Dramione - podwójne życie 19

Tak, trafił go szlag, ale serce zabolało go jeszcze mocniej. W okamgnieniu zdał sobie sprawę, że to wszystko, co chciał z siebie wydrzeć, wyrzucić i zdeptać, że całe to uczucie do brązowowłosej Gryfonki o oczach płynnej czekolady z temperamentem prawdziwej lwicy, wcale w nim nie wygasło, tak jak próbował wmówić to swojemu ojcu. Rzucił mikrofon na ziemię, co spowodowało niezbyt przyjemny zgrzyt zwielokrotniony przez głośniki. Fani skrzywili się nad wyraz zgodnie, by po chwili wraz ze zdezorientowanym zespołem obserwować, jak ich wzburzony idol zeskakuje ze sceny i przedziera się przez kordon próbujących go powstrzymać ochroniarzy. Hermiona również spojrzała w stronę sceny, zaskoczona niecodziennym odgłosem. Zauważyła niknącą w tłumie blond czuprynę. Po chwili zdumiona stanęła twarzą w twarz z rozzłoszczonym Ślizgonem, podczas gdy cały tłum niemal wstrzymał oddech i trwał w bezruchu. W powietrzu lśniły tylko telefony komórkowe rejestrujące koncert i zajście pod sceną.
- Długo za mną nie płakałaś! – warknął Draco, patrząc na swoją byłą z pogardą, choć miał ochotę miotnąć w siebie samego jakimś zaklęciem. Najlepiej Niewybaczalnym.
- Bo z tobą zerwałam, kretynie! – prychnęła. Poczuła, jak Krum obejmuje ją opiekuńczo ramieniem.
- Czegu ty chcesz, Malfoy? – zapytał ostro Wiktor, szykując się do ewentualnego pojedynku. Jego lewa dłoń natychmiast powędrowała do kieszeni, w której miał różdżkę. Nie uszło to uwadze Dracona, który zaczął w tej chwili żałować, że swoją zostawił w garderobie, by nie wypadła mu w czasie występu.
- Od ciebie nic! Od niej, owszem… Czemu to zrobiłaś? – zapytał ciszej w nadziei, że tylko ona go usłyszy.
- To on mnie pocałował – wyszeptała. – Nie rozumiem, o co ci chodzi, Draco. Nie jesteśmy już razem. Czego się wściekasz?
- Bo dotarło do mnie, jak bardzo się pomyliłem, Hermiono. Nie powinienem był na ciebie tak naskakiwać. Miałaś wtedy rację. Tamta sprzeczka z moim ojcem była kompletnie niepotrzebna…
- Teraz mnie przepraszasz? – zapytała z niedowierzaniem. – Teraz?! Przepłakałam przez ciebie tydzień! I to do mnie dotarło, że popełniłam błąd, Malfoy! Zaufałam nie temu człowiekowi, co trzeba!
- Błagam! – jęknął, łapiąc ją za dłoń, gdy odwróciła się do Kruma. – Daj mi szansę to wszystko naprawić!
- Którą z kolei, Draco? Bo ja już nie pamiętam… Wiktorze, zabierzesz mnie stąd?
- Da – odparł Bułgar i podał jej swą dłoń. – Zjeżdżaj ty, Malfoy. Ty miał już swoją szansę, da…
Gdy wyszli z koncertu, jakieś dwieście metrów dalej dogoniła ich zdyszana Ginny.
- Hej, czekajcie! – zawołała, by się zatrzymali. – Her-hermiono, nie wybaczysz mu?
- Nie, Ginny. Ten tleniony palant zranił mnie po raz ostatni! – warknęła brunetka. – Sama powtarzałaś mi, bym mu nie ufała. Miałaś rację, a ja dałam się głupio wciągnąć w jego gierki. Teraz mam zamiar zawalczyć o swoje szczęście!
- Z nim? – zapytała Ruda sceptycznie, nie bacząc na to, że Bułgar stoi tuż obok jej przyjaciółki.
- Szto? Nie podobam ci się ja? – zapytał natychmiast Wiktor, zakładając ręce na piersi.
- A bo co? – syknęła Wiewióra, przyjmując charakterystyczną pozę swojej mamy.
- Ej, spokojnie, bo się pozabijacie – jęknęła Hermiona, odciągając przyjaciółkę od chłopaka.- Ginny, daj spokój. Przy nim nic mi nie grozi.
- A jeśli też ze sobą zerwiecie?
- To nie będę płakać – zakomunikowała panna Granger. – Od tej chwili mam zamiar używać życia, ile tylko się da. Jeśli zerwiemy, to ten epizod w życiu będę wspominać, jako miłą przygodę.
- Nie boisz się? A jeśli i w nim się zakochasz? Albo zajdziesz z nim w ciążę? – Ruda miała mnóstwo wątpliwości.
- To na pewno za swój stan nie będę obwiniać ciebie – zaśmiała się Hermiona. – Poza tym, wiem doskonale, jak się zabezpieczać.
- Ty tak, ale on nie wygląda na takiego, co wie – mruknęła rudowłosa Gryfonka.
- Ginny… Dajże już spokój i pozwól mi się zabawić…
- Obyś tylko później nie żałowała… Koncert na sto procent będzie wydarzeniem miesiąca, chociaż jego zakończenie pozostawia wiele do życzenia – westchnęła i spojrzała jeszcze raz na Bułgara, który czekał na Hermionę nieopodal. – Co mam powiedzieć Lucjuszowi? Będzie pewnie chciał wiedzieć, co wydarzyło się pod sceną…
- Mów mu, co tylko chcesz, Ginny. Nie obchodzi mnie ani ten tleniony palant, ani jego ojciec. Baw się dobrze. Teraz ja sobie poszaleję.
Pożegnawszy się z przyjaciółką, ruszyła w stronę Wiktora, który natychmiast obdarzył ją szerokim uśmiechem.
- Gotowa? – zapytał, patrząc na nią uważnie.
- Chyba tak – mruknęła, chwytając go za dłoń. Po chwili poczuła, jak coś ściska ją w środku i obraca się wraz z Krumem. Ciemność naparła na nią, by już po krótkiej chwili całkowicie zniknąć.
Hermiona rozejrzała się dokoła, ze zdumieniem zdając sobie sprawę, że znajdują się właśnie w ogrodzie ogromnej posiadłości.
- Witaj w mój dom, Hermijona – powiedział Wiktor, dłonią zataczając łuk.
- Tu jest niesamowicie – wyszeptała dziewczyna, rozglądając się po otaczającej ją zieleni. – Kim ty jesteś, że stać cię na taki wypas? – zapytała.
- Ja miał trochę pieniędzy z qudditcha – wyjaśnił. – A potem zarobił jeszcze więcej – odparł lakonicznie, prowadząc ją ścieżką wysadzaną jasnymi kamykami w stronę domu. Willi. Posiadłości. Pałacu. Ah, Hermiona szybko zgubiła się w nazywaniu tego cudeńka.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? – zainteresowała się, zanim jeszcze weszli do środka.
- W Bulgarii – mruknął. – Na Riwiera – sprecyzował, gdy spojrzała na niego pytająco.
- I ty tu naprawdę mieszkasz? – niedowierzała.
- Nu… Nie podoba ci się?
- Nie podoba się? Jest rewelacyjnie!
- Tu dobrzu… Ciesze się…Hermijona, ja… - podszedł do niej i znów ją pocałował. Nieco zachłanniej niż w czasie koncertu i dużo namiętniej. Hermiona zarzuciła mu natychmiast dłonie na ramiona i oddała pocałunek z pasją. Pasją, która szybko dała upust w sypialni chłopaka…

- Więc? – zadała pytanie jakiś czas później, gdy leżeli w szerokim łożu.
- Co?
- Więc? Kim ty tutaj jesteś? – sprecyzowała.
- A, da… Ja zapomnial, że ty niet wiesz… Ja tu…prezydent magii – powiedział.
- Co?! – wrzasnęła, zrywając się do siadu. – Możesz powtórzyć? Kim jesteś?
- Priezydent magii – spełnił jej polecenie z łagodnym uśmiechem na ustach. – Ty nie wjedziala?
- Gdybym wiedziała, teraz nie byłabym zaskoczona tą informacją – prychnęła. – Na Brodę Merlina! Nie spodziewałam się, że się prześpię z samym Ministrem!
- Ty zadowoliona?
- Z tego, że się z tobą przespałam, czy z tego, że jesteś Ministrem Magii?
- Z dwa powodów – zaśmiał się. W odpowiedzi dała mu kusańca w bok, poprawionego szybkim całusem.
- Nie mam nic przeciwko temu. Ale powiedz mi jedno, Wiktorze. Jak z takim wyglądem zostałeś tak wysoko postawionym urzędnikiem?
- Ludzie nie patrzą, jak wyglądam, tylko czy ja dbam o ich interesy…
- No dobrze, ale jak? Cholera, zawsze byłeś umięśniony, ale to chyba nie efekt treningów Quidditcha, co? Poza tym te tatuaże… To robota mugolskich fachowców od tej roboty.
- Da, to zrobił mugol – przytaknął Wiktor, zaczynając bawić się jej długimi i upojnie pachnącymi lawendą włosami. – Ja… Hermijona, ty wjesz, co to cultusistic?
- Oczywiście, że wiem. Czemu pytasz?
- Ja tam startuję...

782 czyt.
100%7
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1354 słów i 7697 znaków.

Dodaj komentarz