... – mruknął starszy czarodziej i wzniósł wysoko prawą dłoń. Spojrzał na przerażonych mugoli i wyszeptał, jednocześnie wyciągając tę samą rękę w stronę księcia. – Do mnie!
Trzy różdżki wyrwały się z dłoni oniemiałego mężczyzny i posłusznie wróciły do swych właścicieli. Draco natychmiast wykorzystał ten fakt, rzucając potężne zaklęcie Expelliarmus, które powaliło wszystkich agresorów na ziemię. Wszyscy wyglądali, jakby nie mieli zamiaru z niej wstawać w najbliższym czasie.
- A więc? – zapyta Godryk, wykorzystując chwilę wolnego czasu. – Jak się tu znaleźliście?
- Mój partner rzucił zaklęcie, które w jego mniemaniu miało nas wszystkich przenieść o kilka miesięcy, by jego siostra ne miała szans związania się z mężczyzną, którego on nie akceptował – wyjaśniła prędko dziewczyna. – Nie doczytał jednak tego, ze zaklęcie cofa o kilka wieków.
- I tak z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego przenieśliśmy się do początków dziesiątego wieku – sarknął zdenerwowany blondyn.
- I zapewne nie wiecie, jak teraz wrócić? – zainteresował się czarodziej.
- Dokładnie...
- Niestety ja wam w tym nie pomogę, bo nie mam pojęcia, o jakim zaklęciu jest mowa. Istnieje jednak szansa, że ten wasz przyjaciel odwróci bieg magii i sprowadzi was z powrotem do waszych czasów... Tymczasem jednak radziłbym wam jak najszybciej stąd uciekać. Weźcie konie i kierujcie się ku południowi kraju, tam mieszka mniej mugoli, niż tutaj.
- Dziękujemy, Godryku – powiedziała Hermiona i chwytając Dracona za rękę, pobiegła w stronę drzwi wejściowych. Na odchodnym krzyknęła jeszcze do starszego czarodzieja – Nie ufaj Salazarowi!
Skierowali się w stronę stajni. Poruszali się cicho, ale zarazem tak, by nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Gdy wpadli do przesyconego zapachem siana, nawozu i paszy pomieszczenia, Malfoy natychmiast rzucił się w stronę potężnego karosza. Wkrótce też wyprowadził go osiodłanego ze stajni i spojrzał wyczekująco na podenerwowaną Gryfonkę.
- wsiadaj – syknął zniecierpliwiony.
- Dlaczego przyszykowałeś tylko jednego konia? – zainteresowała się, wspinając się na siodło.
- Bo tak będzie szybciej – mruknął, wskakując tuż za nią. Lekko wciągnęła powietrze, czując jak chłopak jest blisko niej. Po chwili jej kark owiał ciepły podmuch oddechu Ślizgona, który pochylił się, łapiąc za wodze. Spiął ostro wierzchowca. Rumak wstrząsnął łbem i szybkim kłusem wyjechał na dziedziniec.
- Cholera! – syknął Draco, widząc, że strażnicy zastawiają im wyjazd przez Bramę Główną. Zawrócił konia aż pod stajnie. – Trzymaj się! – szepnął przestraszonej dziewczynie do ucha, a następnie wbił ogierowi pięty w boki. Po dziedzińcu poniosło się rżenie zwierzęcia, które niemal cwałem ruszyło w stronę kamiennej bramy, po drodze tratując trzech strażników i pięknym długim skokiem pokonując zatarasowane przejście.
Pęd rozwiał Gryfonce włosy. Zamknęła oczy, bojąc się patrzeć na to, jak szybko mijają drzewa po drodze.
- Zwolnij trochę! – jęknęła w końcu, kurczowo zaciskając dłonie na przednim łęku siodła.
- Jeśli chcesz skończyć na stosie dla czarowni lub w inny równie nieprzyjemny sposób, to bardzo cię proszę, ale mnie w to nie mieszaj! – warknął, chcąc srogim tonm zatuszować coraz bardziej obezwładniający go strach. W chwilę później gwałtownie zatrzymała konia. – No? Na co czekasz? Złaź!
- Zwariowałeś? – obruszyła się. – Nie dam im się zabić!
- Więc nie każ mi już więcej zwalniać!
Znów popędził konia, kierując go ku lasowi, w którym miał nadzieję zgubić ewentualną pogoń.

- Dalej już tak nie wytrzymam! – poskarżyła się jakiś czas później Hermiona. – Muszę siku!
Draco westchnął zrezygnowany i zatrzymał konia. Sam też był już porządnie zmęczony, miał dość tej ucieczki. Paliły go wszystkie mięśnie, miał wrażenie, ze pęcherz mu zaraz eksploduje, no i drżał na samą myśl o tym, co się z nimi stanie, gdy zostaną złapani! Choć nie zajmował się nauką w takim stopniu, jak obecna przy nim Gryfonka, to sam coś tam czytał i doskonale pamiętał, że prześladowania ludzi parających się magią trwały niemal od zawsze.
- Tylko się pospiesz! – rzucił za dziewczyna, gdy ta oddaliła się w krzaki.
- Tylko nie próbuj podglądać!
- Pffff!... Niby co? – prychnął, również dając ulgę swojemu pęcherzowi.
- Oh! Zamknij się wreszcie, Malfoy!

- Nie, Harry... Wciąż nie możemy ich znaleźć. Przykro mi – powiedziała smętnie profesor McGonagall. Tego dnia odbyła dwie nad wyraz przykre rozmowy – jedną z rodzicami Hermiony, drugą z matką Malfoya. Cała trójka bezsprzecznie oskarżyła o wszystko Ronalda, przeciw któremu koniec końców wytoczyli postępowanie w Ministerstwie Magii. Chłopak od tygodnia, czyli odkąd jego rodzice w końcu dowiedzieli się o całym incydencie, snuł się po zamku jak cień, schudł, mało jadł i sypiał, wciąż przesiadywał w bibliotece, chcąc znaleźć sposób na sprowadzenie przyjaciółki i tego skretyniałego blondyna z powrotem do Hogwartu. Wszystko to było efektem wydziedziczenia go z rodziny Weasley’ów przez własnego ojca, a tym samym upokorzenie na oczach całej szkoły. Stracił niemal wszystkich przyjaciół, Ginny omijała go szerokim łukiem, Ślizgoni na równi z Gryfonami uprzykrzali mu życie na każdym kroku, nawet Harry coraz rzadziej się do niego odzywał...
- I nic więcej nie możecie zrobić? – zdenerwował się czarnowłosy chłopak. – Przecież ona musi gdzieś być!
- Robimy wszystko, co w naszej mocy, szukamy ich wyspecjalizowanymi zaklęciami, ae wciąż nie ma po nich żadnego śladu, a to oznaczać może, że zostali cofnięci w czasie więcej, niż pięć wieków, Harry. Nie mamy zmieniaczy czasu, by się o tyle cofnąć i to sprawdzić...
- P-pani.... pani profesor! – wrzasnął Ron, wpadając do gabinetu dyrektorki. Chimera strzegąca schodów głośno wyrażała swoje niezadowolenie.
- Panie Weasley! Kultura osobista nakazuje, by pukać do drzwi! – ofuknęła go nauczycielka, patrząc na niego znad swoich okularów. – Co się stało? O co ten cały raban?
- Jest! Znalazłem!
- Hermionę?
- Niestety jej nie, ale sposób na ściągnięcie jej tu z powrotem!
- Jest pan tego pewien? – zaniepokoiła się Minewa. – Wie pan, jakie mogą być tego konsekwencje...
- Tak, wiem... Ale jestem pewien na dziewięćdziesiąt procent, że się uda... – zaczerwienił się po uszy.
- Dziewięćdziesiąt... Zawsze to coś... Panie Weasley, wie pan, co się stanie w naszych czasach, jeśli to zaklęcie zawiedzie, a oni tam, gdzie teraz są, zaczną działać? Jak bardzo zmieni się historia?
- Jestem tego świadomy i poniosę dalszą odpowiedzialność za to, co nastąpi, gdy rzucę to zaklęcie. Już i tak wystarczająco cierpię przez to, co uczyniłem. Przecież to przeze mnie moja najlepsza przyjaciółka i dziewczyna jednocześnie została odesłana w czasie razem z tym rudnym Śmier...
- Panie Weasley! Jeszcze jedno słowo, a osobiście dostarczę pana do Azkabanu! – syknęła czarownica, a Harry poczuł nagle, jakby temperatura w powietrzu spadła o co najmniej kilka stopni. Niemal widzial parę wydobywającą się z ust nauczycielki i przyjaciela.

- Chodź tutaj! – powiedział Draco i niespodziewanie przyciągnął dziewczynę do siebie, całując ją zachłannie i nie dając jej dojść do słowa, a tym bardziej się wyrwać i zdzielić go jakimś zaklęciem. W chwilę później oboje usłyszeli odgłosy zbliżającego się oddziałku zbrojnych, którzy widząc jednak mizdrzącą się parę, po kilku chwilach pogwizdywania, ruszają dalej. Gdy tylko odgłosy kopyt umilkły, Draco puścił dziewczynę.
- Co ty robisz? – zdenerwowała się.
- Ewidentnie ratuję nam tyłki, bo jakbyś nie zauważyła, niewdzięczna kobieto, to nas szukają! Nie był to jednak oddział z zamku księcia, bo inaczej natychmiast by nas rozpoznali – powiedział szybko, podsadzając ją na siodło. – Jeśli rycerze są tak blisko nas, to musimy jak najszybciej stąd spieprzać! Nie wolno nam tu zostawać dłużej niż to faktycznie potrzebne... O nie! Tylko ne to!
- Co? O co chodzi? – zaniepokoiła się Gryfonka, ale kiedy zobaczyła wielką klepsydrę szybującą po niebie w ich kierunku, wpadła w totalną panikę. – Jedź! – wrzasnęła, ale było już za późno na jakikolwiek krok – klepsydra porwała ich razem z koniem, który w panice wywrócił szaleńczo oczami, nie mogąc się inaczej poruszyć i zarżał żałośnie. Biały blask oślepił ich częściowo, ale i tak widzieli niezliczone lata, które z perspektywy średniowiecza dopiero miały nadejść, a dla nastolatków urodzonych w dwudziestym wieku, były zamierzchłą historią...

2 230 czyt.
100%161
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2582 słów i 15044 znaków, zaktualizowała 26 gru 2016.

1 komentarz

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 26 gru 2016

    Super. Świetne opowiadanie