Dramione - niechciany obrońca rozdział 3

Dramione - niechciany obrońca rozdział 3Z przyjemnością dostrzegł, że na twarzy jego ukochanej wykwita uroczy rumieniec.
- Ale nie chcu ja cię do niczego zmuszać. Sama mi powiesz, kiedy będziesz gotowa, dobrzu? – pospieszył z wyjaśnieniami.
- Viktor, ja… Nie wiem, co mam powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie.
- Wiem, ale ja cię kocham, Hermijona i chcę z tobu być.
- A ja z tobą, ale dla mnie takie plany to jeszcze za wcześnie – wystękała w końcu, jeszcze mocniej się rumieniąc i spuszczając wzrok na swoje kolana.
- Będzie tak, jak sobie życzysz, Hermijono. Twoje szczęście dla mnie najważniejsze…
- Dziękuję – bąknęła, a następnie ponownie skryła się za czytaną książką.

Miesiąc później

- Hermijono! Sowa do ciebiu! – usłyszała głos kochanka. Podniosła głowę znad kolejnego opasłego tomu i z uśmiechem na ustach ruszyła do kuchni, gdzie krzątał się już przy kolacji jej ukochany. Posłała mu szczery uśmiech, gdy wskazał jej ptaka. Przyjrzała mu się i rozpoznała w nim sowę uszatą, nowy nabytek Harry’ego po stracie Hedwigi. Odwiązała zwitek pergaminu od nóżki sowy, która natychmiast wyleciała przez otwarte okno.
- To od McGonagall! – wykrzyknęła, omal nie wypuszczając listu z rąk. – Myślisz, że chodzi o ten miecz?
- Nie wiem – odparł chłopak. – Przeczytaj, a się dowiesz… Możu oni odbudowali zamek?
- Wątpię, to wymaga dużo pracy, a mieli stosunkowo mało czasu. Niee, w tym roku raczej nie zacznie się rok szkolny – powiedziała, drżącymi z emocji rękoma rozrywając kopertę. Bułgar cały czas obserwował ją nad wyraz uważnie, dlatego od razu zauważył zmianę na jej twarzy.
- Co jest? – zapytał z niepokojem.
- Mam się zjawić w Londynie za dwa dni – odparła cicho. – Ruszamy.
- Jeśli ty się bojisz, zawsze możesz się wycofać. Nie chcu ja cię stracić – mruknął były szukający, całując ją w szyję.
- Wiesz dobrze, że nie bardzo mogę. Już przecież o tym rozmawialiśmy. Poza tym… nie dam Ronaldowi tej satysfakcji i nie zrezygnuję – szepnęła, poddając się jego pieszczocie.
- Boję się o ciebiu.
- Viktor, nic mi nie będzie. Obiecuję… Kocham cię, wiesz?
- Nu, ja to wiem, ale i tak się boję. – przytulił ją mocno do siebie. – Nie mogu ja cię stracić. Nie mogu.
- I nie stracisz. Będę ostrożna.

Przez kolejne dwa tygodnie Hermiona wraz z trójką towarzyszy z Zakonu Feniksa uczestniczyła w poszukiwaniach legendarnego miecza. Choć razem dysponowali naprawdę dużą siłą, jak i wiedzą, Voldemort zawsze był o krok, dwa przed nimi. Całe szczęście, że te poszukiwania nawet dla niego nie były proste. Niestety w związku z tym często widzieli efekty jego furii.

- Jeśli się w końcu nie sprężymy w tych poszukiwaniach, to ten cholerny miecz wpadnie w łapska tego kretyna o twarzy węża, a wtedy cały czarodziejski świat weźmie w łeb! - George dał wyraz swej frustracji, kopiąc mocno kamyk, który bezbłędnie trafił przez jakieś wybite okno. Odpoczywali akurat wśród ruin niewielkiego miasteczka, które padło ofiarą Voldemorta. Wszędzie walały się ciała pomordowanych mugoli, ściany licznych budynków były zniszczone i sypały się w gruzy, a nad głowami czwórki czarodziejów unosił się Mroczny Znak.
- Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę — rzekł chłodno Slughorn, przysiadając ociężale na wysokim krawężniku. - Pytanie jednak brzmi: jak sobie z tym poradzimy? Musimy wyprzedzić Sami - Wiecie - Kogo.
- Nie będzie to łatwa sprawa — mruknęła Hermiona. - Nie wiemy nawet czego dowiedział się od Morgany.
- Coś ty powiedziała? - zainteresował się gwałtownie nauczyciel eliksirów. Hermiona wzdrygnęła się, słysząc jego szorstki ton. Przecież on zawsze był taki sympatyczny, lekko szajbnięty czego dowodzić może Klub Ślimaka, ale mimo wszystko miły...
- Powiedziałam, że nie wiemy nawet czego dowiedział się od Morgany — pisnęła.
- To jest to! - ryknął Horacy, nad wyraz sprawnie podrywając się na nogi, a swoim głosem płosząc kruki, które właśnie miały zamiar ucztować na trupach. Reszta patrzyła na niego zszokowana. - Nadal nie rozumiecie? - zdziwił się z niesmakiem. - Musimy udać się do Zamku Czaszek i wydębić od Morgany zeznania, co też ona powiedziała Temu, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. W ten sposób być może częściowo zorientujemy się, co on planuje i zdołamy jakoś mu je pokrzyżować.
- Doskonały pomysł! - przywtórował mu Artur Weasley. - Ruszajmy natychmiast!
- Moment! - zaoponowała energicznie siedemnastolatka. - Nie wiem, czy wiecie, ale ten zamek chronią potężne czary, dużo silniejsze od tych, którymi otoczony jest Hogwart. Nie mam pojęcia czy uda nam się dostać do środka.
- Jak w takim razie wszedł tam Sama - Wiesz - Kto? - zainteresował się George.
- Przecież on para się czarną magią. Podejrzewam, że mogą tam wejść czarodzieje tylko tego pokroju.

W kilka godzin później zatrzymali się wreszcie przed potężną czarną bramą wyglądającą, jakby zrobiono ją ze sczerniałych ludzkich kości.
- Aż ciarki przechodzą — pisnęła dziewczyna, odruchowo chowając się za Georga. Ten kiwnął tylko głową i ruszył za ojcem i nauczycielem, którzy zdecydowanym ruchem otwarli bramę i weszli na teren błoni. Uszli być może dwadzieścia metrów, kiedy nagle niebo po ich lewej stronie rozbłysło krwistą czerwienią, a w powietrzu poniósł się przerażający wrzask kobiety, który nieprzyjemnie zawibrował im w uszach.
- Szyszymora? - mruknął przerażony George.
- Nie, to nie to — odparła Gryfonka, wyciągając przed siebie różdżkę. Inni niezwłocznie uczynili to samo, po czym ruszyli dalej. Kiedy minęli linię starych posępnych drzew, ich oczom ukazało się potężne, czarne jak noc zamczysko, okolone szeroką fosą jakiejś śmierdzącej na kilometr brei, z której w powietrze wzbijała się gęsta para. Niegdyś zamek musiał być piękny, o czym świadczyły widoczne nawet z oddali pozostałości zdobień. Teraz jednak za pomocą czarów, jakie nań rzucono przypominał przerośniętą czaszkę jakiegoś ludzkiego mutanta. Tam, gdzie niegdyś znajdowała się brama wjazdowa, wejścia do zamku strzegły potężne słupy, prawdopodobnie ruchome, przywodzące na myśl okropne zębiska. Spomiędzy nich wysuwał się długi język, który służył za most, a puste oczodołu i nozdrza przyprawiały tylko o dreszcze rozpaczy. Droga prowadząca do zamku wyłożona była poczerniałymi ludzkimi czaszkami. Nie mieli jednak więcej czasu na dogłębne przyjrzenie się okolicy, bo oto znów rozległ się przeraźliwy krzyk kobiety, a nie dalej niż pięćset metrów od nich zmaterializowała się trupioblada postać kobiety, która sunęła ku nim w powietrzu, wyciągając w ich kierunku swe kościane ręce.
- A jednak szyszymora! - wrzasnął młodszy Weasley i rzucił się do ucieczki, ale w miejscu osadziła go silna ręka Hermiony i jej w miarę spokojny głos:
- Nie, to Morgana...

2 060 czyt.
100%21
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe, użyła 1248 słów i 7044 znaków, zaktualizowała 14 gru 2016.

1 komentarz

 
  • chaaandelier

    chaaandelier · 28 lip 2016

    Takiego układu par się nie spodziewałam. A Hermiona wydawała się być cichą wodą, a tu proszę taka niespodzianka.