Dramione (miniaturka) Gdy miłość wybiera sobie naszego największego wroga 2/3

Hermiona z ponurą miną usiadła przy stole Gryfonów w czasie śniadania. Po przyjeździe do Hogwartu, Ron starał się z nią porozmawiać, ale tylko go wyzwała, co poskutkowało tym, że chłopak się na nią obraził. Podobnie, jak ruda, która w przypływie złości powiedziała jej, że żałuje, iż Ron nie zrobił z Mioną porządku! To ją zabolało. Nawet bardziej, niż czyny Rona bowiem sądziła, że Ginny ją zrozumie. Okazało się jednak, że nic bardziej mylnego!
Teraz gdy weszła do Wielkiej Sali, dwoje z jej trójki przyjaciół podniosło się od stołu i z torbami w rękach, ruszyło na lekcje.
- Cześć, Hermiono — powiedział Harry, gdy usiadła naprzeciw niego. - Jak samopoczucie?
- Do dupy — odparła szczerze, z wściekłością atakując jajecznicę, którą przed chwilą sobie nałożyła. Harry tylko kiwnął głową, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. Dla niego ta cała sytuacja była co najmniej dziwaczna. Nigdy nie posądziłby Rona o tak głupie zachowanie. Nie pomyślałby, że jego dziewczyna stanie po stronie brata, przecież zawsze bratała się właśnie z Hermioną, dopiekając Ronowi.
- Idę na lekcje. Spotkamy się później. - zanim zdołał się zorientować, jej już nie było. Uchwycił jednak drwiące spojrzenie Malfoya.
Przez cały dzień dziewczyna, choć jak zwykle zgłaszała się do odpowiedzi, nie robiła tego z taką werwą, jak dotychczas. Nie uszło to uwadze nauczycieli, którzy pod koniec tygodnia zaczęli się o nią już poważnie martwić. Zwłaszcza że zauważyli też konflikt pomiędzy nią, a Weasleyem. Ponadto spostrzegli, iż jej słowne utarczki z Malfoyem jakby przycichły. Nie była już to ta sama Hermiona Granger, którą znali od siedmiu lat. Coś w niej pękło. I tylko ona wiedziała, że było to jej serce.

Miesiąc po powrocie do szkoły, gdy na dworze padał rzęsisty deszcz, a była akurat wolna sobota i uczniowie nudzili się w Pokojach Wspólnych, Hermiona postanowiła się przejść po zamku. Nigdy nie poznała tak dobrze, jak Harry wszystkich jego tajemnic, a teraz miała po temu niezłą okazję, zwłaszczazwłaszcza że Harry poszedł z Ginny do Hogsmeade, a Ron wciąż się nie odzywał. Ruszyła się na obchód gmachu szkoły. Zdziwiło ją to, jak wiele korytarzy było zamkniętych, lub opuszczonych, co w tak starym zamczysku wcale nie było dziwne. Zwiedziła kilka zapomnianych klas, znajdując w nich dowody dawnej świetności szkoły i uczących się w niej czarodziejów.
Dochodziła już chyba druga godzina jej wędrówki, kiedy postanowiła odpocząć w jednej ze starych klas. Właśnie starała się odczytać wyblakłe litery na czyimś wypracowaniu, kiedy gdzieś usłyszała jakby wyszeptane swoje imię. Natychmiast podniosła głowę znad czytanego tekstu i chwyciła różdżkę, oświetlając nią co ciemniejsze zaułki pomieszczenia. Niczego jednak nie dostrzegła, a rzekomo zasłyszany szept zrzuciła na karb własnej fantazji. Kiedy ponownie pochyliła się nad pożółkłym pergaminem, szept, jaki do niej doleciał był dużo wyraźniejszy. Zdenerwowana tymi, jak sądziła, zabawami młodszych klas, wstała z krzesła i wybiegła na korytarz z magicznym patykiem w ręce. Jakie wielkie było jej zdziwienie, gdy spostrzegła, że w zasięgu wzroku nikogo nie ma, a nieznany głos nadal ją woła! Przełknęła głośno ślinę i ruszyła w stronę źródła dźwięku. W miarę, jak się do niego zbliżała, głos stawał się coraz bardziej znajomy.
Minęła kolejny zakręt i zamarła przerażona. Przed nią był duch. Co prawda odwrócony do niej plecami, ale zawsze. Zakryła sobie usta dłonią, by nie krzyknąć, kiedy spojrzał na nią. Przecież to był Fred!
- Hermiono — rzekł łagodnie, a jego głos dobiegał z bardzo daleka.
- Fred? - zapytała całkowicie zbita z tropu. Lekko przysunęła się do zjawy. - Co ty tutaj robisz? Dlaczego zostałeś?
- Nie domyślasz się, maleńka — odparł, unosząc się kilka cali nad podłogą. Miał na sobie dokładnie w ten sam strój, w którym zginął. Pokręciła przecząco głową, wpatrując się w niego, jak zahipnotyzowana. Nagle zdała sobie sprawę, że stoją dokładnie przy odbudowanej ścianie, w miejscu, gdzie zginął chłopak. Zadławiło ją w gardle, a tymczasem duch Freda podpłynął bliżej niej.
- Zostałem tutaj, bo w chwili, gdy umarłem, rozkwitała moja miłość do ciebie, Hermiono. - wyciągnął w jej stronę na wpół przezroczystą dłoń i pogładził ją czule po policzku. Poczuła dziwny chłód. Nie do końca niemiły... - Hermiono, zostałem tutaj dla ciebie. Tak bardzo pragnąłem znów cię ujrzeć.
- Fred, ja... Ja...
- Ciiii, już dobrze. Przykro mi jedynie, że to skończyło się, zanim jeszcze na dobre zaczęło. Że tak bardzo musisz cierpieć z mojego powodu.
Uśmiechnęła się niepewnie.
- Dlaczego nie ukazałeś mi się wcześniej — zapytała jeszcze z leciutką nutką żalu w głosie.
- Bo dopiero teraz poszłaś mnie szukać — odparł.
- Nie szukałam cię.
- Szukałaś miejsca, w którym mogłabyś zostawić wszelkie swoje żale. Dlatego zacząłem cię przyzywać... I powiem ci jedno, tylko ty mnie będziesz widzieć, dlatego nie mów o tym nikomu, dobrze? Nawet mojemu rodzeństwu.
- Pokłóciłam się z nimi — wyznała ze skruchą.
- Dlaczego?
- Twój brat próbował mnie zgwałcić. Uważa, że jestem jego własnością, a Ginny nawet nie próbowała mnie bronić — powiedziała, odwracając wzrok.
- Oboje się zmienili. I to bardziej, niż bym sobie tego życzył. Przykro mi to słyszeć. Niestety nic nie mogę zrobić w tej materii.
- Nie szkodzi, poradzę sobie — mruknęła.
- Dzielna dziewczynka. - przytulił ją niespodziewanie, a ją oprócz chłodu zalała też fala szczęścia. - Kocham cię, Hermiono. I nigdy nie przestanę, chociaż wiem, że znajdziesz sobie kogoś innego.
- Nie, Fred. Nikt mnie nie pokocha — odparła smutno.
- Nie mów tak, mała. Jeśli ja cię kochałem, to inny też to zrobi. I wierz mi, jestem pewny, że będzie to ktoś wyjątkowy. Ktoś, kogo zupełnie nie będziesz się spodziewać.
Spojrzała mu w blade oczy i zobaczyła w nich niematerialne łzy.
- Wtedy tego nie zrobiłem, dlatego zrobię to teraz, choć wiem, że może nie będzie to dla ciebie koniecznie przyjemne — powiedział po dłuższej chwili ciszy. Skupił się mocno, a jego postać zaczęła nabierać kolorów i opadła trochę w dół.
- C-co s-się stał-ło? - zająknęła się, patrząc wielkimi oczami na postać chłopaka.
- Coś, co pozwoli mi cię poczuć, bo do tej pory ty mnie odczuwałaś, a ja ciebie nie — wyjaśnił i nachylił się nad zdumioną ponad wszech miarę dziewczynę. Przymknęła oczy, działając instynktownie. Ich usta zetknęły się w chwilę później. Przeniknęło ją niesamowite zimno, ale poczuła też irracjonalne szczęście. Zawsze marzyła o tym, o czułym pocałunku z Fredem. Nie wiedziała ile on trwał. Sekundę czy może całą wieczność?
Kiedy w końcu się od siebie oderwali, łagodnym gestem starł z jej policzka łzy i na powrót stał się na wpół przezroczysty. Zaraz też wyszczerzył się do niej w ten swój głupkowaty sposób, za który miała ochotę trzepnąć go po tym rudym łbie! Powstrzymała się jednak w porę, ze smutkiem przypominając sobie, że w obecnej sytuacji nic by nie dało.
- Muszę już iść, kochanie. Jeszcze kiedyś się pojawię, ale nie szukaj mnie przez cały czas. Zajmij się czymś innym, na przykład wnerwij Malfoya ode mnie — uśmiechnął się jeszcze szczerzej.
- Dlaczego mówisz akurat o nim? - zdziwiła się niebotycznie.
- Bo właśnie tu idzie. Nie może mnie widzieć, więc zachowuj się tak, jakbyś wyglądała przez okno — doradził jej, a potem zniknął. Hermionę owionął delikatny powiew.
- Ooo, Granger. Co tu robisz? - odezwał się Ślizgon.
- Spoglądam przez okno, jakbyś nie zauważył, inteligencie — burknęła, wciąż wpatrując się w miejsce, w którym zniknął Fred.
- Dziwne wybrałaś sobie do tego miejsce — odparł ironicznie.
- Po prostu nie mam ochoty siedzieć w jednym pomieszczeniu z Ronem! - wyrwało jej się z głębi serca.
- A biblioteka? Przecież to podobno twoje królestwo...
- Nie mam nastroju, by czytać — mruknęła, opuszczając głowę.
- O, Merlinie! No nie wierzę! Granger nie ma ochoty się uczyć!
- Przylazłeś tu specjalnie, by mi dokuczać? - zdenerwowała się natychmiast.
- Granger, a zauważyłaś, że krążą plotki o tobie i Weasleyu? Ja niestety też w nich występuję!
- O czym ty chrzanisz, Malfoy? Jakie plotki?
- A o tym, Panno Wiem To Wszystko, że ludzie zaczynają gadać o naszym rzekomym romansie. Żeś podobno kopnęła Weasleya w dupę!
- Bo go kopnęłam! Ale nigdy bym nie chciała mieć z tobą romansu! Co to, to nie! - warknęła, czując, że zaczyna ją coś dławić w gardle.
- I vice versa! Problem w tym, że plotka poszła i jak podejrzewam tak szybko się z tego nie wyplątamy... Poza tym nie myślałaś nigdy nad tym, by dopiec Weasleyowi za to, co próbował ci zrobić w pociągu? - zapytał ją z parszywym uśmiechem.
- Nie. Nie jestem tobą, Malfoy! A teraz zostaw mnie w spokoju!
Gdy odchodziła, Draco spojrzał na miejsce, w które wpatrywała się dziewczyna.
- Ej, Granger! - krzyknął za nią. Zatrzymała się niepewnie, usłyszawszy jego głos.
- Czego? - warknęła.
- To tutaj zginął Weasley, tak? - zapytał, kiedy dotarło do niego, co najwyraźniej jest na rzeczy. Następnie przeniósł wzrok na nią i dostrzegł, że się mocno przygarbiła. Nie odpowiedziała mu jednak tylko uciekła biegiem. Dosłyszał jednak jej szloch. Zaskoczyło go to. Nie sądził, że ona i Weasley...

5 856 czyt.
100%73
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1788 słów i 9762 znaków.

3 komentarze

 
  • EloGieniu

    EloGieniu · 1 lis 2016 · 200823671

    Po namyśle stwierdziłem że przeczytam toopowiadanie i powiem ci dwie rzeczy. To jest pierwsze opowiadanie miłosne które mnie wciągneło a druga sprawa to co wy macie do Weasley'ów ja osobiście ich lubię.

  • chaaandelier

    chaaandelier · 10 wrz 2016

    No proszę. Malfoy już coś wcześniej zaczął coś czuć do Hermiony.

  • Hermia

    Hermia · 10 wrz 2016 · 287366672

    "Kap, kap płyną łzy w łez kałużach ja i Ty wypłakane oczy i przekwitłe bzy."  
      P.B