Dramione - podwójne życie 23

- Panie Krum, pańskie zachowanie było niedopuszczalne! A już zwłaszcza, jako ministra magii! – powiedziała surowo dyrektorka Hogwartu, patrząc młodego mężczyznę z wyrzutem. Wiktor siedział na krześle przed jej biurkiem i minę miał raczej nietęgą. Zdawał sobie sprawę, że zadziałał zbyt ostro. No, ale co miał zrobić, jak ten tleniony palant tak mono go wkurzył?!
- Wiktor, powiedz coś! – syknęła rozeźlona i jednocześnie wciąż przestraszona całym zajściem Gryfonka. – Czemu się nie odzywasz?
- Hermijona, ja… - zaczął, ale chyba nie bardzo wiedział, co powiedzieć, bo tylko zamknął usta i wzruszył ramionami w jakiś taki bezradny sposób.
- Wiesz, że mogłeś go zabić, prawda? – zapytała ze złością Hermiona. – Mogłeś olać jego zaczepkę lub po prostu dać mu w pysk, ale nie! Wielki pan Krum musiał go prawie skatować! – huknęła. – Na oczach całej szkoły! Zaraz po tym, jak mnie pocałowałeś!
Krum spojrzał na nią spode łba, na co ona prychnęła tylko i odwróciła się do niego plecami. W tym samym momencie do gabinetu weszła Ginny.
- Draco odzyskał przytomność – zawiadomiła zebranych. McGonagall wyraźnie się odprężyła, ale nadal łypała złowrogo na bułgarskiego ministra. Hermiona natomiast wyglądała tak, jakby walczyła z przemożną chęcią natychmiastowego udania się do Skrzydła Szpitalnego. – Jest z nim Lucjusz – powiedziała Ruda, co prawie natychmiast zatrzymało Hermionę w gabinecie dyrektorki.
- W jakim jest stanie? – zapytała Minerwa.
- Jest naprawdę wściekły, czemu trudno się dziwić. W końcu jego syn został brutalnie pobity przez bułgarskiego ministra magii we własnej osobie…
- Pańskim zdaniem, panie Krum, co w tej sprawie winniśmy uczynić? Nie wiem, czy uda mi się powstrzymać Lucjusza Malfoy’a przed pojedynkiem z panem. Proszę mieć to na uwadze!
- Ja go pokona… - warknąłnad wyraz pewny siebie Bułgar, a zaraz potem westchnął. – Ja przeprasza. Źle zrobił. Nu, ale co ja miał robić, jak on powiedział, że on kocha moja Hermijona?! – zapytał wyzywająco.
Dyrektorka pokręciła tylko głową i mruknęła coś niezrozumiale pod nosem.
Nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem i do środka wparował rozwścieczony Lucjusz Malfoy. Gdy tylko jego wzrok padł na naburmuszonego Wiktora, wyszarpnął różdżkę ze swojej ozdobnej laski.
- Zginiesz, śmieciu! – ryknął, celując w postawnego chłopaka, który zdążył już zerwać się na nogi.
- Panie Malfoy! – zagrzmiała profesor transmutacji, starając się opanować niemiłą sytuację. – Porozmawiajmy spokojnie!
- Spokojnie?! – warknął na nią Malfoy. – Spokojnie? Ten zwyrodnialec skatował mi dziecko! Żądam, aby został usunięty ze swego stanowiska i stoczył ze mną pojedynek!
- Po pierwsze, nie radzę podnosić panu na mnie głosu! – ostrzegła go ostro nauczycielka. – Jest pan na moim terenie, panie Malfoy i to nie pan będzie dyktować tutaj warunki! Po drugie, nie może pan żądać usunięcia ministra z jego stanowiska, bo nie jest to minister naszego kraju!
- Po pierwsze – syknął Lucjusz, chowając różdżkę. – O ile dobrze łączę ze sobą zasłyszane informacje, to była pani obecna w czasie owego zajścia w Wielkiej sali i nie uczyniła pani kompletnie nic, by ów incydentowi zapobiec!
Twarz McGonagall poczerwieniała. Obydwie Gryfonki zorientowały się natychmiast, że Malfoy przesadził…
- I jak pan to sobie wyobraża? Miałam rozbroić ministra magii? Czy może stoczyć z nim pojedynek? – zapytała oschle, a nozdrza jej niebezpiecznie zadrgały.
- On jakoś nie miał takich skrupułów, gdy atakował mojego syna! – zauważył blondyn.
- Syna, którego, o ile dobrze pamiętam, wydziedziczył pan – powiedziała McGonagall.
- W tej chwili nie ma to żadnego znaczenia!
- Nie? – zdziwiła się uprzejmie dyrektorka. – No cóż, pozostanę przy pańskiej decyzji. Nie mniej jednak pan Krum został do tego ataku sprowokowany zachowaniem, jak również słowami wypowiedzianymi przez Dracona. To pan Krum, jako pierwszy został spoliczkowany i odpowiedział tylko na zaczepkę, chociaż oczywiście nie tłumaczy to brutalności, z jaką to uczynił…
- To moja wina! – jęknęła milcząca w czasie ów rozmowy Hermiona, patrząc smutno na Wiktora. Lucjusz prychnął pogardliwie.
- Oczywiście, że to twoja wina! Gdybyś nie zabawiła się w tak podły sposób kosztem Dracona i nie wskoczyła mu – tu skinął głową w stronę Kruma, który naburmuszył się natychmiast jeszcze bardziej. – To dzisiaj zapewne nie stalibyśmy tutaj.
- Lucjuszu! – wrzasnęła zdenerwowana Ginny. Mężczyzna spojrzał na nią niecierpliwie. Tymczasem młoda Gryfonka wzięła się pod boki zupełnie, jak jej matka i prychnęła. – Uspokój się! To nie jest w żadnej mierze wina Hermiony, że Draco okazał się takim idiotą! Jeśli już zapomniałeś, to zerwała właśnie przez niego! I gdyby był mądrzejszy, nigdy nie pozwoliłby jej odejść, a przede wszystkim nigdy nie zraniłby jej tak mocno!
- Ale to ona… - próbował jeszcze coś powiedzieć, lecz Ginewra tylko uniosła dłoń, patrząc na niego wściekle. McGonagall przysłuchiwała się tej wymianie zdań z pewną dozą satysfakcji i zrozumieniem tego, co było między tą dwójką.
- Zamilknij! – wycedziła Ginny przez zaciśnięte zęby. – Jeszcze niedawno sam próbowałeś przekonać Mionę, by wróciła do Dracona i męczyłeś mnie, by z nią o tym porozmawiała, a teraz śmiesz oskarżać ją o coś, co zrobił twój syn? Jak możesz być tak nieczuły?
- Najwyraźniej to cecha rodowa Malfoy’ów! – powiedział chłodno i wyniośle.
- Możliwe – mruknęła Ginny, celując w niego palcem. – Nie zapominaj jednak, że ja nie mam zamiaru jej tolerować!

678 czyt.
100%6
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 979 słów i 5852 znaków.

Dodaj komentarz