Dramione - podwójne życie 14

- Draco się wścieknie – mruknęła po chwili Hermiona.
- Wątpię. – Ginny machnęła lekceważąco ręką. – Lucjusz też ma dar przekonywania. I całkiem sporo do zaoferowania własnemu synowi.
- Ciekawe co...
- Przekonasz się po obiedzie – oznajmiła Ruda z wielce chytrą miną, słysząc gong oznajmiający podanie obiadu. – Chodźmy, Lucjusz nie lubi spóźnialskich.
- On nikogo nie lubi – poprawiła ją Miona złośliwie, idąc tuż za przyjaciółką. Ginny zachichotała uroczo. Na ten dźwięk usta starszego Malfoy’a wygięły się w delikatnym uśmiechu, przez co Hermiona spojrzała na niego po raz pierwszy inaczej. Nie jak na nadętego arystokratę, za którego go do tej pory uważała.
Gdy usiedli przy stole w jadalni, Draco ani myślał odpuścić i kontynuował rodzinną sprzeczkę.
- Odbiło ci, ojcze! Ginny mogłaby być twoją córką... Jest tylko rok młodsza ode mnie! – warknął, w ogóle nie zwracając uwagi na skrzata, który właśnie serwował mu jedzenie.
- Pragnę ci przypomnieć, synu, że od jakiegoś już czasu jestem dorosły i potrafię podejmować słuszne decyzje. Wiem, co robię! Kocham Ginewrę i nie mam zamiaru z niej rezygnować! – odparł Lucjusz zimno.
- Teraz ją kochasz, tak? – prychnął Draco. – A kto życzył jej śmierci i wepchnął ją w szpony wspomnienia Voldemorta? I bazyliszka?!
- Spokojnie – upomniała go Hermiona łagodnie. – Nie trzeba się denerwować... Po prostu przyjmij do wiadomości, Draco, że twój ojciec ponownie się zakochał i tyle. Daj temu spokój.
- Zakochał się! Phi! Zachowuje się jak szczeniak!
- Uważaj, synu! Raczej nie chciałbyś się ze mną pokłócić.
- A to dlaczego? – zdumiał się Draco, uśmiechając się wrednie. – Nie potrzebuję twoich pieniędzy, świetnie sobie radzę, jestem samowystarczalny!
- Ależ oczywiście, że tak. Ale jestem pewien, że twojemu zespołowi przydałby się mocny sponsor, który wreszcie wypromowałby was poza granicami Anglii...
- O czym ty mówisz? – Draco wyglądał na autentycznie zaskoczonego tym, że jego ojciec wie o zespole.
- O tym, że sobie pogrywasz od jakiegoś czasu w mugolskim zespole, Draco. – Lucjusz odchylił się w krześle, spokojnie patrząc na swego pierworodnego. – Myślisz, że nie wiedziałem o tym twoim „projekcie”? Nie powiem, byłem poważnie zaskoczony, skonsternowany i wręcz zniesmaczony, gdy dotarło do mnie, co wyczyniasz, lecz w końcu doszedłem do wniosku, że nie jest to nic sprośnego, ani okrywającego nasze nazwisko hańbą i dlatego pozwoliłem ci do dalej ciągnąć... Słuchałem kilka twych piosenek i muszę przyznać, że są całkiem przyjemne, całkiem inne, niż te, które grają czarodziejskie zespoły i śmiem nawet twierdzić, że jesteś w stanie zrobić karierę. Lecz pozwól sobie pomóc finansowo, chłopcze.
- Jest jednak w tym jakiś haczyk, prawda? – zapytał Draco, mrużąc oczy. – Nie działasz całkowicie bezinteresownie. Musisz widzieć w tym jakąś korzyść dla siebie, inaczej nigdy nie zaproponowałbyś i tej pożyczki.
- To nie pożyczka, synu... Raczej powiedziałbym, że dobrze ulokowana inwestycja – zaśmiał się Lucjusz.
Draco spojrzał niepewnie na równie co on zaskoczoną Hermionę i upił łyk znakomitego wina. Przy stole zapanowała cisza. Młody Ślizgon poważnie analizował propozycję ojca.
- Co ty na tym zyskasz? Jesteś czarodziejem, ja aktualnie działam w mugolskim świecie. Ty raczej ich nigdy nie lubiłeś...
- Preferencje zmieniają się z upływem lat, synu. – Lucjusz machnął na to tylko ręką.
- I pod wpływem pewnych osób, prawda? – zapytała cicho Hermiona.
- Punkt za spostrzegawczość, Granger – zaśmiał się stary Malfoy. – Zaczynam chyba wierzyć w to, że ta mała Gryfonka może faktycznie być najmądrzejszą czarownicą od czasów Ravenclaw...
- Ja sobie gdzieś to zapiszę! – mruknęła Miona do rozbawionej przyjaciółki. Ta puściła jej oczko, koncentrując się na rozmowie panów.
- Ale wracając do rzeczy – kontynuował Lucjusz. – Czy to takie dziwne, że po prostu chcę wesprzeć w karierze własnego syna? Jesteś moim pierworodnym i należy ci się część majątku. Resztę odziedziczy Ginny i nasze dziecko.
- Zaciążyłeś Weasley’ówne? No, ojcze, jej rodzice i bracia nie będą z tego zadowoleni!
- Ginewra nie jest ze mną w ciąży, synu. Ale zapewniam cię, że jak tylko zostanie moją żoną, nie będziesz musiał długo czekać, by zostać starszym bratem!
- To istne szaleństwo! – warknął Draco, zrywając się ze swego miejsca. Widać było, że jest wściekły na ojca.
- Draco, uspokój się. – Hermiona po raz drugi tego samego popołudnia musiała interweniować. – Naprawdę chcesz zaprzepaścić sobie szansę na rozwój swojej kariery tylko dlatego, że twój ojciec chce się związać z moją przyjaciółką?! Pomyśl rozsądnie...
- No proszę, Granger! Naprawdę potrafisz mówić z sensem – zauważył sarkastycznie Lucjusz. Miona lekko poczerwieniała i już miała odpowiedzieć, kiedy Draco postanowił interweniować.
- Uważaj, jak się do niej zwracasz, ojcze – syknął Draco, opierając się dłońmi o stół i piorunując Lucjusza ostrym spojrzeniem. – Ja mam zamiar pojąć ją za żonę po zakończeniu szkoły!
- Teraz to ty zwariowałeś, synu! – wykrzyknął wzburzony Malfoy.
- A czemu? Jeśli ty możesz żenić się ze zdrajczynią krwi, to dlaczego ja nie mogę tego samego zrobić ze szlamą?!
W salonie zapadła głucha cisza. Do Dracona momentalnie dotarło, jak bardzo obraził przed chwilą obydwie Gryfonki.
- Hermiono, wybacz mi – jęknął, odwracając się pobladłej dziewczyny.
- Nawet nie waż się do mnie odzywać! – syknęła, zrywając się z miejsca. Po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. – I to w tobie ja się zakochałam?! – krzyknęła mu prosto w twarz i wybiegła z jadalni. Słowa Gryfonki sparaliżowały młodego arystokratę do tego stopnia, że nawet za nią nie pobiegł, lecz klapnął z impetem na krzesło. Schował twarz w dłoniach i westchnął rozdzierająco.
- I czego tak siedzisz, jełopie jeden? – warknęła w końcu Ruda, widząc, że jej szkolny kolega najwyraźniej nie ma zamiaru się ruszyć.
- A co niby mam zrobić? Uciekła mi!
- Bo jej na to pozwoliłeś, synu – zauważył Lucjusz. – Garnger jest wartościową, młodą kobietą i byłbyś wielkim kretynem, gdybyś teraz ją stracił.
- Nie wiem, jak mam ją przepraszać – jęknął po raz drugi załamany Ślizgon.
- Najlepiej szczerze i na klęczkach. I z jakimś wielgachnym bukietem kwiatów – podpowiedziała mu Ginny. Chłopak spojrzał na nią jakoś mało przytomnie, a potem nagle zerwał się z krzesła, przewracając je i wybiegł z posiadłości. Gdy po raz drugi tego dnia trzasnęły drzwi wejściowe, Ginny spojrzała niepewnie na uśmiechniętego Malfoy’a.
- Co się tak szczerzysz? – zapytała go, mrużąc oczy.
- Bo wiem, jak to się skończy – odparł, bawiąc się widelcem.
- Myślisz, że Draco ją przebłaga?
- Jestem tego niemal pewny.
- A... czy...
- Nie, Ginny, nie uważam cię za zdrajczynię krwi – mruknął, uśmiechając się do niej łagodnie.

Tymczasem Draco aportował się na drodze prowadzącej z Hogmeade do Hogwartu i puścił się biegiem za widoczną w oddali Gryfonką.
- Hermiono! – wrzasnął, niemal zdzierając sobie gardło. – Hermiono, zaczekaj! Błagam cię!
Dziewczyna nie zamierzała jednak się zatrzymać choćby na chwilę. Łzy spływały jej po policzkach, rozmazując makijaż i obraz przed nią, przez co potknęła się już parę razy. Czuła się podle. Nie mogła zrozumieć jakim sposobem uwierzyła w to, że ten idiota się zmienił i że mu na niej zależy! Miała wrażenie, jakby ktoś wykroił jej serce łyżeczką deserową, kawałek po kawałku. Wiedziała już teraz, że źle zrobiła, ufając Ślizgonowi i zakochując się w nim bez pamięci. Gdzieś z oddali słyszała nawoływania tego przebrzydłego węża, ale swój honor i dumę miała, więc twardo padła naprzód. Nie doceniła jednak determinacji i całkiem niezłej kondycji szukającego, który dogonił ją wreszcie w połowie hogwarckich błoni. Zmachany Draco schwycił ją za lewą dłoń i odwrócił ku sobie. Nie zorientował się jednak nawet, kiedy rozpędzona dłoń Gryfonki trzasnęła go w twarz, zostawiając na policzku czerwony, piekący ślad. Skrzywił się nieznacznie i zdusił w sobie jęk bólu, ale nie puścił dziewczyny.
- Przebacz mi! – jęknął, zupełnie niespodziewanie padając przed nią na kolana, brudząc sobie przy tym spodnie wszechobecnym błotem. – Kochanie, uwierz mi, nie mam pojęcia, dlaczego tak powiedziałem. Przecież wiesz, że cię kocham. Ale jestem totalnym idiotą, który nie zasługuje na twoje uczucie. Gdy w nerwach powiedziałaś, że się we mnie zakkochałaś... Nie miałem pojęcia, że też czujesz do mnie to, co ja do ciebie... Wiem, że zachowałem się jak ostatni kretyn. Nie uważam cię już za szlamę, przecież o tym wiesz.
- Najwyraźniej mocno się pomyliłam – odparła twardo, starając się wyswobodzić. – Puść mnie, Malfoy, albo narobię hałasu!
- Krzycz, ile wlezie, lecz najpierw mnie wysłuchaj, Hermiono... Od śmierci mojej matki i stracie wszystkich przyjaciół, stałaś się dla mnie niezwykle ważną osobą, lecz przez swą dumę i upartość długo nie chciałem się do tego przyznać. Zauważ, że wyznaję ci to wszystko, klęcząc w błocie i kompletnie niszcząc sobie spodnie, a to już czegoś dowodzi! Nie jest to jednak wążne. Ważne jest to, że ja też cię kocham, ty uparta Gryfonko. Nie zrezygnuję z ciebie już nigdy. Obiecuję ci to. Zrobię z ciebie najszczęśliwszą kobietę na świecie, tylko błagam, wybacz mi moje szczeniackie i jakże głupie zachowanie i pozwól mi dalej i wciąż być twoim chłopakiem!
- Odczep się, Malfoy! – warknęła.
- Nie mam zamiaru, Miona. Zbyt mocno mi na tobie zależy, by to wszystko sknocić, gdy mam szansę naprawić swój błąd. Wiem, że cię to zabolało. Nie powinienem był nigdy tak powiedzieć i nic mnie nie usprawiedliwia. Nie jestem idealny, lecz wierzę, że przy tobie mogę się zmienić. Nie przy innej dziewczynie, tylko właśnie przy tobie!
- Zraniłeś mnie, Draco! – załkała.
- Wiem, najmilsza. Wiem i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak przez to straszliwie cierpię.
- Nie wiem, czy po czymś takim jestem w stanie jeszcze ci zaufać, Draco – wyznała, wolną ręką ścierając łzy. – To, co o mnie powiedziałeś swojemu ojcu, co przez te wszystkie lata o mnie myślałeś... To naprawdę boli!
- Nigdy już tego nie zrobię. Uwierz mi, Hermiono!
- Spróbuję – mruknęła po chwili, która jemu wydawała się wiecznością. – Ale od tej pory masz u mnie ograniczony kredyt zaufania. I na jakiś czas nici ze wspólnego spania! – ostrzegła.
- Zniosę wszystko, bylebyś tylko znów mnie chciała, Hermiono! – Draco zerwał się na równe nogi, a potem nie zważając na jej protesty, porwał ją na ręce i zaniósł do zamku.

1 618 czyt.
100%81
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1930 słów i 11153 znaków.

1 komentarz

 
  • Juliaaajl

    Juliaaajl · 19 lis 2017

    Radzę przeczytać jeszcze raz, parę literówek. A ogólnie to super jak zwykle